Lodówka jęknęła ze wstydu.
Pusta i zimna, oświetlona bladoniebieskim nietwarzowym światłem rozwiała moje nadzieje na kolację, a głodne dzieci wbiły we mnie dwie pary oczu, z których aż biło oskarżenie o przestępstwo niealimentacji codziennymi posiłkami.
Pół słoika oliwek, kilka suszonych pomidorów, zeschnięty na kamień kawałek pecorino, jedno jajko, dwie łyżeczki masła, tułająca się po dnie butelki resztka mleka i podejrzanie miękka cytryna usiłowały robić wrażenie dobrobytu, ale wyszło żałośnie ubogo.
Im bardziej zaglądałam, tym bardziej nic w niej nie było.
I wtedy, jak zawsze w sytuacji zagrożenia i noża na gardle, spłynęło na mnie olśnienie przypomnienia niedawnych zakupów i braku trzeciej ręki, co spowodowało zostawienie jednej torby w aucie- na chwilę trwającą dni trzy.
I wtedy, jak zawsze w sytuacji zagrożenia i noża na gardle, spłynęło na mnie olśnienie przypomnienia niedawnych zakupów i braku trzeciej ręki, co spowodowało zostawienie jednej torby w aucie- na chwilę trwającą dni trzy.
Zbiegłam na dół, otworzyłam bagażnik, buchnął z niego fetor przegrzanych czereśni, puściły sok niewdzięcznice, ale ON był w stanie idealnym, jędrny, nienaruszony zębem czasu, oparł się upałowi, wytrzymał ciężkie warunki, czekał na mnie, czekał!
Och, porwałam go w moje stęsknione nagie ramiona, przytuliłam do piersi, jego szorstki dotyk i gorzki, iście męski zapach mocno podziałały mi na zmysły, rączo jak koń do stajni i sapiąc jak stara szkapa pobiegłam na górę i …
i… dzieci miały kolację, a ja w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku zapewnienia im wiktu (bez opierunku) rozłożyłam się na tarasie i rozkosznie przeciągam na wspomnienie tego, co tak uwielbiam robić…. mhmmmmm……
… bo wystarczyło wziąć go do ręki i delikatnie pogłaskać- był szorstki, ale nie drapał, cudownie natomiast drażnił receptory dłoni.
Przekorny, inny niż wszyscy- na początku był twardy, a na końcu miękki, bez możliwości powrotu do stanu pierwotnej twardości, w pewnych sytuacjach bywa to wadą, tu jest wyłącznie zaletą.
Wygłaskałam go, wypieściłam, był wszak moim zbawcą, wrzuciłam pod wodę, a potem na parę, 20 minut w saunie skutecznie go zmiękczyło.
Pokroiłam na ósemki i uruchomiłam wyobraźnię z ambicją, by nie poprzestać na zrumienieniu tartej bułki…tja… ciągle jeszcze nieskończone są pokłady mojej wyobraźni, nawet wtedy gdy wizualizuję siebie piękną i młodą… a tu wystarczyło poodchylać jego różyczki, powkładać w nie posiekane suszone pomidory, wymieszane ze startym pecorino, a potem obtoczyć w jajku wymieszanym z mlekiem, w odrobinie mąki i tartej bułki, marna resztka oleju wystarczyła na usmażenie złotych, przepysznych, nadziewanych, panierowanych kalafiorków, rodzina nakarmiona, a ja- matka rodzicielka i karmicielka zaległam na tarasie, czekam na zmierzch, by zapalić lampki i świece,
życie jest takie smutne,
takie jedno,
ale takie piękne.
Pokroiłam na ósemki i uruchomiłam wyobraźnię z ambicją, by nie poprzestać na zrumienieniu tartej bułki…tja… ciągle jeszcze nieskończone są pokłady mojej wyobraźni, nawet wtedy gdy wizualizuję siebie piękną i młodą… a tu wystarczyło poodchylać jego różyczki, powkładać w nie posiekane suszone pomidory, wymieszane ze startym pecorino, a potem obtoczyć w jajku wymieszanym z mlekiem, w odrobinie mąki i tartej bułki, marna resztka oleju wystarczyła na usmażenie złotych, przepysznych, nadziewanych, panierowanych kalafiorków, rodzina nakarmiona, a ja- matka rodzicielka i karmicielka zaległam na tarasie, czekam na zmierzch, by zapalić lampki i świece,
życie jest takie smutne,
takie jedno,
ale takie piękne.
Miłego dla Was!
Li.
P.S. Do pobliskiego sklepu za Chiny nie chciało mi się iść/jechać…
A zdjęcia robione były przy ciemniejącym niebie telefonem.
Piszę to, uprzedzając lawinę komentarzy na temat ich jakości.
Życzliwi i tak zobaczą to co na nich jest, a nieżyczliwi będą badać drugie dno.
Taka karma, cóż poradzić…






I ja przyznam się, że bardzo czekałam na Twój powrót! I zaglądałam tu raz na jakiś czas mając nadzieję, że to już… ;) I proszę. Powróciłaś. :) W moje urodziny! Pięęęękny prezent! Dziękuję i wracam do zdjęć zachwycać się Twoim cudownym tarasem! Gunia
Jestem! Miałam popsuty komputer:)Li, tak się cieszę,że wróciłaś!!!
Zrobię zdjęcia mojej konstrukcji na siatkę, to zobaczysz- na razie zdaje egzamin, koty uwięzione zostały na tarasie. Za kilka dni o tym napiszę, ok?
Ważne, że czas się przydał :-)
Tyle się tu dzieje, a Dany nie ma
dała spokój, czas na sadzenie kwiatów i niezbędny dystans do odwiedzających mnie idiotek i idiotów:)
Ale fajowo, że wróciłaś:))) Doris
Wiemy, bo zaglądamy co chwila czy już jesteś :-)Pisz sobie spokojnie. Mam nadzieję, że ta przerwa jednak dużo ci dała.
Skąd wiecie, że jestem? :))Krzysiu, pisze się, ale tęskniło się:*
Cieszę się, że wróciłaś. Wszystko udało się tak jak zaplanowałaś? :-)
Miło znów Cię spotkać.
Doczekalam sie:-)
No nareszcie jesteś:)Pozdrawiam.
długo kazałaś na siebie czekać :)
cześć Dziewczyny:)
Jak miło się tydzień zaczął :) Witaj!Klarysa
Li:*
Kochana…. a ja przed chwilą wciągnęłam takiego kalafiora, wyciętego 1/2 godz. wcześniej na swojej własnej działce…. znaczy – własnej roboty był ten kalafior… to jest smak !! Pozdrawiam taras i koty :-))) Ania B.
miodzio :) ściskam Cię serdecznie + cmokam od M. :)
Piękny taras :) Przypominam sobie zdjęcia z jego "prenatalnego" okresu i jestem o czarowana tym, że udało Ci się dokonać tak wielkiej przemiany :)Pozdrawiam
Aparat może i chujowy i ale taras PIEKNY! ;)ZaTa
Wystarczy odrobina wyobrazni i jaka kolacja! Balkon bajecznie kolorowy! Mogłabym tak cały dzień,w cieniu, ze szklaneczką białego wina… Powiedz, czy masz siatkę na całej przestrzeni czy tylko do pewnej wysokości? Mam kocią zagwozdke: dwa nietypowe balkony i wszendobylskiego kota, który przyjedzie do Pl w styczniu. Nie mam pojęcia jak osiatkować balkon, żeby mi kocisko nie wyleciało z drugiego piętra.Pozdrawiam i miło Cię znowu czytać:)
ok….idę po Leca…..niech mnie kopnie w dupę.Jadę dziś do szpitala zobaczyć się z przyjaciółką może zdecyduje się urodzić…Li….dzięki, to takie proste IŚĆ, należy iść….więc IDĘ
dokładnie!ja pod swoją notką wyłączyłam komcie w tym dniu
:* ściskam mocno!
Li :* wlazłam rano nieprzytomnie z myślą, że to u kogo innego jest nowa notka, a tu TAKA niespodziewana niespodzianka ! Buzi Czarownico :*
Uprzedzam, że nie będę publikować żadnych komentarzy na temat Magdy, dywagacji co dalej z Chustką, wirtualnych zniczy i pompatycznych wpisów. Życie idzie tam, gdzie Ty, dopóki idziesz, jak mawiał nieoceniony Lec. Każde życie inne jest, każda choroba jest inna, trzeba patrzeć do przodu i łeb do słońca.Aśka da radę, bo nie może być inaczej.Trochę empatii ludzie, empatii- powtarzam w ślad za nieocenioną panistarszą.
Tęskniłam i codziennie wiernie Cię odwiedzałam.Wspaniale opisujesz posiłki. Taras marzenie. Trole be… dobrze, że pokazujesz dlaczego i przez kogo tak się ograniczasz z notkami. Pozdrawiam.Czarnawiewiorka
Będę wpadać od czasu do czasu podrażnić życzliwych inaczej;-)
Li świetnie ze wróciłaś,ale czy na długo?Taras i Bobcio cudne,tylko szkoda że nie ma jakiejś trutki na trole, ale może wtedy byłoby za dobrze.Pozdrawiam Anita Z.
Całuję w czółko, Mistrzu:)
Przynajmniej jeden jest-jadowy :D
Jakich zębów…
Myślę Vi, że w ogóle zębów nie myje, przecież nie ma na to czasu:P
Podziwiam żelazną konsekwencję, Żabo.
witaj Lig.
Wreszcie się Ciebie doczekałam :-) Mam nadzieję, że tym razem zawitasz na własnym blogu na dłużej. Twoje pisanie ma terapeutyczną moc, myślę, że nie tylko dla mnie.PS. Taras cudny, zielony, kwitnący. Bobcio widzę, ma się już całkiem dobrze. Całe szczęście. Też walczę z mszycami i ślimakami i to bardzo nierówna walka. Walczę też z trawnikiem i mrówkami. Ciepłe pozdrowienia ślę dla Ciebie i Was wszystkich – czytających. Miełgo dnia!
ło matko:) 7.15 i już wstało, chyba nawet zębów nie wymyło, a już u Ciebie siedzi i ujada ;D
Li nie upubliczniaj tego proszę.Zastanawia mnie ile, tego wcześniejszego smutku Aśki sygnalizowało odejście Magdy….ile istotnych informacji jest między wierszami, jak ona musi szukać motywów do życia w tzw. kropelce rosy….Podziwiam….chyb anie umiałabym tak….i oczywiście po drodze przyjąć razy od prostaków….ehhhh…..łeb do słońca…..staram się….ale dziś mi się nie chce….
Do Animowego 07:15 : ZAZDROSNIK ! Ten taras to klimat, oaza , ogrod i spokoj dla duszy. Ciesze sie, ze sie odezwalas Li.Pozdrawiam,love you !Tez Anonimowa
moderuję. Ale przepuszczam, bo są zabawne. I wystawiają świadectwo li i jedynie autorowi:) Nie przejmuj się takim szczekaniem ratlerka, idziemy dalej i łeb do słońca!
Li czemu nie moderujesz komentarzy…..?? Nie widzę sensu goszczenia takich elokwentnych anonimów. Szkoda czasu, na odpisywanie jeden ruch i wszyscy będą szczęśliwsi…..oni też tylko jeszcze tego nie wiedzą.smutno mi….
Jak cudnie zaczął się tydzień! Li i Bobcio! Serdeczności!
Masz prawo do swojego zdania z tym zastrzeżeniem, że mam je w dupie:)
Prosty wniosek..MASZ BEZNADZIEJNY TELEFON ROBIĄCY CHUJOWE ZDJĘCIA.A taras ?? ..Wieś śpiewa i tańczy.Zero gustu.
Czy to już? O …mamooo! Fajnie ze jestes, choć sądząc po komenciach przylepionych. do swoich monitorów frustratow- pewnie nie na dlugo;-)Taras przecudny, prawdziwa zielona wyspa! Szczere och, ach, ech dziewczyno!Gabi
Wiem, Li. Ale jak piszesz to jesteś "bardziej" :) Dobrej nocy.
śpij dobrze, Vi.
:)super, że napisałaś i napiszesz jeszcze(w każdym razie przynajmniej o mszycach) :)))idę spać, dobrej nocki :*
Andziaos, przecież jestem, nawet gdy nie piszę:)
póki kwiaty kwitną!
Inteligencję, urodę, wdzięk, bogactwo…. :P
Pięknie u Ciebie:)Dobrze, że jesteś.
przyjadę, przyjadę :)
co Ty w sobie masz, droga Li, czego mu/jej tak brak? hahahhaah
Przyjedź nareszcie, to dam Ci na nim posiedzieć:)
Pochlebia mi to :D
wystarczyła mu/jej godzinka!ale refleks ;P
Li :*taras cudny:)
… :)
To pisalam ja Babs 23.45
Dziekuje bardzo. Kwiaty, taras i kot piekne. Do tego sloneczny poranek i kawa marzenie…
Li-Li-Li kochana Li, pisz nawet alfabet ale pisz!!! Bardzo mi Ciebie brakuje. Sama jestem zaskoczona tym jak bardzo!Czytelniczka z Wrocławia
O mszycach napiszę, to mogę obiecać:))
Nie na próżno zaglądałam tu co parę dni (no dobra, codziennie:) BARDZO cieszy mnie Twoja konsekwentna niekonsekwencja. Prooooszę pisz pisz choćby o mszycach…pozdrawiam! ZaTa
Och, ja też jestem wzruszona.Doczekał/a się, dziś zaśnie bez masturbacji:P
I pomyśleć, że troll od 20 kwietnis br. siedział przed monitorem dzień w dzień, przez 24 h i wypatrywał nowej notki.Normalnie wzruszyła mnie ta wierność ;D
Ja się nie wstydzę. Naucz się wreszcie kobieto pisać trzy kropeczki… wstyd! :P
Wszystkiego najlepszego, przede wszystkim zdrowia i masz ode mnie kwiaty z mojego tarasu:)
Dobrze ze wrocilas i to akurat w moje urodziny.Babs
Te prawniczka..kup se lepszy aparat bo ten chujowej jakości foty robi..wstyd
No i proszę, wystarczy na chwilę zwolnić komentarze, a już czekają u pańskich bram:P
A kogo to kurwa obchodzi co jesz ze swoimi bachorami.Chłopa nie masz który zarobi na rodzinę to i nie dziwota że żresz resztki !!!
W tym roku walka z mszycami, to naprawdę walka przez duże W. Nie dajemy sobie rady, opryskiwacz co chwilę w robocie. Znajomych pytałam, też walczą mało efektywnie. Jakieś wrednie uparte w tym roku, coś im wyraźnie sprzyja. Uwielbiam ukwiecone tarasy, ogrody:-)
Bobcio poluje na owady, jest prawdziwym cichym zabójcą, nie uświadczysz ni muchy. Nawet niewinne biedronki nie są oszczędzone…Poza tym Bobcio zawsze zagląda z nadzieją, że a nuż ta wstrętna siatka blokująca mu dostępu do szerokiego świata cudownie zniknie?
Wygląda na to, że w skrzyni z kwiatami zalęgły Ci się myszy. Przecież po próżnicy Bobcio by tam nie zaglądał ;D
Muszę zrobić zdjęcia w ciągu dnia i w słońcu. Kolory kwiatów wręcz wybuchają:)Walczę z mszycami- o, to muszę przy okazji opisać;-)
Jestem i jestem:*
Nareszcie! Taras masz ukwiecony pięknie:-)
anabell, przecież masz nieodwołalne zaproszenie:)
Oj, posiedziałabym na takim uroczym tarasie! Chyba zrobię tak kalafiora, to może być ciekawe w smaku. Czy to zapowiedz powrotu na blog, czy tylko przypadek?Miłego "zalegania"na tarasie:)
Li! jesteś! – zapiszczała Ania głosem uradowanej nastolatki!!!
…