Nolens volens muszę wyjść z łóżka i stawić czoła obowiązkom.
Protestuje całe moje ciało!
Zduszam ten protest metodami wcale nie pokojowymi,
bo silnym strumieniem wody.
Ożywczy wpływ porannego prysznica, wzmocniony dobrą kawą
i lekko zmamiony chęcią sprawienia sobie
jakiejś przedurodzinowej przyjemności,
stawia mnie do pionu i daje nadzieję na
wyrównaną walkę z dzisiejszą środą.
Choroba jest stanem umysłu- parafrazując klasyka
udaję więc sama przed sobą, że jestem zdrowa.
I choć zakatarzony nos nie daje się zamalować,
a lekko zmętniałe oczy wyglądają dwuznacznie,
całkiem spokojnie wypijam drugą kawę
i szykuję się do wyjścia na zimny świat.
…
Pytacie mnie w mailach, odpowiadam, że…
… nie, nie jadę na pogrzeb Joanny.
Po pierwsze dlatego, że pogrzeby
przygnębiają mnie okrutnie,
bardzo długo potem wracam do siebie,
a życie jest takie jedno i nie mam na to czasu.
Po drugie w sobotę jest impreza urodzinowa
mojego przyjaciela J.,
rasowego Skorpiona, życie toczy się dalej,
a ja nie oglądam się do tyłu
i nie daję wyrazu żałobie na zewnątrz.
Nigdy.
A co na to Lec?
Dokąd zmierza życie? Tam gdzie ty, dopóki idziesz.
Li.
Dzięki za przypominanie o tabletkach
(dzięki, bo od razu biorę:)
a ja przypominam o głosowaniu na Precla!

Ech… Mogę się tylko grzecznie przywitać. I pozdrowić.
Li zdrowiej:)Moze oklad z mlodej meskiej piersi:)My sprzatamy po sandy:)Jestesmy szczesliwcy ,bo caly czas mamy prad:)Moj maz pracuje w nowym jorku i zameldowal ze wyglada to wszystko straszne,ale na szczescie minelo.
Ja swojej piersi na okłady nie zaproponuję, bo mam klatę, jak zapadła wiocha, no i niemłodą.
każdy żegna się na swój sposób
jedni leją internetowy strumień żalu,
inni przyjdą na pogrzeb
inni w domowym zaciszu pomyślą ciepło
inni wzniosą wysoko kielichy..
inni…
zdrówka!
W Krakowie tez słońce i pachnie mi pomarańczami, bo jem jednego po drugim (taka ciążowa zachcianka) :)
Taka pomarańcza pyszna rzecz, nawet bez ciąży. Wcinaj!
Przesyłam słońce z Poznania, właśnie wyjrzało :-) I zdrowia życzę i samych spokojnych, dobrych myśli. Ostatnio na filmie („Hotel Marigold”) usłyszałam: wszystko kończy się dobrze, jeśli nie jest dobrze, to znaczy, że to jeszcze nie koniec.
Zapisałam z tyłu głowy – jeśli nie jest dobrze, to znaczy, że to jeszcze nie koniec.
Uściski!
A wiesz Kasiu, co na to Lec?
„Wszystkie wielkie tragedie mają happy end, ale kto potrafi wysiedzieć do końca”.
A musisz wyłazić?Nie możesz poleżeć i poczytać…cokolwiek…tabsy, herbatka z cytrynką i laba! CZasem trzeba,żeby nie było gorzej!
Czy idziesz na pogrzeb czy nie, to tylko Twoja sprawa…
Duzo zdrowia,
ja wlasnie zaleczylam po raz pierwszy w zyciu zapalenie pecherza, to jest dopiero obrzydliwe cholerstwo :-O
rozpoczęcie dnia od kliknięcia na Precla zaczyna mi w chodzi w nałóg :)
szkoda że nie ma tabletki jednej na wszystko – jak by ktoś wynalazł tabletkę na zatkany nos to ustawiam się w kolejce :D taka z działaniem natychmiastowym i kompletnym :)
Sulfarinol- nie tabletka, ale kropla. Jedna czyni cuda na ładnych kilka godzin.
Co prawda laryngolodzy się krzywią, ale ojtam, doraźnie można – tak sobie tłumaczę zawsze;)
Cirrus? żrę dwie dziennie od dwóch dni i dziś wreszcie znów umiem oddychać przez nos :o)
dzięki :)
zdrowiej :*
Precel kliknięty :)
Ty weź tableteczki, najlepiej różowe, może w ten sposób troszkę piękniejszym będziesz widzieć świat;)
A ja zaraz zmykam do Vroclove.
:*
jedną różową mam:)
Dzieńdoberek. ja też mam jedną różową, na X, możliwe, że taką samą. Precel i Mati kliknięci. Co ja będę robiła resztę dnia.., (żarcik, mam robotę)
zdrowiej kobieto , żebyś miała siły tutaj pisać :)
Prawda… ale przynajmniej zostawiła wskazówki gdzie czego szukać… ;-) w najbliższą sobotę pomarańczową, słoneczną … będę blisko duchem… pozdrawiam Waszą całą rodzinę Panistarsza
A Ty dokąd? Chora jesteś, posiedź w domu choć jeden dzień! Inaczej będziesz zasmarkana w urodziny.
Bardzo mi się nie chce, ale muszę jechać na Powązki posprzątać na grobie rodzinnym. Nie ma nikogo, kto by mnie wyręczył, ale za to jutro cała dalsza rodzina z pewnością będzie oceniać, jak się sprawuję jako strażniczka grobowca :(
Marzy mi się, żeby w sobotę było słonecznie. Nie ma nic smutniejszego niż pogrzeb w taką ponurą pogodę. A Asia chciała, żeby było z uśmiechem. Zawinę szyję kolorowym szalem, do kupienia którego namówiła mnie Asia w Biedrze podczas ostatniego wyjazdu na Mazury. Szal zresztą przy bliższych oględzinach okazał się być pareo, tym bardziej kojarzy się ze słońcem, prawda? Myśl o tym, że Joanka już nie cierpi przynosi mi ogromną ulgę. I jestem przekonana, że będzie sprawdzała, czy pogrzeb przebiega tak, jak sobie życzyła. Bo jak nie, to:
„… któregoś dnia, jak umrę, kruca bomba, przysięgam! będę straszyć!
pootwieram wszystkie szafy, szafki i szuflady i porozrzucam rzeczy po podłodze, będę skrzypieć parkietem i drzwiami, schowam klucze od samochodu do zamrażalnika, a klucze od domu do samochodu. zepsuję krany, żeby wiecznie ciurkały po kropelce, spalę twarde dyski komputerów i zgubię telefony komórkowe, powydłubuję misiom i lalkom oczka, a samochodzikom – koła. skrzywię ramy rowerów, motocykli i skuterów. spalę, zgniję, spleśnieję i zjełczeję jedzenie. i wysuszę trawniki na wiór. i zaglonię oczka wodne, sadzawki i baseny. zapchlę koty i psy, zagrzybię rybki i stopy.”
Trudno się nie uśmiechnąć, prawda?
prawda:) ja najbardziej w Jej blogu lubię tę warstwę komiczną.
pani starsza – ja mam taka pomarańczową kieckę na sobotę, że Joanka się uśmiechnie z uznaniem od ucha do ucha :-) Źródło wszelkiej mądrości iPad mówi, że w sobotę ma być wedle życzenia Asi – pogodnie.
LI – a tabletki wzięłaś? mogę się do Ciebie przytulić? w sensie poodwiedzać poczytać.. jak pisałam trafiłam tu niedawno od Joanny i tak jakoś … z żywymi naprzód iść…. i takie tam.. ale gdyby trzeba było coś Jaśkowi pomóc to wiesz – jestem…