Odebrała dziś prawo jazdy.
Na dobry początek pojechałyśmy 30 km za Kraków,
gdzie miałam do załatwienia pewien interes.
Została w aucie, nudy na pudy, więc postanowiła przeparkować.
Zarysowała o bramę lewe, tylne drzwi, są do wymiany.
Czekała na mnie, przerażona.
Wyśmiałam przerażenie, ilość otarć, rys, dziur i wyrwanych zderzaków
na przestrzeni lat uodporniło mnie na takie zdarzenia.
Auto ma jeździć, być na gwarancji i nie zawodzić.
Resztę, w tym sprzątanie mam w głębokim poważaniu.
(I tu wiem co nastąpi- aurora zapewne przypomni światu,
że kupiła ode mnie hondę, nie widząc jej na oczy,
a kolor lakieru odkryła dopiero po gruntownym umyciu.
Ale czyż nie jest to cudowne auto, moja droga?;-)
Przeżyłam podróż, przeżyłam nawet wejście z impetem w pewien skręt,
trochę mokrej nawierzchni i leżałybyśmy w rowie,
w najlepszym przypadku.
A teraz zabrała auto i pojechała na Kazimierz.
Żeby pokazać pewnej koleżance.
Umowa jest taka- jak rozwali, więcej nie dostanie.
Jutro mam rozprawę poza Krakowem i się wkurzę.
Ale jak nie rozwali, to będę mieć problem z zabraniem jej kluczyków.
Dzieci tak szybko dorastają, niedawno jeździła na różowym rowerku,
nie mogę się nadziwić, że to już!
Li.

Nie wiem która ma większe szczęście- Pani mając taką córkę, czy ona mając taką mamę :). Tak czy owak podążając za słowami jednej z piosenek Krawczyka „skasowałem kilka bryk, nie żałuję iiiich” :D. „Sie wyklepie, pomaluje, będzie gitarka” :). Pozdrawiam serdecznie, Marta
Gratuluję córce pierwszej jazdy. I dumniej mamie, która jest nieustająco w czołówce blogów na wordpressie! Dziś weszłam na Twój blog z głównej strony WordPressu :)
Fil, jak będę w innej czołówce, to może mnie to zainteresuje;-)
Czołówka blogów na wordpressie nie jest moim największym marzeniem :D
Ba, nie jest żadnym marzeniem.
Jest mi to obojętne.
Pozdrawiam:)
Li, ja tylko stwierdziłam fakt. Tak prawdę powiedziawszy, Twój blog jest jednym z nielicznych, jakie spotkałam w sieci, które zaliczyłabym do klasycznych dzienników. Co już jest godne, jeśli nie podziwu, to przynajmniej zwrócenia uwagi. O sobie, swoich poglądach oraz życiu niełatwo pisać. To jasne, że nie odsłaniasz całej siebie – tak nie zrobił chyba żaden znany pisarz, jednak jakąś część siebie dajesz czytelnikom. Miałam Ci to już dawno napisać/powiedzieć. Pozdrawiam :)
Li – brawo, chociaż mam męskie podejście do swojego auta (mąż nie ma prawka), to całkowicie rozumiem i Ciebie, i Córkę – chociaż ja jestem cykor, do dziś nie wezmę nomen omen hondy mojego taty, bo się boję, że jej coś zrobię, a on zamierza nią jeździć jeszcze jakieś czterdzieści lat, czyli do setki (jego, nie hondy, honda pójdzie wtedy w masę spadkową, bo oczywiście nadal będzie jeździć;)). A dzieci mam jeszcze za małe, żeby dawać im auto (na szczęscie!).
Swoją drogą, własne auto na „docieranie” po mieście – to chyba jest pomysł i to wcale nie kosztowny. Mój pierwszy pojazd kosztował 1000 zł…
zdrowe podejście ;> ja obchodzę mojego hyundaika, liczę kraksiki i mam to w nosie :P mąż nie jeździ, więc nie ma prawa głosu
Pigułki wzięte?
:*
oooo kurczę! Biorę:*
Jak tak dalej pójdzie to Twoja bryka będzie hand made. Prawie rolls royce.
To we mnie jest chyba sporo pierwiastka męskiego, przynajmniej jeśli chodzi o samochód. I pewno, gdyby mojemu Młodemu to się przytrafiło, to jakoś z trudem bym się opanowała, by nie wybuchnąć, ale co sobie bym pomyślała i przy okazji wycierpiała to moje. Szczerze podziwiam :-)
Kaśka, płacę autocasco, niech będzie z tego jakiś pożytek! Przynajmniej będę mieć nowe drzwi;-)
Nie nadaję przedmiotom większego znaczenia niż wynika to z ich przeznaczenia. Auto ma jeździć, kanapa ma służyć do wygodnego zalegania- ale dla psa i kotów też, telefon ma być sprawny, a nie efektowny itp. Rzeczy nie mogą nas osaczać. Co mi da zrobienie awantury, poza przykrością dla dziecka? Ona sama ma poczucie winy i to wystarczy, następnym razem będzie ostrożniejsza.
Poza tym sama niedawno rozwaliłam sobie przód o słupek, a taki niby ze mnie świetny kierowca;-)
a ja czytam z przerażeniem. Pod klosz te dzieciaki, pod klosz :) Niestety, nie wiem czy byłabym w stanie tak się wyluzować. Po moim Tacie odziedziczyłam chroniczne skąpstwo, z którym walczę, ale im jestem starsza, tym bardziej ze mnie wyłazi. Takie drzwi, łojezu :)
Li, dobre resory to podstawa w aucie ;-))) Może niech kupi takie zdalnie sterowane, cobyś mogła z kanapy sterować i być pewna, że córka wróci cała i zdrowa a autko bez zadrapań ;P
Taka wyluzowana mama to skarb.
Gratulacje dla córki! Powinna dostać własne auto. Może od ojca?
tja… chyba autko na resorach;-)
cóż tam karoseria na przeciw wieczności :)
Gratulacje do Karolci:*
viki, właśnie wróciła, auto całe.
No i własnie nastał koniec mojej ery jedynego kierowcy w rodzinie:D
Co ma swoje i dobre i złe strony :)
Mój na początku strasznie kochał wyjeżdżanie do sklepu, kiedy czegoś tam potrzebowałam, czyli ciągle ;) teraz już zazwyczaj czasu mu brakuje…
Zapomniałaś wspomnieć o dziurze w drzwiach. Tej obecnie poobijanej ulęgałki nie kupię. Trochę siara ;D
Po pierwsze: nie widziałam żadnej dziury i jest to oszczerstwo!
Po drugie: hondzią powinnaś jeździć do końca życia, bo to auto niezniszczalne, ale gdyby przyszła Ci do głowy taka nierozsądna myśl by ją sprzedać, to kupującego masz prześwietlić na trzy pokolenia wstecz! Ma iść w godne ręce!
Uwielbiam takie podejście do auta i innych użytecznych przedmiotów :)
Ależ jest Pani fantastyczną Mamą.Chciałabym kiedyś potrafić być taka dla własnych dzieci (może nawet córek?)..
Pozdrowienia z Warmii!
ja to wszystko robię w samoobronie;-)
jak będzie umiała dobrze prowadzić auto, to ja będę spokojniejsza, a jak ja będę spokojniejsza, to świat będzie szczęśliwszy!
Mój K też super spokojnie podchodzi do tych spraw…zero nerw, to raczej ja zawsze mam podwyższone ciśnienie bo zawracanie głowy z blacharzem do ulubionych nie należy ;)
Facet za coś takiego zabiłby/starł na proch/nie zostawiłby suchej nitki/niepotrzebne skreślić.
Kobieta – rozumie, współ-odczuwa, bagatelizuje, wybacza!
I za to kocham nas – kobiety:)))
P.S. Obstawiam, że nie rozwali!:P
… podium???
Ale tylko ten facet, dla którego auto jest przedłużeniem męskości;-)
Li – nie mam złudzeń.
Śmiem twierdzić, że jednak większość facetów:)
Ależ wcale nie – mój mąż uspokajał Młodszą, gdy ta parkując zarysowała nie tylko nasz samochód, ale i sąsiada. Ona była zła na siebie, a on zrobił wszystko, by się nie zraziła.
Daje jej samochód zawsze, gdy go sam nie potrzebuje, a ona chce gdzieś jechać:)
A ja własnie sobie zdałam sprawę, że chyba jednak nie znam żadnego normalnego;-)
Biorąc oczywiście pod uwagę TO kryterium :P
Wiesz Aniu, a mnie jest przykro, że to ja jeździłam z córką na plac, czy na nielegalu po mieście. Że nie ojciec, a ja.
Masz rację Li, bo to w sumie taki chyba bardziej męski obowiązek rodzicielski…
Myślę, że może nawet nie chodzi o męski obowiązek, ale warto, aby były jakieś sfery kontaktu, gdzie ojciec z córką mogą się dogadać, być razem.
Swoją droga mój mąż nie jeździł z nią przed odebraniem prawa jazdy. Uznał, że nie warto ryzykować nielegalu. Za to potem wielokrotnie, nawet w dalsze podróże, gdzie prowadzili samochód na zmianę:)
A moj facet mnie nie zabil,przyrabalam w kontener z ciuchami,wgniotlam ürawa strone nad kolem.Zadzwonilam od razu,ze auto obilam,zapytal tylko czy nic mi nie jest.Jak sie dowiedzial,ze wszystko w porzadku,to tylko powiedzial,no kiedys musi byc ten pierwszy raz…;))
Mialo byc-prawa strone.Przepraszam za blad..