Wariat nie skoczył, bo wiatr był za silny.
Następnym razem wiatr nie powieje, wariat skoczy i nie przeżyje.
Zdumiewa mnie taki brak szacunku do życia.
Z drugiej strony nie mogę wykluczyć, że to nie brak szacunku, a pycha, buta i wiara w kosmiczny kombinezon koniecznie z logo sponsora, bo Red Bull doda Ci skrzydeł.
Życie jest takie jedno, ciągle o tym pamiętam, gdy tylko sobie przypomnę. Bo na co dzień zabijam się po kawałku i czuję bóle fantomowe po tych częściach mnie, których już we mnie nie ma.
Żyję nie tak jak chcę, robię nie to co chcę, im jestem starsza tym trudniej przeciwstawiać się samej sobie.
W marzeniach jest inaczej, mam spokój i widok na-wszystko-jedno- które-morze, bujany fotel na werandzie i głód pisania. Jestem oczywiście po moim fantastycznym debiucie i piszę kolejną wyczekiwaną przez świat powieść. Czekam na Nobla, a co najmniej Nike, jestem szczęśliwa i nareszcie nie muszę martwić się przyziemnymi sprawami, które ciągną mnie na dno, gdzie muł i wodorosty.
Dziś miałam kolejny trudny dzień.
Jakiś tam sukcesik był za mały, by dodać mi skrzydeł.
Ale cieszę się, że moja Starsza wróciła do domu.
Widok jej porannej, naburmuszonej miny-bezcenny!
Li.
PS. Dostałam koty z Barcelony. Od ukochanego brata:)
W sumie do końca nie wiadomo, gdzie się zaczynają, a gdzie kończą, ale są dwa:



Do statler waldorf (nie widze pola „odpowiedz”): Wstajac rano bez przyjemnosci krzywdzisz przede wszystkim siebie. Nie jestem od udzielania rad, nie moge nawet stwierdzic, czy sama jestem w 100% szczesliwa, nie znalazlam jeszcze swojego miejsca w zyciu, ale szukam. Otaczaja mnie problemy, staram sie ich czasem nie widziec i gram. Kazdy musi znalezc cos pozytywnego co ma w sobie, obok siebie, wtedy to wszystko staje sie ciut latwiejsze.
A na czym Panienka gra?
Dobrze, ze sie roznimy, mamy inne zdania. Co do skoczka – ja go bardzo rozumiem:) Ja z tych, co potrzebuja adrenaliny w zyciu, do tego miedzy innymi potrzebny mi motocykl. Musialam sie odezwac, bo tez skakalam ze spadochronem, „odhaczylam” kolejna rzecz do zrobienia w zyciu i uczucie bylo nie do opisania, nie strach, a podniecenie, i jakie widoki:) Polecam kazdemu i nie dziwie mu sie i niektorym ludziom, ze szukaja wiecej. Nie jestem wariatka, po prostu robie to w zyciu, co mi sprawia przyjemnosc i NIE KRZYWDZI innych:) Pozdrawiam, ania
Mam przeświadczenie, że wstając z łóżka krzywdzę ludzi. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że wstaję bez przyjemności.
Li :) Notka bardzo z sensem :). Cóż mogę dodać – starzeję się dokładnie tak samo, coraz mniej mam ochotę i siłę robić rzeczy wbrew sobie, choć wiem, że muszę, coraz bardziej tęsknię za wolnością i zwolnieniem tempa, we śnie tańczę na lodzie albo czuję ogrom wolności stojąc na wysokim górskim szczycie… Tylko kotów na kolana nie mam, jest za to jeden pies :)
Ci co skakali z 31 Km przeżyli. Sam Felix B. również skakał. Skąd to bezwzględne założenie, że nie przeżyje? Z niewiedzy o dotychczasowych próbach, przygotowaniach i środkach bezpieczenstwa? To szaleństwo ale czym była podróż Kolumba? I tysiące innych podróży na skraj możliwości? Sięganie po to czego inni ani nie rozumieją ani nawet nie umieją sobie wyobrazić.
Przeczytałam, że jest bardzo duże ryzyko. I masz rację- nie rozumiem, za bardzo kocham życie, by zrozumieć.
Kocham życie i dlatego czasem ryzykuję.
O skoczku: przyskojny ;)
O kotach Gaugiego: a gdzie się jeden zaczyna, a gdzie się kończy? ;)
Nie rozumiem tego „skoczka”…,może ma depresję?… Zresztą wielu rzeczy nie rozumiem… Doris.
Ryzykować życie tylko dla osiągnięcia „więcej” to dla mnie niewyobrażalne :/ Tym bardziej gdy wie się ile osób chwyta się okruchów życia, by nie odejść…
Życzę sił w dążeniu do twoich celów i żeby walka „chcę” z „muszę” w końcu zakończyła się według twojej woli :)
Mało kto robi takie rzeczy dla bycia pierwszym na świecie.
A z jazdą autem popieram! Na ulicy się nie szaleje. Jak ktoś chce się wyszaleć za kierownicą to w całej Polsce są odpowiednie miejsca. Kawał asfaltu, instruktor, dla każdego na wyciągniecie google. I niewielka to inwestycja, jeśli wziąć pod uwagę zdobytą świadomość i umiejętności.
Ja tego faceta nie rozumiem, ale moze dlatego, ze teraz wszystko mierze wartoscia zycia, ktorego nie chce sie stracic. I tego, ze czasami zycia nie mozna ocalic, chocby sie skoczylo z takiej wysokosci. Wiem, ze to, co stanie sie z Felixem podczas skoku nie przeklada sie w zaden sposob na zycie takiej jednej wspanialej dziewczyny, ale jednak mierzi mnie podejmowanie ryzyka dla zaspokojenia ego – swojego i potężnego sponsora. Skoczylabym, zeby uratowac zycie kogos dla mnie waznego. Dla slawy? Chryste…
Nie używam telewizora, więc dziś przypadkiem zobaczyłam, o co chodzi z tym „wariatem stratosferycznym”.
Nie będę oceniać, bo można mieć różne zdanie.
Wiem tylko, że gdy go zobaczyłam, poczułam tęsknotę za takim skokiem.
Rozumiem go.
ja niestety nie rozumiem ponoszenia tak ogromnego ryzyka dla wyrzutu adrenaliny i poczucia bycia pierwszym na świecie.
Najwidoczniej należę do partii kanapowców ;-)
I już nawet autem tak szybko nie jeżdżę jak kiedyś…”)
Wiesz, mnie zupełnie nie chodziłoby o bycie pierwszą na świecie w czymś tam… Naprawdę tylko taka była jego motywacja?
Coś takiego w ogóle nie zaświtało mi w głowie. Naiwna pewnie jestem…
Raczej poczułam coś podobnego do motywacji alpinistów: wspinamy się na góry – bo one są.
Też tak pomyślałam, kiedy zobaczyłam zdjęcie, że to koty Gaudiego :)
Tak sobie mysle, ze doceniajac odwage i tego Austryjaka, i Himalaistow, i innych tego typu osob, ze wiecej odwagi niz skok z kosmosu wymaga np decyzja o urodzeniu niepelnosprawnego dziecka. Albo praca w hospicjum dla dzieci. Zmaganie sie na codzien ze swoja niepelnosprawnoscia. Kopanie studni w Afryce. Czasem latwiej wejsc na Mont Everest niz dobrze przezyc jeden zwykly dzien.
święte słowa
Doświadczeni powiadają, że Bóg chcąc ukarać człowieka spełnia jego marzenia, lecz na pewno nie dotyczy to bujanego fotela.
Dla mnie sam proces wznoszenia się ponad Ziemię jest sportem ekstremalnym;D A spadanie… no cóż Newton się kłania.
Tak, niewątpliwie Colonia Guell. Marzyłam, żeby ją zobaczyć. Wiem, że nigdy nic nie wiadomo. Dzięki tobie, wiem, że wiatr przeszkodził wariatowi stratosferycznemu. Pewno zawsze tam wieje, a jak chce, to niech skacze, ja bym za nic, mam lęk przestrzeni.
nie nazwałabym tego brakiem szacunku dla życia. raczej chęcią wyciśnięcia z tego życia jak najwięcej – mniejsza już o to, czy chęcią wariacką, czy też nie; ogromne ryzyko facet pewnie wliczył w koszty. ja taką potrzebę akurat dość dobrze rozumiem. myślę, że najlepiej ją George Mallory wysłowił.
marzeniem jednych jest mały biały domek, innych – czas na codzienną kawę na mieście, a ten marzy, żeby sobie skoczyć z kosmosu. głupie to czy nie, przynajmniej po to sięgnął.
aha, ale to nie ma nic wspólnego z ogromnym ryzykiem utraty życia?
Wiadomo- jego życie, jego ryzyko. Mnie to przeraża.
Ryzyko zawsze wlicza się w koszty. Wariackim byłoby porwać się na taki skok bez przygotowania i zabezpieczenia. On takie ma. A zatem z głową podszedł do czegoś, co inni biorą za jej brak.
Ja już zluzowałam z pościgiem za adrenaliną, jednak zawsze widziałam to tak: typowy kanapowiec zrobiłby coś tam, ale to niebezpieczne, on się boi, to szaleństwo, i co? I może potknąć się na schodach, walnąć w łeb i cześć. Typowy wyczynowiec, zwykle zapewnia sobie maksimum dostępnego bezpieczeństwa (kask, zbroja itd.), zwykle trenuje, jest świadomy tego co robi. Zdobywa mnóstwo wspomnień i wrażeń. I tylko czasem coś pójdzie nie tak albo potknie się na schodach…
A niech sobie skacze !!!
Zycze mu, aby sobie udowodnil sobie TO, czego potrzebuje.
Ja.
Ja, nie mam odwagi na krzeselko na Rollercoaster w Wesolym Miasteczku :-)
Gdybyz jednak skok z przestworzy zastapil codzienne, nudne domowe zajecia…to ja moge skakac codziennie :-)
…a kociatka w dalszym ciagu adresu nie znaja…;(
ja też nie na temat, ale wszystkie te pamperki ktore zaopatrują komentarze przypominają mi … raki i raczki
w kapuście widzisz raka, w pamperkach też… okulista woła? :*
Marzenia się spełniają, choć oczywiście nie tak, jakbyśmy chciały. Piszesz celnie i obrazowo, więc może kiedyś? A od Nike lepszy jest wysoki nakład, i tego Ci życzę ;)
każdy ma jedno życie- każdy ma swoje życie i niech będzie jego królem pod warunkiem, że nie rani innych, nie obciąża problemami i kosztami.
Mnie to nie kręci – jego tak. nie kręci mnie nawet to, że to jego kręci. zlewam to.
Będę uogólniać, ale w moim otoczeniu zawsze ludzie dzielili się na tych, którzy rozumieją sporty ekstremalne i tych, którzy pałali do nich, nazwijmy to nienawiścią.
Ja tego skoczka rozumiem. W moim odczuciu, to nie jest brak szacunku do życia. To jest wyciskanie z życia tyle, ile się da. I jeszcze więcej. Przekraczanie barier. Adrenalina.
Adrenalina uzależnia. Ekstrema wciąga. I wszystko jest dobrze, dopóki ekstremalny osobnik robi to dla siebie i naraża tylko siebie. Jedni chcą wieść żywot spokojny, jak najdłuższy. Inni – nie ważne jak długo, ważne ile i czego doznają.
Nienawidzę szpanerów, którym się wydaje, że są nieśmiertelni, a swoja głupotą i brakiem umiejętności zabijają innych. Szanuję tych, którzy świadomie upajają się adrenaliną, nie narażając przypadkowych osób. I tyle.
sport ekstremalny? Ten skok ze stratosfery? O rety, to ja do tej pory nie rozumiałam jednak pojęcia sportów ekstremalnych:)
O! Dopiero gdy przeczytałam, zorientowałam się, że to koty. Cudne.
U mnie czeka na Ciebie jeden, pamiętasz? Łososiowy:)
Koty Gaudiego:) Pamiętam, że czeka. U andzios też. I u Moniki. Zbiorę się kiedyś w sobie i zrobię wyprawę po koty :)
Chyba że jednak najpierw zrobisz imprezę urodzinową:)
Zaproszenie aktualne?
Czy może nie robisz?
Robię i zaproszenie aktualne. Muszę tylko zgrać termin z tymi, którzy muszą być:)
Oczywiście, jakbyś wcześniej wpadła do Warszawy, to daj znać:)