Starsza niepomna włoskich uroków, zadzwoniła do mnie pogrążona w złości i rozpaczy, bo oto zadzwonił do niej jeden z jej czterech klientów, z którym wiązała ją ustna umowa o pracę, przynosząca jej niewielki, acz regularny dochodzik.
Na waciki było.
Klient podziękował za współpracę i ładnie się pożegnał.
Skądinąd wiem, że ma problemy, jak chyba teraz każdy, ale Starsza rozpacza, bo: „To ona ma rzucać pracę, a nie ją mają wyrzucać”.
No i tych nie zarobionych pieniędzy jest jej żal, takie pieniądze liczy się łatwo, a żegna się z nimi z wielkim trudem.
Och, a ja będąc w gruncie rzeczy wyrodną matką, cieszę się z obrotu sprawy. Wywalono ją z pracy, której wykonywać nie musiała, a ciągle jeszcze nie musi zarabiać na utrzymanie i na rachunki, niech poczuje ten ból utraty, złagodzony brakiem noża na gardle i banku dzwoniącego w sprawie niezapłaconego w terminie kredytu.
Życie to ciągła walka o przetrwanie i dobrze, że przekonuje się o tym, kiedy nie musi utrzymać rodziny i martwić się o rachunki.
Niech pamięta, że życie to czasem słońce czasem deszcz, najważniejsze by nigdy o tym nie zapominać, myśleć pozytywnie i z nadzieją na zmianę każdej, nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji.
Szkoda tylko, że mnie teraz przy niej nie ma, przynajmniej mogłabym ją przytulić i pokpić sobie z jej przekonania o własnej, pracowniczej doskonałości. Śmiech łagodzi żal.
Ale może i dobrze- niech przegryzie się z tym sama.
Utrata klienta to jedno, ale urażona ambicja, to już zupełnie inna sprawa!
Tu trzeba walczyć z samym sobą. A to ciężki przeciwnik!
:)
Li.

Cholercia, paskudne te dzisiejsze czasy. Pogratulować dziecka, które mając wszystko podane, ma ambicje pracować na siebie :).
powiem Ci, że ja też jestem dumna. Pracuje, trochę na siebie wydaje, ale resztę odkłada. Podobno na świetlaną przyszłość:)
Moja Starsza, w jej branży, już wie: dziesięć castingów – jedna rola.
Aktorstwo, wbrew pozorom, uczy pokory – i uporu.
i tak jest dobra:)
a jak widzę reklamę Tymbarku, to zawsze mam radochę:)
Racja absolutna, choć ciężka dla mamy. Ale często mamy bardziej się przejmują, niż córki (wiem z doświadczenia, a co!)
ech, żeby miała tylko takie problemy, to byłabym szczęśliwa!
Ale mimo wszystko żal mi jej. Tak bez powodu – dla niej, choć miło pożegnana, ale nie ona decydowała. Szkoda, że nie możesz jej przytulic i rozśmieszyć. No, pierwsze koty za płoty (ale nie Bobcio!).
a wiesz jak jest mnie jej żal? Ale jej tego nie powiem. Bo twarda ma być, nie miętka:)
To nie koniec świata, tylko doskonała nauka.
jutro środa:)
Kilka razy słyszałam z ust starszego pokolenia, ze MY MŁODZI mamy teraz przechlapane.. ciągła walka, gonitwa, udowadnianie, bezpodstawne zwalnianie.. wieczna wojna, a kiedyś… 40 lat w jednej firmie, nawet jak się nie spodobało, to można było zmienić. Tak jakoś to leciało;)
a teraz..? co rusz ktoś się rzuca pod pociąg. dziś też. Czemu???
bo ludzie są słabi, nie potrafią walczyć o siebie, są bierni. A czasem tylko są tak bardzo samotni, że nie ma kto ich rozśmieszyć i wolą już nie być, niż być. Nie jestem w stanie tego zrozumieć, bo ja tak bardzo kocham życie, że wybaczam mu wszystkie nieszczęścia ostatnich moich lat.
Wtorek…