Kawa przeciska się przez ekspres, wypływając wąskim strumyczkiem z szerokim aromatem.
Telefon wyciszony i nareszcie może przestać dzwonić.
Poniedziałkowy stres popijam wodą z magnezem i w poczuciu pozornego, acz błogiego bezpieczeństwa domowych pieleszy, zaczynam wieczór.
Mam zamiar popracować, cisza będzie mi sprzyjać, a noc jest najpiękniejszą porą dnia.
Starsza wraca jutro, Młodsza mnie kocha (tak powiedziała dosłownie trzy minuty temu, więc pewnie jej jeszcze nie przeszło), koty zgromadzone przy misce zgodnie jedzą, a potem przyjdą pomruczeć.
Stukam w klawiaturę zapisując białą kartkę ekranu, gnana potrzebą pisania nie-wiadomo-po-co, ale przynajmniej daję sobie czas przed sięgnięciem po poważny temat końca pewnego małżeństwa, gdzie piękne „nie opuszczę Cię aż do śmierci” po latach zamieniło się w pospolite „żądanie rozwodu z wyłącznej winy”.
Nolens volens będę szukać tej winy, a przecież fajna Ona, fajny On, napiłabym się z nimi wina i powiedziała: ludzie! gadajcie ze sobą!
Rozmawiajcie, przytulajcie, dotykajcie, muskajcie, czule patrzcie, sypiajcie, kochajcie, wstawajcie, wyjeżdżajcie, wychodźcie, spędzajcie i unikajcie internetu.
Bo rozwód czasem jest wyzwoleniem, ale z reguły jest poranieniem, zwłaszcza od środka, przez tych których zamyka się w sercu (prawie Lec).
Trzeba przeżyć, by o tym się przekonać.
Ech… nie ma co się rozczulać, łyk kawy i zabieram się do roboty, bo wystarczy kilkadziesiąt okrągłych zdań z literackim zacięciem, by podsumować cudze małżeństwo.
Li.

Bardzo Cię lubię czytać Li… nieważne w jakim miejscu pisane.
Ja mojemu lubemu przed slubem powiedzialam, ze zadnego rozwodu ode mnie nie dostanie. Lubie jasne sytuacje;), a ze mialam duzo szczescia, to ciagle jeszcze trwamy, i to nawet coraz lepiej, a 20 rocznica juz dawno minela.
Podobno co trzecie małżeństwo ulega rozpadowi.
Fajnie masz, że jesteś całością:)
Fajnie. I doceniam to bardzo. Chociaz musze przyznac, ze wokol nas sa same pary, bardzo malo rozwodow. Wsrod znajomych i wsrod rodziny. Dosc wyjatkowa sytuacja w tych czasach. Inna sprawa, ze trwalosc niektorych zwiazkow mnie zdumiewa….
Pięknie to napisałaś Li…
U mnie to 10 lat już i wcale nie czuję się zniewolona, wręcz przeciwnie:)
ja też dostałam rozwód na pierwszej rozprawie- mimo posiadania dziecka;) i po 13 latach małżeństwa. I wiecie, pamiętam jak się czułam gdy wyszłam z budynku sądu. To było wspaniałe!Poczułam WOLNOŚĆ!
sisi, to był jeden z piękniejszych dni w moim życiu, to niesamowite poczucie wolności i niezależności :)
znam parę która mimo posiadania dziecka lekką ręką dostała rozwód na pierwszej rozprawie. Sedzina uznała, ze odnoszą się do siebie z szacunkiem a mimo to są dla siebie odlegli… po dwóch latach mieszkają razem i próbują zaczynać od nowa. z rozwodem
a ja znam parę, którą rozwiodłam, potem dostałam zaproszenie na ich ślub, a potem znowu rozwiodłam. Teraz mieszkają ze sobą bez ślubu :D
i to się nazywa interes- Ty masz zajęcie a oni nadal razem, Się kręci:)
w zasadzie to każde życie można opisać kilku okrągłymi zdaniami…
A im mniej wiemy, tym bardziej okrągłe.
Dwadzieścia pięć lat.
W środę.
Czasem myślę, że wystarczy.
A czasem – że byłoby mi żal.
Ty nie myśl, że wystarczy tylko idź się poprzytulać…jak Li napisała „unikajcie internetu”…
ooo, super, moja kotecka wcale nie carna. syjamska jest, ale troche niedorasowiona :D
Li – dla mnie też blogspot był bardziej czytelny. Tutaj jakoś to niebieskie drażni, jakoś mi nie pasuje do czerwoności na górze.
Ot tak, przyszłam sobie pomarudzić…
piesio to suka. Wabi się Kara Boska. A dla Twojej kotecki to mój Bobcio jak znalazł, śnieżnobiały!
głupoty ludzkiej nie opłakuję. Jest mi tylko dzieci żal!
ooo, a jak sie wabi piesio?
moze sie zaprzyjazni z moja kotecką?
ale wiesz, gdybyś oplakiwała każdy z pozwów, po 5 latach musiałabyś zmienić zawód.
Za to ja obserwuję u siebie zmianę nastawienia do powyższego, najpierw ciary, teraz głupawy chichiot, a wszystko za sprawą wyśmienitej naleweczki cassis by mama Marciocha
czy ty jestes na fejsie?
na fejsie mnie nie ma, ale jest mój pies:P
taka praca
:P
no powiekszam przecie, inaczej bym musiala z lupą :D
ale informuję, że małe
dlaczego obcesowo? Ciary mnie przeszły jak to przeczytałam ;)
Bo, dla mnie wiekszość opisów medycznych, adwokackich, psychologicznych i juz sama nie wiem czyjego jeszcze autorstwa, te kilkadziesiąt okrągłych zdań to… właśnie tylko zdania. Cała ta poezja życia, to o czym piszesz wcześniej, musi w pewnym momencie zostać sprowadzona do kilkudziesięciu okrągłych zdań.
Smutne
nasączyłam to ironią, ale pewnie wyciekła ;-)
Tak, mnie też przeraża mnie łatwość z jaką piszę kolejne pozwy o rozwód.
kilkadziesiąt okrągłych zdań…. – brzmi trochę obcesowo…
ale w końcu
slowa slowa slowa
male masz te literki na nowym blogu
czemu obcesowo? a obraz możesz sobie powiększyć!
Młodsza, to w gruncie rzeczy dobre dziecko jest :D
w gruncie rzeczy się zgadzam :D
Historia nie wiem skad:
Pare obchodzaca zlote (czy inne imponujace) gody zapytano jaki jest sekret ich dlugiego malzenstwa. Odpowiedzieli, ze dorastali w czasach gdy zepsute rzeczy sie naprawialo a nie wyrzucalo by kupic nowe.
Tak
…. a może uratujesz…?
To małżeństwo?
Chciałam. Zaprosiłam przeciwnika na spotkanie. Widać było, że nie są sobie obojętni, ale tak się poranili, że nie mają sił.
Szkoda…
Może psychoterapia…?
nie chcą, przecież ich nie zmuszę. Ambicja urażona, niestety.
Szkoda mi takich ludzi.
Zapętlają się, subiektywna racja przeważa nad prawdą…
Szkoda mi , jeśli sprawa jest do wygrania na zasadzie wygrana-wygrana, a jednak wygrać jej nie można, bo emocje mają siłę wodospadu…
Jasne.
Sorry za literówki – zmęczona jestem.