Czwartek rozluźnił mi tydzień, mogę nareszcie pomyśleć o sobie. Szybko odrobię pracę konieczną, tę niekonieczną ułożę w zgrabny stos, zajmę się nim wtedy, gdy zacznie płonąć z pilności.
Zdolność do samoratowania mam we krwi, bo jak ja siebie nie uratuję, to kto?
Słucham więc instynktu i mam czas na pogapienie się przez okno,
kubek z latte i muzykę.
Na moim pierwszym blogu znalazłam tekst z lutego 2009-go roku, jest on potwierdzeniem teorii o powtarzalności faz życiowych, teraz mam tę samą fazę co trzy i pół roku temu, walka, walka i jeszcze raz walka, jakoś daję sobie radę gdy walczę ze światem, gorzej jest, gdy walczę sama ze sobą.
„Ostatnie tygodnie wyprały mnie ze wszystkiego poza działaniem instynktownym. Nie mam marzeń, nie mam ciepłych myśli, nie mam oczekiwań, chcę tylko znowu poczuć się bezpiecznie, bez tych wszystkich ciosów i kuksańców, co to podobno nazywają się szarą codziennością i prozą życia.
Są takie dni, że ich nie ma, są tylko porażką dla pamięci, bo nie różniące się niczym od siebie, nie zapadają w nią, nie zostawiają żadnego śladu, przechodzą, zabierają czas życia, ale nic w zamian nie zostawiają. Czas za siebie płaci różną walutą, ale to dobre wspomnienia mają najwyższy kurs. Dni bez wspomnień są tylko wielką stratą, nigdy nie do odrobienia.
Teraz dziś, tak jak i wczoraj, przedwczoraj, tydzień temu, utrzymując się jedynie na powierzchni, próbuję spokojnie oddychać, by podtrzymać swoje funkcje życiowe. Mozolnie zbieram siły do siebie, muszą się przedzierać przez wielkie zmęczenie i poczucie, że coraz trudniej mi zdobywać góry. Ale ciągle jeszcze chce mi się coś robić, więc nie porzucam nadziei na zmianę tej beznadziei.
Nie może przecież być inaczej.
A co na to Lec?
Gdy wstydzisz się ulegać-zwyciężaj!
No to co Losie? Idziesz ze mną na nową wojnę?
Bo na nasze pokojowe współistnienie straciłam już nadzieję.”
Tak!
Cieszę się z dokumentowania sześciu ostatnich lat mojego życia prawie codziennymi wpisami.
Daje mi to poczucie siły i bardzo wzmacnia nadwątlone poczucie pewności siebie.
Bo jeżeli wtedy dałam sobie radę, to dam i teraz.
Li.
PS. Pamiętamy o głosowaniu?
Wchodzimy na tego bloga i klikamy w baner konkursowy umieszczony przez Gosię na końcu każdego posta.

Li,
będziesz zdobywać góry! Jeszcze nie raz:)
serdeczności.
Dziś księgowa z firmy klienta powiedziała mi jak ma wyglądać treść faktury: „może być wszystko, tylko nie czarna dupa” Dodam, że rozmawiałam z babką pierwszy raz i oplułam słuchawkę! Wiesz, dookoła mnie też czarna dupa, więc wspieram Cię myślami, bo radę dasz.
Bezsilnośc to najgorsza rzecz jaka może się przytrafić w codziennych zmaganiach, jest potwornie stresogenna, a tym samym rakotwórcza- wiem zbyt dużo na ten temat. Nikomu nie życzę takich zmagań z losem.Ciężko z tym sobie radzić, a owocem zmagań jest choroba.
Życzę zatem zdrowia
Cóż za szampański nastrój posiadasz ;D
aha, taki w stylu igristoje ;-) Do dupy.
Wiem, o co chodzi. Kiedyś zdarzyło mi się pić „szampana” rumuńskiego. Nazwy nie pomnę, ale pamiętam napis na etykiecie: fermentiare dupa metoda naturale :D Pienił się jak każdy, a smakował adekwatnie do napisu;D
a ja mam butelkę po kupionym w Rumunii napitku z napisem:PREPARAT DUPA METODA DIN…robi wrazenie, gdy serwuje ww niej nalewkę :)) ( wiem, wiem DUPA znaczy :według)
Piszesz dziś o swoim poprzednim blogu a ja go właśnie że tak powiem studiuję .No właśnie zamiast iść spać(bo po nocy przepracowanej uczciwie jestem), albo przynajmniej obiad zacząć to czytam i czytam. Maniaczką blogów się robię. I wiesz to mi się podoba „dmijmy sami w nasze żagle”.
Aniu, wtedy pisałam otwarciej co mi w duszy gra, nie miałam takiego negatywnego że tak powiem-elektoratu;-)
Kiedy wracam czasem do swego bloga, którego pisałam w 2006-2009 widzę i powtarzalność nastrojów i to, że zawsze potem było przysłowiowe słońce. A wiesz, co najdziwniejsze, że dziś już nawet nie pamiętam dlaczego się smuciłam (to w przypadku wpisów, kedy tylko pisałam, ze jest mi źle). Ta wiedza dziś mi pomaga, bo mam pewność, że w moim życiu (pewno nie tylko moim) czasem słońce, czasem deszcz. Trzeba tylko ten deszcz przeżyć. Więc przeżywam – to też w pewnym sensie dojrzałość życiowa – by się w tym smutku zatracic, przeżyć go i pokonać…. do następnego razu.
A co do poprzedniego wpisu – ja jestem ruda (ale pofarbowana na brąz) z lokami, z którymi walczę, choć w gruncie rzeczy je kocham :-) A odżywkę do rzęs stosuję, widzę efekty, może jeszcze nie tak spektakularne jak u koleżanki (ona dorobiła się firany z rzęs), choć te dolne, gdy je pociagnę tuszem – robią wrażenie :-)
Tobie Li – i wszystkim tutaj – Dobrego dnia!
zapowiadają piekną pogodę na najbliższe dni!
a ja w sumie to nie chcę być ruda ruda, tylko taka miękko brązowa, kolor mlecznej czekolady z orzechami, o!
oby tylko bez wiórków kokosowych :P
nie tak dawno dopuściłam do tego, by na mojej głowie pokazało się kilka(dziesiąt) siwych włosów. Ot, nie chciało mi się iść farbować- ale moja córka, gdy to zobaczyła, to ze zdziwieniem zapytała: a po co Ci te białe włosy? Następnego dnia rano nie było już ani jednego:D
Orzechy mielone, czy w całości?
tylko facet może zadać tak beznadziejne pytanie:P
ostatnio jak mantrę powtarzam:kocham swoje nudne życie i chcę by nadal było nudne, bo jak przez chwilę narzekałam na nudę to los mi niezłe atrakcje zgotował..
Damy radę. Bo silne jesteśmy jednak.
Jednak tak ;-)
Lec umie zmobilizować, kiedy trzeba.
Dziękuję za pierwsza sentencję:)
Aniu, Lec to najlepszy psychoterapeuta!
A jak potrafi wykpić i ośmieszyć strachy!
Pomaga mi, bardzo mi pomaga, moja wiara w jego słowa jest ogromna.:)