Miałam mieć spokojną niedzielę, a musiałam toczyć wirtualne boje i to z wiatrakami.
Zmęczyło mnie to, nie powiem. Wojny niosą za sobą krew, pot i łzy. Oraz pożary i zgliszcza.
Na szczęście w moim łóżku poduszka i kołdra nic nie wiedzą o internecie, otuliły mnie troskliwie, zapadłam w sen i …. „Mama, obudź się, obudź!”.
W domu, w pokoju Młodszej wybuchł rzeczony pożar o zasięgu lokalnym, a wręcz lokalowym i w zarodku zduszony, ale strach pomyśleć, co by było, gdyby Starsza nie zauważyła płonącego ręcznika. A ręcznik zapłonął, bo nie miał innego wyjścia- rzucony niedbale przez Karolcię na zapaloną stojącą lampę, obsunął się na żarówkę i… wiadomo!
Jest po trzeciej w nocy, dom śmierdzi ledwo unikniętym niebezpieczeństwem, spalonym materiałem frotte z ewidentną domieszką poliestru i nadpalonym plastikiem, ja koję nerwy zieloną herbatą i wiem, że już na pewno nie zasnę, Starsza winna tej całej historii uważa się za bohatera, bo przecież rzuciła płonący ręcznik pod prysznic, pomijając, że przedtem rzuciła go na lampę. A zapachu nie czuła, bo ma katar.
Tja… i pomyśleć, że los mógł minimalnie zmienić scenariusz- Starsza mogła wyjść z pokoju, zostawiając tam śpiącą Gusię, od ręcznika zajęłaby się lampa, pościel, dywan, zasłony, ja spałam…
A kysz, kysz!!!
Pootwierałam okna, mroźne powietrze wpada bezkarnie, dzwonię zębami z zimna i ze strachu, wpół do czwartej, zaczął się mój poniedziałek.
Li.

Ania, ja jednak widzę pewną różnicę, ale wzdycham:)
Moja refleksja troszkę z boku. Kiedyś w środku nocy obudził mnie rozpaczliwy krzyk mojego szczurka (a szczury na co dzień posługują się zaledwie ultradźwiękami, więc z naszego punktu widzenia są nieme). Helmut wisiał na swojej kulawej już wtedy nóżce, zaczepiony o pręty pięterka klatki, trzymając się kurczowo łapkami. Zerwałam się i jak automat pobiegłam mu na pomoc. Potem tuliłam przez dwie godziny drżącego Helmutka.I miałam straszne poczucie winy i żal do siebie – za to, co się NIE stało. Bo mogło to wydarzyć się w jakiś dzień, kiedy nie było mnie domu. Ile by tak wytrzymał? Jak długo by cierpiał? Dlaczego nie pomyślałam, że schodki i pięterko stanowią zagrożenie dla takiego staruszka? Zlikwidowałam pięterko.To trochę a propos nocnych alarmów i myślenia, co by było…
Ja na szczęście nie mam mikrofali:P Jeden problem z głowy mniej:)
Li, grunt że nikomu nic się nie stało, a lampę teraz kupisz nową i ognioodporną ;-))). A kto odważył się ugotować jajka w mikrofalówce? Efekty specjalne w postaci brokatu z łupinek jajka trzeba zdzierać szpachlą, ewentualnie zakupić nową mikrofalówkę ;-P. Moje dzieci mają w tym mistrzostwo świata ;-)))).
Jak u Hitchcocka….najpierw trzęsienie ziemi, w tym wypadku pożar, a potem napięcie wzrasta-cały tydzień przed Tobą, hahahaPozdrawiam.E.
Też spaliłam jajka. Boże, co za (excusez le mot)smród! I też strzelały. A było ich 10, to było w Wielki Piątek, miały być z nich pisanki, więc gotowane były z łupinami cebuli :((
A wiesz, nie ma to jak zostawić gotujące się jajka, jak się wygotuje woda to strzelają sobą po całej kuchni, przeżyłam takie bombardowanie, to wiem:)
Moja córka, studentka mieszkająca sama na stancji, wstawiła na gaz garnek z makaronem o 23. Była tak zmęczona, że czekając aż się ugotuje, zasnęła – rano o 6 obudził ją strażak – szukając przyczyny dymu i zapachu spalenizny w całej kamienicy. Dziękuje Bogu, że zyje. To cud, że woda nie wykipiała i nie zalała płomienia. W życiu różnie bywa… Cieszmy się kolejnym podarowanym dniem… Ewa
Nie !!!! Głośno mówimy NIE takim poniedziałkom. Li proszę na szybko jakaś maseczka, kaweczka, książeczka i mówimy RELAX, to tak będzie cały tydzień tylko musisz tak robić ;-).No to teraz masz ręce pełne roboty….trzymam kciuki, bo plan trzeba zrobić ;-).elw
właśnie wstaję do życia z potwornym bólem głowy, to zapewne skutek akcji gaśniczej:))
Wspolczuje przezyc o swicie.Przydaloby sie cos na skolatane nerwy.Zycze dobrego dnia.
Przynajmniej wiem, co Ci kupić na prezent imieninowy. Piękny, błyszczący, pachnący nowością zestaw… gaśnic przemysłowych ;D
powiało zgrozą faktycznieale tak logicznie – co ma poniedzialek do reszty tygodnia? przesądy, wcale nie musi taki byc
Nieciekawy początek tygodnia! Jednak trzeba mieć nadzieję, że wyrobił normę za cały tydzień, również za "wtorek-potworek". Bardzo ci tego życzę!Klarysa
Li,a mi się śniło dziś w nocy, że byłam z moją mamą i córką na jakieś nieudanej imprezie urodzinowej dla dzieci,i w pewnym momencie patrzę, a za oknem jest chyba Twoja uliczka i kamienica. Starałam się odczytać nazwę ulicy i stwierdziłam ,że tak to ta – " Na Skarpie" hahahaha. I z radością pokazywałam mamie Twój taras,który, jak to we śnie wszystko jest możliwe, był od ulicy. Potem znalazłam się w Twoim mieszkaniu, była Karolcia i Ty, i koty, ale nie byłam mile widzianym gościem:)i se poszłam ….hmmmm a tu ten pożar:)Li, tydzień będzie po prostu gorący;)
jest dobrze, będzie dobrze, trzeba wyrzucić czarne myśli. anioł trzymał dobrze straż. Coraz bardziej Cię lubię i szanuję:), przeczytałam wcześniejsze Twoje wpisy.sosnowiczankakażdy ma prawo do swoich poglądów, tak jest. Ty tu szefujesz. mamy podobny zawód ( ja ten głupszy w rankingu zawodów prawniczych:))
Li, posyłam dobrą energię, cieszę się, że żyjecie. podobno dobrze jest w takich momentach nie opanowywać drżenia i dygotu, pozwolić na nie, to ciało radzi sobie wtedy z traumą.dobrego tygodnia :)
No ladnie ! Dobrze, ze tak sie skonczylo !!Moj poniedzialek, tez do dupy, i beznadziejny, i w ogole bleeee :-P
Sylwia, napisz na maila, może coś mogę pomóc, przynajmniej go odwiedzić i zanieść mu coś do szpitala?
Li, ciesze sie, ze zyjesz/cie!Prawde mowiac zdziwilam sie widzac ruchy na Twoim blogu o tak nietypowej godzinie.
Nie, jak juz w poniedzialek sie cos "ciekawego" wydarzy to masz na caly tydzien spokoj. ;)Ja tez dopiero brnelam przez "komcie" spod ostatniej notki. Sie dzialo. ;)
Zecydowanie romans na skołatane nerwy lepszy, ale obawiam się, że nie bardzo mi pomoże.Nie mogę się na niczym konkretnym skupić…Mąż wyjechał z środy na czwartek w delegację, miał wrócić w sootę w nocy. Niestety w sobotę wylądował w szpitalu, notabene w Twoim mieście i na dobrą sprawę nadal nic konkretnego nie wiem. Martwię się o niegoCałe życie muszę przeorganizować…Słow mi brak na te wieczne problemy
Sylwia, lepiej poczytać jakiś romans;-)
Witam Li, całe szczęście, że skończyło się na strachu.Nie mogę spać już od ponad godziny, chyba za dużo problemów…Jak na razie herbata mi nie pomogła.Ale dzięki temu przeczytałam wszystkie komentarze pod Twoją wczorajszą notką.Miłego poniedziałku
no to witam ten poniedziałek, witam:)
najwazniejsze ze nic sie nie stalo i nadal wszyscy moga przywitac poniedzialek