Wtorek-potworek nie zawiódł mnie już od ciemnego świtu (jaki ładny oksymoron).
Lista dowodów na jego winę rosła gwałtownie:
1. konieczność powstania o czwartej rano, po uprzednim położeniu się o pierwszej w nocy- Starsza dziś leci do Mediolanu, a zbiórka o 5.30.
2. paniczne, poranne pakowanie walizki, tak jakby nie dało się tego zrobić wczoraj.
3. ucieczka kota Maszkota przez otwarte na szerokość walizki drzwi i konieczność odłożenia poszukiwań na czas po odstawieniu dziecka-z bolesną świadomością, że kot na gigancie zaczyna mieć zbyt dużą przewagę czasową.
4. przedzieranie się przez krzaczory i sterty liści zaniedbanego podwórka vis-a-vis.
5. błaganie kota, by raczył zejść z drzewa, przy jednoczesnym przekonywaniu psa, by zamknął pysk i przestał szczekać na kota na drzewie.
6. stan najwyższej irytacji po powrocie do domu.
Czas na plan samoratunkowy, trzeba jakoś uratować ten dzień.
Ech… całkiem spokojnie zrobię sobie drugą kawę, woda leci do wanny ciepłym strumieniem, pachnąca piana apetycznie rośnie, zanurzę się po czubek nosa i dam radę.
Dzień dobry:)
Li.

no to jak kocica dostala lanie w dupsko, to nastepnym razem nie bedzie wpadac prosto w Twoje ramiona. Taka glupia to ona nie jest. Wie, ze dostanie w dupe i zapamieta to na zawsze.
to prawda, za mądre to nie było:)
wtorek lepszy od poniedziałku – bliżej weekendu :)))
wpadła prosto w me ramiona. A potem dostała klapsa w koci tyłek. Teraz leży obok mnie i mruczy…głupia!
Uff, zawsze w najgorszych snach, boję się, że jedno z moich futerek umknie i nie wróci ( są niewychodzące ale koty są sprytne :) )
A spróbuj ustawić komentowanie tylko z jednego poziomu, tak jak jest to u mnie. Może to też kwestia tego, że jesteś na własnym blogu tylko administratorem? Nie do końca rozgryzłam, na razie ten problem ;)
A ja mam 6 kotów w domu :) i na dodatek aktualnie 5 kociaków. Nie ma w domu miejsca wolnego od kłaczków.
Rozumiem, że Maszkot wrócił?
Próba, raz dwa, trzy!
no tak, mam rację. Filemonko, a dlaczego przydarza mi się taka straszna rzecz?
No cudny avatarek ;)))
fajna zabawa, zmieniam na monstery, za piękne jesteście :P
Czy ja przypadkiem nie jestem tu traktowana przedmiotowo?
jezusie, jak komentuję samodzielnie, bez opcji odpowiedzi, to tracę twarz!!! :D
A mi sie geba zmienila bez zmiany mejla?????!!!!!
to ja zmieniłam w bebechach wygląd awatarów. Masz do wyboru: monster albo śliczności. Teraz jesteś śliczności:)))
No coz, o gustach sie nie dyskutuje, skoro jestem w Twoich oczach pieknoscia, ech, nie opre sie akceptacji!
Powiadasz?
Sama nie wiem, który wizerunek jest korzystniejszy ;D
Jestes piekna!!!
a nie? :))
a teraz?
Zmiana adresu mailowego wpisywanego przed wysłaniem komentarza powoduje zmianę koloru i wzoru potworka ;)
aurora, czytasz? możesz się przebrać:)) A adres można wpisać byle jaki! Spróbuję sama:)
o jezusie, zabrakło mi tchu na swój własny widok:DD
ha ha …awatar mam jak gwiazda :)…może być:)
Dobrze Ci mówić, gdy sama sobie wstawiłaś śliczniutkie zdjęcie komunijne, a pozostali w większości absolutnie nie wyglądają ;D
absolutnie liczy się wnętrze:P
ja dziś pierwszy dzień w pracy po urlopie.( odkąd młody nie jest już młody biorę urlop we wrześniu :)…..dałam radę , dzięki kawie i koleżankom:)
Pozdrawiam .
A młoda do Mediolanu poleciała za modelkę robić????:)
a gdzie tam, tego by brakowało:D
Na wymianę szkolną poleciała. Na wiosnę gościłam przemiłego Włocha, a teraz nastąpiła rewizyta. Fajne są te wymiany!
No żesz…
Ubiję!!!:D:D:D
P.S. Zrób mię na czerwono, plisss!
Tej zieleni zgniłej nijak NIE ZNIESE!
nie mam na to wpływu niestety:P
Ale mogę zrobić z Ciebie inny gatunek, poczekaj chwilę, wejdę w ustawienia. Niezła zabawa z tym awatarami:D
oj:)))
No nieeee, jednak oczekuję na moderację:D
Za to ilością komentów zwiększam statystyki – ot, co!
ale za to jaka jesteś śliczna:))
Ooooo – w morde misia, sama wylazłam!:)))
Całkiem spokojnie to sie psze pani pije czeciom kawe :D
A teraz wyciągaj mnie ze spamu, pliiiis!
Cześć Li :) Nie zazdroszczę pobudki w środku nocy ;/ no, ale rozumiem, mus to mus :)
Też mam kota, a właściwie kotę o wdzięcznym imieniu Lusia. To owoc mezaliansu rasowej kotki syberyjskiej – Pusi, z dachowcem – niewiadomego imienia. Tak, więc natura naszej kocicy jest bardzo złożona. Potrafi zachować się jak żyjący dziko kot. Na działce poluje na myszy/polne i nornice/ – swoje ofiary przynosi w widoczne miejsce, które są potem grzebane w ziemi przy kompoście. Walczy o teren z konkurencją działkową. Zaś w domu zachowuje się jak prawdziwa arystokratka. Np. wykwintne, koniecznie świeże jedzenie, żadnych tam reklamowanych „Twój kot kupowałby whiskas” z hipermarketów, nie weźmie do pyszczka.
Czy mi się wydaje, że tło bloga jakby zmieniło się w głęboką czerwień? ;)
Krzyś twierdzi, ze to kolor czerwonego wina, ale ja nie znam tego szczepu:P
Dla mnie za bardzo trąci brązem, to ciągle nie to, nie to!!!
Li, w takim razie spróbuj ustawić samodzielnie. W kokpicie: „Wygląd” -> „tło” -> kliknąć na „wybierz kolor”, ustawiasz kolor -> pokaże się na górnym pasku przykład koloru. Jeśli uznasz, że to jest właściwy – zapisz zmiany. Ot, cała filozofia :)
Jeśli chciałabyś wkleić rysunek butelki wina z kieliszkiem, to „wygląd” -> nagłówek, tam jest opcja: select image. Możesz wybrać ze swojej galerii zdjęć/choose image/, lub ściągnąć z dysku swojego komputera/przeglądaj ->wyślij na serwer/.
Miłej zabawy :)
dzień się sam broni- słońce pięknie świeci! no przynajmniej u mnie…
:-)
Moje roztocza są równie przytulne, jak wasze koty, lecz nie trzeba ich karmić, wyprowadzać na spacer, czyścić kuwet i pilnować. Nie uciekają, są wierne i nie strzelają fochów. Fakt, nie mruczą, ale ja i tak nie dosłyszę.
rozczuliłam się:))
Kot na gigancie z przewagą czasową nad Li, puder z drobinkami złota i kota, odpowiada mi ten rodzaj humoru bardzo, masz talent, a ja oplute ze śmiechu kawą dokumenty na biurku, Li….ten Twój wtorek to fajny dzień
wtorek-potworek, niestety…ja wprawdzie siedzę w domu ale za to z chorym maluchem…cud, że dało się troszkę pospać w nocy…
no to ja kocham siedmiokrotnie. Za kłaki w jedzeniu, za kupe poza kuwetą, za rozniesiony żwirek (nie muchomorek), za gonitwy, za masę kasy wydanej na żarcie kocie, ale i za wieczorne mruczanki, za mizianki, za moc miłości bezinteresownej i szczerej:)
tam szczeraj tam.
ochłapy z łaski :) i jak się już naproszę bardziej niż szefa o podwyżkę.
co rano przy wychodzeniu z domu pilnuję trzech futrzastych chłopaków. każdy chce być pierwszy na gigancie.
trzy koty to:
– trzy muchy(każdy je coś innego, bo są w różnym wieku, jeden mały, jeden z problemami urologicznymi, a jeden otyły)
– i potrójne walenie do kuwety
– trzy razy katar koci
– potrójne wrzaski i gonitwy po domu
– trzech pożeraczy wszystkich zielonych żywych – od koperku począwszy na każdym (ale to KAŻDYM) kwiatku skończywszy – koniec z tulipanami ukochanymi, chyba, że je podwieszę pod sufitem
– potrójne równoległe obcinanie pazurów – coby nie poszarpały siebie i (pożalsięboże) dobytku ruchomego
– potrójne futro – bure, białe i rude – wszędzie, w zamrażalniku lodówki też
– potrójny koci foch – bo się fochują solidarnie
– potrójna miłość, potrójne kocie oczy i POTRÓJNE MRUCZENIE.
kocham – potrójnie.
:)
a kicha.
kocham to potrójne mruczenie.
a ja poczwórne i nic na to nie poradzę, nawet gdy
z rezygnacją wyciągam kocie kłaki ze szczelnie zamkniętego pudru z drobinkami złota (i kota).
Bo kot to złoto przecie!
A ja wpadam z herbata. Chce zobaczyc jak dzisiaj wygladam, bo mialo byc lepiej;) ale na razie zmian nie widze….
rybeńko- w necie mieć codziennie to samo oblicze- cenna rzecz :)
Wiesz, chodzi tylko o te niespelnione obietnice;)
Ale usmiechnac sie we wtorek o 13 30 – bezcenne.
A jakos tak jest, ze jak tu wpadne to sie usmiechne.
Ja wlasciwie jestem przeciw operacjom plastycznym i innym botoksom, wiec co tam, niech zostane bez retuszu!
obudziłam się po północy, nie mogłam spać, czytałam Pratchetta do szóstej, pospałam do ósmej, a teraz październikowe (o, kurczę, już?!) słońce i Twój blog dodaje mi energii:)
a w słońcu pysznią się marcinki..
No, udało mi się. Zalogować ;) Okazało się, że miałam konto na wordzie. Teraz nie będę zielonooka tylko nibeneth :)
Li, zazdroszczę piany w wannie u mnie tylko marny prysznic.
A tak. Kocica szylkretowa o wdziecznym imieniu Liza. W skrócie Li, Lili, zaraza, diabel, maupa.:P
Kot z charakterrrrrrrrrrrem.
o rety, to zupełnie jak ja:P
Jak ja Cię rozumiem, też mam tydzień pod wezwaniem kota.
O tak:)
Decydowanie. Czujność o poranku to najważniejszy element. Albowiem nic tak nie wnerwia ,jak biegający radośnie po mokrej trawce kotek, który nie ma najmniejszego zamiaru wracać do domu i jego opiekunka w szlafroku z rozwianym włosem ,wołająca teatralnym wrzaskiem : LI wróć, wracaj natychmiast, no przyjdż malutka, mama kocha, chcesz przysmaczka? A tu dupa blada, bo Liza, w skrócie Li ma mnie centralnie w nosie. Mnie i moje napięte poranne plany:D
o jezu, jaki zaszczyt, kocica Li!
Bry:)
Jeden z moich kotów codziennie rano uważa, że gigant jest cool i jak tylko otwieraja sie po raz pierwszy tego dnia drzwi próbuje zwiac na ogród.
Ale jestem czujna jak ważka.
Kawa jest pyszna.
Miłego dnia.
no widzisz, to już teraz wiem dlaczego mi dziad zwiał- zabrakło mi czujności ważki!
Jak udało Ci się przekonać kota, by zlazł był?
Ja ostatnio odrobinę wkurzyłam się na psa, bo zrobił wielką rzadką kupę na mój słownik ortograficzny.
Ale i tu są dobre strony – słownik był już bardzo zniszczony, a pies wykazał się niezwykłą precyzją.
pies ma w dupie ortografię, najwidoczniej:P
Kota jakoś zwabiłam, głównie dlatego, że sama przestraszyła się własnego, niecnego czynu
i skoczyła mi na ręce.
dzień dobry :) u nas dziś pobudka po 5. pierwsza wspólna noc w mieszkaniu i… pierwsza pęknięta rura w łazience :D. zamiast pójść na uczelnię i praktyki czekam na hydraulika.
Kot dostał w dupę? Ja wykorzystuję spryskiwacz z wodą ;).
działałam spontanicznie;-)
Czy ten spryskiwacz to jakiś uniwersalny środek represji wobec kota? Mój starszy sierściuch jak się obraża, sika poza kuwetą i nie mam sposobu, żeby go oduczyć.
Spryskiwacz poradziła nam pani weterynarz – aby psikać kota jak np. wchodzi w jakieś niepożądane miejsce albo robi coś ‚niedozwolonego’. Wszystko po to, żeby go nie ganiać, bo będzie się bał nas i robił to samo wtedy, gdy nikt nie widzi. A jak skojarzy z nieprzyjemną wodą to ponoć przestanie. No ale nie wiem, czy jesteś w stanie go zawsze namierzyć gdy sika poza kuwetą ;).
U mnie póki co uciekają na widok spryskiwacza, ale jak tylko się wyjdzie z pokoju zaraz wbiegają na stół i czekają, czy ktoś zauważy :D. Ale moje to maluchy jeszcze, może się przyuczą ;).
Dzień dobry :-)
hihi ,dobrze wiem jak to jest jak kot ma focha:-))))
Budzik od 5:15, bo się człowiek głupio łudził, że cośtam, cośtam. Z wielkim trudem zwlokłam się niecałe dwie godziny później. Czy ja kiedyś zmądrzeję, żeby chodzić spać o jakiejś ludzkiej porze? (retoryczne)
I na pocieszenie ‚prowincji’ – warszawa szarozamglona.
Ja też często mam takie złudzenia:P I robię jeszcze gorzej-dzwoni, to przestawiam na za pół godziny. Dzwoni za pół godziny-przestawiam na kolejne pół godziny. W rezultacie wykończona poszarpanym snem wstaję trzy godziny później:D
Li, ale oczywiście, że poszarpanym! PRzez te dwie godziny opcja „drzemka” dryndała co 10 minut. Jestem głupia, co poradzisz? ;)
Dzień dobry – spałam troszkę dłużej za to z przerwami -Gzub ząbkuje i ma katarek;/
Za to za oknem słoneczko, an łące kozy sąsiada, a ja popijam kawkę:) Lubie wtorki;) Co dostał kot na uspokojenie?
Dobrego dnia
Kot w kocią dupę dostał. Uspokoił się, bo się obraził:D
Dzień dobry! Ja już w połowie kawki i po domowo wypiekanych cantuccini, które byłam przyjęłam na rozruch poranny;)wtorek wcale jak na razie nie wydaje się być potworkiem – słońce za oknem, zapowiada się przyjemny dzionek. Liczę, że Twój potworek zostanie wessany do odpływu wraz ze spienioną wodą;)dobrego dnia, Li;)
muszę iść na jakąś terapię antywtorkową:D
Dzień dobry Li.
cóż było robić- wyszłam z wanny i zabrałam się do pracy:).
Młodsza śpi, ma do szkoły w samo południe, jeszcze można cieszyć się ciszą i spokojem. Szkoda tylko, że jestem tak cholernie śpiącaaaaaaaaa…
Pobudka o 6:15 – cud że wstałam, bo na wpół śpiąca wyłączałam budzik ze świętym przekonaniem, że to pomyłka, bo jest niedziela, albo inny dzień nie-budzikowy…;-)
Starszy poleciał na tydzień do Basel, młodszy właśnie wyszedł do szkoły.
A ja kończę śniadanie, i spieszę się, och jak się spieszę do wyjścia do pracy ;-))
Miłego dnia!
k.
ale za to jak się fajnie ubrałaś od rana;-)