Wracałam wczoraj wieczorem do Krakowa, drogą od strony Zakopanego.
Księżyc świecił na czerwono, droga wiła się pod kołami, lekka mgiełka snuła się po miedzach… czułam jakiś wewnętrzny niepokój….
I słusznie czułam, bo gdy weszłam do domu, zastałam kompletny chaos- kuchenne pobojowisko, salonowy nieład, głodne zwierzaki i brak dzieci.
Uzbrojona w już mające realną podstawę złe przeczucia udałam się na górę, było ciemno, tylko spod zamkniętych drzwi sączyła się jasna smuga światła.
Z niepokojem nacisnęłam klamkę do drzwi Młodszej i…
… i podmienili mi dziecko, bo nie wierzyłam własnym oczom- siedziała na łóżku o obłędem w oczach, obłożona książkami i pierwsze jej słowa nie były o miłości, ewentualnie o kolacji, a zawierały pytanie o wpływ litosfery na atmosferę.
Moje dziecko, blond gwiazda, leser pospolity sama z własnej inicjatywy odrobiła lekcje.
I w dodatku się do nich przyłożyła. Dam na mszę, by zapału wystarczyło jej choć do końca tygodnia…
(Inna sprawa, że postraszona przez nauczycieli, gimnazjum postrzega na razie jak karę za grzechy beztroskiej podstawówki).
Starsza z kolei naznaczona piętnem matury kłóci się ze mną o przedmioty do zdawania.
Wywalczyłam historię, ale nie mogę przekonać jej do rozszerzonego języka polskiego.
Nastawiona na studia i życie w Anglii nie widzi powodu, a mnie krwawi serce.
Bo jak to? Zdawać tylko podstawowy poziom z języka polskiego?
Jako, że nie mogę się z tym pogodzić, muszę sięgnąć po środki ostateczne z przekupstwem włącznie.
Co to za pomysł z tym podziałem na wersję podstawową i rozszerzoną, matura to ma być matura!
A jak tam u Was sprawy naukowe?
Szukam korepetycji z historii, celem uporządkowania historycznego bałaganu w głowie Starszej.
Ja niestety nie mam cierpliwości, a za bardzo kocham swoje dziecko, by narażać ją na niebezpieczeństwo moich historyczno-histerycznych wybuchów ;-)
Szukam korepetycji z historii, celem uporządkowania historycznego bałaganu w głowie Starszej.
Ja niestety nie mam cierpliwości, a za bardzo kocham swoje dziecko, by narażać ją na niebezpieczeństwo moich historyczno-histerycznych wybuchów ;-)
Li.

Moje odczucia są takie same, z przykrością patrzę na postępujący upadek szkolnictwa. I dzięki za ten komentarz, dał mi do myślenia:)
Na blogu nie pierwszy raz, ale komentarz – piszę tu po raz pierwszy. Tą śmieszną, nową maturę zdawałam jakieś 6 lat temu. Nie warto wkładać w nią więcej wysiłku niż wymagają warunki rekrutacji na wybrany kierunek. Na polibudę chcieli rozszerzona matmę i fizę, to pisałam. Polski nie był potrzebny – to pisałam podstawowy. Ponad normę wyskoczyłam z językiem obcym, bo stwierdziłam, że szkoda by było nie pisać rozszerzenia skoro to będzie pestka. I w takim przypadku warto dodać coś od siebie. Poza tym – nie ma sensu. Dlaczego? A bo lepiej się dobrze przygotować do tego co konieczne i mieć w tym jeszcze trochę czasu dla siebie niż gonić za papierem, który stracił na wartości Bardzo stracił. Kiedyś matura to była duma. Teraz… niekoniecznie. Stara matura dawała satysfakcję, bo wymagała ogromu przygotowań. Wymagała popisania się wiedzą. A jak człowiek przeszedł boje maturalne, to czekały jeszcze niełatwe egzaminy na studia. To wszystko miało wartość. Nowa matura tą wartość straciła, więc lepiej zbierać siły na wykazanie się na studiach. Pozwalam sobie porównywać obie matury (choć pisałam tylko jedną), bo towarzyszyłam siostrze w przygotowaniach do starej matury z polskiego i historii. Potem kibicowałam koleżance, która z tych samych przedmiotów zdawała nową. Powiem krótko – niebo a ziemia.A już moje dostanie się na polibudę, a siostry na prawo – nie ma co porównywać. Za sprawą nowej matury i zniesienia egzaminów na studia, mnie to kosztowało znaaaaaacznie mniej wysiłku.Reasumując przydługi wywód – lepiej pisać to co trzeba niż wyskakiwać ponad normę na egzaminie, który jest teraz tylko śmieszny. W moich oczach większą wartość ma 4 ze starej matury niż 100% z obu części nowej.
Kochana, moja starszorodna wnuczka zdawała rozszerzoną maturę z polskiego, z francuskiego, i skończyła w tym roku licencjat z japońskiego, a teraz magisterkę będzie robiłą u Koźmińskiego na politologii chyba z zarzadzania, i po co jej były te wszystkie rozszerzenia? no po co? uharało sie dziecko i w koncu politologia, ech życie, ja tam bym wiedziała co z tym czasem robic, tyle rzeczy czeka jeszcze!!!j
Jadwigo, bo Ty to taka nowoczesna jesteś:)))Odpuściłam już, gdy usłyszałam, że chce studiować Politykę Trzeciego Świata, na tym tle brak rozszerzonej matury z polskiego wypada wyjątkowo blado :D
Li a ja ciebie kobieto miałam za modern women a tu taki wkręt a co ty chcesz zycie utrudniać swojej starszorodnej, daj spokój, ona i tak głupia nie jest, a polski zna po matce z mlekiem go opiła sie, a w Anglii komu polski potrzebny, ma mówić po angielsku i głupia nie byc, ty zycie jej uółatwiaj a nie wyszukuj sposobów bo CBA naslę jak nic za przekupstwo i łapownictwo, ech zycie, madre dzieci i matkom źle, jakich czasów ja dożyłam?pozdrawiam babcia Jadzia
A młodsza (III SP), jak to młodsza – szkołę ma… głeboko ;). "Nuuudzę się tam". Ogólnie rzecz ujmując woli grzebać się w przyrodzie – zwierzaki, roślinki – łąka, pole,las, kałuże – najchętniej na noc tylko do domu wracałaby ;).
Heloł :). U nas podobnie – szok po przejściu z rejonowej podstawówki do jednego z lepszych w Poznaniu gimnazjów trwa ;). Młody przerażony i z lekka zniechęcony. Ufam, że kwestią czasu jest przystosowanie się do nowych warunków. Lekko nie ma, bo nikogo nie zna i spory kawałek dojeżdża, ale… sam wybrał. No, się zobaczy.
Nie uczą się – źle. Uczą się – matka w szoku, czyli też źle. Co wybrać?
Moja w 3 gimnazjum – egzamin gimnazjalny w tym roku, i wybór profilu w liceum trudny rok przed nami, w poniedziałek jadę do Krakowa na szkolenie, ale może uda się wpaść do galerii :)
Li, jak miło… Wiele jeszcze przede mną, mój starszy dopiero drugą klasę SP zaczyna.Pierwszą klasę jako sześciolatek skończył z wyróżnieniem, a teraz jest na etapie wszystko na "nie". Mam nadzieję, że nie potrwa to zbyt długo… Pozdrawiam serdecznie :)
a, coś mi się o uszy obiwszy, że Konopnicka M. już od jakiegoś dłuższego czasu przebywa w zaświatach…to coż ONA NA TYM BLOGU ROBI? Strach się bać… ale powróćmy na ziemię…Muszę napisać – zabawne i krótkie raczej życzenia, limeryk…no coś dla uroczej niewiasty, która odchodzi na emeryture. Rzeczona ma poczucie humoru dość szalone, dystans do samej siebie, wrzeszczy jak opętana na widok owada latającego i w okresie wspólnej pracy spożywałyśmy hektolitry kofeiny, niejednokrotnie rozstrzasając sprawy damsko-mesko-egzystencjalno-naukowo-durno-motoryzacyjno-społeczne…ma ktoś pomysł?
viki, dziękuję kochana, staram się ale coś nie bardzo mogę…
Mój syn przez dwa dni jeszcze nic nie wywinął:) czytam co piszesz i boję się tego momentu co będzie w gimnazjum i z maturą. Też pewnie będę się zamartwiać, Pozdrawiam
sisi, wracaj do zdrówka:*
aurora, ja Ciebie kochać do końca życia ;)
Li, mój syn też w tym roku staje do matury…szukam korepetycji z matematyki hehe… W systemie zdawania obecnych matur nie potrafię się połapać. Ten mój gagatek chce zdawać angielski rozszerzony, polski CHYBA też, z dodatkowych niemiecki. Ale jak zawali matematykę, co wydaje się nad wyraz prawdopodobne, to raczej ech… szkoda gadać. Mnie stan zdrowia się pogorszył więc jakoś ta matura taka nierealna się wydaje…
A ja byłam dziś u Ciebie i uciekłam ze smutkiem :(
zasiadłam z kawusią nad Twoim blogie, poczytałam zaległości. Kawusia smaczna, błogość chwili podkreśla fakt, że fajnym babkom fajnie się dzieje. Trwaj chwilo, trwaj.:*
Och, och, chyba będę mieć wapory:PAle, ale- styl mówi wiele o człowieku, choć doprawdy z uznaniem przyznaję, że jak na prostego technika budowlanego jest dość kwiecisty. Jak rabatka na Śląsku :DNie nudzi Cię to śledzenie moich wpisów?Nie ma w okolicy żadnej szopy do postawienia?A może jakiś rów trzeba wykopać?A może żonie pomóc?A może iść na ósme piętro, stanąć na dachu i wyrzucić z siebie wszystkie kompleksy?Przemyśl sprawę, o ile myślenie nie jest Ci obce;-)
A oglądałaś "Pół żartem pół serio"? Poza tym w pewnym mieście na L stał kiedyś pomnik BB /Bolesława Bieruta dla jasności ;D/ i ktoś zajarzył, że jest ten Bierut w damskim płaszczu. Ktoś inny wymyślił, żeby odciąć mu głowę, wstawić damską i będzie Maria Konopnicka. Więc sama widzisz :D
aurora, jaka Dafne?Chyba widzisz, że się kobita podpisała:)To Konopnicka, zapewne i Ma_ryja, no wiesz, ta co się z konopi wyrwała :) a może je paliła ??? hmmm raczej to drugie, bo bredzi:)
własnych młodych nie mam, siostrzenica w 3 gimnazjalnej, wreszcie zatrybiła, jak się uczyć, zeby się nie uhetać, ma bardzo dobre wyniki.. i zaczęła jadać porządne śniadania, więc już nie słabnie na wf-e.. siostrzeniec w 5 podstawówki, świetnie mu idzie, tylko z pisaniem kiepsko, może go namówię na założenie bloga:)
Kurczę! Jaka szczęściara! My tak 5 dni wędrowaliśmy na Rynek będąc w Krakowie, piękna sprawa. Planty tez w pobliżu…
Realia pracy w Anglii, pani Dulska, są podobne do realiów pracy przeciętnej, a bez wątpienia Hesia jest przeciętnym dziewczęciem, Polki w New Yorku: sprząta się mieszkanie żydowskie na czarno taniej niż zrobiłaby to Latynoska. Cytowanie scholastycznej maksymy jedynie utwierdza mnie w przekonaniu, że tkwi pani, pani Dulska, w mrokach średniowiecza. Biedne te twoje dzieci.Konopnicka M.
albo coś dafnopodobnego, pełno tego chłamu plącze się po necie:)
Dafne! Wszelki duch… że się wieszczem podeprę ;D
Feliksa, Neta i Nikę to my już od dawna uwielbiamy:)))Świetna książka dla dzieci!
Słowo korepetycje pochodzi od słowa repetitio.Repetitio est mater studiorum. (Powtarzanie jest matką mądrości).I spadaj stąd, brakuje Ci inteligencji i podstawowej wiedzy, by ze zrozumieniem czytać mojego bloga. Nie mówiąc o wiedzy o świecie, zwłaszcza realiach pracy w Anglii :)
Pani Dulska!, korepetycje to się daje słabeuszowi. Dziecko zdolne posyła się na zajęcia dodatkowe i zapisuje na olimpiadę przedmiotową. Ze swej strony, nie widzę powodu, żeby Hesi korepetytora sprawiać, bo jeszcze w ciążę zajdzie, a w Anglii do sprzątania, proszę pani Dulskiej, i obsługi w markecie matura nie jest potrzebna.Konopnicka M.
Hawajska, przerabiam to 3 raz, więc wiem co czujesz :) Najstarsza niestety nadal nie lubi, Syn pochłania, a najmłodsza ( 2 kl. podstawówki) zatrybiła i czeka teraz z wielką niecierpliwością na kolejne części kapitalnej serii "Biuro detektywistyczne Lassego i Mai". Pozdrawiam Wszystkich:)
Ja też jedem dumna z mojego Młodego, bo wreszcie zaskoczył z czytaniem. Wczesniej niestety musiałam go "gonić" do czytania i ubolewałam, że moje dziecko – moje, tej która uwielbia czytać, tego czytania nie znosi. Aż przyszła lektura Harry Pottera – I tom – jeszcze obowiązkowa, potem już dobrowolnie wszystkie kolejne. Teraz w wakacje pochłonął Baśniobora, a w zeszłym tygodniu odkrył "Felixa, Netę i Nikę", już I część za nami :-) Obecnie czekamy na dostawę 8 kolejnych części, Młody nie może się doczekać, a ja puchnę z dumy :-) Ps. Dobrze, że wróciłaś do pisania!Pozdrawiam i miłego dnia wszystkim!
Mój na szczęście nareszcie trafił pod dobre skrzydła tak wychowawcy jak i kolegów. Mimo tego, że jest w mniejszości miksu z innej klasy, świetnie odnalazł się w nowych strukturach klasowych i czuje się u siebie. Bardzo mnie to cieszy, bo przez poprzednie 6 lat edukacji zawsze był outsiderem, kompletnie nie rozumianym przez resztę klasy. I niech tak zostanie przez najbliższe 3 lata najgłupszego poziomu edukacyjnego czyli gimnazjum :)
Guśka ma beznadziejne godziny lekcji- w poniedziałek na 7.30, więc na bank będę ją odwozić, a w inne dni zaczyna ok 11 i jest w szkole do 18.00 Cały dzień rozwalony. Będzie zmęczona, a gdzie tu czas na basen i inne przyjemności? I też marudzi, choć dziś już umówiła się z nową koleżanką i nie jadą tramwajem (10 minut), a idą na nogach (ok 20 minut). Ale za to jaką ma drogę do szkoły! Sławkowska, Rynek, Grodzka i pod Wawel! Sama chciałabym tak chodzić!
Moja starsza zaczęła edukację w LO. Tak, jak się spodziewałam, szkoła głupia, nauczyciele głupi, i NIGDY już tam nie pójdę. Rano chyba zapomniała, bo poszła.