Mama pojechała do znajomej do domu pod miastem.
Dobrze się bawiła, a były tam same kobiety- wszystkie wdowy.
Zrobiłam babski wieczór.
Bawiłam się świetnie, a na osiem kobiet było siedem rozwódek i jedna w trakcie procesu.
Dwie różne genezy pomałżeńskiej samotności- od odpowiedzialnego „nie opuszczę Cię aż do śmierci” do „wyrokiem Sądu w imieniu Rzeczpospolitej rozwiązuje się małżeństwo”.
(Ale jeden wspólny mianownik- na szczęście i tu i tu zabawa była przednia!)
Znak czasów? Niewiele już mężatek wokół mnie, a szczęśliwych mężatek może kilka.
O ile można to stwierdzić w sposób nie budzący wątpliwości.
Li.

Ania, znam jedną męską stronę, do niedawna bardzo mi bliską, która nigdy nie chciała mieć dzieci, ucinając wszelkie rozmowy na ten temat. I co? Została postawiona przed faktem dokonanym po czterech miesiącach znajomości. Można i tak :)
Li, jak tylko wrócę w wakacji, zapraszam na ciasto cytrynowe i mrożoną (albo i nie mrożoną, zależnie od aury) kawę :) Buziaki!
U mnie natomiast nastąpiło całkowite poranne lenistwo. Kiedy rodzinka myślała, że ja po górach z psem latam – ja tymczasem słodko w pościeli się przeciągałam ;)Miłego!
W przypadku moich znajomych dzieci nie ma bo męska strona nie chce.I tutaj już możemy przejść w zupełnie inne dywagacje…
Ariadna: tez uzywam od 4 mcy i jest REWELACYJNA. tusz tez jest swietny. kupowac.
Bóg stworzywszy Adama i Ewę rzekł, Adamie jaki mi się piękny udałeś, a ty Ewo, ty się będziesz malować.
Ariadna, aaabsolutnie kupować, świetna jest ta odżywka! Rzęsy dłuższe i mocniejsze:)Statler, Ty Pierniku:P
I takie to podsumowanie dysputy, czy rozwód lub wdowieństwo jest gwarantem dobrej zabawy w gronie płci jednakiej.
Li…a jak tam odżywka do rzęs… nadal używasz a rzesy długaśne?Kupować czy nie kupować ?Ariadna
Poranek w Krakowie był cudny, chwila na tarasie z kawą na kanapie nawet na moment oszukała mnie co do dalszego ciągu dnia:)) Ale już nie ma rady, do pracy rodacy!
U mnie jest tak pół na pół. Mam na przykład wspaniałych sąsiadów – dwa małżeństwa, przyjaciół – małżeństwo. Chociaż, przepraszam, że to napiszę – życie i czas zweryfikują, czy te małżeństwa są rzeczywiście wspaniałe, właśnie ostatnio rozowodzi się koleżanka z pracy po prawie 30 lat małżeństwa. Większość bliskich mi kobiet to rozwódki, przy czym znamy się jeszcze z czasów naszych (nie)szczęśliwych małżeństw, piszę – żeby nie było, że rozwódki przyciągają rozwódki. Ale – dwie z nich zdażyły już po wylizaniu rozwodowych ran wyjść za mąż, więc tak naprawdę, nie wiem do jakiej kategorii je zaliczyć :-)Myślę też sobie, że udane małżeństwo i w ogóle związek to trochę łut szczęścia. Owszem, trzeba je pielęgnować i szanować, ale ja nie wierzę, że to wystarczy i nie wierzę, że te wszystkie szczęśliwie żyjące w związkach pary tak dbają o swoje związki. Po prostu mają szczęście. Inni mają tego szczęścia mniej. Ot życie.Za to dziś u mnie zjawiskowo pięknie – lekka mgiełka, a przez nią prześwitujące słońce. Błekitne niebo, rosa na trawie, rześkie powietrze. Ach… Cudownie.Więc – cudownego dnia!
Na szczęście dla psa. Całusy! A prezent pokrywa się kurzem…:)
Zawsze dziwiło mnie stanowisko pracodawców dyskryminujących matki. Matki to dopiero mają motywację do pracy!
Casablanca – mi się widzi że wzorce były inne. Ludzie się wtedy nie rozwodzili. Mieli mniej lub bardziej oficjalnych kochanków, ale się nie rozstawali.Ja jestem z tym samym facetem od 26 lat. Nie wiem czemu, ale w sypialni ciągle czujemy się jak sztubactwo, ciągle się odkrywamy, szokujemy na nowo. Kiedy się ma dzieci, dom z hipoteką i inne poboczne długi – o miłość i ciągłe zainteresowanie trzeba naprawdę walczyć…
Wierz mi, Li – zdanie bezdzietnej (nie z wyboru) – zazdraszczam koleżankom dzieciatym. I cały czas podkreślam (także w arbajcie) – najlepiej zorganizowanymi ludźmi są matki:) One nie mają czasu na ploty, pierdoły – ma być zrobione to co jest, a potem lecimy na określoną godzinę do przedszkola, szkoły. Gdyby pracodawcy nie byli durni, to powinni zatrudniać pół na pół – matki z obowiązkami (wyrabiają się w ramach pracy)/stażystów (będą robić po godzinach dla kariery):)Buziak
A czasami, po prostu, nie chcemy mieć dzieci z niewłaściwym partnerem. Szkoda tylko, że ten właściwy zjawia się za późno. Albo, co gorsza, wcale. I wtedy zostaje nam pies.
Hah, ha, ja to zawsze mam inaczej, mój mąż skoczył po przygodę z o wiele starszą babeczką. Ja byłam dla niego za młoda;-))A co do braku chęci posiadania dzieci, to prawda- coraz więcej par decyduje się ich nie mieć. Ale co się dziwić? Dzieci to znój, pot i łzy. I żeby to wytrzymać- od czasu do czasu mega wzruszenia:)))Kocham swoje córki nad życie, ale czasem z zazdrością patrzę na moje wolne i swobodne koleżanki. Na szczęście ta zazdrość szybko mi przechodzi. Mając dzieci myślę, że lepiej je mieć, niż nie mieć, ale jakby nie mam wyboru:)
W moim towarzystwie również przeważają żonato/mężato/dzieciaci. Par i singli po rozwodach jest niewiele. Co ciekawe, to ci co się rozwiedli zazwyczaj dokonali tego w okolicach czterdziestki, kiedy to faceci "nagle" odmłodnieli i skoczyli sobie po przygody z o wiele młodszymi babeczkami.Czego natomiast jest sporo w moim towarzystwie (relatywnie sporo), to pary które z wyboru nie mają dzieci. Czy to również znak naszych czasów?Pozdrawiam serdecznie życząc miłego tygodnia! Super że znowu piszesz!
Bardzo mi się to podoba. Super znalezisko Ingrid!
to tylko pogratulować:)
a może wszystkiego po trochę i odpowiedzialność za drugiego człowieka?
nie wiem czy po nastu, kilkudziesieciu latach to jest milosc.przywiazanie? przyjazn? lojalnosc?kazdy ma swoje doswiadczenie.
A u mnie jakoś bardzo staromodne towarzystwo:) Wszystko żonatomężate i to wieloletnie, na dodatek tylko raz. Chyba powinniśmy się w jakieś jaskini schować albo kilku (bo sporo nas). Tak myślałam, że nie pasujemy do współczesnego wizerunku tylko nie mogłam stwierdzić dlaczego – teraz wszystko jasne ;)
Cholera. Mam nadzieję,że nie……. Naprawdę mam taką nadzieję. W moim towarzystwie dla odmiany wszyscy są mężatożonaci. Ponownie, niestety…Zastanawiam się czasami czy moi dziadkowie byli ze sobą tyle lat z miłości, jak mi się zawsze mocno wydaje, czy też rozwody były mniej uproszczone, jak teraz i trudniej było zaczynać od początku..? Kolega ze studiów ma już trzecią żonę.Paranoja, znak, że się starzeję:)O mores!!!
Nie ma czasu na naprawianie, kusi lśniące nowością. Aż też się zepsuje:)
kiedys na fejsie znalazlam zdjecie pary staruszkow trzymajacych sie za rece z takim mniej wiecej podpisem:- jak sie Panstwu udalo przezyc razem 60 lat?- urodzilismy sie w czasach gdy naprawiano to co sie zepsulo, a nie wyrzucalo.cos w tym jest. znak czasow.