Ale zaokiennie piękny poniedziałek!
To lubię, choć słońce bezlitośnie obnaża pospolicie brudny stan moich szyb.
Kawa, mleko spienione comme il faut, magnez w podwójnej dawce łyknięty, jedno dziecko już w szkole, drugie jeszcze śpi, zacieram ręce, pochucham na szczęście i zaczynam pracowity dzień.
Odganiam sponurzałe myśli, lęki mnie zbyt mocno obejmujące, strachy-wcale-nie-na-lachy, wiarybraki lęgnące się po kątach, snubrakowacze opierające się żądającemu snu rozumowi.
Wzmacniam się magnezem w koalicji z potasem, dokładam im posiłki w postaci tranu, podniesiona w elektrolity, znowu zawalczę z tymi cholernymi problemami, może wyciągnę siły z ostatniego, tajnego konta, egoistycznie odsunę na bok problemy innych, bo gdy ja sama mam problemy, to staję na swojej własnej drodze i jestem swoim największym problemem.
Wzmacniam się magnezem w koalicji z potasem, dokładam im posiłki w postaci tranu, podniesiona w elektrolity, znowu zawalczę z tymi cholernymi problemami, może wyciągnę siły z ostatniego, tajnego konta, egoistycznie odsunę na bok problemy innych, bo gdy ja sama mam problemy, to staję na swojej własnej drodze i jestem swoim największym problemem.
Ostatnio życie wcale nie bywa znośne, ale jest życiem, w związku z powyższym nie mam innego wyjścia niż żyć.
Cóż począć.
Cóż począć.
Li.

Dziewczyny, nie narzekajcie…u mnie od tygodnia remont w bibliotece, w związku z czym wszytkie książki w stołowym (nie wiem doprawdy jak one się tam mieszczą, ale się nie dają), burdel taki, że szyb w oknach nie widać, a my wśród tego wszystkiego trzy posiłki dziennie…i nawet fajnie, bo świece do oświetlenia są a nie tylko do dekoracji…
Och, paskudy! Wiarybraki pogonić! Snubrakowiczów wykurzyć ! I wtedy nawet nie przyjdzie Ci do głowy myślenie o pospolicie brudnych szybach. Będzie dobrze. Musi być. Kto jak nie my, i kto jak nie my z Lecem się z tego wywlecem;)
I w ogólności, Li, trzymam Cię w ciepłych myślach i przytulam, o!
Li pamiętasz co mi niedawno napisałaś: "że jeszcze tak nie było, żeby nie było". Głowa do góry:)Pozdrawiam – Doris.
Nie myłam okien od lata jakoś i nie zamierzam! W końcu zaraz się wyprowadzam. Co prawda po otrzymaniu wyceny kuchni bardzo prawdopodobne jest, że przeprowadzę się do gołych ścian i żywić się będę na mieście, ale co tam! Chwilowo wpadłam w gigantyczny dół spowodowany dziurą budżetową większą niż ma Grecja, ale co tam, jestem pewna, że rano obudzę się pełna optymizmu i pogody ducha, a wieczorem trafię szóstkę w lotto. Jak nie, nie będzie dobrze oj nie….
Zgadzam się z Aurorą, zieleń zdecydowanie nie Twoja!
fajnego masz nicka, takiego życiowego;-)Dzięki za miłe słowa, są mi potrzebne jak wiosna.
Bardzo:*
Poezja ZYCIA. Piszesz cuuudownie ! Anna
Też uważam, że to genialne:D
Anonimowy, nie narzekaj:)Ja usłyszałam taką historyjkę, że trudno po niej narzekać. Otóż pewna Pani X mieszkanka małej zabitej dechami Pipidówki wyszła z wielka pompą za mąż. Kiedy w tym poprawnym związku pojawiło się na świecie dzieciątko nic nie wskazywało na to ,że nie minie rok, a szczęśliwy (?) tatuś oznajmi młodej mamie, że zew krwi nie pozwala mu dusić się nie tylko w Pipidówce, ale i w tym związku, bo jest gejem. W Pipidówce zawrzało, zwłaszcza gdy rozpustnik ze swym nowym wybrankiem przespacerował się był przed ludźmi wychodzącymi grzecznie z kościoła po niedzielnej mszy. Pani X mało nie padła trupem, ale czas goi rany i Pani X poznała pana M. Pan M obsypywał ją prezentami, pieniędzmi i złotem (dosłownie), nie zwlekał też długo z oświadczynami i Pani X ponownie została mężatką Powiedzmy ,że to było 1 kwietnia. A już 2 kwietnia, kiedy po pracy podeszła pod drzwi swojego, od jednego dopiero dnia, nowego mieszkanka, przywitała ją w drzwiach policja, bo okazało się, że Pan M to płatny morderca, poszukiwany od dłuższego czasu. Pan M dostał dożywocie, a Pani X znów jest wolna.Więc kochane mężatki, rozwódki, kochanki, konkubentki, partnerki nie narzekajmy :))))
Widze festiwal narzekania trwa :) To dobre jest – pisze sie notke marudzac i psiaczac bogwinaco, kolezanki i przyjaciolki zaraz pisza komenty i lecia pocieszac, prawdziwy dialog sie toczy w komentach, nastroj ci wzrasta o +500, jak sie komenty koncza to sie pisze nowa notke ze kot dostal zeza albo ksiezyc swieci nie z tej strony co powinien – i dalej a piac. Genialne. Wkurza mnie tylko ze im kto ma lepiej (albo co najmniej jako tako) to tym mu sie wydaje ze ma gorzej. Ale juz koncze bo wyjdzie ze narzekam:)
Akcja łykania magnezu jest wspaniałym pomysłem. Przeczytałam i połknęłam swoją dzisiejszą dawkę. Uświadomiłam sobie też dzięki Li, że i ja mam okna brudne, ale… poczekam aż magnez zacznie działać :)Pozdrawiam gorąco!
zaliczona sesja w zeróweczkach bądź przy pierwszym podejściem :) i okna z radości niezmiernej umyte ! czy jestes z maczki dumna?
Witaj LiJuż się zbierałam kilka razy żeby napisać coś na Twoim blogu, ale jakoś ciągle się nie składało. Teraz po mocnym zasuwie w pracy, przy kubku kawy, postanowiłam się odezwać i przywitać. Jestem nowa, choć zdążyłam łyknąć wszystkie Twoje posty od grudnia 2006 r. Zajęło mi to dwa tygodnie i niby się cieszę, że jestem na bieżąco z drugiej jednak strony skończyły się wieczory kiedy czytałam Twoje wpisy pod ciepłą kołdrą. Może pocieszający na Twoje troski będzie fakt, że masz nową, wierną czytelniczkę, której marzeniem jest posiadanie książki Twojego autorstwa?P.s. Moje okna oprócz tego, że pokryte brudnym nalotem po śniegu, to jeszcze w kilku miejscach pokryte cudną kupą ptaka. Ale po jakimś czasie uodporniłam się. Tak jak u Ciebie mycie samochodu zwiastuje deszcz, tak u mnie mycie okien oprócz deszczu wiąże się z murowanym przelotem kilku kluczy ptaków nad moim domem i pamiątką w postaci pięknie sunącej po szybie kupie.
Li… dzięki!:)
wiem, wiem, na Twoją życzliwość zawsze mogę liczyć:P
Nie wiem, kto Ci to powiedział, ale na pewno nie był to życzliwy Tobie osobnik płci dowolnej ;D
możesz teraz, mam wolną chwilę. Od wczoraj to za krótko, to nie viagra, nie działa natychmiast:) Dzwoń!
łykam od wczoraj:( mąż i praca – wszystko razem… rozumiesz…jeszcze w to wszystko zaplatał się ex… nie chce mi się wierzyć, że to się dzieje… w jakich godzinkach mogę zadzwonić, żebyś była wolna i swobodna?
sisi, no to zadzwoń,kobieto, zadzwoń. Choć przyznam Ci się, że mnie też się nie chce, tylko głupio mi przed dziećmi:)Ale poważnie rzecz biorąc, nawet nie pisz takich słów, nawet nie pisz. Rozglądnij się po sąsiednich blogach, poczytaj i bierz się w garść. Zacznij od kupna dużej ilości magnezu.
Li, mnie nawet żyć się już nie chce, tak się popie…ło :(
Mnie tam jest do twarzy szczególnie w zieleni :P
Z wiosną wszystko zielenieje, ale Ty moja droga z zazdrości o okna nie powinnaś;D Zieleń to nietwarzowy kolor dla twarzy :D
Ale szczęśliwie widzę u Was pozytywne nastawienie, niektórych stać nawet na nowe okna;-)
Na wszelki wypadek wprowadzam zakaz narzekania:) Mnie on oczywiście nie obowiązuje, jakieś fory muszę mieć :)
"Tych dwoje skrzydełzwiniętych w nas…"
Dajcie spokój z tymi oknami, bo mam wyrzuty sumienia. Korzystam z dziećmi z lodowiska i udaję, że moje są czyściutkie. Tak…tak zamiatam pod dywan koty, omijam szerokim łukiem deskę do prasowania, po prostu cieszę się słońcem, które zagląda mi przez plecy i oślepia monitor…i mówię sobie wiosna idzie ;-)))
Wstawiłam nowe, żeby nie myć ;D
Aurora – kiedy dałas radę umyć te okna w takie mrozy? :-) Zazdroszczę :-)
A ja mam okna czyste i piękny widok przez nie. Słońce świeci, kry spiętrzone na rzece ruszyły do morza, przebudzona biedronka śmiga po liściach kwiatów. Znaczy wiosna idzie. Minusem jest to, ze kolejna ;D Ale co tam. Nieważne, że łupie w kościach i strzyka w stawach… "jeszcze będzie przepięknie…" :D
Ja przewidująco w ramach terapii na zaokienne smutki, brudne okna, zapowiedzi powrotu zimy (niestety) wybrałam się wczoraj na zakupowe szaleństwo. Pomijam fakt, że teraz gryzą mnie wyrzuty sumienia, że przepuściłam tyle pieniędzy, ale za to jaka radość ze spania w nowej satynowej koszuli, jaka radość z nowych bluzek i swetra na wiosnę, a już największa radość z czerwonej torby :-) Łamie ona szarości za oknem, szarości i czernie na mnie, jest takim miłym dla oka zachwycającym akcentem – celebracja radości, która tuż, tuż, za rogiem :-) Ach Li, jasne, że będzie dobrze. Zawsze w ostateczności jest, tylko czasem trzeba przeczekać. Tobie, sobie i innym czekającym życzę, by to oczekiwanie na wiosnę, cokolwiek ona dla nas oznacza (ja na przykład chciałabym się zakochać :-) ) było znośne :-)Pozdrawiam ciepło Kasia
Ech. A ja myślałam, że tylko ja mam TAK brudne okna… Nie ma wyjścia, trza żyć (lub rzydź-zależy,jak kto lubi) Pozdrawiam poniedziałkowo – słonecznie z centrum :*