Stoczyłam się z łóżka o czwartej rano, Młodsza wyjeżdżała na „zieloną szkołę”.
O piątej rano na Dworcu PKP panował kompletny chaos. Trzy wagony zarezerwowane dla szkoły okazały się nie być zarezerwowane, pąsowy ze złości dyrektor szalał po peronie biegając tam i z powrotem, zaspane dzieci w ilości 250 sztuk stały smętnie ze swoimi walizkami, z których walizka mojej córki wyróżniała się ewidentnie- nie tylko kolorem jadowitego fioletu, ale przede wszystkim rozmiarem. Dałam jej wolną rękę w pakowaniu i ciężkie tego odczułam skutki. Bo Gusia przewidziała podobno wszystkie mogące się jej przydarzyć przypadki i na 12 dni zabrała 16 par skarpetek, sześć swetrów, pięć bluz (a jak się obleję?), bluzek, tunik i koszul nie zliczę, sześć par spodni (wiesz, że lubię mieć czyste), stos książek do czytania (a jak mi się skończą?), zapasy wafli ryżowych jak dla całej armii (wiesz, że nie jem mięsa, a na pewno będzie mięso), kosmetyki na rok, itd, itp, skutki znoszenia walizki z trzeciego piętra długo jeszcze będę odczuwać, ale tego jak ona wyniesie ją z pociągu nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Nie chciało mi się wszczynać porannej kłótni o każdą rzecz, trudno.
Na razie dostałam sms-a, że na pewno zapomniała tylko trzech ważnych rzeczy…
W każdym razie ciężko okupiłam swoją macierzyńską wolność, ziewam rozdzierająco, a zaraz muszę ruszyć w podróż do Łodzi, kawa, kawa, kawa i jakoś dojadę.
Jakoś.
Miłego dnia i klikajcie w Gosię, proszę:)
Li.

i jak się Łódź sprawiła? :)
dobrego dnia! (klikklik)
a daj spokój, wpadła jak bomba i wyleciała jak z procy i tyle Ją widziałam ;)
Hehe, ale łazienkę masz prześliczną:)
Li,
samych przyjemności w Łodzi:)
Jeśli chodzi o pakowanie – dwa lata temu zabrałam moją chrześnicę nad morze (zakończenie gimnazjum i takie tam). Ostrzegałam, aby nie brała zbyt dużo ciuchów, bo rano wymarsz, wieczorem powrót – nie będzie czasu na przebieranki. No i wzięła minimum. Za to kosmetyków (tub, butelek, różnych deo, milionpińcet pierdół – czyli pół gabinetu kosmetycznego – tak z 5 kg). Jak zobaczyłam to po wypakowaniu, to w powrotnej drodze dziewczę samo sobie torbę niosło (no, chwilami pomagałam;).
Miłego dnia. Dobrej nocy.
Jadę na imbirze, gdyż gluta mam. Na szczęście lubię imbir, inaczej dostałabym szału. Zaraz wyczaruję syrop, jak polecasz, Li, to ja i owszem, przyjmuję. A odnośnie do cudownych imbirowych właściwości – świetnie niweluje bóle menstruacyjne. Kto cierpi (ja cierpię) powinien spróbować.
Mogę się z Li czasami nie zgadzać, spierać…, ale w jednej kwestii chylę przed nią czoło do samej ziemi…, Proszę spojrzeć jak wzrosła statystyka kliknięć na Precla. Klikajmy ile się da. Pozdrawiam
Onian
Kliknęłam na banerek. Też z Krakowa jestem i jak piszesz o Kleparzu w poprzednim poście to dobrze wiem o czym mówisz ;) Pozdrawiam
to u mnie jest odwrotnie :))) Juniorka pakuje minimum, a ja uważam, że musi mieć na zapas :)))
yhy…
na kawę nie, ale herbatę z dużą ilością cytryny i miodu, a także, a jakże, imbiru – to ja chętnie.
Dziś jest dzień z gatunku „budzik mi nie zadzwonił”. Jestem w plecy dwie godziny, ale za to nadrabiam temperaturą ciała, Celsjuszów mam ponadnormatywnie dużo.
Bądźcie zdrowi i uśmiechnięci!
ja się dopiero staczam- skutki nocnego buszowania. może ktoś chętny na kawkę w południe?
zamówiłam Cygański zespół i sztuczne ognie :P
Li i Łódź Ci tego nie zapomną ;D
szukam jeszcze na gwałt czipendelsów, ale sami jacyś niewyjściowi som :P
Na gwałt??
tzn. szybko, ale podoba mi się Twój sposób myślenia :P
no to czekam, szerokiej drogi :*
A umaiłaś miasto na przywitanie naszej drogiej koleżanki? ;D
nie, ale nowe firanki zawiesiłam ;)))
Nie zapomnij o czerwonym dywanie :D
Jezu, najpierw w tej Łodzi będą nieprzyjemności,
ale potem jak widzę będą same przyjemności:P