Młodsza leży w Sianożętach z wysoką gorączką, gorączkowy jest też mój pełen niepokoju telefon- a jechać po nią nie ma sensu,
to jest odległość ponad 800 km, tym bardziej że jutro już wracają.
Martwię się moją matkopolkową częścią serca,
14 godzin w pociągu z gorączką
i towarzyszącymi jej gwałtownymi okolicznościami,
to będzie makabra.
Dziecko słabe jest jak szczypiorek na wiosnę, ale z okazji choroby jak zwykle życzeniowo nastawione- na dworzec mam stawić się z kubkiem termicznym pełnym herbaty z miodem i cytryną, w domu ma czekać ciepłe łóżko, gorący termofor, zupa cebulowa i pierogi ruskie.
(Może też być jakaś niespodzianka).
Tak jest!
I tak bardzo się cieszę, stęskniłam się za bąkiem,
choć nie do przecenienia jest obecny porządek w domu,
spokój i brak konieczności gotowania obiadów.
Od pojutrza zmiana- wraca najbardziej destrukcyjny i ruchliwy element naszej domowej układanki.
Wraca w dodatku w glorii bohatera, chora, słaba,
z antybiotykiem, ech… już sobie wyobrażam,
jak będzie to wykorzystywać.
Och, cudownie :)
Li.
PS. Precel szaleje, super! Oby tak dalej!

Podpisuje sie pod apelem Ani – Li, czy moglabys podac raz jeszcze przepis na zupke cebulowa? :)
Szukam tego przepisu na cebulową w czeluściach i jakoś znaleźć nie mogę. Pomocy!
No trudno, wydziwiać więcej nie będę. Z resztą ja właśnie niestety trochę niepostrzeżenie przytyłam z piątkę więc się zgadza.
No właśnie, prawie 6 lat – kawał czasu, ale ja mam fajnego kierownika w pracy- będzie musiał przymknąć na mnie oko :-), potem troszkę w domu i jakoś to będzie. Dwa i pół roku Joanny przeczytałam w 3 dni to i z Twoimi 6 latami sobie poradzę :-)
Hm… przytyłaś :P
Postanowiłam walczyć z moją arachnofobią i pokochać tego pająka
pisałam Ci-spróbuj zmienić maila jak się logujesz- daj jakiegokolwiek. Na pewno avatar będzie inny!
Czytasz od Licencji na Bloga? O rety, to 2006 rok!
No ładne rzeczy, miałam właśnie pisać, ze nie dość że kobieta o wielkim sercu, mądra, dobra itp to jeszcze świetna kucharka- a tu masz Pierogowa Oszustka! Zaczęłam dzisiaj czytać Twoje stare dzieje – pewnie jeszcze wielu takich rzeczy się dowiem… :-)
Ha, ha, ha :D masz jakieś sprawdzone? Daj namiar, bo teście przyjeżdżają ;)
Mam super miejsce, zdradzam Ci je w największym zaufaniu:D
Kupisz tam kilka rodzajów pierogów, kluski jakie chcesz, uszka, krokiety, naleśniki i przepyszne łazanki. A, oczywiście gołąbki też- dwa rodzaje. Ceny śmieszne- kilo ruskich ok 20 zł., może 22 zł.
Sekret mieści się w domku jednorodzinnym na ulicy Bosaków, tuż przy skrzyżowaniu z Miechowity i Brogami. Nazywa się to, o ile pamiętam „Wyroby domowe”, czy jakoś tak. Przed tym domkiem jest parking, to jest pierwszy dom na tej ulicy, wjeżdżając w Bosaków, a jadąc od ul. Miechowity, po lewej stronie. Nie da się nie trafić. Kupujesz wszystko świeże, nie mrożone. Krokiety są jeszcze ciepłe, zawsze jeden pożeram na miejscu :) Tylko ciiiiiichoooo!
dziękować, zrobię najazd i zaskoczę teściowa ;> ihaaaaaa
No, zdróweczka dla Młodej i zabieraj się za lepienie pierogasów :D
Kupię w sekretnym miejscu, niestety:P
współczuję młodej. kiedyś z gorączka wracałam ze szkolenia 600 km. koszmar. ja dziś mojemu połamańcowi naleśniki nasmażyłam- jego przysmak :)
Mi male powiedzialo, ze babcia i sasiadka robia lepsze nalesniki. Ale z lachy i moje zjada…
moje jednak wymiatają, mimo, ze młody się w tej dziedzinie specjalizuje, jako że to jego przysmak właśnie. a pianę ubijasz? :P
OOO, ja biedna, nie ubijam piany, ojabiedna…
Niech już będzie w domu -resztą mama się zajmie;))
Pamiętam Twoj wpis z połowy pażdziernika – dużo prania Ci nawiezie ;)
a ja dziwna byłam już za młodu – lubiłam jak mi łepetyna nie marzła….
I jeszcze wymioty! :( Dobrze, ze chociaz jada pociagiem a nie autobusem.
A czapke w tym wieku zakladalo sie przy wyjsciu z domu, by zaraz zdjac i ten wielki wstyd schowac do plecaka.
a jak! do dziś pamiętam jak marzły mi uszy, ale za to z fasonem i koniecznie rozpięta;-)
haha, widzę wszyscy za młodu mają to samo :) choć zawsze powroty z wyjazdów były ‚smutne’ (kiedy teraz spotkam koleżanki i kolegów?!), to zawsze była ta przyjemność, że w domu mama czekała z pysznym jedzeniem :).
nie ukrywam, że zostało jej to do dziś i jak do niedawna jeszcze mieszkałam z rodzicami, to po wyjazdach obowiązkowo musiałam przyprowadzić w pakiecie swojego chłopaka na popowrotny obiadek ;)
Li, a może skoro był przepis na zupę z dyni – to teraz na cebulową? :)
Skoro jest w stanie jest „wytargować” prośby – życzenia – niespodzianki (kiedy wspomaga Ją antybiotyk) – tak, zdrowieje.
Oby, oby! Ale z moją córeczką jest tak, że w największej malignie potrafi zobaczyć możliwość ubicia jakiegoś interesiku ;-)
Bidula. Jak chorowac to chociaz we wlasnym lozku, a nie na wycieczce.
Bardzo mi jej szkoda, ostatnie trzy dni bardzo udanego wyjazdu tak fatalnie zepsute. Mam podejrzenia, że załatwiła się w Berlinie, pojechała tam już podziębiona, matki nie słuchała no i są skutki. Poza tym wiesz jak jest- szalik i czapka to złoooooo, zwłaszcza w wieku 13 lat.
Martwię się jak da radę jutro w pociągu, ciągle rzyga, kurde!
Fajnie jest „pozbyć się” dziecia choć na trochę… ale najfajniej jest jak już wraca:)
E, jeśli zupa cebulowa i pierogi ruskie to na pewno idzie ku lepszemu, czyli zdrowieje:) A ja niestety zgłodniałam, też sobie zupę zrobię, a co.
to jej się kojarzy z domem.
Chyba przez gorączkę te życzenia kulinarne. Ostatnio nie chciała jeść cebulowej, bo jak powiedziała – nie lubi kalafiorów ;D
oj, pomyliło się maleństwu ;-)