Dzieci wstały w samo południe, zeszły na dół, w piżamach, rozczochrane, wyspane, w dobrych humorach, patrzę na nie rozkochanym wzrokiem, a z tv sączą się wiadomości na temat małej Magdy znalezionej pod śniegiem, liśćmi i gruzem.
Człowiek to nie zawsze człowiek:
( a przepis na małą Magdę w ruderze jest taki):
Rodzi się sobie dziecko.
( a przepis na małą Magdę w ruderze jest taki):
Rodzi się sobie dziecko.
Kocha się je, albo nie kocha.
Przeszkadza, albo nie przeszkadza.
Przeszkadza, albo nie przeszkadza.
Wrzeszczy się na nie, albo nie.
Ściska się małe ciałko ze złości, albo nie ściska.
Ściska się małe ciałko ze złości, albo nie ściska.
Bierze się je na ręce, albo nie bierze.
Wypada z tych rąk, albo nie wypada.
Uderza główką o próg, albo nie.
Wypada z tych rąk, albo nie wypada.
Uderza główką o próg, albo nie.
Wzywa się pomoc, albo się nie wzywa.
Wychodzi się z domu z dzieckiem żywym, albo nieżywym.
Jeszcze ciepłe, małe ciałko, żywe, albo nieżywe,
kładzie się na zmarzniętej ziemi w rozwalonej ruderze,
zasypuje liśćmi, gruzem i śniegiem.
kładzie się na zmarzniętej ziemi w rozwalonej ruderze,
zasypuje liśćmi, gruzem i śniegiem.
I to jest jedyny „ludzki” odruch w tej całej historii, przynajmniej do małego ciałka nie dobrały się lisy.
Li.

Joasiu, oj uważaj, bo bystra woda popłynie w Twoim kierunku…:)
świetny wpis.
->Marek. Kiedy czytam czyjegoś bloga czuję się gościem. Jeśli nawet coś mi się nie podoba, o ile autor nie prosi o opinię, to nie daję temu wyrazu – pomijam milczeniem. A w każdym razie na pewno nie piszę w takiej konwencji. To raz.Dwa: moim zdaniem Li ujęła to wydarzenie w poruszający sposób. Czytałam ten wpis kilkakrotnie.A po trzecie – nie lubię anonimów. Tak mam.
A "Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija" ? Sisi, problemy mają tę wadę, że zawsze przynoszą stres. Sama nie jestem do nich przecież wolna, czasem z tego telepania się dzwonią mi zęby… Ale co robić, trzeba stawać do walki i dawać odpór. Co innego można zrobić?
Li, a wokół mnie czarna seria dupereli…do wszystkich kłopotów rodzinnej nagonki, o których pisałam, doszła jeszcze reorganizacja… ja człowiek wolny, któremu na drugie imię chaos, od jutra przechodzę do… działu bezpieczeństwa… wierzyć mi się nie chce, po tylu latach pracy skutecznej i kreatywnie mobilizującej, teraz taki badziew:( ale cóż to przy problemach innych ludzi…tylko żebym tylko umiała powstrzymać to nerwowe telepanie, które się we mnie pojawiło…jakoś nie mogę nic u Leca znaleźć, co by mi uśmiech na mordzie narysowało…
tak…, ten kto czyta bloga jak wiadomości w gazecie może nie zrozumieć. Ten, kto czyta jak formę literacką- zrozumie. Myślę marek, że razem z anonimową czytelniczką należysz do tej grupy, która nie czyta wierszy, bo ich nie rozumie, nie wie, co to przenośnia. Uważasz, że wszystko należy podawać wprost? A co na to Lec?"Niektórym ludziom należałby wytoczyć proces myślenia".
Miałem nie pisać … ale … napiszę … droga Li . Szanowna pani starsza … a może żeby zrobiło się … niedobrze … trzeba przeczytać … czyli poznać treść . A może … ludzie mają … droga pani … różną wrażliwość … a może … przepis na … … … jest NIESMACZNY . A może … ludzi … nie ocenia się .. po tym jak się podpisują … ale … po TYM CO PISZĄ . Widzisz droga pani … miałem dokładnie takie same odczucia … jak Anonim … nie obchodzi mnie jak się nazywa … jakie to ma znaczenie .
Sosnowiczanko, nie odmawiaj mi prawa do własnego zdania na ten temat. Dziecko nie znalazło się pod tym gruzem przypadkiem.
Anonimie z 04:43, A może jak Ci niedobrze, to nie wchodź tu i nie czytaj? Albo może spróbuj czytać ze zrozumieniem? Albo może nie komentuj jako Anonimowy? Może się podpisz? Czy się pomylę, jeśli powiem, że dawno Cię tu nie było? Od listopada?
dobra rodzina, a co to jest? znasz definicję? Twoja rodzina jest dobra, że tak stanowczo piszesz??? prawdę o zdarzeniu zna matka, a my tylko jej namiastkę. temat medialny to podstawa naszego życia, jest się czym podniecać, zajmować, wymądrzać. to takie oczywiste, polskie….
łatwo się komentuje wszystko i wszystkich…. zwłaszcza jak zna się przekaz z mediów, a media są takie jakie chcemy by były. tacy madrzy i wydukowani jesteśmy medialnie. jeszcze w czwartek wszyscy współczuli rodzinie Magdy, a teraz co? współczujący czują się wywiedzeni w pole, oszukani? jak nie wiecie wszyskiego, a przynajmniej dużo to nie komentujcie tak jakbyście wszystkie rozumy pozjadali. to dotyczy także Ciebie Li, nie zawsze wszystko jest białe lub czarnesosnowiczanka….
anonimie: a widzisz? Li ciagle zaskakuje!a zupelnie powaznie: takie figury stylistyczne jak ironia? sa Ci znane? he? czy te lekcje polskiego spedzilismy na wagarach?
Przepraszam, ale czy Ty zrozumiałaś to co przeczytałaś?
Li, to co napisałaś w notce, jest po prostu wstrętne!jestem zszokowanatakże komentarzami pod notką, które przemilczają jej drastycznośćbrzmią przez to jak beznamiętny rzeczowy rzeźnicki dialog nad kolejną porcją mięsa w ubojnia jeszcze to słowo "przepis"tyle tu się twoich indywidualnych kulinarnych przewinęłoa teraz wybacz, jakaś makabra, jak jakaś oświęcimska instrukcjatrzeba było jeszcze podtytuł dać: gotuj z Li, zapraszamy!jest mi wręcz niedobrzekompletnie się tego po tobie nie spodziewałam
Dobranoc, Li :)
A moja Starsza ma coraz bardziej fantastyczne pomysły co do swojej przyszłości, na razie słucham ich spokojnie, ale już widzę, co mnie czeka:)Idziemy spać? Poczytam jeszcze trochę, mam stos babskich gazet, dobrej nocy!
Moja starsza z kolei zaliczyła trzeci semestr (II rok) studiów aktorskich. jej najgorsza ocena to 4+Ma co prawda dwa lata opóźnienia w studiowaniu, bo półtora roku z przerwami siedziała we Wrocławiu, grając w serialu tancerze, co wiązało się z koniecznością porzucenia rozpoczętych studiów na dwóch kierunkach. Ale poparłam jej decyzję, bo rzeczywiście – studia nie uciekną, a rola w serialu, zwłaszcza takim, gdzie mogła być i aktorką, i tancerką – uciekłaby raczej na pewno. Robi to, co kocha, i to jest najważniejsze.
Ania, brzmi przerażająco:P A moja Starsza ma cztery godziny korepetycji z matematyki tygodniowo… moja krew:(
Ale ja nie zdawałam matury z matematyki w ogóle. Byłam w klasie humanistycznej i zdawałam historię.A teraz moje młodsze dziecię właśnie zaliczyło ładnie pierwszy semestr na makrokierunku "inżynieria nanostruktur". Brzmi dobrze, nie?
Pa:)
A po maturze przyszlo zycie i sie okazalo, ze matura z matmy to jeszcze nie jest najwiekszy koszmar :D.W glosowaniu wybralismy wloska. Jedzimy wiec, przy czym Maz wybral sardynki z puszki byle w samotnosci. Od rana przebywal w przemilym towarzystwie pociech i moze to rzuca nieco swiatla na jego determinacje. Milego wieczoru wszystkim.
A ja z reguły fajnie śnię, kolorowo i beztrosko. Raz tylko śnił mi się mój Tata, to był bardzo realistyczny sen, obudziłam się w nocy zapłakana…
A mi się śniło kilka dni temu, że urodziłam śliczną, malutką córeczkę. Chyba za bardzo biorę do siebie to wszystko co się dzieje obok.
Matura z matmy to był koszmar:)) Ale się zdało i już się zapomniało:)
Ja często też, ale czasem śni mi się, że mam zdawać maturę z matematyki :(Wtedy budzę się mokra bełkocząc: "Mam doktorat" :) (Aczkolwiek jednak nie z matematyki).
Miałam iść spać, ale czuję jakąś potrzebę dialogu. Rozumiem Cię Aniu! Sama się tak czasami czuję :"infantylna, niezorganizowana, naiwna, z niezaspokojonym głodem uczuć". Taki los. A najbardziej szkoda tych bezbronnych, niewinnych istot ;(
racja tabakowska, racja….
Ania, bo życie jest cudowne, wspaniałe, fantastyczne, niepowtarzalne, ale niesie ze sobą niesprawiedliwość i zło. Trudno się czasem nim cieszyć. Dlatego trzeba iść spać, sny mam z reguły kolorowe:)
Wiesz, ja sądzę, że życie jest cudowne. Mam coś, co nazwałam "optymizmem strukturalnym". Czyli świat jest OK, tylko ja jestem trochę nieudanym projektem, ale to nie przeszkadza mi światem się zachwycać, cały czas. Sam przepływ życia w ciele jest cudem, dla mnie, czuję go i ciągle chłonę. Ale jestem infantylna, niezorganizowana, naiwna, z niezaspokojonym głodem uczuć, uważam siebie za żałosną itd., itp. Niektórzy się temu dziwią. Niektórzy nie. Och, znowu się rozgadałam, ale akcja z psem wyzwoliła we mnie jakąś adrenalinę. Mam ochotę krzyczeć.
Moja Babcia też tak mówi. Jakiś nie korzystny biomet dzisiaj. Najlepiej zwalić na pogodę :)
Wiem. Jak mawiala mojej sp. Babcia: jak nie urok to sraczka :D. Zawsze jest cos.Poziom zmartwien zalezy tez chyba troche od naszej wrazliwosci na to co sie dzieje dookola. Znaczy nie wpadlas jeszcze w znieczulice :D.
Aniu:) Bo życie tylko czasami bywa znośne:)
Źródło smutków to życie, tak?
Czego jak czego, ale smutków jakoś nigdy nie brakuje, ich źródło jest wiecznie odnawialne.
Tez mam taka recepte na smutki! jak sie czlowiek obudzi wypoczety, to swiat odrazu lepiej wyglada :)Nie pytam czym sie martwisz. Pewno obok wielu swoich trosk myslisz o Niej, tak jak wielu z nas.
Trzeba przesypiać smutki.
Inne miałam plany na popołudnie i wieczór i położyłam się na chwilę obok Szarego, leżał tak cudnie wyciągnięty na łóżku Gusi, pieściłam mu białe brzucho, mruczał mi do ucha… zasnęłam nawet nie wiem kiedy, cztery godziny snu w ciągu dnia, co za luksus!
Li dobrze, ze sobie pospalas, znaczy potrzebowalas :). Ja dzisiaj spalam do 9:30 i mam wrazenie jakbym przespala pol dnia. W zwiazku z tym dzisiaj nie gotuje. Pojdziemy do wloskiej albo meksykanskiej. Sie zobaczy :).
Bardzo dobrze to mało powiedziane:*
bardzo dobrze zrobiłaś z tym psem.
Jedno słowo mi się ciśnie na usta! Ze 3 razy dostałam od nich mandat za to, że mój pies biegał bez kagańca. W 5 minut przyjeżdżali na zgłoszenie od "sąsiadów". A jak jest – 20 stopni to po psa nie raczą przyjechać!!!! AAA… idę spać, bo mnie targają jakieś nerwy!!! co za świat!
Szkoda tylko, że tej małej dziewczynce trafili się tacy rodzice…
Jakieś pół godziny temu mąż wrócił ze sklepu i powiedział, że siedzi tam, podobno już długo, przywiązany pies i żebym poszła, bo może go rozpoznam.Poszłam, pies nieznany, duży. Ludzie dzwonili po straż, ta nie przyjeżdżała. Pies miał lód koło oczu. Odwiązałam go i wprowadziłam do przedsionka sklepu, zaczął się ogrzewać i wyglądało, jakby płakał. Kobieta, która właśnie robiła zakupy, zdecydowała, że go zabierze do domu, wzięłam do niej namiary. Straż miejska, którą zawiadomiono, że ma już nie przyjeżdżać, powiedziała, że zabranie tego psa, to była kradzież, że pies miał tam zostać. Nie potrafili jednak powiedzieć, kiedy ktoś przyjedzie. Kurcze, widziałam, że nie mógł tam zostać ani chwili dłużej. Musiałam o tym napisać, jakoś mnie to rozbiło.
K***a, pierwsze co pomyślałam, jak usłyszałam, że dziecko jej wypadło po kąpieli z rąk, to: co to za ludzie?, którzy knują taką intrygę, zamiast dzwonić na pogotowie i ratować własne dziecko!!! Ta kobieta musiała mieć wyrobiony odruch kłamstwa, knucia i tuszowania rzeczywistości. Nie mieści mi się to w głowie, że normalnie myśląca osoba tak postępuje.
-> ingrid, jak pewnie wiesz, nie mam dzieci.zwykle jak dadzą mi małe dziecko na kolana to całą swoją uwagę skupiam na tym, żeby mu krzywdy nie zrobić. jak oddaje, to jestem mokra i wdzięczna, że wzięli.perspektywa trochę inna.zapewne masz/macie rację.
W tamtych czasach nie było USG i zdjęć embrionów, nie działało to na wyobraźnię, aborcja była środkiem antykoncepcyjnym, nie osądzam jej, choć jestem przeciwna aborcji. Zaznaczam jednak, że mój sprzeciw dotyczy tylko mnie- ja ciąży nigdy bym nie usunęła, inne kobiety mają prawo do odmiennego zdania.
Zakładając, że wersja o tym, ze dziecko wypadło jej z rąk jest prawdziwa, zakładając, że była w szoku, że da się obronić tego założenia dalszym jej postępowaniem. Trudna sprawa, bardzo trudno. Jest mi jej żal, to takie duże, niedojrzałe dziecko.
przespałam pół popołudnia i wieczór:(
Kurcze, pomyślcie o tych ludziach, którzy byli zaangażowani w poszukiwania Madzi. Jak oni musieli się poczuć jak dowiedzieli się, że to porwanie to jedna wielka ściema! Ja bym się czuła strasznie oszukana. Jeśli taka sytuacja powtórzyła by się w przyszłości( czego NIKOMU nie życzę) to może się okazać, że ludzie podejdą do tego z wielką rezerwą, bo już raz zostali oszukani!
Nawet jeśli był to wypadek, bardzo tragiczny, to która matka zamiast dzwonić po pomoc postanawia sprawę "zatuszować" w taki sposób? Co wcześniej działo się w tym domu i w Jej kontaktach z dzieckeim, że wolała posunąć się do czegoś takiego niż powiedzieć prawdę?Jakim człowiekiem trzba być żeby w tak wyrachowany sposób działać? Nie zawołać pogotowia i zgóry założyć, że nie da się dziecka reanimować?
Wydaje mi się, że w pierwszym odruchu matka woła o pomoc, alarmuje sąsiadów, dzwoni na pogotowie, robi cokolwiek/wszystko żeby uratować swoje dziecko. Ta matka włożyła córeczkę do wózka, przespacerowała kawał drogi, zakopała jej ciałko i wymyśliła (nie)zręczną bajeczkę. Była w szoku? Hmm… być może, choć ciężko mi w to uwierzyć, przecież grała przez wiele dni myśląc wyłącznie o sobie, nie o malutkiej dziewczynce przykrytej zimnym gruzem.Tragedia? owszem… Madzi tragedia.
Nie osadzam, życia dziewczynce nikt już nie wróci, być może, że prawda nigdy nie wyjdzie na wierzch…Chodzi mi całokształt postępowania tej kobiety, matki, rozumiem, szok, obawa przed konsekwencjami, itp. Te apele w mediach do porywacza, kłamstwa, mataczenie, ukrycie ciała itp. tego wszystkiego nie ogarniam …Oczywiście, wypadki się zdarzają, sama jestem mamą dwóch chłopców. Młodszy syn, drzwiami starszemu bratu obciął cały opuszek palca. Pomimo, iż dokładnie minutę wcześniej prosiłam aby odeszli od drzwi, aby ich nie zamykali. Krew lała się, ja rzuciłam wszystko i tamowałam krwawienie, w tym czasie mąż w biegu ubierał się i chwycił synka i gnał już do samochodu i do szpitala. Rozumiem, że w sytuacjach trudnych, ludzie różnie reagują, ale jednocześnie nie potrafię zrozumieć jej toku myślenia, przyczyny takiego postępowania…
…w pierwszym odruchu żal mi było tej dziewczyny, bo wydawało mi się, że była tak zastraszona, że w chwili wypadku tak szalenie obawiała tego,że zostanie okrzyknięta złą matką,że zadziałała w jakiś irracjonalny sposób, że poprostu zwariowała z bólu i rozpoaczy…a teraz telewizor gada,że była poczytalna…ja nie umiem o tym myśleć ani mówić…mam maluszka, troszkę starszego od Magdy…kiedyś siedziałam obok niego i bawiliśmy się na podłodze, w pewnej chwili upadł mi do tyłu a ja nie zdołałam go złapać- słabo siedział wówaczas i nie utrzymał równowagi, pomimo że nawet nie płakał, zadzwoniłam do naszego lekarza, nie umiałam jednak uwierzyć w jego zapewnienia,że jeśli to i owo się nie zdarzy, to znaczy że nic się nie stało i że nie da się uchronić dziecka przed wszystkim- i tak pojechałam na badania z małym…dlatego tak ciężko mi to zrozumieć:(
Tabaka: dzieci matkom nie wypadaja z rak! wierz mi, NIE WYPADAJA!!! jesli jednak cos sie stanie, to naturalny odruch matki jest taki: lece po pomoc, dzwonie, szukam kogos, kto uratuje moje dziecko.Moj starszy syn w wieku kilku miesiecy sturlal mi sie z materaca, ktory lezal na ziemi (dosc wysokiego, ale jednak nie lozka); nic mu sie nie stalo, ale spanikowana zadzwonilam do mojej przyjaciolki (matka trojki) i zaczelam bredzic o wstrzasie mozgu i innych takich; Gosia bardo spokojnie powiedziala mi: zeby zrobic krzywde dziecku, to trzeba sie mocno postarac. Szesc lat byci matka dwojki tylko mnie w tym utwierdzilo. Wbrew pozorom trudno jest niechcacy uszkodzic, nie mowiac o zabiciu, male dziecko!
popatrzcie.wszyscy już założyli, że ona to dziecko zabiła.Przecież równie dobrze mogło być jak mówi, dziecko upadło, zmarło, dostała szoku i zrobiła to co zrobiła.wolimy sensacje, bo zwykła tragedia to już za mało?
właśnie zamówiłam sobie książkę Czubaszek.ogólnie jestem przeciw. uważam, że kobieta nie ma prawa do rozporządzania własnym ciałem w tym konkretnym przypadku i tak, przez pewien czas działa jak inkubator. co z tego.
W Twojej konkluzji o mentalności "pozbywania się" odbija się rzeczywistość.Matka Magdy to potwór.A wyznanie Czubaszek o pozbyciu się?Czubaszek nie jest potwór,tylko kobieta świadoma ,wyzwolona etc.Noooo,ze zdjęć Magdy patrzy taki rozkoszny pulpet…..Nie ma zdjęć embrionów z macicy Czubaszek:( anatema
A może to życie nią pisze.
Piszesz "Szymborską", Li :)
I tak coś będzie się za nią wlokło. Lecz będzie miało inny ciężar gatunkowy, jak sądzę.
Tabakowska masz racje niestety…Problem u nas jest taki, że lepiej być złą matką niż oddać dziecko ludziom, którzy by je cudownie wychowywali i kochali…Niestety co ludzie powiedzą dalej rządzi w naszym kraju i pewne"normy" zachowania, które nic nie mają wspólnego z normalnością… a prawda jest taka, że przez to wszystko nie żyje niewinne dziecko i to jest tragedia:(
Mi w tej sprawie od początku coś nie grało. Wydaje mi się, że i tak nie dowiemy się jak to naprawdę było.
Aby zostać podwójną mamą, leczyłam się prawie 8 lat, lekarze nie dawali mi szans na zajście w ciążę i donoszenie jej. Jeden lekarz, nie zwątpił, ale naprawdę łatwo nie było, obie ciąże wysokiego ryzyka, więcej czasu spędzonego w szpitalach niż w domu, cały wspomaganie leków, męczarnia dla mnie i całej rodziny. Pierwszego syna urodziłam w 7 miesiącu ciąży, cały okres urlopu macierzyńskiego spędziłam z dzieckiem w szpitalu, w drugim synem tez nie było łatwo. Macierzyństwo nie zawsze jest łatwe i wyłącznie przyjemne… Kocham moje dzieci nad życie, nie jestem wstanie wyobrazić sobie, żeby spotkała ich jakakolwiek krzywda.Postępowanie matki malutkiej Magdy niewyobrażalne. Ta historia bardzo mną wstrząsnęła … jeszcze tyle pytań pozostało bez odpowiedzi….
konsekwencji prawnych nie uniknie, to pewne.
ale matką nie była zagubiona nastolatka, tylko dorosła kobieta. Mnie cały czas zastanawia rola ojca dziecka w tym wszystkim.
Nie wiem co tak naprawdę się stało i co kierowało matką, że postąpiła jak postąpiła,ale pewna jestem, choć nie znam się na prawie, że uznają ją za niepoczytalną albo, że działała w szoku i uniknie jakichkolwiek konsekwencji :(
nie wiem co było przyczyną śmierci Magdy.wydaje mi się, że jakby w mentalności jakiejś lepszym wyjściem wydaje się być "pozbycie się" dziecka niż zrzeczenie się do niego praw.Teraz okaże się pewnie, że dziewczyna miała depresję, dostanie wyrok w zawieszeniu i cześć.A gdyby zrzekła się praw i oddała dziecko ostracyzm społeczny wlókłby się za nią do końca życia.co na ten temat myślicie? jest tak czy nie?
Może i istniało, ale przed tym, gdy dowiedzieliśmy się prawdy. Co do rodziny, to mam mieszane uczucia, w dobrych rodzinach takie sytuacje raczej się nie zdarzają. Tu źródłem działania jest albo ogromny, obezwładniający strach, albo patologia.
Li,sorry ale takie niebezpieczeństwo istniało i z pewnością rodzina odchodziła od zmysłów na taką ewentualność, więc odebrałam Twoje słowa dosłownie. Masz racje, że to jedyne co w tej strasznej historii jest pocieszające.
Generalnie jestem niezwykle werbalna i wzglednie elokwetna ale z okazji bycia matka malego pacholecia, dzis brak mi slow.
o rany viki, wiadomo, że nie myślała o ochronie przed lisami, a przed ludzkim wzrokiem. Ale przynajmniej taki był z tego pożytek, że lisy nie dobrały się do dziecka.
……………….Straszne.
nie wiemy co w tej historii jest prawdą, za parę dni pewnie się dowiemy, ale czy taka była intencja matki? też nie wiem, mogło chodzić tylko o to, by nikt tego dzieciątka nie znalazł.jeśli zdarzyło się to z powodu wypadku lub jej depresji poporodowej to bardzo mi jej żal, innej wersji wolę sobie nawet nie wyobrażać:(