Zrobiłam sobie na sobotę plan.
Był krótki, acz z obszernym zakresem działania.
Stwarzał wielkie niebezpieczeństwo braku wykonania,
a co za tym idzie poczucia porażki.
Mam jednak świetny sposób na podniesienie wskaźnika realizacji,
mającego wpływ na podniesienie wskaźnika samozadowolenia.
Otóż należy poszczególne punkty rozbijać na punkciki.
Tym samym ogólny punkt: „sprzątanie”, rozbity na salon,
kuchnię (chwilowo zapominam, że mam kuchnię w salonie),
sypialnię, osobno każdą łazienkę, osobno toaletę,
osobno schody, osobno hol na górze, na dole, taras
(pokoi dzieci nie tykam, to mój jedyny sukces wychowawczy w tej materii),
osobne mycie łososiowego szkła, itp
rozmieniony na drobne w każdym wypadku daje „jakąś” realizację planu.
W moim dał aż 70 %.
Popławiłam się w poczuciu sukcesu
i poszłam wieczorem na świetną imprezę.
Spałam do późnego przedpołudnia.
Najważniejsze to być w zgodzie z samą sobą,
a z resztą dam sobie radę.
Bo gdy nie tracę energii na walkę ze swoim największym przeciwnikiem,
moim wewnętrznym „ja”, gdy staram się
pogodzić wygórowane oczekiwania z kompletnym brakiem ochoty,
gdy nie mam wyrzutów sumienia, że przez pięć godzin
leżałam w łóżku i czytałam książkę,
a pranie też w tym czasie leżało, to jestem silniejsza,
szczęśliwsza i mam ochotę na życie.
A teraz całkiem spokojnie wypijam drugą kawę,
wzięłam tabletki, zagłosowałam na Precla,
idę do wanny zanurzyć się w pachnącą pianę,
dzieci jeszcze śpią, pies też,
koty już czekają w łazience,
zawsze asystują mi przy kąpieli ze wzrokiem utkwionym w pianę.
Bobcio nawet zanurza w niej łapkę,
mając za każdym razem ten sam zadziwiony wyraz oczu.
Ot, leniwe niedzielne przedpołudnie, gdzie ustawowo
wolny dzień wymusza ściągnięcie nogi z gazu
i bez trudu usprawiedliwia cudowne dolce far niente.
Czego i Wam życzę,
Li.

Li,
Czytam Cie od niedawna. Trafilam na Twojego bloga z bloga Chustki i bardzo polubilam Cie czytac. Kilka dni temu zalozylam wlasnego bloga i szczerze mowiac jeszcze nawet nie raczkuje w blogosferze i czuje sie troche niepewnie i moje az(!) 2 wpisy sa troche pokraczne, ale mam nadzieje, ze z czasem sie wyrobie :)
Tymczasem zapraszam na wisniawczekoladzie.wordpress.com
Jestem anonimowym podczytywaczem. Miałam czasem mieszane uczucia, co do Pani zwłaszcza podczas różnych afer netowych. Widziałam Panią w Ugotowanych – poznałam po mieszkaniu, kocie i jednak dość charakterystycznej profesji. I o tym chcę napisać – fajna z Pani babka. Zupełnie inaczej teraz odbieram poszczególne teksty. Podziwiam odwagę. Siłę wewnętrzną. Nie mówiąc o umiejętnościach kulinarnych i ogólnej zaradności, bo mieć takie piękne mieszkanie to też jest coś. Jakbym potrzebowała prawnika (oby nie) to bym chciała właśnie kogoś takiego – z jajami ;) Też mam swoje lata (wolałabym mniej) i parę innych rzeczy, których wolałabym mniej – ale ten program z Panią mnie podbudował, Uwierzyłam kolejny raz, że najważniejsze jest, aby nie zważając na nic wypiąć pierś do przodu (może być w czarnym biustonoszu, czemu nie) i żyć sobie po swojemu, cieszyć się czym się da. W moim wypadku – nie nadużywając Leca ;) Pozdrawiam i dziękuję. Chciałam to wyrazić. Bo naprawdę coś mi ten program dał cennego, oprócz poczucia – chciałabym mieć taki taras i ślinotoku na widok deseru ;)
uwielbiam nie praować, odkad dzieci wybyły w sina dal na swoje- nie prasuję, taaa, no może od wielkiego dzwony koszule ślubnego, ale pani sprzatajaca ma w swoim zakresie rónież prasowanie koszul, tak więc czytam leniuchuję, gotuję i zarzadzam i jest świetnie, po prostu pysznie!
pozdrawiam
j
Byłam tu wczoraj…nic nie napisałam…zobaczyłam, że są tacy, którzy się lenią…więc wzięłam z Nich przykład;)i błogo się leniwcowałam prawie całą niedzielę;)pod wieczór ruszyło mnie sumienie i uprasowałam 2 pary spodni i 2 podkoszulki…
słoneczne ukłony z P-nia;)
Ja o takich niedzielach mogę zapomnieć- 4 letnia córka i niespełna 20 miesięczny syn mi uniemożliwiają leniuchowanie ale miło poczytać o takich przyjemnych niedzielach
Pozdrawiam :)
melduję, że na mojej komodzie piętrzą się kupy uprasowanych rzeczy. Ugotowani obejrzani w trakcie, takoż i Perfekcyjna Pani Domu, jestem z siebie dumna. Nie wiem czy jestem wystarczająco zmotywowana do porządków świątecznych, ale zjadłam miseczkę malin ze spirytusu (za pół roku będzie naleweczka) i mogę sobie na dziś odpuścić.Ha :)
Zazdraszam! Ja ciągle w odmętach prania a Ugotowanych i tak oglądnąć nie mogę :(
jadowita, a daleko od Łodzi mieszkasz?:PPP
po tej malinowej maseczce, tfu, miseczce, i tak bym daleko nie dojechała :) ale kiedyś… mam dużo rodziny w okolicach łodzi i kutna, zbierajcie, bo prasowanie to jedna z niewielu czynności w domu, którą naprawdę lubię;)
to kiedy zwizytujesz rodzinkę, bo ja już uzbierałam (dawno):)))
Niby nic się nie dzieje ,ale wciąga. Jak „Przystanek Alaska”. Chętnie usiądę do kolejnych odcinków.
Idę zatem robić listę, bo i ja i ja pranie już swoje przeleżeliśmy ;). Dzisiaj czwarty i ostatni z ustawowo wolnych dni i jak to z dniami ustawowo wolnymi bywa – plany i postanowienia wielkie, ale ochota zajmuje się czymś zupełnie innym :) Fajnie przeczytać, że nie tylko ja tak mam !
a najgorsze, że mi się przypomniało co miałam zrobić. Zacznę od listy :P
jak rozpisać stertę prasowania????:)))
uprasować koszulki, uprasować koszule, uprasować spodnie… a majtki też dopisać, będzie do przodu :D
a skarpetki to na początku, czy na końcu???:P
tak działa martyrologiczne wychowanie do cierpienia i odpowiedzialności, buziaki i zdrówko, nowość dla mnie:))))
A ja otworzyłam 12 letnią kanadyjską whisky
Zgadzam się w 100%! Nie ma to jak rozbić plan na jak najmniejsze podpunkty, najlepiej robi wypisanie tego drobiazgu na kartce i zamaszyste wykreślanie ;D
A co do wyrzutów sumienia z leżenia na kanapie z książką, to chyba jestem jakaś dziwna, bo nigdy ich nie miewam ;))) A dodam, że dziecko niezbyt duże mam, nie to, że cały weekend dla siebie. Upajam się takimi chwilami!
Pozdrawiam ciepło z kanapy,
Marta :)
a najlepiej pisać cienkopisem, drobnymi literami, a skreślać grubym czerwonym mazakiem. Poczucie zadowolenia gwarantowane ;-)
Że ja nigdy nie wpadłam na to, że jak leżę i czytam i pranie też leży w tym czasie, to jest ok :)))
)))) też muszę wielki plan rozbić na małe! wtedy będzie szansa na sukces choć w połowie )) a koty moje uwielbiają wannowebąble też)
miłego dzionka i beztroski
Zazdroszczę tego leniwego przedpołudnia…Jak starsze córki były dość samodzielne, też tak miewałam, nawet śniadanko do łóżka przyniosły. Ale się skończyło, bo nam się synka zachciało :)
Och, na pewno będę sobie czytała ten wpis za każdym razem, kiedy najdą mnie leniuchowe wyrzuty sumienia ;)