Wczorajszy dzień ma swoje bolesne skutki dla mojej suki-przestępcy.
Działając wspólnie i w porozumieniu z Bobciem, namówiła niewinnego, białego kotka do zrzucenia z blatu w kuchni na podłogę pudełka z pączkami, sztuk sześć. Rano zastałam puste pudełko na podłodze, stękającą na kanapie, okrągłą jak globus sukę i ostatniego, lekko nadgryzionego pączka. Biedna, nie dała już rady.
Ale dała radę wydobyć z siebie protestacyjny warkot, gdy wyciągnęłam jej tego pączka spod pyska.
(Warkot jednak stracił na wymowie, wobec jej całkowitego bezruchu).
Leży tak już kilka godzi i trawi.
Ma udręczone spojrzenie, a ja myślę o tym, że jak do wieczora nie spojrzy inaczej, to wizyta u weterynarza murowana. Może płukanie żołądka?
Ma udręczone spojrzenie, a ja myślę o tym, że jak do wieczora nie spojrzy inaczej, to wizyta u weterynarza murowana. Może płukanie żołądka?
To kolejny raz, gdy ta hultajska spółka dochodzi do porozumienia w kwestii rozwiązania problemu pysznych rzeczy leżących na blacie, a do których pies sam nie daje rady sięgnąć. Dość wspomnieć pewne kotlety… i niech sobie niedowiarki mówią co chcą, ONE naprawdę porozumiewają się poza naszymi plecami.
Boli mnie głowa. Z nieuzasadnionego powodu.
Dobrze, że zaczyna się weekend.
Dobrze, że zaczyna się weekend.
Mam co do niego poważne plany- po pierwsze zrzucić śnieg z tarasu, mam tam już potężne zaspy, po drugie… nie, nie chcecie wiedzieć :)
Dziś Dzień Kota. Nie żebym go specjalnie świętowała, moje koty codziennie mają Dzień Kota.
Ale oglądnijcie sobie TO. Cudne!
Li.

uff, jestem w końcu z powrotem. Zamiast w Krakowie byłam w Kołobrzegu. Też na K. Dużo się dzieje, ale teraz z przyjemnością czytam, czuję się jak w domu – to bardzo miłe. Całuski, Kochana :)
ogłoszenie parafialne wisi, cisza jak w kościele przed nabożeństwemLi, wróć , nie tylko duchem:)
Hej Li, jaki dzień "wolny od życia". Ty wprowadziłaś zamiar "lenić od życia" przez przynajmniej tydzień:) Daj znać, że koty zdrowe i u Ciebie wsjo w pariadkie:)
niestety brak poskich znakow powoduje zanik znajomosci polskiej ortografii,nigdy bym w takie "bzdety" nie uwierzyla, gdybym ich sama na sobie nie doswiadczalaale jako osobie, lepiej lub gorzej, wyksztalconej troche glupio mi sie tym tlumaczyc :D
myślę, że trudno pisze się po polsku na klawiaturze bez polskich znaków, prawda? Rogaliki są pyszne, właśnie niweczę efekty wczorajszego fitnessu, całusy!
i widzisz znowu ort, az sie splonilamlece mila mojadzisiaj musze sie wyspac, koniecznieoraz smacznych rogalikow
ingrid, ja to już nawet nie pamiętam, jak to jest mieć męża, a co dopiero męża, który mógłby czegoś żądać;-))Druga partia rogalików wyszła super, Guśka już parzy sobie język, przynajmniej nie będzie tyle gadać:)
moja mama swego czasu robila, a moje siosrty i ja chodzilysmy zbierac platki :)ech, musze stawic czola sobotniej, niewesolej rzeczywistosci;Mlodszy celem rekompensaty strat moralnych, ktore zostaly poczynione w jego czteroletniej psychice zarzadal kolejnego zestawu Lego Star Wars,Starszy i Maz jeszcze nie zglosili roszczen,a ja sie pytam, kto mnie zrekompensuje moje traumy, he?
Sama po nią chodzę do sklepu:P
sama robisz konfiture z rozy?!
ech, a mnie właśnie spaliła się partia rogalików z różą, bo sobie o nich zapomniałam i nawet coraz bardziej intensywny zapach nie dał mi nic do myślenia:)) starość nie radość.
przeprszam za blad ortograficzny (emocje)
Li, licytowac sie nie chce, aczkolwiek psychofanke masz jedna i wirtualna a ja mam trzech, realnych niezadowolonych panow i nie moge ustawic blokady komentarzy w stylu "i huj bombki strzelil": to cytat z Meza pelnego profesora publikujacego w "Science", "Nature" uznanego w swiecie geochemika, kierujacego projektem wartym miliony $, zgrniajacego uzanie i nagrody. Innych cytowc nie bede, aczkolwiek zablokowc sie go nieda!!!
To jest i tak lepsze niż psychofanka, ingrid;-)
Li, przyszlam sie do Ciebie pozalic, bo jak nie do Ciebie to do kogo?!Plan na sobote mielismy doskonaly: Maz z Mlodszym i studentami jada w teren, Starszy ze mna zostaje w domu. Wszyscy byli zadowoleni.W nocy Mlodszemu skoczyla temperatura do 38C, cala noc sapal, jeczal i kopal (mnie).Mlodszy rzecz jasna zostal w domu i jest z tego powodu nieszczesliwy. Kto ponosi wine za ten stan rzeczy? Ja!Maz pojechal sam bardzo nieszczesliwy, bo lubi brac Mlodszego ze soba w teren. Kto jest winny? Ja!Starszy siedzi obrazony, bo chcial sie pobawic sam, bez brata. Czyja wina? Moja, oczywiscie!Jestem niewyspana i zmeczona, a do tego mam w domu dwoje rozgoryczonych dzieci (kazde z innego powodu, choc przyczyna ta sama: jakis cholerny wirus) oraz niemniej rozgoryczonego Meza, aczkolwiek gdzies tam w terenie.A taki mielismy doskonaly plan na sobote!No cholera, cholera, cholera jasna!
Lilka, oświadczam, że będę kasować wszystkie Twoje komentarze. Uprzejmie proszę więc o brak jakiejkolwiek Twojej obecności na moim blogu. Obejmuje to też skrzynkę pocztową, do dziś nie udało mi się pokasować wszystkich maili od Ciebie, jak już musisz pisać, to realizuj tę chęć u siebie, ok?
Koty świetne, zwłaszcza ten jako kupa siana :)A dla miłośników psów polecam: http://littlefriendsphoto.com/index2.php#/gallery1/1/Mało nie pękłam ze śmiechu :D
Aniu, jeszcze nigdy nikomu nie odmówiłam linka:)i gratuluję, ja linkować do dziś nie potrafię!
Kot cudny, już go wczoraj zdybałam, mnie się bardzo podoba Boticelli (Narodziny Wenus), a najbardziej zaskakujący jest zastępujący kopkę siana. Świetnie zrobione, no i wczoraj był przecież Dzień Kota.
:) ostatnio, jak się źle czułaś, wysłałam Ci właśnie te "dzieła" :)cieszę się, ze polubiłaś :)
Od dawna twierdziłam, że M.Lisa powinna mieć kota na rękach:D Popatrzcie na jej minę, drodzy historycy sztuki :)
Li, nauczyłam się zalinkowywać (tak chyba może brzmieć to słowo) ulubione blogi na liście widniejącej sobie po prawej stronie. W następstwie tego zalinkowałam tam Ciebie, tak jak w przypadku Ingrid zakładając zgodę domniemaną, Czy słusznie?
do pierwszej, skutecznie podjetej wespol z kotem, akcji :D
Pies żyje i żyć będzie. Oczywiście patrzy tęsknie na miskę, ale dziś ma ścisłą dietę, rzekłam!
Ja Ci wierzę ! U mnie jest podobnie. Moja sunia lubi suche bułeczki chrupać, więc czasem suszą się w koszyczku – wyskoko na lodówce. I raz przyuważyłam akcję, jak moja spanielka smędziła coś na ucho śpiącej kotce. Po dłuższej chwili kotka, ociągając się, w zwolnionym tempie, poszła do kuchni, wskoczyła na lodówkę, i łapką wyrzuciła z koszyczka bułkę, stojącej na dole z rozdziawiną japą suczce. I znów poszła spać. Gdybym tego nie widziała, nie uwierzylabym, że aż do tego stopnia się rozumieją. Ale że porozumienie jest – to oczywiste. Jak się ma menażerię, to się to widzi :)A jak Twój obżartuch ? Lepiej, czy lekarzem się skończyło ? >
A jak pies, strawił?
Widzę, że prawdziwą orgię poetyczną tutaj miałaś…:D
Przeszedłszy się z wolna po wskazanej pinakotece stwierdzam, że samotrzecia Venus Tycjana jest poza konkurencją, chociaż Morozowej też nic nie brakuje :D
taki czas ingrid, muszę to przetrwać i będzie dobrze:)Idę dziś na fitness, jutro na masaż, będę spać do południa, dam radę, bo jak nie ja, to kto? ;-)
Li, znajdz jakis sposob, zeby odpoczac, bo sie wykonczysz. A masz dwoje nieletnich dzieci pod opieka, no i o zwierzyniec tez ktos musi dbac.
Ania, obraziłam się na śmierć! Jak mogłaś mnie zalinkować, jeszcze w dodatku takim fiolecikiem niewyjściowym!Jestem oburzona, zdegustowana i napiszę pisma gdzie trzeba. Jak mi tylko przejdzie wstręt do słowa pisanego:P
Ale nie gniewasz się za to, Boże broń?
Li, udało mi się umieścić w notce linka, muszę ogłosić to światu, cóż, że po trzeciej dopiero próbie. Link jest pod słowem Li, choć trochę blady. Uff.