Jasny dzień przepędził ducha i napędził ciemne problemy.
(To ja już wolę strach przed duchem, proszę losu!)
Jeżeli poniedziałek ma determinować mój tydzień,
to ja muszę odczarować fatalne pierwsze wrażenie
pobudki w ciemnościach.
Spieniłam więc idealnie mleko, wlałam do niego espresso,
czas na najmilszą chwilę poranka, jak dobrze,
że rzuciłam ten nikomu niepotrzebny odwyk, mam swój rytuał,
który napędza mnie do twórczego działania.
Najważniejsze to mieć swoją górę, plan na jej zdobycie
i spokój dla jego realizacji.
Metr po metrze, powoli, bez niepotrzebnych emocji,
eliminując toksyny, niedowiary, przeszkadzacze, utrudniacze,
i wątpiacze, od czasu do czasu pociągając życiodajny łyk latte
idę w wybranym kierunku.
Jest mi trudno, bo nienawidzę się wspinać.
Ale jeszcze bardziej nie lubię spadać,
idę więc w kierunku nieba, mając nadzieję na raj.
Czego i Wam życzę, ciągle pełna złudzeń co do swoich możliwości.
A co na to Lec?
Między jednym a drugim niebytem trzeba samemu starać się
o swoje utrzymanie.
Li.

A czemu pienisz tylko mleko, a nie toksyny, niedowiary, przeszkadzacze, utrudniacze? Może by im to dobrze zrobiło.
Mnie dziś wszystko demotywuje. Wezmę węc z Ciebie przykład i pójde po kawę.
myślę, że wtorek też może być destrukcyjny. tego się jutro obawiam
Wiadomo-wtorek potworek:)
oj będzie..potwornie ciężko wstać
nie bój się. Strach potęguje strach.
Będzie dobrze, bo nie może być inaczej.
musi być! choć to dziwne, ze nagle proste rzeczy urastają do rangi problemu w sytuacji gdy faktyczne problemy stają się prozą życia
A ja jutro mam wolne! Trzeba tylko przetrwać dzisiaj i na wszelakie propozycje pracy jutro odpowiadać twardo nie :)