Życie czasami bywa znośne, że zacytuję Szymborską, bo jakoś chyłkiem i chyżo opuściły mnie złe wciórności, a po udręczonych trudem codziennej egzystencji członkach ciała rozlał się błogi spokój.
Zakwasy przyjdą jutro. Wieczorem solidnie poćwiczyłam i endorfiny zaczęły działać.
W związku z powyższym zmienił mi się punkt widzenia z dennego porannego na pogodny wieczorny.
Oczywiście i niewątpliwie tłumnie tu bywający nieżyczliwi, którzy z uporem godnym lepszej sprawy uważnie studiują moje słowa, złożą moje na-stroje na karb niestabilności emocjonalnej i takich tam innych.
Ale czy w tym momencie ich zdanie ma dla mnie jakiekolwiek znaczenie?
Mam dobre czerwone wino, wyszłam spod prysznica, przytulność domowa ogarnęła mnie swoim urokiem, Bobcio leży obok mnie i ma minę szczęśliwego kota.
A co na to Lec?
Nie każdemu z życiem do twarzy.
A co na to Lec?
Nie każdemu z życiem do twarzy.
Ja też mam minę szczęśliwego kota, bo to mina godna naśladowania.
Pomruczę sobie wieczorową porą, poczytam, popiszę, porozmyślam, położę, przytulę do poduszki, pomarzę przedsennie, a jutro już będzie środa.
Wstanę rano, spojrzę za okno, zrobię sobie kawę i będę mieć dobry dzień.
Bardzo, bardzo dobry dzień!
Tak postanowiłam i tego będę się trzymać, przecież nie złamię obietnicy zadowolenia z życia danej samej sobie!
Bardzo, bardzo dobry dzień!
Tak postanowiłam i tego będę się trzymać, przecież nie złamię obietnicy zadowolenia z życia danej samej sobie!
Najważniejsze to mieć plan!
A co na to Lec?
Dmuchając na zimne, można ostudzić własne zapały.
Daję sobie prawo do chwili słabości, bo jestem człowiekiem.
Spadam w dół, poleżę tam chwilę i znowu pnę się do góry.
A co na to Lec?
Dmuchając na zimne, można ostudzić własne zapały.
Daję sobie prawo do chwili słabości, bo jestem człowiekiem.
Spadam w dół, poleżę tam chwilę i znowu pnę się do góry.
A co na to Lec?
Nie marnujcie energii zrodzonej ze staczania się.
No!
Li.
No!
Li.

Uśmieszek miał być okrągły :)
Dobranoc :}
W mojej pracy, jak wiesz, czytam. Już dawno nie napisałam nic swojego oprócz paru wierszy (bez obaw postaram się nie wkładać ich na bloga). Dlatego chyba potrzebowałam tej formy ekspresji.Wiesz, swoją drogą redagowanie to też nałóg. Niedawno, gdy dostałam do podpisania umowę z kliniką na wykonanie operacji (mojej ręki), odruchowo poprawiłam błąd składniowy, używając fachowych znaków korektorskich. A byłam tak stremowana, że w ogóle nie widziałam treści:)
Rozumiem i zrozumiałam przesłanie. Nie jestem tylko pewna, co do tego, czy sprawdzą się na blogu. Ale ja nie jestem autorytetem, regularnie czytam tylko kilka blogów, a na kilka zaglądam od czasu do czasu. Bardziej mnie cieszy pisanie swoich tekstów, niż czytanie cudzych, niestety…:)
Wiesz, w bajkach umiałam powiedzieć o sobie to, co normalnie nie przechodziło mi przez gardło albo nie znajdowałam na to słów. Albo musiałam pisać o jakimś symbolicznym zwierzu zamiast o mnie. Były bardzo autodiagnostyczne. Wyciągały różne rzeczy na wierzch i pozwalały się z nimi mierzyć. Dlatego to właśnie było życie. Ale życie się zmienia i ja też. Zobaczymy, jak będzie. Jestem otwarta na doświadczenia – również na doświadczenie porażki blogowej :)
A co do bajki, to osobiście wolę czytać życie niż bajki. Ale ja to ja.
Mam podejrzenia, że trochę jestem:P
Będę czujna. A Ty nie jesteś uzależniona?
Wiem, pamiętam, ale to raczej taka metafora miała być. Zresztą to strasznie stare, z lat 90. Ale ciągle ją lubię. Myślisz, że na coś takiego jest miejsce w blogu?
Ania, wpadasz w kanał uzależnienia się od bloga, to naprawdę poważny nałóg:P
no właśnie Ci napisałam, do kota na dachu mam zbyt emocjonalny stosunek;-))
Tak szybko pisałam, że aż literki pogubiłam.
Ojej nie spisz? to napisz, czy podobała Ci sieębajka?
Dobranoc, słodkich snów.
Kuchnia Borejków to mi pochlebia:))No dobra, to jeszcze nie idę spać. Pisz co gryzie duszę młodego blogera:))
I nie turbuj się- zalinkuję Cię i od razu ludzie Cię znajdą:) Muszę tylko przydybać mojego ulubionego administratora Krzysia, sama mogę wiele, ale linka nie dodam:) Ale najważniejsze jest to, by pisanie sprawiało Ci przyjemność. Na moim poprzednim blogu miałam motto- "piszę z radością, bez myśli przewodniej"! Całusy, idę spać.
A poza tym zobacz – wielu czytelników ma własne blogi, a siedzą u Ciebie. Musi w tym coś być, jak w kuchni u Borejków, nikomu nie ubliżając :)
Tak, taka pierwotna kipiel, protoplazma czytelnicza.
A z tym przychodzeniem na bloga, to nie mam pojęcia do dziś jak to działa. Jak ludzie mnie znajdują? Mam kilka tysięcy wejść dziennie, skąd one się biorą? Cześć to wiadomo-stali czytelnicy, ale ich liczba ciągle rośnie, musi być jakieś tajemnicze miejsce, źródło czytelników:))
Ania, blog obroni się wtedy, gdy jest prawdziwy. Jak będziesz udawać kogoś innego, to polegniesz, chyba że w tym udawaniu będziesz niezwykle konsekwentna i udawanie będzie Twoją kreacją.Mnie pisanie niezwykle pomaga. Na smutki i doły szczególnie:))I nie obchodzi mnie, że- jak to twierdzi moja matka- za bardzo się odkrywam. Nie piszę przecież nic złego, ani aż tak intymnego. Ale piszę tak, że wiele osób identyfikuje się z tym co piszę, osobiście uważam to za sukces:)
Li, gdyby nie ty, nikt by jeszcze do mnie nie przyszedł.
Czyli szósty rok. Czyli jakby prawdziwe więzi w świecie wirtualnym. Chociaż ten podział na real i wirtual jest chyba naciągany. Moje emocje są prawdziwe i tu i tam. A jak u Ciebie?
I pamiętam do dziś ten dreszczyk na widok pierwszych komentarzy:))
Ech, Ania rozczulający jest ten entuzjazm początkującego blogera. Czy wiesz, że niektórzy moi czytelnicy są ze mną od samego początku, tzn, jeszcze z czasów początku starego bloga? Grudzień 2006!
Opcja nieliczenia własnych chyba nie działa wstecz, ale około 150 jest z innej przeglądarki niż moja.
ale z własnymi, czy nie?
257 – dwie doby
A tak z ciekawości- ile masz tych wejść?
zaznacz sobie opcję nie liczenia własnych wejść:)
I mam mnóstwo wejść na bloga. Głównie moich własnych ;)
Tak… Wpadając w głęboki dół, można zobaczyć tam rzeczy niedostępne na górze. Czasem nawet złoża diamentów :)
I Tobie też! Tobie też!
Właściwie to nie wiem, co napisać… dziękuję? :)
Lec jest dla mnie życiowym przewodnikiem, nie ma dnia bez czytania jego myśli.
Dobrej środy Li.Po prostu dobrej:)
Li uwielbiam Cię czytać do poduchy.Niełatwo napisać coś ciekawego o zwyczajnej prozie życia.Temat mało chwytliwy i spektakularny…, a Ty robisz to znakomicie
No proszę, nowa notka, a ja buszuję po starej :)Mądry Lec. To ostatnie hasło muszę sobie zapisać na ścianie.