Sprawy pracownicze.

„Mam ciężkie warunki pracy”-pożaliła mi się Młodsza, gdy okazało się, że rozdawanie ulotek to nie bułka z masłem, ludzie opędzają się od niej jak od muchy i bynajmniej nie ruszają tłumnie na stoisko Starszej.
„Zwolnię Cię dyscyplinarnie”– zagroziła Młodszej Starsza, gdy zauważyła u świeżo zatrudnionego pracownika objawy wypalenia zawodowego. A potem jakoś  było, bo jeszcze nie było, żeby jakoś nie było, pracowity dzień został zakończony o 20.30 w kinie i to od razu na dwóch seansach, trzeba było odreagować stres pierwszego dnia. 
Pośmiałyśmy się na „Epoce Lodowcowej 4” i na „Jak urodzić i nie zwariować”, ten drugi film był pociechą dla mnie, bo doprawdy poczułam, że ciągnę trzy etaty, a moje koszty pracy moich córek na dzień wczorajszy przedstawiały się następująco:
– koszty paliwa: dowóz pracowników autem 3,0  km w jedną stronę
-koszty posiłków regeneracyjnych w postaci dwóch sałatek- 33 zł
-koszty telefonów niesłużbowych z żalami i koniecznością udzielania wsparcia- w abonamencie
-koszty nagrody -sześciu biletów do kina, w tym jedno 3D, plus niezliczona ilość picia-150 zł
-koszt popołudnia i wieczoru nie spędzonego w sposób najbardziej odpowiedni dla wolnej i miłej kobiety po czterdziestce- nie do policzenia.
Moja miłość do dzieci  nie zna granic, ni kordonów :D
Li.

14 Responses to Sprawy pracownicze.

  1. Nieznane's awatar jadwiga pisze:

    dobrze, ze maja taką mamęj

  2. Nieznane's awatar Dana pisze:

    :)))))))))))))))))))

  3. Nieznane's awatar Li pisze:

    Oczywiście, jestem cudowną kwoką:)

  4. Nieznane's awatar KrystynkaR pisze:

    Jesteś cudowna!

  5. Nieznane's awatar Li pisze:

    I to jaka! :D

  6. Z Ciebie to jednak kwoka jest.

  7. Nieznane's awatar ingrid pisze:

    Li, jak dobrze sie Ciebie czyta :*Moj Starszy bardzo chce rozstawic stoisko z lemoniada i chocolate chip cookies przy domu. Ma w planach zarobic na dom na Hawajach, o biedny , naiwny szesciolatek.Dobrze wiemy kto bedzie robil lemoniade (cytryny juz nabylismy) i piekl te ciasteczka.

  8. Nieznane's awatar Li pisze:

    Dzieci też należą do inwestycji typu B-bezzwrotna :)

  9. Nieznane's awatar anabell pisze:

    Przypomina mi to obliczanie kosztów tzw. "czynów społecznych" z czasów PRL. Zawsze się okazywało, że to wszystko co naród robił w czynie społecznym kosztowało tyle samo lub nawet ciut więcej niż koszt zwykłej, państwowej inwestycji. Czyny społeczne należały do inwestycji typu B.

  10. Nieznane's awatar elw pisze:

    * dzieci – bezcenne :)

  11. Nieznane's awatar jolanda pisze:

    Edukacja dzieci (włącznie ze szkołą życia) kosztuje, coś wiem, właśnie jestem świeżo upieczoną żoną dziadka po raz czwarty.Kiedyś najmłodszy chciał wyszykować dla nas tandem. Złom totalny. Zakupy częśći przekraczały zdecydowanie wartość roweru. Zapytałam męża jaki sens tego. "Nauka kosztuje" – skwitował. Nota bene raz byliśmy nim na przejażdżce i mało się nie zabiliśmy.Li – znów przy kawie czytam Twego posta z wróżbą na wspaniały dzień. Dzięki

  12. "Młodzieży trzeba pomóż" jak mawiają w niektórych regionach naszego kraju ;D

  13. Nieznane's awatar Li pisze:

    Bardzo śmieszne, bardzo :D

  14. Gdybyś pobrała od Młodszej wszystkie ulotki i wykupiła towar od Starszej, pomogłabyś potomstwu i pewnie dostałabyś rabat za hurtowy zakup. Czyli czysta oszczędność oraz duma z sukcesów zawodowych progenitury, co samo w sobie jest zyskiem ;D