Okna z rezygnacją przyjmują na siebie strugi deszczu, zmiana pogody podnosi poziom wody w Wiśle i moją depresję.
Problemy mają używanie, bezczelne i bez żadnych zasad rozhulały się bezkarnie i zarzucają swoje sieci coraz dalej, gdzie nie spojrzę, tam są.
Nie mam ochoty z nikim się spotykać, bo poziom ogólnoludzkiego nieszczęścia przekroczył granice mojej tolerancji. Skupiam się więc na sobie, jest mi źle, bardzo źle, muszę, muszę, muszę coś z tym zrobić.
Ale zupełnie nie mam pomysłu co, więc na razie wychodzę z łóżka,
idę pod prysznic,
zrobię sobie kawę i popatrzę przez okno.
Jest to jakiś plan.
idę pod prysznic,
zrobię sobie kawę i popatrzę przez okno.
Jest to jakiś plan.
Przynajmniej wstanę.
A co na to Lec?
Najstraszniejsze jest, kiedy jest się samotnym we własnym wnętrzu.
Czuję się bezradna, a jest to stan w którym dopadają mnie stracholęki, wiarybraki i snubrakowacze.
Li.

Pojechałam wczoraj, w deszczu w seicento na autostradzie gdzie było pełno robót to był wyczyn. Byłam na mszy, a potem po ciemku sama na cmentarzu, To było przeżycie, ale warto było chociaż chwilę być przy Ilonce. Łzy też były.Scarlet
Mnie serce ściska, płaczę gdy myślę co Asia i Mały czuje, To nie tak ma być…. . Mama Maksia
To ci, którzy trwają mają przerąbane. Sprawiedliwość? Jest ślepa i totalnie przypadkowa.
Na smuteczki najlepszy jest bieg po górach. Tylko jak człowiek ma smuteczki to mu sie nie chce.Byłam w Krakowie w dniu kiedy myłaś samochod, bo strasznie padało ;)Trzymaj się ciepło, nie myśl za dużo…idź się lepiej napij wina – godzina już odpowiednia…
Wiem, że to wiele nie pomoże, ale…Jest malutki.Zrobiony z karneolu.Ma kolor morelowo-miodowy.Ustawiony pod słońce, łapie jego blask.Wczesną młodość spędził w sklepie jubilerskim w południowych Niemczech, w Tybindze.To kot.Czeka na Ciebie – jeśli zechcesz.
może.
Najgorsza bezsilność, choć nadzieja umiera ostatnia i tego się trzymajmy… Pozdrawiam z deszczowego KrakowaOnia
O tym samym pomyślałam dziś, kiedy wracalam z pracy. Ze niebo tez płacze….
To jest właśnie rzecz, która mnie najbardziej uwiera. Sprawiedliwość, której nigdy nie było i nie będzie. Wyć się chce. Ale to też nie pomaga. Wcale. Na myśl o Jasiu … Nie, nie dopuszczam nawet takiej myśli.
Kup w poniedziałek moją książkę, może poprawi Ci się humor :)
Nie każdy smutek da się zagłuszyć.Duże smutki muszą się wysmucić i to w ratach.Może przytulenie bliskich, wypłakanie się w swojej bezsilności wobec rozdzierającego żalu… A może otulenie dobrymi wspomnieniami ?Do ulgi daleko ale łatwiej o wdzięczność dla losu, że dane nam było choć przez chwilę się spotkać, polubić, poczuć bliskość…Ala
smutny ten dzień, niebo też płacze. Tak bardzo szkoda mi Joaśki i Jej synka, to takie niesprawiedliwe, nie umiem się z tym pogodzić.
trzy ze mna..:*, można kląć, bo nie wiem już jak to rozładować…?
mnie też źle
U nas pogoda wcale nie jesienna a smutki i tak wpadaja w odwiedziny i nie zawsze udaje sie je wyprosic. Przytulam mocno. :*
żydowskie powiedzenie FAN_TAS_TYCZ_NE!a na smuteczki:aktywność fizyczna!!! – podnoszą sie endorfiny…a i zasnąc potem nieco lzej…ZaTa
jest takie żydowskie powiedzenie:"Masz problem? Da się go rozwiązać pieniędzmi? To to nie jest problem tylko koszt."Nie do wszystkich problemów pasuje (tylko do jakiś 99%)ale mnie bardzo podnosi na duchu.
Czas przejść na stoicyzm.
Naprawdę jesteś smutna! Oby tylko nie problemy ze zdrowiem, gdzie czasem niewiele zależy od człowieka. I dzień dziś taki sprzyjający depresjom. Ściskam, całuję (ty pierwsza zaczęłaś!), niech sczezną wszelkie kłopoty!
Ania! Święty duch! Ja jadę w sobotę, mogę Cię zabrać!:*
Ciepłe myśli ślę w Twoim kierunku. Wiadomo, że po smutku przyjdzie radość. Zawsze tak jest i Ty to dobrze wiesz. Chodzi o to, żeby ten czas smutku przeżyć – najlepiej z polotem :-) Więc tego polotu Ci życzę, znalezienia w smutku dna, od którego się odbijesz i będzie już lepiej…I pamiętaj, że jestem :-)
a ja dzisiaj jadę do Ilonki, cały ten tydzień mam taki wspominkowo-melancholijny, to już 3 lata bez niej…. Scarlet
Problemy mają to do siebie, że w końcu się rozwiązują albo mijają. Co prawda na ich miejsce pojawiają się nowe, ale one również są tymczasowe. C'est la vie. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Trzeba się cieszyć każdą drobnostką, która akurat problemem nie jest.
:*
Li myślałam wczoraj o Tobie, jak wyjeżdżałam z myjni i zaczął padać deszcz :)Nie mam gotowego przepisu na smutki. Wizyta u fryzjera czy zakupy nie rozwiązują problemów tylko odsuwają je na bok. Później i tak trzeba się z nimi zmierzyć.Myślę ciepło o Tobie. W moim wyobrażeniu jesteś niesamowicie silną osobą i wierzę, że poradzisz sobie ze wszystkimi dołami. To tylko kwestia czasu!
prostowanie włosów jest akurat wkurzające :), rozumiem….życzę zatem lepszego jutra
wiesz, że jestem specjalistą od samoratowania się, ale tym razem problemy są zbyt duże i nie widać zza nich urody życia. Na pewno nie pomoże mi prostowanie włosów, niestety… całuję.
Li…otwórz nam drzwi i pozwól wejść, wiesz takie stany też mają swoją dobrą stronę….ciepły koc na nogi, parujący kubeczek z herbatką "czilałtowa" muzyczka i wersje do lepszego samopoczucia:a/książkab/maseczka c/filmd/to chyba ostateczność, ale sprawdza się porządki i odświeżenie garderobye/ploty z dziewczynami (córkami)może inni mają ciekawsze propozycje….
a ja mam propozycję : niech każdy z piszących tu poda swoje sposoby na smutne dni) wymieńmy się doświadczeniami! zaczynam : 1. fryzjer i prostowanie włosów 2.jeżdżenie na rowerze 3. spotkanie z wesołymi ludźmi , którzy są uśmiechnięci . reszta potem , bo jestem w pracy)) pozdrawiam agatka
żeby tylko dwie…:*
a ja chyba pójdę po świeże bułki na śniadanie. Starsza chora, zostaje w domu, Młodsza ma na jedenastą, zrobię im śniadanie do łóżka, niech chociaż one mają milszy poranek:)
Oj jak bardzo jest mi bliski stan o którym piszesz – jesienna depresja mnie dopadła nie cierpię takich dni, martwię się o Chustkę i Ksenię bo bardzo im kibicuję, moja Mama też chora na raka ( guz płuc wycięty w lutym) ale nie dała rady wybrać chemii ma na nią uczulenie i nie może jej przyjmować, do tej pory jest dobrze ale martwię się co dalej. pozdrawiam ! ( Kiedyś pisałaś że jechałaś przez Biecz, Gromnik- ja w Gromniku mieszkam teraz wcześniej mieszkałam w Krakowie )
to jest nas dwie, moja kochana :*
Współodczuwam i przesyłam nieśmiały uśmiech, bo mój dziadek zawsze mówił, że uśmiech niewiele kosztuje, a bardzo jednoczy ludzi.A dziś czuję się z Tobą zjednoczona bardzo!!! Żeby nie było tak beznadziejnie, to proponuję jakieś ciasto popełnić. U mnie będzie placek ze śliwkami. Jego zapach nieco pomaga na zachmurzenie.Joanna z K.