Po trzeciej w nocy z głębokiego snu wyrwał mnie telefon.
Pogodny głos mojej Starszej oznajmił mi, że wysiedli z pociągu i są na dworcu w Radomiu, bo się „nie dało wytrzymać, nie było czym oddychać, dzikie tłumy i brak możliwości wyegzekwowania wykupionych miejsc
i mam się nie przejmować, bo i tak nic nie zmienię, ale koncert był świetny”.
Tja…, wiedziałam, że to wszystko coś za gładko szło i musiało skończyć się takim Radomiem.
Nie, w sumie nie mam nic do Radomia, poza tym, że dlaczego akurat w Radomiu?
Resztę nocy miałam z głowy, a marzył mi się na rano jasny umysł.
Dzieci są już w „jakimś” pociągu do Krakowa, jadą, ale nie wiedzą, kiedy, jak, o której i generalnie mam się nie martwić, co w tym przypadku jest niemożliwe. Sama znalazłam, że będą przed godziną dziewiątą.
(Szkoda, że PKP nie bada rynku i nie podstawia po większych imprezach zwiększonych składów. Wystarczyłaby szybka analiza gwałtownego wzrostu zakupu biletów z takiego np Krakowa w danym dniu, połączenie tego z faktem koncertu w Warszawie i już wiadomo by było, że ludzie muszą też jakoś wrócić, a w nocy tych pociągów jest zdecydowanie mniej. Ale zapewne za wiele wymagam:)
(Szkoda, że PKP nie bada rynku i nie podstawia po większych imprezach zwiększonych składów. Wystarczyłaby szybka analiza gwałtownego wzrostu zakupu biletów z takiego np Krakowa w danym dniu, połączenie tego z faktem koncertu w Warszawie i już wiadomo by było, że ludzie muszą też jakoś wrócić, a w nocy tych pociągów jest zdecydowanie mniej. Ale zapewne za wiele wymagam:)
…
Idę pod prysznic, na szczęście jest już jasno.
Boli mnie głowa, jestem kompletnie rozbita i wyglądam, jakbym całą noc nosiła kamienie z Krakowa do Radomia i z powrotem.
I w dodatku nie mogę sama sobie udzielić odpowiedzi na pytanie, czy mam je zabić w pakiecie razem z kolegą, czy pochwalić za podjęcie próby poprawy warunków podróżowania tym cholernym PKP?
Macierzyństwo to jednak wieczny brak odpowiedzi na pytania zadawane samej sobie.
:)
Li.

Po tym, co przeżyłam dwa lata temu na Centralnym w Warszawie w biały dzień, na kilka dni przed Bożym Narodzeniem powiem tyle: w PKP żadna miejscówka nie jest gwarancją, że wsiądziesz do pociągu. Wracałam z W-wy do Krk Intercity objętym całkowitą rezerwacją miejsc. Ponieważ poprzedni pociąg, przelotowy przez W-wę do Krk, był spóźniony ponad 2 godz. i był "dziki przedświąteczny tłum" na peronie oraz mróz, pozwolili z megafonów, żeby "szczęśliwi" posiadacze biletów ze spóźnionego mogli wsiąść w miarę wolnych miejsc do tego, który wjeżdżał. Uwierz mi, tych dantejskich scen nie zapomnę do końca życia, choć wiele widziałam w PKP. Na remontowanym peronie stał tłum ludzi, którzy czekali na poprzedni pociąg, ci którzy mieli bilety na wjeżdżający właśnie, mieli niewielkie szanse gdziekolwiek się przepchnąć. Ja wsiadłam do "swojej" pierwszej klasy, bo wagon był ostatni, zatrzymał się w końcu peronu (gdzie wcześniej sprawdziłam konfigurację pociągu i miałam "strategiczną" pozycję) i umiem szybko biegać nawet w szpilkach. Wyjące dzieci, wrzeszczące matki, tratujący się tłum. Podobnie po koncercie Stinga kilka lat temu.
No paranoja z tymi nocnymi :) Współczuję mimo wszystko :) ja tam mimo wszystko bym się biła, bo właśnie często MUSZĘ gdzieś być :( i też nienawidzę tego pociągu pełznącego do Krakowa bite 5 godzin!Pozdrawiam znad kubka kawy i pudła musu czekoladowego, mimo wszystko jako miłośniczka kolei :)
Anusia wróci :)
anonimowy z 12:55, może chciałeś dogadać Pietrzakowej, ale do mnie trafiło. coś w tym jest. i to takie trochę Asiowe było:)Aba
W Poznaniu słoneczko, lubię taką jesień :-)
mo67@poczta.fm
też czytam… i podobnie myślę…twarda z niej babka
Trochę chłodno dziś, ale strasznie lubię taką pogodę! :) Ma swój klimat, romantyzm. Jest też zapowiedzią nadejścia czegoś, czegoś zawsze niepewnego, nieodgadnionego, tajemniczego, czasem trudnego i zaskakującego – mroźnej, ciemnej, surowej zimy…
I tym sposobem pognałaś precz najbardziej barwnego ptaka na swoim blogu. Anusię.
Pamiętacie? Jak pojawia się troll to co robimy? ….oooo, słońce wyszło…czy u Was też robi się coraz cieplej? Och, jaka piękna jesień…
no właśnie: ALE nie było podobno najmniejszych szans, by dostać się do swojej miejscówki, dlatego wysiadły. Pociąg spóźnił się trzy godziny, ale są już w łóżkach i upiekła im się szkoła;-)
Anonimowy czytaj ze zrozumieniem to co napisałam. 10 -latek musi chodzić sam do szkoły, bo od IV klasy coś takiego jak świetlica nie istnieje. Co do kometarzy u Joanny to przeniosłam się do Li, bo to co tam się wypisuje nie nadaje sie do czytania. OWszem napisałam, ze fajnie by było gdyby co poniektórzy się przymknęli z tymi chujaskami, mocami energii i siłami pozaziemskimi które miałyby cudownie uzdrowić Joankę. Nerwy mi puściły i tyle. Nie mam prawa na czyims blogu robić porządku, dlatego ( patrz wyżej) przeniosłam sie TU. Tu jest moc, cisza i nie ma sensacji. Ty jak jej szukasz to pomyliłaś/łeś blogi.
Bujaj się trolu!
tiaa.. teoretycznie masz rację. to logiczne, że jak się ma miejscówkę, to powinno się mieć miejsce. ALE.
Pietrzakowa : może zamiast czytac od początku blog Asi to zajmij się dzieckiem !!!
Pietrzakowa : tak, mam dwoje dzieci, i nigdy nie zrobiłabym tak ja ty. 10-latek to małe dziecko. Nieodpowiedzialna jesteś i tyle…I cholernie przemądrzała i mentorska – mam na myśli twoje histeryczne komenty na blogu Joanny.
JA również wczoraj zaczęłam czytac blogasa od początku.Podejście Aski do życia i śmierci jest fenomenalne.Joanka jako ptak obsrywający wszystkim dachy rozbawił mnie do łez.Dobrze mi zrobiło to czytanie, bo przestałam się bać o Aśkę.
Monia i tak najważniejsze, że mama – nie pralka.( u koleżanki zaobserwowałam to zjawisko).Trochę tak to wygląda. Chociaż syn dzwoni po przepisy na dania takie jak u mamy. A tata to rzeczywiście bankomat.W tym roku wyfrunie na studia również córka i mam nadzieję, że będzie trochę inaczej. Całe szczęście, że zostaje z nami jeszcze jedna pociecha i już celebruję te wszystkie wspólne podróże na liczne zajęcia.czarnawiewiorka
Anusia!!!ale wieczorkiem przypełzniesz????? co??? poopowiadasz o Asiulce:)))Jeszcze raz od początku czytam bloga Asi. Z perspektywy tamtych lat widzę że we wszystkim co pisała jest cholernie szczera……jak pisała tak teraz robi.
Droga Li,niestety chyba jednak trzeba było zainwestować w 1 klasę w tym nocnym :( A córka chyba mało przekonująca była, bo jeśli miała miejscówkę to jej się należało miejsce jak psu buda ;) (tak, w niektórych nocnych są miejscówki w TLK!)Ja jeżdżę często i gęsto, zaczynałam w wieku 16 lat i moi Rodzice musieli to przeżyć. Powiem szczerze, że nawet wolę pociągiem, jak autobusem (jestem wyjątkowo długa i ciężko przetrwać z kolanami w autobusie..).I… miło było sobie Was wczoraj poczytać. Też mnie wkurwia ten fuck-rak i jakoś łatwiej jest mi tutaj z Wami, ciężko zaakceptować rzeczywistość w niektórych sprawach i sytuacjach.Pozdrawiam z Mazowsza
Li, na jakiego maila można do Ciebie pisać?
tak jest szefowo!!!
Kochani, chciałam się grzecznie poźegnać: uciekam okiełznać real. Przepraszam Li jeszcze raz za moje błędy i wulgaryzmy, ale taka jestem i już! Proszę tym razem umieść mój komentarz mimo, ze kolejny raz mam swoje zdanie. Dziękuję za info Aśkowe z wczoraj i pomoc w kontakcie. Pozwolę sobie jeszcze czasem maila do Ciebie wyskrobać. Calusie Paniusie:* pati, rybeńka, wróbel kocham was wariatki!
pietrzakowa: rozumiem, mam to samo. a co na to mój dziesięciolatek? nie musisz mi znowu tego mówić, głupi nie jestem…
Oj, laski, super Was czytać. Wczoraj towarzyszyłam Wam (podglądając) do późnego wieczora, potem mnie zmogło z głodu, poszłam się napełnić, a potem próbowałam zasnąć z pełnym brzuchem. Zaciskałam oczy z mocnym postanowieniem natychmiastowego zaśnięcia. Udało się przednio, już ok. 4 spałam, no żesz …
To i mama i córcie z kolegą mają atrakcje… Współczuję nerwów, ja już chyba bym po ścianach chodziła. Mam dwójkę 6 latków i pasierba 14 lat… za niedługo się pewnie nam zacznie ;-)
cała noc na klapie od drzwi wejściowo- wyjściowych, jak się tak mocniej zastanowię… całkiem niedawno to było;)
Chyba Anusia wie lepiej, co bierze męża. Widocznie nie ma innego słowa na określenie tego brania. Poza tym, jak słusznie zauważyła, dzisiaj jest czwartek. Gdyby był piątek, to na pewno nie przekazałaby tej informacji. Poczekałaby do soboty ;D
Dziewczyny, nie mam czasu i z telefonu moderuję komentarze, więc krótko: wulgaryzmy są zakazane, bo mimo że ja sama w uzasadnionych przypadkach klnę kurwa jak szewc, to jednak nie znoszę ich czytać. Trzymajmy więc poziom, czytanie ma być przyjemnością i rozrywką. I uwaga na błędy ortograficzne, walą prosto w moje serce przyszłej literatki:,) komentarz piszę z telefonu i bez urazy i focków ma być:) Pociąg z moimi córkami zepsuł się pod Jędrzejowem…
no już, już :-)
Anusia co za dużo , to nie zdrowo…Ulka
U nas nie pada, tylko łeb pęka.
Że niby o tę kurwicę cie Anonimie chodzi? :)))
Znowu przykuła łańcuchem ;)
Heloł dziołchy!!!U mnie całą noc tak lało że sie spać nie dało!!!! W ogrodzie trawa nasiąknięta jak gąbka, ciemno , zimno, leje dalej , jestem w robocie , bojowo nastawiona……..najchętniej to bym walnęła jakiegoś kielona i poszła w kimono! Ot co!
ja rowniez czekam D.
Li, wysłałam wczoraj maila… czekam, nie wiem czy dotarł , pozdrawiam Ulka
Anusia czy mozesz sie powstrzymac nie zaleznie od dnia i uwazac na słownictwo. W ojczystm jezyku jest wiele okreslen stosowniejszych wiem nie moj blog wiec nic mi do tego ale jestes gosciem a to nie fer .MArta
:)
ja pamiętam jedną podróż do Zakopanego. Całą drogę w progu otwartego kibelka. Tylko tam była odrobina miejsca:)Droga całonocna, no bo jak:)
dodam tylko, że bedzie on sprawdzony do piatego pokolenia włącznie!! :)
grunt, że się nikomu z hamulcem bezpieczeństwa nie pomylił, jak tak zwisał:)
Nasza córa jeszcze się nie urodziła, a PaniWładca już struga kija na potencjalnych miglanców co będą do niej przychodzić…kurwica ( dziś czwartek więc mogę) go bierze na myśl, że kiedyś na randke pójdzie….
Też kiedyś nie mogłam się doczekać końca mojej "fuchy" autobusu szkolnego, tego ciągłego zamieszania, hałasu, mamo to, mamo, tamto, mamo zawieziesz, mamo przywieziesz, na obiad wpadną koleżanki, bo potem idziemy na ceramikę (8 sztuk)… Teraz jest w chałupie taka cisza, że słychać jedynie tupot kocich stópek :) Bo nawet jak się najmłodsze zamykało na cały dzień w pokoju przy kompie, to dochodziły jakieś odgłosy cyfrowe, wiedziałam, że jest obok ;) Gdzieś ostatnio przeczytała, że jak dzieci idą na studia poza miejscem zamieszkania, to rola rodziców sprowadza się do:mama – stołówkatata – bankomat :))
fukał, a po prawdzie to spanie na półce za bezpieczne nie było, przy hamowaniu można by zlecieć i kark skręcić :)mnie kiedyś znalazł na półce, bo jak wlazł do przedziału, to prosto przed nosem zwisał mu z półki warkocz :) i tak po warkoczu do kłębka
Oj nic sie nie stało koncert się udał telefon wykonały – skoro nie dało sie dalej jechac bo w pociagu smrodem waniało – podjęły decyzje jedyna słuszna. LI masz swietne córcie zresztą ty to wiesz pozdrawiam i milego dnia.Marta
Ja przezyłam ostatnio pierwszy raz mojej córeczki w przedszkolu. Przeżyłam to odpowiednie określenie:) Teraz Szefowa:) to stara wyjadaczka, mało tego, rano rodzinie zwraca uwagę, że przez nich się spóźni do przedszkola:) Mimo takiego sukcesu, wierz mi Li, że odczucia miałabym identyczne jak Ty. Matko! Sama na koncert, na wakacje, a kiedyś wyjdzie za mąż (czy za odpowiedniego człowieka??? :) :) Nie ograniam jeszcze tego! :)
ja też pamiętam. a śpiąc na półce trzeba sie było kamuflować, bo konduktor fukał.
Jakoś mnie to nie dziwi – będąc kiedyś na oficjalnej wycieczce szkolnej w Krakowie i Oświęcimiu, wracaliśmy stamtąd tylko trzema pociągami. Ostatnia przesiadka wypadała w Koluszkach, tak około 12 w nocy.Do Warszawy dotarliśmy tak jakoś nad ranem.O tragicznych warunkach podróżowania już nie wspomnę- trauma była taka, że od tej pory staram się nie korzystać w Polsce z pociągów. Pomyśl o plusach dzisiejszych czasów- są telefony komórkowe, a kiedyś nawet stacjonarne były luksusem i rodziny zdychały z niepokoju.Wiesz, jeśli chce się mieć spokojną noc, to nie należy nigdzie dzieci wysyłać z domu:))))
Ja też w wieku 7 lat chodziłam z kluczem na szyi.Chyba czasy się zmieniły, albo moja miłosć do dziecka jest chora:)) Ale dobrze mi z tym.
najważniejsze że pierwsze koty za płoty. zimno dziś ns zachodzie
Ja sie obawiam, ze jestem zla matka. Nie moge sie doczekac chwili, kiedy najmlodsze wyfrunie!( 10 lat jeszcze) Boze, jak ja juz bym chciala wiedziec, ze sobie poradza w zyciu beze mnie! A ja chetnie sprawdze, czy sobie poradze bez nich:))
ja jak i większość mojej klasy w podstawówce w wieku 7 lat chodziliśmy z kluczem "na szyi" do szkoły. żyjemy. Anonimowy, nie przesadzaj.
nie przepraszaj. to oczywiste, każdy rozumie..
Nic nie robić, przyjąć do wiadomości. Oraz ucieszyć się, że istnieją telefony komórkowe. Mnie tych, hm, sporo lat temu nie przyszłoby do głowy szukać jeszcze w takim Radomiu w środku nocy budki telefonicznej. Dla mojej matki zresztą taki telefon o 3 oznaczałby, że nastąpiła straszliwa katastrofa i pewnie trzeba wzywać marines z odsieczą. Nic poniżej tego nie byłoby warte akcji. Ze wszystkich rajdów i wypadów wracało się "w niedzielę wieczorem, raczej późno" albo "pewnie nie zdążę do domu, zobaczymy się w poniedziałek po lekcjach" :)kakot
Masz dzieci?
Moje najmłodsze dziecię właśnie na studia wyjechało… syndrom opuszczonego gniazda mnie zabija.Już się przestałam cieszyć, że dzieci w świat ruszają i nie muszę czuwać, aż bezpiecznie wrócą do domu, bo ich dom jest wiele kilometrów ode mnie.
Ależ pamiętam doskonale, miejscówka w umywalni była wysoce pożądana (czy teraz są oddzielne umywalnie? chyba nie).
JA wiem co to rzeźnia…Li – pochwalić, dały radę. Moja ma 7 lat, koncerty jezcze przede mną, bo ona nie znosi hałasu, wyjatkowo nie znosi. Synek ma 2 więc też jeszcze chwilę spokoju będę miała.
Nie siem skąd jesteś, ale sprawdź na ich stronie, ostatnio mnie zaskoczyli jak widziałam z jakich dziur ludzi zbierają.
Zacznij się przyzwyczajać, że tak już będzie.
Boszszsz.Patologia.Żeby 10-latek był puszczony samopas.
W zeszłym tygodniu mój dziesięciolatek miał sam zostać w domu na 3 godziny. Wyjść w miedzyczasie z psem, zamknąć drzwi i iść SAM do szkoły.Chryste! całą poprzedzającą ów dzień, noc, nie spałam. Wyobraźnia podsuwała mi różne sceneriusze. Bezmajtek podpalający dom, skaczący z okna, antresoli. Na 100% miał otworzyć drzwi jakiemuś złodziejowi, pedofilowi i mordercy. Wiedziałam, ze nie zamknie drzwi – oczywiscie ktoś się włamie – czytaj wejdzie, bo zapewne wrota do domu będą otwarte.Po drodze do szkoły ktoś niewątpliwie wciągnie go do czarnej furgonetki, etc.etc. Ktoś zapyta, co na to lekarz? Dziecko rzecz jasna doskonale dało sobie radę i nic złego się nie stało.Serce matki jak widać jest oooogromne a troska przerasta wszelkie wyobrażenia. NAsze dzieci są bardziej odpowiedzialne niż nam się wydaje…MIłego dnia Paniusie.Jesiennie dzisiaj….
U nas taka firma przewozowa nie jeżdzi. Na dłuższe trasy tylko PKS lub tacy przewożnicy że u nich z rezerwacjami to sto lat za murzynami.W sumie to nawet dobrze wyszło bo chłopaki sobie musieli poradzić i taka podróż na około to też przygoda, którą będą pewnie po latach wspominać.Zwłaszcza że kiedy ich autobus zabrał zjedli jedzenie które miało starczyć im na cały dzień: ).
Masz super dzieciaki, pochwal, przytul i przygotuj się na następny raz:)Dzień Dobry wszystkim:)
Małe miały przygodę i pewnie jedną z pierwszych poważniejszych sytuacji kryzysowych do opanowania :) Podjęły samodzielną decyzję i biorą za nią odpowiedzialność. Dojadą do domu później, ale bezpieczniej. Dziwne tylko, że nie przewidziały iż na każdym kolejnym przystanku ludzie będą wysiadać i tłum będzie coraz mniejszy ;)
nie zabijaj, mądre są :)
Polskibus ma rezerwacje, jest tami i szybki i nowe autokary są.
Ja teź pamiętam jak ludzie narty oknami wsuwali, a bilet na ferie kupowało się w kasie z 6cio miesięcznym wyprzedzeniem.
Ja w wakacje pozwoliłam mojemu synowi(17 l) jechać na pierwsze samodzielne wakacje.Jechało ich pięciu plus pięć rowerów bmx.Jechali do miasta w którym jest porządny skate park czy jak się to zwie(tu gdzie mieszkam młodzież może bezpiecznie tylko pić poza tym jest przeganiana z kąta w kąt).Autobus mieli 3.25 w nocy.Oczywiście nie zabrał ich bo było ich 5 a miejsc 2.Nie ma możliwości rezerwacji bo autobus przelotowy.Szkoda że w dobie internetu nie da się zrobić rezerwacji.Dojechali do celu na około przez pół Polski.Pozdrawiam.
Ja tez z tego powodu sie ciesze ze syn z dala od domu studiuje. Ale w domu corka sie ostala nastoletnia, na szczescie jest duza szansa ze i ona za rok wyfrunie w swiat.
Nie zabijaj dzieci, skoro przeżyły na koncercie, szkoda by było:)
Spiro, umówmy się, że jak dostanę pozwolenie na info, to na ten temat napiszę, ok? Na razie są ważniejsze sprawy niż informowanie na blogu o stanie Asi, przepraszam.
świetne są i to jest najważniejsze. Odpuść im, a nawet jakaś pochwała by się przydała.Jak dobrze, że mój syn na studiach poza domem, bo tege jego powroty też powodowały u mnie silny ból głowy.czarnawiewiorka
Ja tez se wypraszam, sie jezdzilo, przez okna sie wlazilo,:)
Ja tyż :) Tyle że pociągi szczecin – Karków i Szczecin – Zakopane :) Nauczyłam się wtedy wsiadać oknem i podróżować na półce, na której normalnie leżą bagaże :)
Dzieńdobry :)Dobrze, że dzieci bezpiecznie w drodze :)Co u Asi? Ktoś wie jak jej noc minęła? Czy już mniej boli?
Ja na razie mam mało do powiedzenia w temacie, bo z wychwankow mam konia i 2 koty: ale mimo wszystko lepiej wysiąść niż zostać obmacanym, obrobionym i omdlałym w tłumie. Poza tym super przygodę przeżyli, zazdroszczę!
Podpisuję się obyma ręcami po propozycją rybenki!!!!!A doswiadczenie mam spore!!-mój syn podróżowałz kolegą po Indiach skąd wrócił na motorze .(Miał wtedy 22lata…i była to pierwsza lecz nie ostatnia jego podróż- dzisiaj ma 27 lat)
O przepraszam, ja jeszcze pamiętam:)
Masz mądre dzieci, znam takie pociągi, trasę W-wa Zakopane pokonywałam niejednokrotnie "rzeźnią". Ręka do góry, kto wie, co to było? Nikt? Eee, za młode jesteście :)
Jest to jakaś myśl;-))
Dzienia dobrego, mimo trudnych poczatkow życzę .U mnie w takich sytuacjach zwycięza dzika radość że w ogóle żyją.:*