Gdybym miała zrobić ranking kłębiących się wokół mnie smutków,
gdzie nie ja jestem główną bohaterką,
ale ja je zawodowo muszę przyjąć, oddzielić, wyłuskać, wysłuchać, pomóc,
czasem kimś potrząsnąć, czasem z przekonaniem odmówić pomocy,
a czasem podziałać terapeutycznie samym zainteresowaniem,
to numerem uno byłaby niemiłość.
Ileż tej niemiłości wokół, jest stałym wątkiem w materii życia.
Niemiłość– uczucie podstępne, tchórzliwe, bolesne.
Nigdy nie przychodzi nagle, nie jest prostym odwróceniem miłości,
bo nie uderzy jak piorun,
nie wywoła drżenia-wzruszenia i błyszczących oczu…
Niemiłość jest rakiem miłości. Toczy.
Powoli zżera ciepło, wspólność, czułość.
Nie pozwala już na terapię dotykiem.
Odpycha czuły gest, broni przed pocałunkiem,
patrzy drwiąco na niedoskonałości ciała,
nie zauważając że sama w lustrze się nie odbija,
a lustro jest przecież prawdomówne- jakim przerażającym widmem
musi być niemiłość, że nie chce jej oglądać nawet lustro?
Tyle tej niemiłości– u Ciebie i u Ciebie.
I u Ciebie mój przyjacielu, i u Ciebie moja miła…
Wy, tak o Was mówię moi kochani, też w niej trwacie,
oszukując się jeszcze wzajemnie,
ale już powoli otwierając oczy w zrozumieniu i poczuciu klęski.
Czasem sobie tak myślę, wysłuchując kolejnej historii,
że niemiłością
cywilizowany człowiek omija zakaz tortur.
Bo nic tak nie boli, nic.
Experto credite.
Li.

statler….. to chyba słaba linia obrony… „to nie tak” i ja tej pani nie znam” – tak mówi większość zdrajców:):) z życzliwości Ci tak mówię – Li na takie tanie wyjaśnienia nie weźmiesz:):)
Żeby uciąć wszelkie plotki i domysły związane z pewnym komentarzem pewnej zażywnej pani na jej blogu, chcę to wyjaśnić. Li to nie jest tak, jak myślisz! Ja Marianny nie znam. Mało tego, ja nawet nie wiem jak ona ma na imię. Nie wierz tym konfabulacjom.
Z nami koniec! Przeżyłam zbyt wielkie upokorzenie:P
z precyzją dentysty sadysty dotknęłaś sedna jak nerwu żywego, pulsującego. Niemiłość jako rak miłości.
A Ty masz swoje odtrutki na obcowanie z tą kupą nieszczęść?
bardzo ładnie to napisałaś Li…
to bardzo mądry, głęboki, poruszający wpis
na razie tego nie doświadczam, ale nie wiem czy mnie kiedyś to nie spotka
oglądam wokół siebie ludzi za których dałabym się parę lat temu pociąć że będą razem, a oni się rozstają, i nie jest to jedna para tylko kilka wśród najbliższych przyjaciół. Epidemia tej niemiłości jakaś
Li – tak właśnie stoczył nas, mnie rak nie-miłości podstępnie wdarł się i … wygrzmiał tuz po 4 rocznicy ślubu, wrzód pękł, rana została i tak jak pisze Mar (dzięki Mar twój komentarz dał mi do myślenia) oboje sądziliśmy ze tej drugiej stronie już nie zależy – mąż … aaa nie będę Was zasmucać…. czas spojrzeć w przyszłość i po raz kolejny próbować się podnieść wszak nie ważne ile razy człowiek upada – ważne czy i w ogóle się podniesie ;-)
No nie ma nic piekniejszego niz brak samokrytyki:):):)
Napisałaś ładny tekst. Wypada mi podziękować :)
Kobiety, niosę Wam gołąbka pokoju!
Witaj,Li.Twój gołąbek z bilecikiem „niemiłość”przedarł się do mojego snu.Długo mnie szukał chociaż nieobecni nie powinni być adresatami.Straszne słowo,lepiej udawać pogrążoną we śnie.Nie pokwituję odbioru.
Chyba nie jest to zbyt pokojowe:
na moje:
„Przepraszam Li, że piszę to u Ciebie.”
reakcja :
„Marianno ostatnie zdanie po wyrugowaniu zaimka wskazującego zasługuje na aprobatę.”
Czyżby to statler decydował o tym, kto może komentować
Twoje wpisy? A może to Twoje alter ego?
I teraz to już zdecydowany koniec, bo spać idę, a jutro już pewnie będzie nowy wpis:).
Idź spać, idź Marianno bo jesteś łogólnie męcąca. Nikt się tu już nie odzywa przez Ciebie.
Marianno, czy nie zauważyłaś, że na 61 wpisów 15 jest od Ciebie? Czy nie zauważyłaś, że Twoje wpisy nie są już nawet śmieszne, a niestety żałosne? W niemal każdym komentarzu piszesz o sobie, swoim blogu – co na nim jest lub będzie. Skoro masz bloga, a wszyscy już wiemy, że masz, bo od kilkunastu dni ciągle nam o tym przypominasz, to pisz o tym u siebie. Niestety nie widzisz nawet tego, co niektórzy dają Ci delikatnie do zrozumienia, a mianowicie tego, że to blog Li i to jej notki chcemy komentować, a nie Twoje utarczki. Obiecujesz, ze kończysz tu komentowanie, potem wracasz i ze zdwojoną intensywnością znów, nie łapiąc sensu wypowiedzi autorki lub innych komentujących, szarogęsisz się tutaj, zarzucając nawet Li, że możesz robić u Niej to co chcesz, no chyba że statler to Jej alter ego. Większość już przestała tu komentować, bo zawładnęłaś tę przestrzeń.
Kończ Waść, wstydu oszczędź .
A swoje żale na mój komentarz- błagam wylej u siebie, w super notce ostrej jak brzytwa.
Moja Droga, sława ma swoją cenę, ale to już wielokrotnie Ci mówiłam.
Piszesz o niemiłości, a tu proszę – zupełnie coś przeciwnego. Wręcz „fatalne zauroczenie” ;D
Jak to mówią na Podlasiu – współczuwam z Tobą. I zetrzyj statlerowi pot z czoła :D
to moze być fatalne zauroczenie. Zaczynam się obawiać, że statler z tego pogotowia może buchnąć skalpel, którego użyje zastępczo za szpikulec do lodu:)….
Li mi mówiła, że statler jest oazą łagodności. Mnie się dotąd jawił, z racji choćby nicka, jako niegroźnie złośliwy tetryk. Kto by się spodziewał, że tak mu krew zawrze pod wpływem… wzmożonej aktywności podmiotu zupełnie nielirycznego ;D Szpikulec do lodu powiadasz? Mnie się zdaje, że gołe ręce wystarczą ;D
Pozwól, że będę pisać co chcę i u kogo chcę,
a Tobie nic do tego.
Wkurzasz mnie.
I znów jak głupia się dałam sprowokować:)
Li, nie chcę wojny z Twoim przyjacielem, ale
„do tanga trzeba dwojga”.
Marianno, ja nie wiem co napisać, by Cię nie urazić, niemniej jednak to jest mój blog, muszę o niego dbać, więc napiszę: przesadzasz.
Komentuję u Ciebie, bo ciekawe i mądre dyskusje się tutaj toczą.
Potrafisz zainspirować swoimi wpisami do wypowiadania własnego
zdania na rzucony temat.
Uczę się od mistrzów i najlepsze rzeczy będę wprowadzać u siebie.
A co z Lecem? Już go nie będzie?
Bo sobie wymyśliłam na wzór Leca – Senekę Młodszego, którego myśli są ciągle aktualne i trafne wielce.
A oto jedna z nich pasująca do tematu dyskusji :
„Władza ani małżeństwo nie znoszą wspólników”
Moje wpisy będą zawierać teraz formułkę: „A co Seneka Młodszy na to?”:).
Statler, nie obrażaj mnie tą maligną, bo pomimo choroby
piszę jasno i zrozumiale.
We wcześniejszych moich wpisach też nie widzę niczego niespójnego .
To raczej Twoje komentarze sprawiają czasem wrażenie
pisanych „pod wpływem”.
Jakieś zgorzknienie z Ciebie wyłazi, może „rak niemiłości”
Cię toczy :).
To koniec dyskusji z Tobą.
Przepraszam Li, że piszę to u Ciebie.
Marianno, ale najwidoczniej nie piszesz jasno i zrozumiale dla statlera. Proponuję pokój:)
Tym bardziej, że statler jest mi bardzo bliski i trudno mi będzie być obiektywną:)
I tak go zresztą pokonałaś – ze statystyk wynika, że pod względem komentarzy na tym blogu jesteś na pierwszym miejscu, a statler dopiero na piątym. Zrobię mu awanturę :)
Marianno ostatnie zdanie po wyrugowaniu zaimka wskazującego zasługuje na aprobatę.
NO tak dupa nie ma płci ,ale dla mnie to jest akurat istotne na który tyłek się nie patrzę:)))
Teraz dopiero przeczytałam wszystkie komentarze
dokładnie , między innymi komentarz statlera , że
u mnie nie ma czego czytać. Wcześniej mi jakoś umknął.
W pełni się zgadzam!
I nawet napisałam u siebie, że na razie z powodu
wyjazdu będę mało pisać, a jak wróciłam to się poważnie
rozchorowałam, więc znów nic lotnego nie będzie.
Pocieszam się jednak, że skoro początek jest niezbyt fortunny,
to potem będzie już tylko lepiej:).
Marianno,jeśli mogę się wtrącić ,nie bądź masochistką,blog jest Twój i jeśli piszesz tylko dla siebie ,zawarte są w nim Twoje emocje ,a jeśli ktoś chce coś w ciekawszego przeczytać to niech otworzy np.Wikipedię,albo inne …
pozdrawiam
Tak myślałem :)
albo fiut…dla Pań lub Panów :)
oj Piotrze, po co te szczegóły? Ostatecznie dupa nie ma płci.
Czytałam z gorączką wysoką rano i
może to mnie choć trochę usprawiedliwia.
Poza tym po 12 godzinach nie pamiętałam
już szczegółów wpisu i jakoś mi umknął
ten „rak miłości”.
umknęło Ci to co najlepsze w tym wpisie.
Zdrowia życzę :)
Ja mam wrażenie Marianno, że jesteś w ciągłej malignie, a temperatura nie ma tu nic do rzeczy.
Li ,najciekawsze są motywy popychające osoby w związkach do ostatecznego aktu ,którym jest rozwód lub rozstanie .Masz ranking??
Na pierwszym miejscu jest zawsze jakaś inna dupa, Piotrze ;-)
czyli pospolita wada postawy u mężczyzn po 40stce: „dupa na boku”
:)
bardzo liczę, ze drugiego raka mieć nie będę…
Życzę Ci, żebyś nie miała.
Ciężko dziś myślę i być może dlatego
nie dostrzegam związku tego zdania
z tematem dyskusji.
Marianno, ostre przeczytała mnie jednak uważniej:)
Myślę, że chodzi Jej o to zdanie: „Niemiłość jest rakiem miłości. Toczy”.
niemniej życzenia przyjęte.
Droga Moja Li
Myślę, że to trochę zalezy gdzie przyłożymy oko.
Ty masz działkę specyficzną i pomagasz ludziom w określonych sytuacjach.
Ja z kolei pracuje z osobami które przychodzą by pracować nad związkami, mozolnie, miesiącami.
Widzę tą niemiłość o której mówisz. Często przybiera ona postać zaniedbania, takiej myśli ‚ nie, kurde, już tym razem to mi się nie chce, już dość’.
Najzabawniejsze jest często to, że obie strony myślą, że to drugiej już nie zalezy i że ich postawa jest tylko reakcją, odpowiedzią na zachowanie tej pierwszej.
Przy czym jak się przyjrzeć bliżej, obie mówią dokładnie to samo.
Choć nie mam męża, to mam rodzinę i podobne styki na lini miłość/niemiłość. Zastanawiam się co pozwala mi walczyć, co sprawia, że nie kładę już krzyżyka na czymś.
Chyba to, że mimo wszystko bardzo mi zależy. Odkąd nauczyłam się być bardziej dla siebie wyrozumiała, traktuję już mniej osobiście cudze zachowania w stosunku do mnie.
Ja widzę tę miłość, ale tak jak pisałam, różnica polega też na tym, że mam inną perspektywę. Bo pracuje z ludżmi i spotykam się regularnie z osobami, które pracują na swojej relacji, co jest oczywiście niezmiernie satysfakcjonujące i nie ukrywam, że mnie samą też daje nadzieję.
Ściskam! Mar
chyba najgorzej jest, jak ludziom jest już obojętne, no nie?
jak już jest między nimi ta obojętność, jak już sobie odpuścili….ja się tego najbardziej boję, że kiedyś już sobie powiem; walę tą relację, nie chce mi się już – wtedy będzie już mogiłka
wiesz Mar, w moim odczuciu obojętność jest trudniejsza do zniesienia niż niechęć czy nawet nienawiść
A ja chciałam jeszcze do poprzedniej notki nawiązać…. czy podjęłabyś się Li obrony Katarzyny W.? Zastanawiam się, że chyba ciężko będzieć mieć jej obrońca. Nie znam sie na procedurach prawniczych, w jaki sposób „dobiera się” obrońcę z urzędu? Bo chyba nie ma środków finansowych na „własnego”. A trudno chyba znaleźć kogoś, kto nie potępia tego, co zrobiła, niezależnie od tego, co nia kierowało. Jak to jest bronić kogoś, a wewnętrznie mieć przekananie, że jest „winna”?. Tak wiem, domniemanie niewinności to oskarżyciel musi udowodnić winę, ale w tym wypadku wszystkie fakty, przepraszam poszlaki przemawiają przeciwko Katarzynie W.
Tak wiem, miało być o niemiłości……ale to też była niemiłość…….w najgorszym wydaniu……do własnego dziecka.
Aśka, nie podjęłabym się obrony Katarzyny W., bo niezwykle trudno byłoby mi oddzielić emocje i własną ocenę sytuacji, od obowiązku obrony. Dlatego nie bronię w sprawach zabójstw, gwałtów, pobić itp.
Kocham prawo rodzinne, w nim się czuję najlepiej:)
A obrońcę z urzędu Sąd wyznaczy wg listy, i to będzie największym pechem tej kobiety.
I tego obrońcy:)
Kochajmy się więc i mówmy często swoim
najbliższym, że ich kochamy.
Wiem, że to nie dla wszystkich jest łatwe i
jak śpiewa Muniek Staszczyk „proste słowa
z gardła nie chcą wyjść najbardziej”, ale
próbujmy.
trafilas Li z ta notka oj trafilas…
ale to nie tylko malzenstwa i romantyczne zwiazki, to przyjaznie, to relacje z najblizszymi-bylejakie, bylebyly
jak jest fajnie i milo, to lovelove jak sie robi trudno-to ju nie
albo odwrotnie jak trudno, to my contra swiat a jak fajnie to nie ma nic…
to chyba kwestia dojrzalosci, madrosci jakiejs
WSZYSCY chcemy kochac i byc kochani, to taki gleboki, rozpaczliwy glod a niemilosci tyle wokolo…
wokolo i w nas…
Teraz występuje takie zjawisko, że młodym
ludziom nie chce się pracować nad związkiem,
dbać o tę miłość, żeby trwała jak najdłużej.
Wystarczy, że jest coś nie tak, a już pozew rozwodowy, zamiast
szczerej głębokiej rozmowy i obopólnych prób ratowania związku.
Rozwód powinien być ostatecznością,
I
starym też się nie chce pracować nad związkiem.
Nie generalizuj:)
Li, Twój blog robi się coraz ciekawszy. Życzę bezstresowego utrzymania świetnej formy przez cały 2013.
Rybeńka, przez 22 lata to ja też doświadczałam miłości.
Potem mój małżonek stwierdził, że mnie już nie kocha,
a kocha inną. I tak naprawdę to nic nie ma mi do zarzucenia,
może tylko jak w starym dowcipie, że „cudza nie byłam”.
Nasz rozwód orzeczono w 25-tą rocznicę ślubu , taki
prezent nieoczekiwany, bo ja ,jak to zwykle bywa,
dowiedziałam się na końcu.
Życzę Ci, żeby u Ciebie ta miłość trwała aż po grób :).
kurcze, wlasnie doswiadczam w 35 roku pozycia „obustronna niemilosc”…. chociaz moze to jeszcze nie to! na razie sa „ciche dni”…….
podziwiam Cię, po raz kolejny za moc do takiej pracy
Dziękuję Li – za mądrość i prawdę prosto w oczy. Czasami dobrze jest usłyszeć od kogoś: „i u Ciebie moja miła”. Potrząsnęłaś. Ostatnio i ja troszkę „zachorowałam”. Czas na naprawę siebie samej.
PS Mówiłam Ci już że Cię kocham? :)
Justa, ale te słowa to trzeba powtarzać i powtarzać:)
Justa
martwie sie
Ach Li – nie ma problemu – możesz na mnie liczyć w tej kwestii dozgonnie. Kocham mądrych życiowo ludzi a Ty takim Człowiekiem jesteś.
Rybeńko – :*. Nie martw się. Po prostu uważam że w miłości trza być czujnym jak ważka. Aby nie umknęła ta chwila która może okazać się brzemienną w skutkach. Miłość to nieustanna praca a ja ostatnio troszkę leniuszkiem się zrobiłam :). Mąż mój jest super gość a ja ciut go zaniedbałam :). Dlatego tak mało mnie teraz na necie. Życie w realu jest NAJWAŻNIEJSZE i trzeba o nie dbać ze wszystkich sił. Czyż nie? :)
Nic dodac nic ujac
wirtual niech dodaje a nie odejmuje
:*
troszke mnie uspokoilas
Moja Droga, i takie są oto skutki „łatwej i przyjemnej” pracy z ludźmi.
i świetnie płatnej, o tym nie zapominaj:):)
Pewnie masz rację, jak zwykle :).
Nie da się jednak kochać na rozkaz, z poczucia przyzwoitości, bo tak trzeba, bo co ludzie powiedzą i czujemy w swoim sumieniu, że nie można tego zrobić ( znaczy odejść) komuś, z kimś przeżyło się ileś tam lat i są przecież są dzieci.
Myślę, że ludzie, którzy się już nie kochają, nie powinni być razem w imię różnych racji, tych wymienionych powyżej i innych.
Dzieci świetnie wyczuwają wszelkie udawanie i chłód uczuciowy między rodzicami.
Miłość to piękne uczucie, może się zdarzyć w każdym wieku
( polecam film ” Piąta pora roku”).
Oczywiście najlepiej by było przeżyć całe życie z jedną kochaną
( oczywiście z wzajemnością ) osobą, ale jest to życzenie z cyklu,
że najlepiej być młodym, pięknym i bogatym.
Nie przeczę, że tak się zdarza i zazdroszczę takim parom, ale mnie
się nie udało.
Ciągle zapominam, że przecież mam własny blog i tam powinnam
pisać zamiast u innych się udzielać:)
To mi zazdrość. Mnie się udaje.( Na wszelki wypadek używam czasu terazniejszego.) prawie 22 lata z miłoiścią życia.
O własnym blogu nie można zapominać, Marianno.
Pisz Marianno pisz u siebie, bo tam nie ma czego czytać co z żalem zauważam.
statler, toś oblatany w tych blogach,:))
a może za reportera byś robił ?
:P
Nie bój się do Ciebie nie zaglądam. Czytam blogi interesujących ludzi.
statler, ostatnio bywasz nieuprzejmy.
Przenosisz swoje męskie frustracje na mój blog, skarbie?
statler, widzę, że nie wyczułeś z mojej strony niewinnego żartu podszytego nutą sympatii
a że ja interesującą osobą nie jestem to i sama nie mam w tym temacie złudzeń :)
Za wpis mam już korespondencyjnie podbite oko, co nie zmienia faktu, że na Twój blog nie zaglądam.
statler, znam Li i wiem, że osoba o takim gołębim sercu nie jest w stanie nikomu podbijać oczu, nawet korespondencyjnie:)
To, że mnie nie czytasz to w sumie kamień z serca, bo lepiej być nieinteresującą niż skończoną idiotką, a takie wnioski mógłbyś odnieść na mój temat, gdybyś, nie daj Boże, czytał mojego bloga
viki
piontka :)
viki, statler ma nie tylko podbite oko, ale wybiłam mu resztę zębów:)
mnie nieustannie zbyt wiele rzeczy na tym świecie dziwi. Jakie to dziwne
viki, jako osoba znająca Li naprawdę długo zapewniam, Cię, że jak trzeba, to zdecydowanie potrafi ona zarówno podbić oko jak i wyrwać paznokcie zardzewiałym sekatorem. Musi tylko być odpowiednio zmotywowana:):) Obawiam się więc, że statler może naprawdę pisać z poczekalni ostrego dyżuru okulistycznego…. lub już jest w kolejce na stomatologicznym:)
No cóż… samo życie, tylko że życie to my i my jesteśmy kowalem własnego losu.
No cóż…raz słońce, raz deszcz albo piaskiem po oczach ;-).
Och, Li…
Och, Aniu…:)