Czym według Was jest blog? Codzienne na nim pisanie?
Czy mam prawo pisania o wszystkim co mi w duszy gra, czy też muszę liczyć się z „poglądami innych ludzi, mających inną wrażliwość” (cytat z rozmowy na gg z pewnym moim czytelnikiem).
Czy moja wczorajsza notka, a zwłaszcza użycie w niej słowa „przepis” w kontekście publikowania moich wcześniejszych przepisów kulinarnych była wstrętna?
AnonimowyFeb 4, 2012 04:43 PM
Li, to co napisałaś w notce, jest po prostu wstrętne!
jestem zszokowana
także komentarzami pod notką, które przemilczają jej drastyczność
brzmią przez to jak beznamiętny rzeczowy rzeźnicki dialog nad kolejną porcją mięsa w ubojni
a jeszcze to słowo „przepis”
tyle tu się twoich indywidualnych kulinarnych przewinęło
a teraz wybacz, jakaś makabra, jak jakaś oświęcimska instrukcja
trzeba było jeszcze podtytuł dać: gotuj z Li, zapraszamy!
jest mi wręcz niedobrze
kompletnie się tego po tobie nie spodziewałam
Lekko mnie zszokował ten komentarz, jestem zdziwiona, nie przypuszczałam, że ktoś kto mnie czyta, może aż tak mnie nie czytać.
Ciekawa jestem Waszego zdania, ale proszę- niech to będzie rzeczowa dyskusja, bez osobistych wycieczek w stronę komentatorów. Do czego jako pisząca bloga mam prawo?
Czy blog to ogólnodostępna gazeta? Anonimowe forum? Miejsce do prezentowania wszelkich opinii?
Czyż czytanie mojego bloga to pokuta za grzechy? A może prowadzący do zbawienia ponury obowiązek?
Li.
Ciekawa jestem Waszego zdania, ale proszę- niech to będzie rzeczowa dyskusja, bez osobistych wycieczek w stronę komentatorów. Do czego jako pisząca bloga mam prawo?
Czy blog to ogólnodostępna gazeta? Anonimowe forum? Miejsce do prezentowania wszelkich opinii?
Czyż czytanie mojego bloga to pokuta za grzechy? A może prowadzący do zbawienia ponury obowiązek?
Li.

Lubię Twój blog, za realność, za szczerość, za prawdziwość, za dobroć, za pomoc innym, za to co piszesz. Lubię i czasem zaglądam.Pozdrawiam ciepło.
pisać można wszystko, ale za to "wszystko" bierze się odpowiedzialność, to działa w dwie strony.. a w odpowiedzi albo aplauz, albo razy.. udostępniając szerokiej publice swoje odczucia, liczymy się, że druga strona nie będzie raczej bierna… zresztą jak dobrze wiemy, 2 osoby 3 zdania.. każdy temat wzbudza w nas różne emocje.. a efektem są różne reakcje i opinie.. life.. Pozdrawiam
Hmm, a na kim/na czym "żeruje" np. Nałkowska w "Medalionach" albo reżyser Steven Spielberg w "Liście Schindlera"? Na życiu. Nie tylko radosnym, ale i bolesnym.
To byłam ja, Miia. Też uff ;)
Uff…
Mnie slowo "przepis" na poczatku odstreczylo. Ale dlatego, ze cala sytuacja z Magda jest wstretna i nieprzyjemna. I dlatego mi ten tytul pasowal. Bardziej mnie ten tekst zmusil do myslenia niz niejeden artykul w gazecie… Zabolal mnie. I jestem wdzieczna ze to sprawil. Bo rzadko sie zdarza zeby krotka notka w internecie to sprawila – zalew informacji otepia (przynajmniej mnie).
Spokojnie. Obejrzałam pyskówkę Rutkowskiego i Zalewskiej. Każdy NIBY ma dobre intencje, każdy używa słowa ETYKA. Nie ujmujmy sobie nawzajem dobrych intencji, gdyż idę o zakład, że każdy z nas czuje podobnie. Po ludzku. Smutek, oburzenie, żal, zadumanie nad tym, kim jest człowiek… dlaczego, za co, po co. Jeśli słowa takie jak "przepis" tak bardzo oburzają, bolą, powodują bunt i krzyk, że nie, że to niestosowne, to może właśnie cel zabiegu literackiego został osiągnięty? Może właśnie TAKIE słowa, bezosobowe, bezduszne, zimne, mają poruszyć bardziej, niż pompatyczne emocjonalne oceny? Nie jęk, że stała się rzecz straszna, ale ta sucha, wydająca się bezduszną rzeczowość tak właśnie porusza. Tu rozumiem i marka i Anonimową istotę, wściekłą, że można właśnie tak ująć temat. Jednak to nie wina stylistyki Li, że świat jest tak wstrętny. Ona tylko wyraża ten sam sprzeciw, po prostu innym językiem. Swoim językiem. Recytując beznamiętnym tonem wyliczankę… można tak i można inaczej… Wybacz mi Li, że robię Ci za adwokata, w razie czego zgań mnie.
Moja droga… szkoda prądu.
Ach, ktoś tu miał problem semantyczny i "przepis" kojarzył się z przepisami kulinarnymi na blogu Li."Przepis" ma kilka odpowiedników: "instrukcja", "recepta", ewentualnie "wskazówka"/słownik wyrazów bliskoznacznych/oraz synonimy np "sposób", "metoda", "wzór", "formuła" etc. Zakładając, że autorka tej notki użyłaby jednego z wymienionych przeze mnie określeń, zachodzi obawa, że każde z nich również nie byłoby odpowiednie, gdyż i one mogą nasuwać negatywne skojarzenia. Przykładów podawać nie będę, bo wyobraźnia daje szerokie pole różnego rodzaju czepiaczom.Według mnie forma i treść omawianej tu szeroko notki jest mocna i poruszająca. Ale rozumiem, że taka była w zamiarze, by podkreślić emocje autorki. Jeśli komuś nie odpowiada np poezja Wojaczka, to nie musi się męczyć jej czytaniem. Podobnie jest z blogiem Li. Nie znaczy to, że nikt tu nie może wyrazić swojego zdania. Ale między wygłoszeniem swojej opinii, a przyczepianiem się i krytykanctwem nie tylko autorki bloga, ale również komentatorów, jest diametralna różnica.
Mialam sie nie odzywac,bo przeciez nie chodzi tutaj o to,zeby sie klocic.Chcialabym prosic pania Anonim,zeby nie zwracala sie ogolnie do wszystkich,bo ja np nie pisalam nic o formie literackiej ani nie obrazalam nikogo,ze jest niedouczony i tepy.Wydawalo mi sie,ze kazdy wypowiedzial sie w swoim imieniu.Mysle,ze poczula sie pani w pewnien sposob zaatakowana,bo prawie nikt nie podzielil pani zdania.Mozna odniesc takie wrazenie jesli ponad 100 wpisow "mysli" inaczej.Mnie zastanawia dlaczego slowo "przepis" jest tutaj takie kontrowersyjne dla pani.Jesli mowimy o kontrowersjach,to dla mnie bardziej byloby kontrowersyjne (jesli juz) uzycie imienia Madzia.Nie probuje nikogo przekonywac,chcialabym tylko zrozumiec pani tok rozumowania(tylko dlatego,bo piszac "dziewczyny" ,kieruje rowniez do mnie swoje slowa)
A propos obrażania czyichś uczuć, to mi się przypomina takie urocze przysłowie : "dewotka nawet sznurowadła posądzi o rozwiązłość";) Miia.
Kobieto, Ty się chyba posuwasz za daleko. Ja nie straszę zakończeniem pisania, bo cha cha, jakoś sobie nie wyobrażam, by kogoś to mogło przestraszyć, najwyraźniej przeceniasz moją sprawczą moc;-)Ewidentnie też miotasz się w osamotnieniu, bo przepuszczam wszystkie komentarze, ale jakoś nie widzę w nich głosów poparcia dla Ciebie, co najwyraźniej Cię rozdrażnia. Jesteś zła, że nikogo więcej nie oburza moja notka, a wręcz przeciwnie? Obrażasz moich czytelników odbierając im prawo do wyrażania swojego zdania w imię solidarności ze mną, co jest naprawdę żałosne… Jaka refleksja? Jaka próba porozumienia? Tzn., ja mam się zreflektować, że zrobiłam źle? Wybacz, ale ja tak nie czuję.
Li, pięknie napisałaś. Nie było w tej notce niczego co by obrażało czyjeś uczucia, no chyba że tej, pożal się Boże, matki… Pisz tak dalej, niczym ani nikim się nie przejmuj. Jesteś ciepłą, wrażliwą, dobrą osobą – nie zmieniaj się!
dziewczynynajpierw chodziło o wierszyki o śmierciszczególnie zaś z kontrowersyjnym słowem przepisnigdzie indziej nie widzę, by się tym ktoś literacko zabawił, bo… – tylko tupotem o spychanie wszystko w stronę "niedouczeni i tępi"oraz kolejną pogróżkę Li "chyba za dużo piszę" w odpowiedzija nie mam monopolu na rację, z łatwością obaliłabym swoje tezypoza tym przecież nie ten ma rację, kto innych przegadaale Li sobie ten monopol na rację zawsze przyznaje, a jak się z tym ktoś nie zgadza, to zwykle straszy niepisaniem i ma od razu obrończy odzewLi, też jestem za zakończeniem, nie ma tu refleksji i próby porozumienia
Jadwigo, jak widzisz argumenty były ciężkiego kalibru:)
Nie było mnie trochę i znów mnie coś ominęło szerokim łukiem jaka szkoda, a ta dyskusja to na poważnie? czy tak sobie, bo blog jest Twoj, więc o cso chodzi zapytała papuga…j
WitamCzytam Cię od początku prawie (pierwszego bloga), czasem coś skomentuję (mam nadzieję, że rzeczowo) Więc teraz się też pokuszę skoro taka Twoja prośba w notce:Czym jest blog? Wg mnie pisanie pamiętnika, który rozumiem jako wylanie do wirtualnego świata swoich myśli, pragnień, spostrzeżeń lub całkiem zmyślonych rzeczy – takie prawo pisującego :)A pisanie codzienne lub nie zależy od ochoty piszącego. Masz prawo do pisania co Ci w duszy gra, w końcu od tego są blogi."czy też muszę liczyć się z "poglądami innych ludzi, mających inną wrażliwość" (cytat z rozmowy na gg z pewnym moim czytelnikiem)."Wg mnie poddając swój pamiętnik do publicznej wiadomości, można się spodziewać, ze przeczytają go ludzie o różnej wrażliwości – mogą też skomentować to, gdyż dajesz taką możliwość. Oczywiście skomentować treść a nie piszącego. I te komentarze mogą się nie spodobać ale póki nie obraża innych, ma do tego prawo. A jeśli jest merytoryczny to nawet może się wywiązać fajna dyskusja – choć mało jej tu mało, nad czym ubolewam."Do czego jako pisząca bloga mam prawo?Czy blog to ogólnodostępna gazeta? Anonimowe forum? Miejsce do prezentowania wszelkich opinii?"Wg mnie masz prawo do pisania o czymkolwiek, co Ci w duszy i w uszach gra, choć chciałabym aby było to zgodne z zasadą (nie rób drugiemu co Tobie niemiłe)I to się tyczy także komentujących. Na resztę zacytowanych pytań odpowiem "TAK". Do tego służy internet aby móc zaprezentować różne poglądy, opinie, także anonimowo.A czy ogólnie dostępna – TAK – w końcu nie jest zabezpieczona hasłem itp."Czyż czytanie mojego bloga to pokuta za grzechy? A może prowadzący do zbawienia ponury obowiązek?"Odpowiedź brzmi NIE. I dodam, ze to samo się tyczy komentowania – to nie obowiązek."Czy moja wczorajsza notka, a zwłaszcza użycie w niej słowa "przepis" w kontekście publikowania moich wcześniejszych przepisów kulinarnych była wstrętna?"Na te pytania pozwolę sobie nie odpowiedzieć. I takie mam prawo jako komentujący i czytający ,mimo prośby autorki :)pozdrawiam znad morza
wiem,wiem, że przeprosiłaś:)a pomniki to nasza polska specjalność:)zwłaszcza jak takim pominikiem może dodatkowo komuś dowalić ;P
Musialam sie odezwac,chociaz kosztowalo mnie to wiele trudu,mam na mysli moj analfabetyzm wtorny :).Masz racje,okazja ponura,ale trudne rozmowy rozwijaja.
viki, nie przesadzajmy z tym, że markowi się za mocno dostało;-) Powyżej go zresztą przeprosiłam, ale taki niewinny to on nie jest, oj nie! Bo zaraz powstanie ruch budowy pomnika dla marka pokrzywdzonego przez Li;-))
Bedąc… nie nie, wcale nie młodą lekarką, a wręcz przeciwnie, z założenia upierdliwą staruszką, w ramach wrodzonej dociekliwości mam do Ciebie humanistko pytanie – o co Ci się tak literalnie rozchodzi? Bo krytykujesz dla samego krytykowania, mam wrażenie. A coś bardziej konstruktywnego? Pisać ma Li o tragedii, czy nie? Jeśli tak, to niby w jaki sposób? Podrzuć może jakąś receptę. Albo sama napisz, a wtedy z lubością się odniosę i pewnie nie tylko ja, do treści, formy i siły przekazu.
Anonimie, sorry ale:1. nie pisz w liczbie mnogiej, że "zrobiliście ze mnie i Marka jakichś upośledzonych, nie rozumiejących się na sztuce, nie znających się na poezji i środkach stylistycznych, którym wszystko trzeba literalnie", bo i ja i wiele osób tego nie zrobiło!2.jeśli Li, wrzuciłaby swoją notkę na jakieś forum, to być może, że spotkałaby się z niezrozumieniem, bo , żeby tę notkę zrozumieć NIEKTÓRYM osobom potrzebna jest znajomość wcześniejszych wpisów LI, jej wrażliwości i poglądów.3. Tytuł notki absolutnie determinował jej treść i późniejsza korekta tylko miała wyraźniej uzmysłowić Tobie i Markowi o co chodzi i jakie były intencje,większość osób tej korekty nie potrzebowała, bo zrozumiała :)4.Rozbawiło mnie, że uważasz nas tu za-tych pochlebczych zestrachanym poklaskiem-lojalnie komentującychMam nadzieję, że tak naprawdę nie myślisz.Markowi się dostało chyba za mocno, ale nie wiem jak wyglądała( i nie chcę wiedzieć) ich prywatna rozmowa, może Li miała powody. Każdy z nas ma w swoim "portfelu' osoby, które najzwyczajniej nas irytują i nie musimy być zawsze mili . Bardzo podobało mi stwierdzenie Li, że kiedy się zrozumie, że nie ma potrzeby dogadzania wszystkim można poczuć się wolnym:)Li miłego dnia:)
Nie będę oceniała notki o Magdzie. Ani żadnej innej. To TWÓJ blog. Mogę w komentarzu napisać: "zgadzam się z Tobą; nie zgadzam się z Tobą i JA uważam, że…" jednak wg. mnie nie mam prawa napisać "ŹLE myślisz, ŻLE piszesz". Gdybym nie lubiła Twojego sposobu opisywania rzeczywistości to po prostu przestałabym czytać zamiast nakręcać Ciebie i siebie pouczaniem co i jak powinno być napisane. Albo zaczęłabym pisać własnego, "lepszego" bloga :)Klarysa
A mnie ten wpis urzekł swoja prostotą i prawdziwością. Udało Ci sie idealnie ując to co sobie myslę w środku.Lubię Cie czytać. I wg mnie blog to miejsce Twoje. Gdzie Ty decydujesz co chcesz napisać i w jaki sposób. Jesli komuś nie pasuje to nie ma przymusu, nikt tu siła nikogo nie ciągnie i nie grozi za to, że czytać przestanie.
Czesc Kochana, widze, ze duzo mnie ominelo, chyba nie mam sily branc przez wszystkie komentarze, wiec odniose sie tylko do tego co napisalas.Ja kompletnie nie zauwazylam jakis niestosownosci w Twojej notce.No bo nie tiu tiu, biedna malutka, biedna mamunia, a tatulek jeszcze biedniejszy ?To jest Twoj kawalek internetowej podlogi, wiec nie mowieeeee Ciiiii coooo masz rooooobic :-) Nie no, tak powaznie, to uwazam ze powinnas pisac tak jak masz ochote. To jest Twoj prywatny blog. Jak komus nie odpowiada, nie podoba sie, nie zgadza sie z tresciami, to niech nie wchodzi, nie czyta, nie robi z siebie cierpietnika, nikt nikomu nie kazal czytac i zgadzac sie z Twoimi pogladami.Pisz co myslisz, prowokuj, zmuszaj do myslenia, dyskusji na poziomie.Ale zawsze badz soba ! Pozdrawiaju i ja z zimnej jak … Bawarii :-)
Obrażasz moich czytelników i mnie, tylko dlatego, że poza Markiem nikt nie przyznał Ci racji. Poza tym pogubiłam się w kwiecistej formie Twoich komentarzy i teraz już nie wiem, czy tylko tytuł był zły, czy cały tekst, czy to ja jestem zła, czy moi czytelnicy są źli… A pisanie o "pochlebczym zestrachanym poklasku" jest żałosne. Nie dojdziemy do porozumienia, jak sądzę.A co do mojej wymiany zdań z markiem… jego "słowa prawdy" nie są moją prawdą, jego stylistyka i sposób odbioru świata nie jest moją stylistyką i moim sposobem odbioru świata, znamy się wirtualnie kilka lat od czasów mojego starego bloga, ale ostatnią rzeczą jaką mogłabym o nim powiedzieć, to to, że mógłby być dla mnie jakimkolwiek autorytetem.Ale dla Ciebie jak widać jest, więc jest Was co najmniej dwoje:)Pozdrawiam i z przykrością żegnam bez rozstrzygnięcia tego sporu.
innym komentującym – wchodzę na blog Li, bo ją lubię, jako osobę, lubię też czytać to, co piszedobrze pisze – ale przecież nie spodziewa się chyba kompletnej bezkrytyczności?nie każdy świetnie napisze wiersz o Ryfce; i nie zawsze możnaintencje rozumiem, ale mam prawo do swych odczući dla mnie twórczość literacka na kanwie tragedii tego dziecka jest jakimś żerowaniemLi, jeśli mnie tu nie chcesz, napisz – nie będę wchodzić
żenujące…zrobiliście ze mnie i Marka jakichś upośledzonych, nie rozumiejących się na sztuce, nie znających się na poezji i środkach stylistycznych, którym wszystko trzeba literalniegratulacjeto takie proste, gdy się raz przyjmie, że Li ma zawsze rację(nawet gdy pisze, że moim komentarzem jest "lekko zszokowana")a rację tę mierzy ona ILOŚCIĄ wtórujących jej na jej własnym blogu lojalnych komentującychco to są te dwa głosy sprzeciwu wobec formy i zabawy taką treścią, phi!…w kupie siła! a miliony much nie mogą się mylić!…(ładnie ironizuję? napisałam wczoraj wyraźnie, że się tego kompletnie po tobie nie spodziewałam – po komentujących też nie! jakbyście wszystkie udawały, że nie rozumiecie o co kaman, małpujecie tylko jedna od drugiej tekst o naszym rzekomym niedokształceniu i tępocie)Li, a umieść swe dzieło pod pierwotnym tytułem "Przepis na małą Magdę w ruderze jest taki" w dowolnie innym niż twój blog publicznym miejscutam gdzie cię nie znająi spotkaj się z prawdziwymi recenzjamia nie tym pochlebczym zestrachanym poklaskiemzestrachanym, bo boją się, że znów się obrazisz i będziesz po raz nty zamykać blogtak, wyślij to do tych, co się znają, jakieś kulturalne literackie czasopismo – wyobraź sobie ich miny, gdy im to przysyłasz i czytająwydrukują? czy też się nie znają?śmiem twierdzić, że prawdziwy rozkład jest taki: niekumaci nie znający się na, kumaci zaszokowani formą …oraz twoi komentujący, którzy zawsze biorą od ciebie wszystko bez zastrzeżeń, bops. jak łatwo i jakimi sposobami skreśliłaś słowa prawdy od Marka, zastanawiające… czy można być w twoim życiu tylko idąc krok w krok z tobą albo wcale? czy umiesz przyjąć w przyjaźni jakieś krytyczne słowa, czy też wszystkim musisz znaleźć, choćby nieprawdziwe, ale konieczne zaprzeczenie?
Twój blog, możesz pisać jak chcesz, jak komuś sie nie podoba, czytać nie musi, nie ma obowiązku. wydaje mi się, że na pierwszym lepszym portalu na pierwszej stronie jest duuuużo więcej "mięsa", niż w tej ostatniej notce (dla mnie osobiscie świetnie napisanej)
Bardzo Wam dziękuję za te komentarze, bardzo!
Dlatego nie pójdę na "W ciemności", zastanawiam się też nad "Różą". Wiadomo, że to filmy, ale dotykają takich spraw, o których wolę nie myśleć.
I Bogu dzięki za tych kumatych:)) Dzięki.
No nie wszystko da się nadrobić guglami i wikipedią… że o naturalnej wrażliwości nie wspomnę. Nie miej wątpliwości, pisz po swojemu. Tak, jakby nikt tego nie miał czytać. Tylko wtedy można pisać prawdę. Jest jeszcze trochę kumatych na tym świecie, którym nie trzeba tłumaczyć konwencji literackich, ani klarować intencji. Pozdrawiam ciepło w te cholerne mrozy! :)
generalnie Twój blog :) życie boli, a sprawy opisane niestety niektórych walą w głowę i źle im z tym, nie rozumiem tylko dlaczego chcą Cię lepić według swoich wyobrażeń. Mi jak coś nie odpowiada nie wracam więcej w to miejsce, nie jestem masochistką :) Sama jestem mamą i to całe zdarzenie jest dla mnie trudne do zrozumienia i akceptacji.
Miia, duża niespodzianka:) Z tego wniosek, że nasz wspólny znajomy też nie uważał:)
Wiele stracisz nie czytając, oj wiele:)
Dziękuję:)
Tekst poprzedniej notki znakomity. Lakoniczny, oszczędny, chłodny. I przez to przejmujący. Bez moralizatorskiego, nachalnego dydaktyzmu, bez łzawych egzaltacji. I dlatego przez niektórych traktowany, jako nieczułe potraktowanie tematu. Jeśli ktoś czyta literalnie, dosłownie, bez wyczucia, gdzie i czemu służą zabiegi stylistyczne, to powinien się po prostu dokształcić w dziedzinie poetyckich środków wyrazu. Nie Twoja w tym wina Li, że część czytelników nie uważała na lekcjach polskiego. Pozdrawiam. Miia.
Nie podejmę się opisać tego, co czuje matka kochająca i drżąca nad potomstwem. Z góry skazana na porażkę próba. Gdybym miała bloga i mogłabym się "u siebie" wyżyć, to notka z twoim przepisem byłaby łagodną odmianą emocji…
no to czekam :Dludzka percepcja sie nie stresujkazdy z nas jest inny, ma swoj indywidualny odbior swiata i tylejak np. widze niektore naglowki na GW to nie otwieram, bo wiem, ze pewnych rzeczy nie jestem zdolna czytac, po nocach beda mi sie snily
Już lecę:) jestem poza domem, wracam za godzinę!
Nie chce mi się czytać tych wszystkich komentarzy, przeczytałam tylko ostatni (Megimoher z 12:20) – to samo chciałam napisać. Pozdrawiam.
Jak prawie codziennie o tej porze gotuje obiadek. Poledwica wolowa w sosie z suszonych prawdziwkow, kasza gryczana a do tego salata z pomidorami, awokado i cebulka zielona. Li, moze byc?
Bardzo dobrze-ś napisała!Baśka z M
Li, to ja się przedstawię- przyszłam tu od chustki, bo zaciekawiło mnie u chustki, że dużo ludzi tam przyszło "od Li". No to Li. Ja cię czytam tak jak piszesz, być może. Wpis omawiany odebrałam jako komentarz do histerii i zakłamywania rzeczywistości, wszechobecnego, z pominięciem sedna- że tak właśnie wygląda nieczłowieczeństwo. Gdybym ja miała napisać nt., pewnie użyłabym wielu emocjonalnych i niecenzuralnych słów, i uważałabym sobie, że mam prawo i rację. A tu po prostu, podziwiać utrafienie w sedno bez przegadywania. I dlatego cię będę czytać, Li. Takie wsparcie;-)
Twoj blog, piszesz to co chcesz.Nie wszystkim musi sie podobac…notatka nie byla wstretna, byla…mocna? dla mnie troche za mocna, no ale przeciez jestesmy dwie inne osoby – i nie zawsze musimy sie rozumiec? Nie smuc sie! pozdrowienia
A propos mojego komentarza – zabrzmiało to tak, jakbym chciała bronić matki Madzi – nie, nie chciałam. Po prostu, nie jestem w stanie uwierzyć, przyjąć do wiadomości, że ktoś świadomie mógłby zrobić coś takiego swojemu własnemu dziecku – to jest wbrew naturze – dlatego tak napisałamGrazyna
Li, twój blog i piszesz "co ci w duszy gra".A my, czytelnicy, jesteśmy bardzo różni – może nam się to podobać, albo nie. Nasz wybór, czy czytać, czy nie… Uważam, że nie mamy prawa dyktować ci, co masz pisać na swoim blogu.A co do matki Madzi – tak mało o niej wiemy, tak mało wiemy w ogóle o ludzkiej psychice… Czy mamy prawo autorytatywnie się wypowiadać i osądzać? Niech to robią specjaliści, ja się nie czuję upoważniona.pozdrawiamGrażyna
Jestem przekonana, że miejsce ukrytego dziecka policja sfingowała, urządzili sobie mistyfikację by wyszło, że to oni odkryli zwłoki. Zwyczajnie przypisują sobie czyjeś zasługi w sprawie, bo gówno robili w tej sprawie, wpierdzielali pączki za kasę podatników i żarty sobie stroili z zaangażowanych ludzi w to wydarzenie. Cały ten cyrk rozdmuchała telewizja, a w chwili obecnej toczą się spekulacje nad matką Magdy, pewnie dostanie łagodniejszy wyrok jeśli pójdzie na współpracę z policją a nie z firmą detektywistyczną. Śmierdzi cała ta sprawa. Pokazywanie tych zniczy, miśków, ludzi odwiedzających to miejsce jest po prostu gorzej niż żenujące. Nie wierzę tej nieszczęsnej matce tak samo jak policji !!! Medialna maskarada !
Li, Twoja notka poruszyła mnie bardzo, jak cała ta sytuacja. Była mocna, ale jaka być mogła? Mną wstrząsnęła. Twój blog i Twoja sprawa, co i jak piszesz. A piszesz tak, że ciarki mnie przechodzą czasami… Bezkompromisowo, poetycko, zadziwiające celnie i szczerze, nie piszesz pod kogoś, piszesz dla siebie, to co czujesz. I pewnie dlatego zaglądam tu codziennie, niezmiennie od lat.
Dana, flemonka, dokładnie się z Wamizgadzam, do głowy by mi nie przyszło iść z moją 7-letnią córką tam ze zniczem, laurką czy misiem, nie takie rzeczy powinny dzieci oglądać. Jaki mają mieć obraz dorosłych ludzi po takiej lekcji?
Dana-co ja na to powiem?Nie wiem czy nie ugryzc sie w jezyk.Nie chcialabym byc spostrzegana jako osoba antypolska.Jak wszystko sie wyjasni,to wiekszosc zapomni,nie wiem czy takie tlumy beda potem odwiedzac grob dziecka.
Całusy, Gosia!
Dzięki, że się przełamałaś:) Mam nadzieję, że już taka przełamana pozostaniesz i będziesz się odzywać:)
O właśnie, Dana, te wycieczki z dziećmi na miejsce, gdzie znaleziono martwą dziewczynkę…masakra. Czy rodzice potrafią wytłumaczyć małemu dziecku dlaczego tu przyszli, co tak naprawdę się stało? Bo najbardziej doświadczeni psychologowie mają z tym problem.
Dzięki, że się odezwałaś!
A ja dziękuję, że się odezwałaś:)
Dana, no zaimponowałaś mi, powiem Ci:)
Fajnie, że choć przy tak ponurej okazji nareszcie się odezwałaś:)
Peszek:)
co za pech :)
Gdyby było tak jak to ujęła delikatna pani nikt nie czytałby np Różewicza( "zamordowałem człowiekai czerwonymi palcamigładzilem białe piersi kobiet")Li, to Twój blog! Nie dajmy się zwariować :)A co powiecie o tej zbiorowej histerii w postaci wycieczek z małymi dziećmi na miejsce ukrycia Madzi? Misie,znicze, krzyże…Żenada.
Ale cała notka była zatytułowana "Człowiek to nie zawsze człowiek", Czy jak tytuł jest trzy wersy wyżej, to już nie jest tytułem?Owszem, zmieniłam trochę tytuł, bo przeraziło mnie odczytywanie tego tekstu jak przepisu, doprawdy przeraziło mnie to. I zrobiłam to dla tych, którzy nie zrozumieli. Czyli m.in dla Ciebie i marka trzy kropeczki.
ps. a z kwestią małej Madzi, jak widać, nie daję sobie zupełnie radywiem, niekonsekwetnie, ale dzięki: że poruszyłaś ten tematbardzo mądrze tu u ciebie ludzie piszą, jest to też jakieś potrzebne odreagowanie
Li,wywolalas burzliwa dyskusje.Mieszkam juz prawie polowe swojego zycia za granica.Mam meza obcokrajowca.Dlaczego o tym teraz pisze?Dlatego ,poniewaz wydaje mi sie,ze my polacy (nie wszyscy chyba)mamy dziwny sposob myslenia czy moralnosc.Ja zmienilam moje myslenie,moze jeszcze nie calkiem,ale jak sledze rozne programy czy wypowiedzi w gazetach czy internecie,to musze przyznac,ze czesto nie pojmuje rodakow.To co dla mnie kiedys bylo delikatnoscia,dla mojego meza bylo czesto zaklamaniem.Nie powiem prawdy,zeby kogos nie urazic,ale nie wazne,ze mysle inaczej.Byle adresat myslal,ze go w ten sposob "szanuje".Dla mnie wazne sa intencje,czyny,bo slowo pisane czy mowione mozna roznie odebrac,w zaleznosci od tego kim jest rozmowca.Kazdy z nas ma jakies czule punkty,pietno.Slowo "przepis" w tym wypadku zupelnie nie skojarzylo mi sie kulinarnie.Czy to slowo odczlowieczylo to malenstwo,to kwestia wrazliwosci czy nadwrazliwosci.A przyklad ze szpitalem moim zdaniem nie na miejscu,bo przeciez ta ludowa madrosc nijak sie ma do wypadku,bo moze nie z wlasnej winy mogl sie wydarzyc?Mam nadzieje,ze nikogo nie urazilam i zostane chociaz przez pare osob dobrze zrozumiana,bo mam niestety troche problemow z wyrazaniem mysli w jezyku polskim.
ma jeszcze jakiś sens kontynuowanie z mojej strony?notka miała swój tytuł, wyodrębniona jej część zaś miała swój tytułto wyodrębnienie zatytułowałaś tak: "Przepis na małą Magdę w ruderze jest taki:"i te słowa dla wyróżnienia podkreśliłaśa teraz tytuł do tej części notki brzmi tak:"Człowiek to nie zawsze człowiek (podkreślone) (czyli przepis na małą Magdę w ruderze):"poprzedni tytuł stał się podtytułem; w jakimś celu, sama wiesz najlepiej w jakim, dokonałaś tej zmianyjeśli ona by nic nie wnosiła, zostawiłabyś pewnie w pierwotnej wersjizmieniłaś, więc.pisał Marek, pisałam ja – "Przepis na…"to się nie zmieniło, dalej mi ciężko z tym sformułowaniemale łagodzisz jego wymowę, gdy tytułujesz i podkreślasz, że to rozważanie kwestii człowieczeństwa: "Człowiek nie zawsze jest człowiekiem"tekst jest świetny, mnie poraził – ale błagam, nie w formie przepisu (to jest sedno i przyczyna mojego odczucia tego tekstu jako makabreski)pozostałych kwestii nie mam co tłumaczyć, albo się to czuje, albo nieps. KAŻDA modyfikacja ma znaczeniew zamierzchłych choćby czasach, gdy w drukarni dodało się do tytułu artykułu "Wypadek przy pracy" jeden tylko jedyny na końcu zdania pytajnik, szło się siedzieć – za ten pytajnikspadam, szkoda życia, pozdrawiam
Li,wywolalas burzliwa dyskusje.Mieszkam juz prawie polowe swojego zycia za granica.Mam meza obcokrajowca.Dlaczego o tym teraz pisze?Dlatego ,poniewaz wydaje mi sie,ze my polacy (nie wszyscy chyba)mamy dziwny sposob myslenia czy moralnosc.Ja zmienilam moje myslenie,moze jeszcze nie calkiem,ale jak sledze rozne programy czy wypowiedzi w gazetach czy internecie,to musze przyznac,ze czesto nie pojmuje rodakow.To co dla mnie kiedys bylo delikatnoscia,dla mojego meza bylo czesto zaklamaniem.Nie powiem prawdy,zeby kogos nie urazic,ale nie wazne,ze mysle inaczej.Byle adresat myslal,ze go w ten sposob "szanuje".Dla mnie wazne sa intencje,czyny,bo slowo pisane czy mowione mozna roznie odebrac,w zaleznosci od tego kim jest rozmowca.Kazdy z nas ma jakies czule punkty,pietno.Slowo "przepis" w tym wypadku zupelnie nie skojarzylo mi sie kulinarnie.Czy to slowo odczlowieczylo to malenstwo,to kwestia wrazliwosci czy nadwrazliwosci.A przyklad ze szpitalem moim zdaniem nie na miejscu,bo przeciez ta ludowa madrosc nijak sie ma do wypadku,bo moze nie z wlasnej winy mogl sie wydarzyc?Mam nadzieje,ze nikogo nie urazilam i zostane chociaz przez pare osob dobrze zrozumiana,bo mam niestety troche problemow z wyrazaniem mysli w jezyku polskim.
Nawet nie chce mi się tego oglądać, viki.Ale, ale jak widać, wszystkim puszczają nerwy, a przecież ta sprawa jest jedną z wielu: dzieci w beczce, chłopczyk wrzucony do rzeki, pobite i zgwałcone niemowlę… Tu jednak oprócz tragedii dziecka jest ogromne poczucie oszustwa i tak właśnie współczucie dla matki-ofiary przeradza się w nienawiść do matki-sprawcy.
Kochani!!!Peace:))plissss:)))Ja właśnie oglądnęłam na youtube skandaliczna w moim odczuciu rozmowę Kolendy Zalewskiej z Rutkowskim i Komendantem Policji. Redaktorka zarzuciła Rutkowskiemu lincz na osobie matki Magdy, zapominając kto ten materiał puszczał 48 h non stop, miała pretensje o to , że ten materiał przekazał, a nawet skłamała, że sprzedał, w chamski sposób wyśmiała jego ciemne okulary i wygląd.Szydziła z niego, żenada straszna żenada. A to wszystko nie w prywatnym pokoju tylko na oczach milionów ludzi. Sorry, ale ja bym ją zwolniła za tak numer. Nie lubię Rutkowskiego, ale bardzo źle go tam potraktowano !http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=KJTmHBYRuaQkomentarze zablokowano, bo Zalewska chyba by tego nie udźwignęła:)
1. To Twój blog, więc, moim zdaniem, możesz pisać co Ci się podoba i jak Ci się podoba. Jak się komuś nie podoba, przecież nie ma obowiązku czytać akurat tego bloga. Może poszukać sobie innego, dla wrażliwych inaczej, po prostu.2. Niektórzy biorą wszystko zbyt dosłownie, a niektórzy, dosłownych notek nie kumają i nikt nic na to nie poradzi.3. Notka o małej Madzi w żadnym momencie nie skojarzyła mi się z przepisem kulinarnym, czy to Twoim, czy każdym innym. 4. Jestem matką kilkunastomiesięcznego Skarba i przypadek Madzi strasznie mnie uderzył, a jednak nie doczytałam się u Ciebie niczego, co mogłoby mnie zniesmaczyć, czy zemdlić, jak co niektórych Twoich czytelników. 5. I tak, masz rację, jesteś przyzwoitym, wrażliwym człowiekiem.
Poprzednia notka ma sporą siłę rażenia, tak mocną, że niektórym się pieprzy, kto jest odpowiedzialny za śmierć dziecka.Z tego co wiadomo, to w tej chwili nie wiadomo tak do końca kto. Jedno jest pewne – Li nie jest.Napisała przejmująco o tragedii.Boli? Ma boleć. Uwiera? Ma uwierać.Zapis nie eskaluje napięciem, nie podsyca niezdrowej ciekawości. To czynią media.Li dotknęła rdzenia.
Tytuł jest ten sam, to tytuł notki. Musiałam usunąć słowa: "jest taki", bo nie pasowały do reszty. Czyli co? Lekko zmodyfikowałam tytuł i już jest ok? Hm.
Pisząc "od listopada" myślałam o konkretnej osobie. Wycofuję, przepraszam. Co do meritum zdania nie zmieniam. Forma Twojego wpisu, jego napastliwość mnie poruszyła. A Anonimów nie lubię. Choć wszyscy tu podpisani (np. panistarsza) też są anonimowi przecież
a spójrz, jak po tym działaniu inaczej całość brzmitytuł (ten z podkreśleniem) JEST TERAZ INNYi treść pod spodem ma teraz inną wymowęjakbyś ramę obrazowi wymieniłanie umiem tego opisać inaczej, jak tylko, że w liryce każdy znak interpunkcyjny ma znaczenie, nie jest obojętne, czy to pytajnik, czy trzykropek, no a jak się jeszcze podkreśla…co do niezrozumienia – jednak z nas dwóch to raczej ja nie zostałam zrozumianaty mogłaś, napisałaś, ja mogłam, napisałamtakie są blogii przecież wszyscy piszący powinni się zawsze liczyć z niezrozumieniemsłowo pisane ma po prostu taką ułomność
Myślę, że w prostych słowach dałam upust swojemu żalowi nad tym dzieckiem. I doprawdy, nie odbieraj mi prawa do opisywania moich własnych emocji.
Nie zmieniłam, tylko dodałam tytuł zasadniczy- notki.
Nie miałoby dla mnie sensu pisanie z liczeniem się ze zdaniem kogokolwiek w tle. Wyznaczają mi nieprzekraczalne granice moje wewnętrzne normy i zasady życiowe. "Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie".Mogę znosić krytykę (choć jak każdy Skorpion uważam, że zawsze mam rację, hehe), ale nie wtedy, gdy wynika ona z nierozumienia tego co piszę. marek… przepraszam Cię, trochę mnie poniosło, nakręciła mnie już nasza bezsensowna rozmowa na gg. Nie zgadzamy się ze sobą, ostatnio coraz częściej, ale nie powinnam pisać, że jesteś stojącym stawem:, wszak z Ciebie wciąż rwąca rzeka:)Sama nie wiem, czy to dobrze czy źle, że jestem tak skrajnie odbierana. Mnie się wydaje, że jestem przyzwoitym, wrażliwym człowiekiem.Czasem widocznie za dużo piszę.
Z reguły nie komentuję, ale tym razem się przełamię. Myślę, że masz prawo a wręcz obowiązek pisać po swojemu. To jest Twój blog, na którym piszesz o czym chcesz w sposób jaki Tobie odpowiada. Co innego jeśli to byłby blog jakiegoś stronnictwa czy czegoś co ma z góry narzucone poglądy a Ty byś się wyłamywała. Ale tak to aż dziwne, że ktoś się przyczepia do Twojego stylu – nie chce, niech nie czyta. Jak się nie rozumie poezji (nawet bardzo szeroko rozumianej) to najlepiej zainwestować w podręcznik lub kurs języka polskiego w tym zakresie, a potem wymyślać "co autor miał na myśli".A co do samego wpisu i historii to nie będę się wypowiadać, bo słów brakuje. Jestem mamą małej dziewczynki i choć bywa trudno to nie wyobrażam sobie żeby coś mogło jej się stać, a już na pewno że byłabym w stanie zostawić dziecko na mrozie pod gruzami. Ale to już zupełnie inna sprawa.
Li, jeszcze raz ja – dzięki, że trochę zmieniłaś ten tytuł!
Li, dokładnie tak jak Marektylko słowo "niesmaczne" zmieniam na "wstrętne"ubranie tragicznej śmierci w literacką formętaka zabawa środkami stylistycznymi w kontekście tak ciężkiej gatunkowo sprawyidealnie oddałaś sedno (i tak, poruszająco!) – ale jednak, jak dla mnie, w formie NIEDOPUSZCZALNEJwszystko to byłoby chyba do zniesienia, gdyby nie tytuł"Przepis na małą Magdę w ruderze jest taki:"z podkreśleniemjak kolejna na tym blogu odsłona czegoś do gotowania czy pichceniaczy wy czytający to naprawdę bezkrytycznie akceptujecie?nikogo z was, jak mnie, nie mdliło?nie odczuliście w tym tytule jakiegoś brutalnego odczłowieczenia tej małej dziewczynki?i naprawdę nie wyobrażam sobie, byście spokojnie znieśli sytuację, w której macie w rodzinie śmierć w tragicznych okolicznościach, a ktoś na ten temat poetycko ironizujealbo sili się na układanie jakiejś makabreskigdybyście mieli córkę w szpitalu po wypadku samochodowym, z ciężkimi urazami i bez świadomości, a ja stanęłabym obok i powołała się na znaną mądrość ludową "gdyby kózka nie skakała, toby nóżki nie złamała"…to co, super nie?jest adekwatna treść, jest ironia, jest przenośnia, jest dobry emocjonalny komentarz, jest nawiązanie do naszej wielowiekowej spuścizny literackiej, cóż z tego, że to nie moje własne – ale tak błyskotliwie zastosowane!tylko że jak nic dostałabym od rodzica nieprzytomnej dziewczyny w gębę!jest coś takiego jak wyczucie sytuacji; obojętne, czy nad trumną , na blogu czy w pubie – trudne do osiągnięciawięc czasem lepiej pomilczeć lub zdać się na proste słowai nie trzeba mi przyganiać, że nie czytam ze zrozumieniem albo się nie znam na wierszach – to takie erystyczne chwyty, takie jak ten o braku podpisu, mające osłabić moją wypowiedź i zatrzeć jej sensz wykształcenia jestem humanistką; może aż nadmiernie nawet, jak się okazujeswoją drogą uważam, że Li miała prawo tak napisać – a ja ocenićże trochę się porwała się z motyką na słońceps. każdy ma swoje jakieś "ale" do podpisów i komentarzy – chyba to właściciel bloga technicznie ustala, czy chce komentarzy, jakich i od kogo?jest opcja komentarzy – jest to jego zaproszenie do komentowania opublikowanej treścikomentarze wyłączone – wolno tylko czytaćjest moderacja – nie wszystkie komentarze będą zaakceptowanejest w menu podpisów opcja "Anonimowy" – właściciel bloga akceptuje komentarze anonimowejest hasło na blogu – tylko wybrana grupa ma prawo czytaćjest ban – konkretna osoba lub IP ma zakaz wstępujest publikacja na blogu, że ten i ten "a sio z bloga" – jasny komunikatjest ostrzeżenie o zawartości bloga takiej a takiej – wchodzący na blog jest ostrzeżony jeszcze przed zapoznaniem się z treściąpani starsza – komentowałam od listopada wiele razy, wszystkie komentarze przeszły moderację pozytywniejak się nie oburzam, to ok, a jeśli się bulwersuję, to jestem ta zła?
Li walnęłaś z bardzo grubej rury bardzo mocnym tekstem, bardzo prawdziwie, bardzo przejmująco i bardzo nie pod publiczkę. Ciężki jest ten tekst, bo tam każde słowo dużo waży. Mnie powalił swoją mocą, ale nie każdy da radę go czytać.Znając Twoją wrażliwość można przypuszczać, że bardzo przeżyłaś tę sprawę Magdy. Ktoś kto Cię nie zna i czyta pobieżnie może Cię nie zrozumieć.Musisz być jednak odporna, bo nie masz wpływu na przekrój czytelników.I stąd potem takie poruszenie jak poniżej i powyżej.Pozdrawiam Cię serdecznie i pisz tak jak dotychczas, bo Twoją wielką siłą jest prawda.Czytelniczka z Warszawy
Witam.Ciesze sie ,ze dalej piszesz.Nigdy nie zostawialam komentarzy,chociaz czytam tzn zagladam prawie codziennie.Mnie twoj wpis nie zszokowal,poprostu gorzka prawda,napisana w takim a nie innym stylu.Pozdrawiam.
ps. Ale to nie ta Anita, Yo:)
A ja nie:)
ps.wyjątkowo się z Anitą zgadzam :)
Słusznie:) Trzeba go pchać:)
jak posuwamy już takie pierdoły, to wyjątkowo się z Anitą zgadzam
Marek ma inne zdanie, nie trzeba mu "jechać".
Li, Ty mnie też źle zrozumiałaś, bo nie miałam na celu porównania Ciebie jako osoby do Rutkowskiego, lecz sytuacji. Wystarczy, że użyjesz jakiejś metafory, parafrazy a już znajdują się osoby, które "atakują" Ciebie słownie i dosłownie. Nigdy w życiu nie obraziłabym ciebie, bo jesteś Wielka ! ;-)))Nie wypowiadam się co do "lansowania i braku elokwencji Rutkowskiego, głównie chodziło mi o jego skuteczność, której brakuje policji i prokuraturze. TV zrobiło z siebie wielki cyrk z żenującymi klaunami. P.S. Moja mama jest inwalidą a sprawca tego wypadku do dzisiaj jest na wolności. To jest sprawiedliwość???? Mam odruch wymiotny na widok policji i prokuratury z mojej miejscowości !!!
Li-uważam, że na swoim blogu masz prawo prezentować swoją wrażliwość w taki sposób w jaki odbierasz otaczający Cię świat. Tytuł był szokujący ale cała ta sytuacja taka była. Taki wpis nie zaskoczył mnie.I tak uważam, że w trafny sposób przedstawiłaś to co działo się wokół tej sprawy.czarnawiewiorka
Krzysiu, dlaczego wywołujesz takiego starego ducha?:)
A ja z tego miejsca chciałbym po raz kolejny przeprosić pana Jacka Koszlę za to w jaki sposób potraktowałem jego komentarz na blogu Li. Z tej okazji UTWÓR Z DEDYKACJĄ.
Li, miałam podobne odczucia – Twój "przepis" doskonale je oddaje, słuchając i oglądając przez polskie stacje informacyjne. Za przeproszeniem dziennikarze prześcigali się w zadawaniu coraz głupszych pytań/byleby zająć sensacją czas antenowy – wzrasta oglądalność i co za tym idzie reklamy ogląda więcej osób/, sprowadzano do studia ekspertów i różnych znawców, nie zawsze zgodnych w opiniach ze sobą. Nie rozumiem jednego: dlaczego media rozkładały na czynniki pierwsze tylko ten przypadek? W końcu to nie on pierwszy i ostatni. Niektórzy psychologowie, których głos gdzieś zginął w tej wrzawie medialnej mówią wprost: epatowanie takimi historiami, ze szczegółami, oglądają nie tylko dorośli, ale i dzieci. Teraz są ferie, dzieci jeśli nie wyjechały, to są w domach, a bombardowanie obrazowymi opisami tę niedorosłą jeszcze część społeczeństwa przyniesie kiedyś żniwo…No i Rutkowski…psycholog – amator, skuteczny, ale co to za sztuka złamać brutalnie dziewczynę w kruchym stanie psychicznym? Inna sprawa, że akurat jego bufonada medialna jest i tak niczym w porównaniu z samymi mediami nastawionymi jedynie na wpływy z reklam, a nie na człowieka.O matce nic nie napiszę, bo nie znam wszystkich przesłanek, na podstawie których mogę wysnuć – co się stało i dlaczego, w przeciwieństwie do większości naszego społeczeństwa, które chce ją zlinczować/ na facebooku jest akcja, w której domagają się dla niej dożywocia/, co najwyżej, że jest mi żal jej i dziecka.Pozdrawiam Li :)
Aga, na temat Rutkowskiego mam akurat odmienne zdanie, nie budzi mojego zaufania, choć bywa skuteczny- bo ma tupet i szczęście. Nie oglądałam jego wywiadu, więc się nie wypowiadam, ale porównywanie mnie do Rutkowskiego uważam- wybacz- za sporą przesadę;-) Nie czuję się atakowana, raczej niezrozumiana, a to zasadnicza różnica, prawda?
marek… tu chyba szybko nie wróci :)
Viki, z ust mi to wyjęłaś :)
Anita, Li chyba nie wytrzymała tego,że ona ma być wodą, a Marek ogniem:D Komentarze Marka zresztą nie przystają do tekstu, On chyba niewiele rozumie z tego co tu jest pisane.Ale obraża się ładnie, kropeczkowo…
Marku, odpowiedziałam Ci na Twój komentarz pod poprzednią notką. Li, tam też napisałam, jak mnie poruszył Twój tekst, więc nie będę tu powtarzać.
Nie widzę w poprzedniej notce nic kontrowersyjnego i nie budzi we mnie żadnego niesmaku. Nie rozumiem jak można tego logicznie nie odczytać??? Nie pytaj się ludzi o zdanie, bo każdy człowiek ma inne poglądy, inne myślenie a jeszcze inni w ogóle nie myślą, tylko czytają to co chcą ;-))). Jesteś teraz atakowana podobnie jak Rutkowski przez K.Zalewską, gdzie stacja w której owa dziennikarka pracuje czerpała korzyści z materiałów od Rutkowskiego a potem śmie twierdzić, że to było nieetyczne podejście do sprawy. A kto dopuścił te materiały aby je wyemitowano? Czy Rutkowski im groził, że jeśli nie opublikują to nie będzie już z nimi współpracował? Ech…debilizm !!! Stacja TVN24 lubi szum medialny. Zdania są podzielone w tej sprawie, ale ja uważam, że Rutkowski jest skuteczniejszy niż nasza policja czy prokuratura. Opieszałość doprowadziłaby, że w przyszłym tygodniu już nie byłoby z czego zrobić sekcji zwłok ;-(. Pozdrawiam!!!
Jeśli zaczniesz pisać pod publikę moje oko tu nie postanie.
:)
Aniu, Ty dla mnie jesteś li i jedynie źródłem uśmiechu:) Smutek miał podłoże tzw. ogólne:)
Nie smuć się, Li. Smutno mi, że się smucisz. Smutno mi, że może to trochę i przeze mnie. Specyfika tekstu pisanego: trudno do końca poczuć drugiego człowieka – brak gestu, spojrzenia, intonacji. Uśmiechnij się :)
Jędzuś, o rety, no i jak? wejdź na gg!
Li, moje zdanie jest klarowne. Brak umiejętności czytania ze zrozumieniem przez czytelnika bloga, to nie jest problem piszącego bloga. Można jedynie współczuć czytelnikowi. Ale ja nie współczuję, ja zazdroszczę. Kurna, to musi być superowskie, tak przelecieć przez życie i połowy spraw nie zatrybić. Luuuuuz. I o ile mniej problemów!
Czytam każdą notkę, nie zawsze się zgadzam ale i tak czytam bo inne poglądy inspirują, intrygują, powodują, że człowiek pomyśli, rozkmini temat bardziej. Nie muszę się zgadzać ze wszystkim, mogę swoje wątpliwości przemilczeć lub podzielić się nimi jednak nic nikomu nie narzucając i nie krytykując; mogę po prostu przedstawić swoje zdanie na dany temat nie oczekując przyznania racji. To Twój pokój Li, Twoje miejsce a my z zainteresowaniem uczestniczymy i śledzimy pisane tu historie… Nikt z natury nie jest masochistą chyba;) i nawet trole wchodzą tu bo lubią, bo intrygujesz. Póki Twoje notki będą interesujące dla mnie będę je czytać jak przestaną odejdę:D takie prawo blogowego życia i nikt nawet nie zauważy, że mnie zabraknie:) Pisz dalej jeśli masz ochotę bo jednak wielu to miejsce ma w ulubionych… a kiedyś stąd znikniesz to pewne bo podejrzewam nawet Twoja cierpliwość ma granice ale tęsknić będziesz:D chyba haha
Są ludzie którzy wszystko pojmują wprost. Zero- jedynkowy sposób myślenia, coś jest czarne albo białe…, a życie to wszystkie odmiany tęczy.
Nie da się wszystkich zadowolić. Gdy odkryłam dla siebie tę oczywistą dla świata prawdę, poczułam się wolna!
Li i inni, myślę, że to jak proszona kolacja, autor/ka ma prawo upiec, ugotować i usmażyć co chce. a gość następnym raze przyjdzie albo nie, jego/jej wola. ale głośno sobie myślę, że może dobrze (co znaczy dobrze?) byłoby, gdybyśmy i pisząc cokolwiek w necie, i komentując robili to tak, jakbyśmy się podpisywali imieniem i nazwiskiem.. jak na proszonej kolacji, gdy nagadamy za bardzo znajomemu, to innym gościom może zrobić się przykro…. ciekawa ta Anonimowa Kultura, Kultura Anonimu.. poszaleliśmy sobie, a teraz chyba zaczynamy się z tego wycofywać? a wczorajszy przepis wydał mi się adekwatny do sytuacji..
Jakoś tak smutno mi się zrobiło, a co na to Lec?"Człowiek z człowiekiem prowadzi od wieków jeden monolog".
Jest dla mnie również absolutnym zaskoczeniem, że ktoś aż tak mógł tej notki nie pojąć. Jej intencja jest przejrzysta.Dla mnie ta notka była w jakiś sposób "oczywista". Także jednak nie wstrząsnęła mną ani zbytnio nie poruszyła. Może przez jej literackość i widoczne "skonstruowanie", jej widoczne poetyckie szwy (nieprzykryte lamówką zwykłości – powiedziałabym).Sądzę też, że w blogu masz prawo pisać jak chcesz. Myślę, że ludzie czują się zawiedzeni, gdy piszesz-robisz coś, co nie zgadza im się z ich obrazem Ciebie, który sobie zdążyli ulepić. To naturalny mechanizm, burzysz bowiem ich poczucie bezpieczeństwa.Mnie do poczucia bezpieczeństwa (pewnie czasem złudnego) potrzebna jest zmienność, sinusoida, fluktuacja – sądzę, że jest bardziej zgodna z naturą. I bliższa prawdy. Wierzę, że tożsamość jest procesem. Dlatego dobrze czuję się u Ciebie.
Póki co mamy swobodę wypowiedzi oraz stosowania formy literackiej. Zawsze też istnieje ryzyko, że ktoś nie zrozumie treści wpisu albo odbierze zastosowaną formę jako obraźliwą. W końcu internet jest miejscem, gdzie stykają się przeróżni ludzie.Odmienna interpretacja wpisu nie powinna być problemem Autora Bloga. Z drugiej zaś strony czytelnik ma prawo wyrazić kulturalny sprzeciw gdy mu się coś nie spodoba.Li – trzymasz wysoki poziom, tamta notka nie mogła być inna. Ale każdy ma swoją percepcję sprawy Madzi. I pewnie stąd te emocje….
a wogóle to chyba cholernie smutny jest świat ludzi, którzy wszystko odbierają zbyt dosłownie…brr
akurat komentarze pomiędzy mną a markiem przeniosły się z gruntu prywatnego na bloga, uznajmy więc, że u siebie ja mogę więcej:)
Li, wszak nie ma konstytucyjnego obowiązku czytania Twojego bloga więc jeżeli ktoś ma z tego tytułu cierpieć niewysłowione katusze moralne czy jakiekolwiek inne, a następnie wylewać swoje jady na forum, to na litość, niech nie czyta. Sprawa prosta – masz swoich czytelników, o podobnej wrażliwości, poczuciu humoru itd. itp. – oni Ci chłoną – reszta nie musi. Możesz ba musisz:) pisać co chcesz a cenzura i autocenzura..? jeśli tak – to po kiego blog? pisz Kochana, ja czytam, czasem być może czuję – myślę inaczej ale przyjemnie jest pogadać i poprzyglądać się innemu punktowi widzenia. Na tym polega piękno dyskusji w cywilizowanym świecie:). PowiemCi,ze często aż sobie sapnę z wrażenia, gdy wieczorkiem tu u Ciebie siedzę.I mimo że w życiu Ci nie widziałam, myślę o Tobie jak o mądrej przyjaciółce, takiej, której chętnie szepczę słówko o moich zawirowaniach – ot żeby usłyszeć ze wszystko mija…:))))i znowu jest super:)
No właśnie Li – Licencjo poetyczna, dopiero po komentarzach skojarzyłam "przepis" z tytułu, z "przepisami" z innego rodzaju notek. Kompletnie tego tak nie odebrałam. Mocne słowa, bo mocna sprawa, Ty jeszcze przykrycie czymś uważasz za ochronę przed zwierzętami, ja – za ukrycie przed ludzkim wzrokiem. Tak, czy inaczej rozwiązań może być wiele, na razie – nie rozumiem, nie pojmuję.
Li, na mnie Twoja notka nie zrobiła tak wstrząsającego wrażenia.Ale zwróciłam uwagę na inną rzecz. Piszesz: dyskutujmy "bez osobistych wycieczek w stronę komentatorów", a potem jeb, Marka w łeb, bo jako jedyny, zbieg okoliczności? napisał, że słowo "przepis" bardzo go razi.Może i się brzydko starzeje, może i jest sączącym się strumieniem, albo i stojącym stawem, ale jak to się ma do Twojej prośby o niepersonalne wycieczki?PozdrawiamAnita
Witam, do mnie wczorajsza notka przemówiła. Mam wrażenie, ze choć wszystko idzie do przodu, medycyna, komunikacja, wszystko się rozwija zawrotnie, tak nam ludziom brak pomysłu, brak dostępu do zrozumienia rzeczy najprostszych. Choroby, smierci, zbrodni. Tego, co najbardziej ludzkie i nieludzkie – nie rozumiemy i bronimy się przed tym jak umiemy. Wypieramy jak się da. Wczorajsza notka byla ascetyczna i własnie w swojej prostocie do mnie przemówiła. pozdrawiam M
Li, pisz jak do tej pory to robiłaś.Jeśli zaczniesz cedzić każde słowo i zastanawiać się czy nim na pewno nikogo nie urazisz, to nie będziesz już Ty i Twój blog, tylko to co niektórzy z czytających chcieliby przeczytać.Mnie osobiście Twoja wczorajsza notka nie uraziła, cieszę się, że ją sporządziłaś, bo niektóre z nas mogły podyskutować na gorący temat, wyrzucić chociaż część tego bólu, który w nas siedzi… Miłej niedzieli
Aż się odezwę, choć czytam po cichuTwój blog, Twoje poglądy – pisz co i jak chcesz, ale liczyć się trzeba, że nie wszystkim się musi to akurat podobaćCo do ostatniej notki to co się dziwić, sprawa drastyczna, więc jak ją opisać inaczej? Nie da się oh-ę przez bibułkę. Sprawa uważam, że wstrętna i odrażająca, notka nie.
Każde z nas ma inną wrażliwość i to nią kieruje się w doborze przyjaciół, książek (książąt też), a także blogów. Blog nie jest po to, żeby robić innym dobrze, lecz sobie. Albo żeby się powygłupiać albo żeby zapisać coś, by nie uleciało, żeby się nie zapomniało, bo może się przydać. Od liczenia się z innymi są rachunki rozliczeniowe i tym podobna rzeczywistość. A przepis, moim zdaniem, mocny, sugestywny, robi wrażenie, przez to dobry – licentia poetica, czyli Li. Serdeczności.
Ja mysle, ze to Twoj blog i masz prawo pisac to co Ty sama uwazasz, ze powinnas, chcesz, a my czytajac Twojego bloga powinnismy to uszanowac. Czytanie go to jak wchodzenie do Twojego domu, siadanie z kawa. Mozemy sie z Toba nie zgadzac, ale nikt nie ma prawa Cie obrazac. Taka osoba ma prawo nie czytac bloga i wyjsc ze swoja kawa. Mysle,ze jezeli ktos nie lapie Twojego sposobu pojmowania swiata, Twojej wrazliwosci czy nie zgadza sie z Twoim systemem wartosci zwyczajnie powinien znalezc sobie inne miejsce w Internecie. Budzisz emocje, bo jestes silna kobieta, nawet jezeli czytajac Twojego bloga piszesz o jakis dylematach to jednak nalezysz to grupy kobiet bardzo silnych. Popatrz z iloma rzeczami dajesz sobie rade. Nie potrafisz przemilczec prawdy – a to budzi kontrowersje. Czy przepis na dziecko wzbudzil u mnie kontrowersje? Paradoksalnie NIE. Prawde mowiec raczej nadzieje, ze jednak bylo w tej kobiecie cos ludzkiego, "I to jest jedyny "ludzki" odruch w tej całej historii, przynajmniej do małego ciałka nie dobrały się lisy.Li" Pokazalas mi ten ludzki odruch,ktorego ja juz u niej nie widzialam a to znaczy, ze jest dla matki tej dziewczynki Nadzieja.
marek, a rób co chcesz, doprawdy nic mnie to nie obchodzi. Od pewnego czasu fatalnie się starzejesz, smęcisz i pouczasz, a życie przecież trzeba brać takim jakim ono jest, bez zamydlania i bez ukrywania pozorów. Nazywasz się ogniem? Nie dla mnie. Dla mnie jesteś ledwo sączącym się strumieniem, a może raczej stojącym stawem- ciągle w tym samym miejscu. Przemyśl to i do zobaczenia.
ok … w związku z tym … że uważam się … za człowieka z ogniem … w duszy … w tym momencie … poczułem się … zgaszony … podaję się … uznaję Twoją … literacką wyższość … odchodzę . Z strefy komentarzy pokonany … a na bloga … będę zaglądał … i czytał … z NIE … lub … smakiem . A komentarz dodam … kiedyś … jak … liznę trochę literatury … poczytam trochę wierszy … i … i upewnię się … czytając Ciebie … między wierszami … co … TOBIE … w duszy gra … JAKA … jesteś .
Dziękuję, że mnie czytasz tak jak ja piszę:)
masz szansę rozmowy z każdym, kto tu napisał komentarz. Broń swojego zdania, nie rozmawiaj ze mną.
Napisałam tak: "Ale czy to oznacza marek, że mam skasować słowo "przepis" z mojej notki, by nie naruszać Twojej wrażliwości?". Z naciskiem na :"oznacza". Różnimy się jak ogień i woda.
napisałaś … Ale czy to oznacza marek, że mam skasować słowo "przepis" z mojej notki, by nie naruszać Twojej wrażliwości? … więc odpowiedziałem . A co do cytowania … wiesz Li … nie różnimy się tak bardzo … też o tym pomyślałem … tyle że … tego nie zrobię :) .
Wolność Tomku w swoim domku,Li…czy pisząc pod "dyktando"byłoby to szczere? Czy sprawiałoby to Tobie przyjemność? No i czy my chcielibyśmy Cię czytać taką zmienioną? Oczywiście, pewnie zdobyłabyś grono nowych czytelników, ale co stałoby się z nami, "starymi"?A poza tym , jak długo można udawać?Zatem pisz Li co ci w duszy gra, a ja przy tej muzyce wypiję poranną kawę.Pozdrawiam ciepło …..o, bardzo ciepło.Ewa.
To Twój blog, Twoje myśli, Twoje poglądy, Twoja zabawa z językiem. Ja to szanuję. Komuś się to może nie podobać, rozumiem. Nie jesteśmy jednakowi,a że to blog otwarty, można skomentować, więc i komentarze różne. Nie czytam Cię z obowiązku, tym bardziej ponurego ;-) czytam Cię z przyjemnością, jak pewno wiele z nas, piję z Tobą swoją poranną kawę :-)Tę dzisiejszą niedzielną również :-)
marek, bo zaraz wrzucę tu cytat z naszej rozmowy:) Wycofujesz się!I czy ja napisałam, że Ty napisałeś, że mam coś kasować?;-)
a czy ja napisałem że masz coś kasować … WYRAŹNIE NAPISAŁEM ŻE TO TWÓJ BLOG . To że mnie to słowo razi … to moja sprawa … Ty … tylko przyjmij to do wiadomości … albo skasuj komentarz … TYLE . Li … znamy się … kilka lat … ja się nie zmieniłem .
ależ oczywiście, że jest ponurym obowiązkiem,ciężką katorgą, zatruwającą nasze życie ;PA tak poważnie -notka była wstrząsająca,bo historia Magdy jest wstrząsająca. Czy ktoś ma prawo żądać od Ciebie, by było miło w takiej sytuacji? Nie. Opisałaś to tak jak czułaś, jak to odebrałaś. Miało wstrząsnąć,to wstrząsnęło i tymi,którzy odebrali Twój przekaz, i tymi którzy jak się okazało nie zrozumieli go. Sam tytuł notki powinien już uzmysłowić odbiorcom co chcesz przekazać. Większość Twoich pytań brzmi retorycznie. Twój blog to Twoje poglądy,Twoje uczucia,a my możemy zgadzać się lub nie , dyskutować z nimi lub przemilczeć,wchodzić tu lub nie, ale nie mamy prawa niczego żądać.
Kochana Li jesteś przeinteligentną i "wygadaną/wypisaną" :) kobietą, piszesz swój bog i już…Nie możesz przejmować się czytającycmi i to dla własnego dobra psychicznego :) , i oczywiście dla dobra nas czytających :)johnik
O , na bogów..nie licz się z poglądami czytaczy ! to by dopiero pisanie z tego wyszło :))) nie do czytania …no jak ktoś cos u Ciebie niedobrego przeczyta, to szybciutko, niech oczka zamyka i zmyka i nie wraca…i niech sobie znajdzie innne miejsce w necie do zaglądania
Li, pisz co chcesz, to Twój blog,bez przesady żeby ktoś Ci dyktował co i jak masz pisać, piszesz cudownie, i od Twojego blogu zaczynam swój dzień, ja Ci dziękuje
nie da się pisać dla wszystkich Li. Masz grupę wiernych czytelników, którzy w lot łapią Twoje myśli. Niektórzy do nich nigdy nie dosięgną.Pisz jak dotychczas i nie przejmuj się tymi, którzy nie rozumieją. Z niezrozumienia bierze się agresja.GF
Ale czy to oznacza marek, że mam skasować słowo "przepis" z mojej notki, by nie naruszać Twojej wrażliwości? A co z tymi czytelnikami, na których ta notka zrobiła wrażenie, bo przeczytali ją zgodnie z moją intencją? Mnie się wydaje, że to co napisałam oddaje tragedię małego dziecka i zło jakie uczynili jej dorośli.
Nie musisz liczyć się z poglądami innych … to Twój blog … ale możesz … możesz poglądy innych … szanować … albo choć … przyjąć je do wiadomości . Słowo przepis … mnie BARDZO … razi … w kontekście Twoich przepisów kulinarnych … oraz kontekście … TRAGEDII MAGDY … STRASZNEJ TRAGEDII MAŁEGO CZŁOWIEKA . Czy czytanie Twojego … hm … nie … ale to pytanie … jest ponure … mało otwarte … mało pogodne … mało sympatyczne . To napisałem ja … marek k .
Droga Li, czytuję i często czuję jakbyś w moim imieniu werbalizowała myśli! Pięknie piszesz, choć czasem to "pięknie" aż boli. Ostatnia notka bolała, bo miała boleć! Człowieczeństwo, to dla niektórych test nie do zdania! ZaTa