Wdrukowany w niedzielę spokój pozwolił mi na leżakowanie do popołudnia.
Nic nie musząc, mogę robić nic i szukać w tym ukojenia.
Wokół wiele słów, niektóre miodem, niektóre kamieniem, tak jak w życiu- czasem słońce, czasem deszcz.
Nic to, trzeba witać dzień powstaniem (Lec) i zabierać się do roboty.
Co niedzielę grzeszę sprzątając, nic na to nie poradzę, że uwielbiam niedzielne porządki.
Zmywarka szumi, pralka wiruje, odkurzacz w pogotowiu, a Wam miłego popołudnia.
:)
Li.
Nic nie musząc, mogę robić nic i szukać w tym ukojenia.
Wokół wiele słów, niektóre miodem, niektóre kamieniem, tak jak w życiu- czasem słońce, czasem deszcz.
Nic to, trzeba witać dzień powstaniem (Lec) i zabierać się do roboty.
Co niedzielę grzeszę sprzątając, nic na to nie poradzę, że uwielbiam niedzielne porządki.
Zmywarka szumi, pralka wiruje, odkurzacz w pogotowiu, a Wam miłego popołudnia.
:)
Li.

Nie no proszę, znowu zaplułam monitor i o mało się nie udławiłam."kobieta bez męża dziczeje" muszę to zapamiętać! czym prędzej lecę szukać męża…
Ludzie chyba jakoś bezwiednie, może i nawet bez złej woli, obserwują to wszystko jako pewnego rodzaju serial… Nie do końca zdając sobie sprawę, że tam po drugiej stronie jest żywy człowiek, że to się dzieje naprawdę i że dzieje się o wiele więcej niż jest napisane na blogu. I zawsze nieco żenujący był dla mnie ten nawał modlitw (to szczególnie mnie zawsze uderza, modlitwa to nie koncert życzeń), zaklęć, pocieszeń, ta ludzka rozpacz (sytuacja jest zła i bynajmniej nie zapominam o niej, jak odejdę sprzed ekranu, ale – na litość boską – nie jestem synem/córką/mężem!). Czy Ci sami ludzie byli by tak samo wylewni, jakby chociażby w przychodni zobaczyli cierpiącą staruszkę? Internet bardzo ułatwia okazywanie uczuć, kiedy sobie siedzisz bezpiecznie i nie patrzysz w twarz rozmówcy.Co, paradoksalnie, teraz robię. :)Ale ogólnie nieczęsto zostawiam komentarze na blogach, chyba że u znajomych. Bo tam mam pewność, że zostanę dobrze zrozumiana, że nie popełnię gafy. Powyższe oczywiście nie oznacza, że nie przejmuję się historią Joanny, że nie życzę jej jak najlepiej. Po prostu uczę się po cichu i tak też kibicuję. A poza tym, Li, dobrze że wróciłaś, bo lubię czasem do Ciebie zajrzeć. :) Jeśli ten komentarz jest za długi albo Twoim zadaniem już niepotrzebny, to najwyżej go nie przepuścisz i będzie tylko dla Ciebie.Pozdrawiam,AnFi
Ja w niedzielę staram się nie sprzątać itp., staram się Dzień Święty Święcić, czyli kościół, a potem błogie lenistwo… Ale chyba najważniejsze to nie robić niczego złego, czego sami byśmy sobie nie życzyli:) – Doris.
dokładnie! masz rację :*Asia własnie o tym przed chwilą sama napisała :/
:* dzięki.
Nie wiem z czego wynika ta ludzka nieporadność w podobnych sytuacjach. Piszą, że czują bliską więź, a z drugiej strony zachowują się jak dzieciaki przed automatem z pluszakami: wrzucę jeszcze jedną monetę, jeszcze jeden błyskotliwy komentarz i może to zadziała.Śmierć jest od nas zbyt daleko. Umieramy w szpitalach, rzadko w domu, z rodziną. Nie potrafimy się właściwie zachować. Uszanować. Wytrzymywać ciszę. Brak taktu, brak wyczucia sytuacji. I te ciągłe pytania: co słychać? No normalnie jakby serial oglądali: co będzie w następnym odcinku?To nie jest wyraz wsparcia, to jest coś totalnie przeciwnego. Dlatego: ciszej, do jasnej Anielki!
Li, o bardzo trudnych rzeczach piszesz bardzo wprost i bardzo po prostu. Bardzo Ci za to dziękuję.
Nie lubię sprzątać w niedzielę. Ani w żaden inny dzień tygodnia :)Dofatkowo dzieci mnie budzą rano, mąż na spacer nie wyprowadza. Ale i tak lubię wolne dni. Bo muszę mniej niż normalnie. A to dużo mniej ;)I tylko ta niedziela jakaś krótka taka….
Wydaje mi się, że pisanie na blogu Li o Joasi trochę brzmi jak "pomówienie". Znając Joannę na pewno takie spekulowanie na jej temat nie spodobałoby się. Dała jasno do zrozumienia, ma być cisza, zero komentarzy, nie miejsce i nie czas. Rozważcie to ludziska. Li, zadzwonię do Ciebie jutro, sorry, rozchorowałam się i córki też :(. Trzym się, całusy za Twoje Wielkie Serce !!!
Dostałam właśnie maila od mojej "starej" czytelniczki (Wybacz I:), zacytuję fragment:"…Wcale nie potrafię się modlić, przywoływanie Chustki w komentarzachmnie wku…rza okropnie. Może jestem zbyt nerwowa:) moze mało rozumiem:)Gdybym była kimś z rodziny Asi to bym się wściekła. Piszą "żyjdla Jasia i Niemęża" STRASZNE to. Ona zapewne chce żyć, a takiekomentarze są podłe. Chociaż może nie mnie to oceniać…. Mamnadzieję, że Asia odejdzie spokojnie…".I tyle, myślę dokładnie tak samo. Łatwo się pisze "walcz" z pozycji siedzącego przy kompie zdrowego człowieka.
Li, nie złość się. Czuję dokładnie to co Ty, bo też mam doświadczenie i wiem co to WALKA, a co ULGA… Ale nie wszyscy potrafią czytać między wierszami i rozumieć co znaczą poszczególne sygnały… Myślą, że do życia wystarczy wola i tłum kibiców zagrzewających do walki…Nieraz po prostu trzeba przestać myśleć o sobie… zwyczajnie i łagodnie ODPROWADZIĆ kogoś w tamtą stronę…ECH, popłynęłam, zrozumiem, jeśli nie puścisz ;-)
Przeczytałaś wszystko,co napisałam, czy tylko pierwsze zdanie? Jeśli całość – no cóż, może nie umiem jasno przekazywać myśli. Nie jestem humanistą tylko matematykiem, więc jaśniej mi się nie uda chyba. Ale uwierz, zastanowiłam się, pisałam to i poprawiałam,bo bardzo jasno starałam się przekazać o co mi chodzi.
Proszę- dajcie spokój, bo naprawdę nie będę Was przepuszczać. Czy ktokolwiek z nas może wiedzieć co myśli Joanna? Co teraz z Nią się dzieje?Dajcie spokój, niech otuli Ją cisza. Pogadajmy o sprzątaniu w niedzielę.
Chustka napisała, ze taka walka o zycie, to pomyłka medycyny. To nie brzmi jak chęć walki.Dalszej walki….
rozumiem, że z tego co dziś przeczytałaś wynika, że jest lepiej? emmma, puściłam Twój wpis, bo nie chcę zarzutu, że nie przepuszczam komentarzy, ale zastanów się, co piszesz. Zastanów się.Usuń
Większej bzdury dawno nie czytałam…
Li, to nie jest hurra optymizm tylko jakaś forma ulgi. Jeśli trzy dni temu dostajemy taką straszną wiadomość a dziś czytamy to, co czytamy – to jest postęp jakiś, nie regres. Chustka cały czas uczyła nas, że każdy dzień, który przeżywamy, to – nie tylko dla Niej, dla każdego z nas – tak naprawdę dar od losu. Przynajmniej ja tak dzięki Niej – i kilku innym,wynikłym w międzyczasie zdarzeniom – nauczyłam się odbierać życie. I – mimo wszystko – nadal nie mam wrażenia, że ma zamiar się poddać. Mimo zmęczenia, bólu – widać w tych wpisach wolę walki i życia. Myślę o Niej bardzo dużo, z wielkim szacunkiem, podziwem, wspieram myślami, trzymam kciuki, gdybym wierzyła w Boga – modliłabym się gorąco. I myślę, że podobnie odbiera to sporo innych osób. Stąd moje uśmiechnięte westchnienie, stąd wpisy w podobnym tonie od innych. Nie ma to naprawdę nic wspólnego z hurra optymizmem, czy z kompletnym niezrozumieniem sytuacji.Przynajmniej ja tak to czuję – może ktos jeszcze się wypowie?
Li pięknie napisane i prawdziwie (22:42).
Zawsze się waham, czy przepuścić taki komentarz:) Bo wcale mądra nie jestem, tylko dużo w życiu przeżyłam.
Jesteś bardzo mądrą kobietą Li.Bardzo Cie szanuję.Serio
Nie chodzi o sianie fermentu, ani o wyraz buntu. Myślę, że trzeba dać spokój, nie komentować, nie przewidywać, uszanować wolę Asi, która wyłączyła komentarze pod notkami, bo czasem brak słów mówi więcej niż słowa. Wiem pewnie więcej o Jej stanie niż Wy, dlatego jestem taka kategoryczna, ale nie potrafię oszukiwać i siebie i Was. Za bardzo mam przed oczami obraz umierającej Ilonki, która jeszcze w malignie wywołanej morfiną majaczyła o wyjeździe do Paryża na operację, która miała być zaledwie za dwa tygodnie. Nikt nie chce umierać i nikt tu nikomu śmierci nie życzy. Czasem jednak ogrom cierpienia stawia się na szali przeciwko uldze i wiecznemu spokojowi. Co byście wybrali? (To jest pytanie retoryczne, nie oczekuję odpowiedzi).
Ja też nie mam.Złudzeń.Hurraoptymizmu też nie.Uśmiechnęłam się tylko, po prostu.
Ja ciągle mam. No nic, nie czas i nie miejsce, powyższy komentarz był, może zbyt emocjonalnym, wyrazem buntu przeciwko temu, że złudzeń może już jednak nie być. Nie chcę siać niepotrzebnego fermentu, więc jeśli masz chęć Li go skasować to śmiało.
Tak, dlatego może lepiej nic już na ten temat nie piszmy.
Li, bo każdy chciałby przeczytać, że jest lepiej. Przeczytać, uwierzyć. Że te torebki to na chwilę tylko, że słabość minie. Że będzie lepiej, dobrze…
Mój sąsiad (polski), warszawski, też regularnie mnie podgląda, jak opalam się topless w ogródku…A na aucie,a jakże, ma symbol rybki:). I żonę ma.I dwie córki.Zbok jeden !!
Tak, nie mam.
Dobrze, że o tym napisałaś, dziękuję. Tylko po lekturze trudno o entuzjazm.Zyczmy Chustce dobrej, spokojnej nocy.
oczywiście, że nie możesz pojąć – wszak już zawyrokowałaś, że nie masz złudzeń.
ja przepraszam, ale nie mogę pojąć tego Waszego hurra optymizmu, gdy dziewczyna pisze o kolejnych torebkach.
pokazała nam, że chce teraz spokojunależy to uszanować
I dobrze, że komentarze zamknięte. Wszystko zostało napisane, po co się powtarzać?
Przepraszam. Sobotę właśnie przeczytałam.
Odezwała się Chusteczka i dobrze. Nie dała możliwości wpisywania komentarzy… i dobrze.Joanna
Li, zaraz chyba zejdę na zawał, tak jakoś… mi napięcie rośnie…
Kobieto, przeczytaj te notki ze ZROZUMIENIEM.
Może sie Chustka odezwała, bo sie wkurwila na durne komentarze?
Boszzz, nie ma takiej drugiej jak chustka. Wsteczne czy nie ale są. Ktoś to kliknąć musiał, nie? Dzwigaja się!!!!
Dzięki, rybeńko!Też się uśmiechnęłam:)
Och:))))
Chuscior sie odezwal!!Nie wiem, czy to do publikacji, ale musze sie z kims tym podzielic! przez przypadek mnie sie nacisnelo i juz chcialam wyjsc a tu oto! Wpis we czwartek! Chociaz dzisiaj!Moze to lepiej wykasowac, ja w kazdym razie sie podzielilam. I nawet odrobine usmiechnelam.
Ja wlasnie tak to odebralam!viki :)) :**
a ja sobie pozwolę usprawiedliwić swoje słowa:)))to był zawoalowany komplement dla rybeńki ;)
Dziewczynki….Co tam stereotypy!Biore chetnie wersje o mojej atrakcyjnosci…:D
Bardzo czesto zdarza mi sie spotykac z takimi wlasnie stereotypami, ze bo w Polsce to to czy tamto a na Zaaachooodziieeee, eee, tam to jest nie do pomyslenia. A z drugiej strony zaraz slysze, jacy to my Polacy wspaniali jestesmy, i goscinni, i pracowici, i sympatyczni, a ci na Zachodzie, to szkoodaaa gadac.Nie znosze tego.
natury faceta nie oszukasz :P
pozwolę sobie zauważyc viki, że popadasz w stereotyp- jak seksowna, to trzeba ją podglądać?
o to i u mnie dziś było podobnie- spaghetti + wędzony boczek+ papryka+ pieczarki+ chilli10 min i obiad gotowy:)
rybeńko, czy to jego wina, żeś seksowna kobietka? :)
zabiłabym za kosiarkę za płotem w niedzielę. Ale kosić kosą wolno! :)A stereotypy są beznadziejne, zabijają prawo do różnorodności.
Od kilkunastu lat mieszkam poza Polska, w krajach gdzie prawnie zakazane jest koszenie trawy w niedziele. Ludzie sa rozni, mialam i fajnych sasiadow tutaj i koszmarnych. Stereotypowe to jest myslenie ze Polacy sa tacy a Zagraniczniacy siacy. Moj Zagraniczny sasiad regularnie mnie podglada.
Azalio, jak widać tu same Irlandki na blogu Li ;)))i my też nie lubimy jak nam się ktoś do ogródka wpierdziela ;)
poświęcę się i dam mu sweterek ze sztucznym jenotem, tylko szkoda mi tych skojarzeń s.w. ;P
Kon…Krowa… Droga na Ostroleke :D:D
Dziewczyny, mieszkam w Irlandii, a tutaj niedzielę przeznacza się na koszenie traw, robienie prania i wieszanie na sznurkach w ogrodzie. W odróżnieniu od moherowych Polaczków tutaj nikt nikomu nie wpierdala się w ogródek i każdy orze jak może. Tutaj panuje zasada mój dom, moje życie i nikomu do tego. Polacy w większości żyją stereotypami, co mnie przeraża. Pozdrawiam Li.
Ha ha ha, ja po prostu do dzis nie moge pojac, ze mozna byc jednoczesnie inteligentym i debilem! I ze ja bylam taka kretynka i desperatka ze poszlam na te randke w ciemno!
myślę, że nie jest to dobry pomysł, zorka jest niezwykła:)
no tak, bo gdyby był niezłym doktorantem na wydziale, to wyglądałoby to inaczej:P
Teraz się nie wypowie, jest pora wieczornej modlitwy.Potem przyfrunie tu na skrzydłach wiary i będzie czynić "dobro".
A gdyby tak zgłosic Zorkę do akcji "Zwykły bohater"? Piszę anonimowo, bo nie wiem, jak dać nagłówek z imieniem:)Komputery to nie jest moja mocna strona…Li zna mnie z maila w sprawie Chustki. Bewuka
Przezylam raz w zyciu randke w ciemno. KO-SZSZSZ-MAAARRRR. A facet jakos nie zauwazyl, ze nie zaiskrzylo, ze klapa, ze dramat i generalnie wlasciwie zamierzal sie oswiadczyc na drugiej randce, i za nic nie mogl zrozumiec ze do takowej nigdy nie dojdzie. Ojej, jak ja sie meczylam! A gosciu byl doktorantem na niezlym wydziale.
Może wypowiedzieć się, czy chciałby mieć złote sandały i jaki rozmiar. Pewien pan przychodzi czasem w takich do naszego kościoła.(to po prostu fakt)
Monia :D:D
Dziczeje?! A z mężem nikczemnieje :D
u mnie pranie plus zaprawy z pomidorów (suszone pomidory z czosnkiem i ziołami w oliwie, pycha)… a męża i dzieci posiadam na stanie. Chyba mnie już nie kochają, bo na spacer niedzielny nie wyprowadzili :P
Prawdę mowiac wszystkie znane mi rozwodki sa w deseczke, zadowolone z zycia wielce, a problemy maja niemal dokladnie takie same jak reszta ludzkiego stada. Gdyby rozwod gwarantowal, ze czlowiek nigdy wiecej z zadnego powodu nie zaplacze… juz pisalabym soczysty pozew. I nie tylko ja, ten anonim tyż. Bardzo mnie to zaskakuje, ze na takim blogu jak ten – spokojne, przyjazne miejsce, zdarzają się takie kwaśne odorki. Skąd to? Tłumaczyć mnie tu zaraz, bo ja głupie jeszcze, niekumate.
Patti, jakie ładne określenie – gleboterapia:) Pozwolę sobie zapożyczyć. Co do porządków niedzielnych – czasem piorę i sprzątam. Ot, wczoraj wieczorem wróciłam z tygodniowego pobytu w lesie – dzisiaj prałam ubrania. Po cóż czekać do jutra?Częściej zdarza mi się prasować – ale tylko przy popołudniowej sjeście w Trójce. W rytm piosenek ćwiczę piruety wokół deski i wykonuję dramatyczne gesty z rozgrzanym żelazkiem w dłoni:) A przede wszystkim lubię niedzielne rozleniwienie, nigdzie nie śpieszenie i późną poranną kawę. No i jeszcze ta gleboterapia – w niedzielę raczej pożeram ze smakiem efekty tejże;)
– co ty tam widzisz przez tę lornetkę??- krowy…. też krowy….(z "Rejsu", niedokładnie. Proszę sobie przypomnieć albo obejrzeć, Marcysiu.)
O kurcze, Li trolle są wszędzie. Pewnie, gdy odkurzałaś pod łóżkiem jakiegoś wciągnęłaś ;-) Tutaj też zrobiłaś z nim niezły porządek – widać, że niedzielne porządki są ok! :-)
Hahaha. Yyyyhhh=beznadzieja ;) Na koniec spotkania zapytał, czy może zadzwonić, no i wiecie …. yyyyyyyyy :))))P.S. Nigdy więcej randek w ciemno, CIĄGLE to sobie obiecuję. A koleżanki namawiają, bo KTOŚ tam powiedział, że ten KTOŚ jest fajny. Yhy, akurat :D
anonimie to też mam w pompce :) rulez
święte słowa Hanusiu :))
Ja myślę Li, że to taka perwersyjna forma podrywu, w szkole się mówiło " końskie zaloty". Może łudzi się biedny, że dasz się gdzieś zaprosić po iluś tam debilnych tekstach :)
…. Mężatka w tym czasie z dziećmi i mężem kochającym po porannej mszy wybiera się na spacer, do kina…..A PÓŻNIEJ SIADA DO KOMPA I ZASTANAWIA SIĘ KOMU PRZYWALIĆ! To takie spójne zduchem miłosci bliżniego !!!
albo jej łomot spuści bo zupa była za słona…….ew pomęczy psychicznie e do niczego sie nie nadaje bo nawet w SOBOTĘ nie potrafiła porządnie koszuli wyprasować:)Kochana Marcysiu!Jam jest szczęśliwa mężatka z dzieckiem , po porannej mszy prasowałam, prałam i zmywałam……
Nie minie, to ciężki przypadek. Wychodzę z domu, bawcie się dobrze:)
On, jak każda kobieta na pewno nie ma się w co ubrać. Może zorganizuj zbiórkę odzieży damskiej na rzecz Dariuszy, czy jak mu tam. Czytelniczki wyporządzą szafy, a queenie zada szyku na dzielni i frustracja mu/jej minie.
Tak, a w realu ma na imię Dariusz, czy jakoś tak:P
Marcysia to jest ta drag queen, który tu zagląda w co raz to innej kreacji?
Zwał tak, że jesteś nieudolnym, prymitywnym dupkiem podszywającym się pod kobietę. Zapewne na utrzymaniu żony.Z moherowymi poglądami i ograniczonym umysłem, wchodzisz od lat na mojego bloga, onanizując się przy jego czytaniu. Idź lepiej do kościoła i naucz się człowieczeństwa. A ode mnie won, nawet końcem kija nie dotknęłabym takiego palanta.
Inni się żenią, inne wychodzą za mąż, a ty się rozwodzisz i płaczesz. Jak zwał, tak zwał. :PMarcysia
Ach, to Twój mąż za Ciebie wyszedł? No cóż, inni się żenią :D
statler, uwielbiam zrzędy i tetryków:P Z wysokimi tantiemami:)
Li, mojemu mężowi pozwalam na wiele błahostek. Podglądnie starych panien i rozwódek jedynie utwierdza go w przekonaniu, że dobrze zrobił wychodząc za mnie. Kobieta bez mężczyzny, bez męża, dziczeje.Marcysia
nie napisał, że jestem agresywna, nie twórzmy mitów:)A co na to Lec?"Twórzcie o sobie mity, bogowie nie zaczynali inaczej". :)
Drżenie w pewnych sytuacjach bywa wskazane. Lecz Ciebie zapewne interesuje wysokość moich tantiem. Mogę zapewnić, że nie wibruję.
Aha, a potem ten kochający mąż siada do kompa i czyta blogi rozwódek:P Oj, Marcysiu, rozdwojenie jaźni to trudna sprawa….
Li, widzisz- anonimowy napisał, ze zaczepna jesteś i agresywna- a TY SIĘ MNIE PYTASZ DLACZEGO SIĘ TŁUMACZE?:)
Ja zaczepna? To oksymoron:P
Taki już los rozwódki w niedzielę – sprząta, myje, pierze, odkurza. Mężatka w tym czasie z dziećmi i mężem kochającym po porannej mszy wybiera się na spacer, do kina. Rozwódki mają przekichane. Samotność kobiety jest straszna.Marcysia
bo ja już lęki mam…;) wprawiam się przed ewentualna procesją z pochodniami:)))
Jaka krytyka ??Jeśli kosi kosą to ok.Mieszkam z zabudowie segmentowej.Mamy ogródki na ostrej granicy i żaden sąsiad nie kosi w niedzielę.Szanujemy się po prostu.Coś zaczepna jesteś Li !!! Po co ta agresja ?
u mnie dziadek tak miał z tym drżeniem i koniec końców okazało się, że to wcale nie jest zabawne! nie chce statlera straszyć ale…
sisi, ale nie ma zakazu prania w niedzielę, na boga, co się tak tłumaczysz? :)
jako "młoda" mama czuję się usprawiedliwiona – ubrania zasikane czekać nie mogą- a w końcu mały nocami nie płacze więc… jeden mały figielek może zostanie mi odpuszczony;)
często drżysz statler? Bo wiesz, jestem Tobą bardzo zainteresowana, ale jak często drżysz, to nic z tego :P
Bo taki na przykład debet wywołuje drżenie serca i kończyn.
U mnie sąsiedzi nic nie słyszą. Pralkę mam na drugim poziomie, więc co najwyżej przeszkadza mnie, ale i tak jej nie słyszę, pode mną średnia wieku osiemdziesiąt lat i nie przeszkadzają im nawet moje imprezy. Mam super sąsiadów:)
:)))))))))))))))))))) wtedy to już będzie w bardzo ciemno;)
dobra…musiałam właczyć moją kaszląca i krztusząca się pralkę, mały obsikał co się dało. Mieszkam w blockhausie, z jednej strony moim sasiadem jest kościelny, z drugiej rodzina z Radia Maryja… jutro mogę mieć jakąś procesję pod drzwiami….
Wrócą na starość sisi, przy minus 15 :P
zrzędo, znowu się czepiasz:)
może ma ogromną posiadłość? Albo kosi kosą? Po co od razu ta krytyka?
randka w ciemno…ech…gdzie te czasy…
Nuda wyziera z konta, gdy jest zerowe.
To szczytówa żeby kosic w niedzielę.Nie ze względu na to, że dla niektórych to dzień święty.Ale po prostu w wolny dzień kazdy chce odpocząc.Od halasu też.Współczuję Twoim sasiadom.A to, że masz w pompce jak napisałaś Boże Ciało i myjesz okna to już inna sprawa.Nie zakłócasz nikomu spokoju.
no i? no i? Było Yyyyyyhhhh…. czy mmhhhmmmmmmmmm….? :)
GLEBOTERAPIA!!!! Uwielbiam zwłaszcza w niedzielę, nic nie koi moich uszu jak pralka, zmywarka, odkurzacz w rękach męża…..a przy desce do prasowania obowiązkowo film. Moja rodzina lubi jak prasuję, bo jest zbiorowe oglądanie.Jeszcze niedawno byliśmy tak zepsuci, że kosiliśmy trawę w niedzielę. A szczytem (tylko nie wiem czego) było mycie okiem w Boże Ciało-ups tak mi pasowało.Mam to centralnie w pompce jaki to dzień tygodnia.
U mnie też rano zmywarka szumiała, pralka wirowała, odkurzacz też miał używanie :)A potem poszłam na randkę w CIEMNO… Yyyyhh. Miłej niedzieli Dziewczyny :)
u mnie byłą super łatwizna:frytki robione "tymi rencami" ( żadne mrożone papierowe!), jajko sadzone i mizeria…….dla naszej hołoty nie ma lepszego obiadu ku zgorszeniu wszystkich schaboszczakowych
Niedziela…raczej nie lubię tego dnia, nie lubię wolnych dni z przymusu….sama lubię je sobie wybierać …… jak mam plan na ten dzień to jest git…..ale jak nie ma……….masakra , wszyscy sie snują po chałupie, nuda wyziera z każdego konta………wtedy biorę sie za prasowanie, pranie , zmywanie i inne tego typu fantastyczne zajęcia…. i wcale te zajęcia nie kłócą się dla mnie z niedzielną Mszą Św. :))) ja wtedy przecież odpoczywam:))))Dzisiaj mam wolną chatę……mąż z kolegą …….córka z koleżanką………..a ja siedzę i nic nie robię , oprócz tego co sie samo robi:)) Uwielbiam taką moją samotność – nie samotność…. mam czas na myślenie, latanie po necie, na czytanie, kawkę i snucie sie po chałupie bez celu……jak ciepło to zwiewam jeszcze do ogródka, chowam sie za krzaczolami ( żeby garniturowi wiejscy sąsiedzi mnie nie widzieli) i uprawiam gleboterapię:))):))
ty grzesznico ty! ja tez sprzatam :)
ja miałam sprzątać w piątek, potem w sobotę. Dziś jestem w pracy, więc jakby siłą rzeczy mogę dopiero jutro :)))W niedzielę też często sprzątam, ale już bez odkurzacza, żeby sasiadom nie hałasować…
bo kurz, mop, sprzątanie to codzienność, która ma swoje prawa niestety.
ja idę na obiadową łatwiznę, papardelle z pesto. Moje dzieci i tak nie jedzą mięsa, siłą rzeczy ja przy nich też nie jem.
mnie ucho boli więc jestem tak wściekła, jak to tylko jest możliwe… obiad gotuje, na jutro, dwa właściwie- jeden dla dużych, drugi dla brzdąca…wrr
Tez czasami sprzatam w niedziele, ale juz dawno doszlam do wniosku, ze jesli za to mialabym sie smazyc w piekle,to niech sie smaze. Lubie upaly.Ale tym razem czeka mnie jazda na szmacie w poniedzialek. I dziwne to jest, ze mimo wszystkich niepokojow o rzeczy fundamentalne, trzeba za mopa zlapac i prozaicznie obrabiac taki banal, jak kurz. Zaiste, przedziwne.
Li – brak słów, wszystkie wydają się banalne. Piszę coś i kasuję – bo to takie nie na miejscu, nie w porę.Dusza wyje, serce pęka. Sciskam mocno.