Popatrzyłam ze zgrozą na jej stopy rozmiar 40, ubrane w dwie różne skarpetki.
–Nie będzie Ci głupio na lotnisku, gdy będziesz przechodzić przez bramki? Ściągniesz buty i co?
– Jak to co? Dwie różne skarpetki to jest mój znak rozpoznawczy i wszyscy już tak noszą!
I tak oto z niechlujstwa można uczynić cnotę.
Jest i bonus dla mnie, od dziś lekceważę dobieranie skarpet
w pary, nie znoszę tego robić, siebie do małżeńskiej pary
dobrałam wszak fatalnie.
Starsza kilkanaście minut temu pojechała z koleżanką na lotnisko
w Pyrzowicach, lecą dziś na cztery dni do Sztokholmu.
Odbieram je w sobotę o 14.00 i wpadłam na chytry plan połączenia lotniska z wcześniejszą wizytą u Magdy-Kseny,
będę już tak blisko, że to byłby grzech zaniechania.
Po drodze zabiorę Sisi i jedyne do czego muszę się przyłożyć,
to wyjazd z Krakowa w okolicach szóstej rano.
Ale znam takich co mnie obudzą:)
Mam przed sobą dwa dni wolności od moich zstępnych.
Guśka wraca pojutrze z zesłania u babci,
skruszona i pogodzona z losem.
Kilka razy dziennie zapewnia, że mnie kocha.
Przez telefon.
No cóż, zobaczy się rachunek za ten miesiąc.
Wstaję i idę sprawdzić stan auta, rano muszę być na Policji,
a wczoraj spóźniłam się na spotkanie- auto miałam idealnie pokryte lodem jak najlepszą glazurą,
godzinę zabrało mi doprowadzenie go do stanu używalności.
Wtorek-potworek uważam za zaczęty.
Mam świetny humor. Bez uzasadnienia!
Li.

jakie kapsułki? Tchibo czy te droższe? ja uzywam Tchibo, np. kolumbijskie albo baya coś tam.
Tchibo, a te kolumbijskie i baya coś tam uwielbiam:)
hmm, ciekawe kiedy ta skarpetkowa moda dotrze na prowincję…
Ładnie, swoją drogą, wyglądał taki polukrowany świat. Przesiadłam się do autobusu – zero skrobania i zero nerwów :)
właśnie, też się zastanawiam – do nas jeszcze nie dotarła, a ja nie mam nic przeciwko.
Li – odkuwałam wczoraj swoje auto czterdzieści minut z pomocą dwóch osób, jeżdzę 22 lata, w życiu czegoś takiego nie widziałam… też bym rzucila w cholerę, ale jechałam w miejsce, gdzie trudno dotrzeć komunikacją miejską, a taksówką – za daleko.
U mnie w domu liderem od noszenia niedoparowanych skarpet jestem ja sama, od dłuższego już czasu. Młodsza ciągle upiera się, że mają być przynajmniej podobne lub podobnej długości.
Jestem trendsetterką?
:D A jak!
Moja corka od pierwszej klasy, po lekturze ksiazki „Standing for Socks”, celowo dobiera rozne skarpetki . Wtedy wyrozniala sie na tle grupy, teraz wszyscy nosza mieszane, nawet mozna kupic paczki sparpet w ktorych kazda jest inna. Ile to sie czlowiek naszukal skarpet do pary, ile to skarpet bez pary wyrzucilam. Ulatwili sobie (i swoim pioracym matkom) zycie. :)
i zaraz środa…
moje dziewczę liczy dopiero lat 5 a już zauważam rozparowanie skarpetek :D
Co do par, to moja „skarpetka” też, niestety, okazała się jakaś lewa.
Co do zdarzeń bardziej aktualnych: zstępny u wstępnych, okna pokryte gruba warstwą lodu-jak w igloo, praca przyszła kablem, co znaczy że nie muszę nosa wychylać z domu :).
swoją drogą…nie wiecie czasem GDZIE są te wszytkie skarpetki „od pary”??? ostatnio przeliczyłam i mam dziewczęcych skarpetek sztuk 14 (14!!!) poszukujących swojej drugiej „połówki”
Kiedyś postawiłam hipotezę, ze to pralka kradnie skarpetki… Ale nie. To one same odchodzą. Czasem jakaś focha złapie, czasem się zakocha i opuści swą drugą połówkę do pary, czasem wybierze los singla. Życie…
Niektóre jednak wracają :)
Dzień dobry!
śledzę Twojego bloga od baaardzo dawna, przemyślenia są mi bliskie, dowcipy śmieszne, a atmosfera porannych kawek powalająca. I już nieraz chciałam napisać, skomentować itd. ale moje wrodzone lenistwo odpychało mnie od klawiatury.
Dzisiaj mnie powaliłaś wpisem- moja córa lat 17 i trochę, używa tych samych argumentów na usprawiedliwienie noszenia skarpet nie do pary. A nosi się tak już od jakiegoś czasu. Krakowski znak rozpoznawczy czy co…?
Ja używam tych samych słów co Ty , by ja zwstydzić – nic z tego.
bea- to również wrocławski trend :)
trójka moich dzieci tak się „nosi” i po pewnym czasie sama stwierdziłam, że noszenie różnych skarpetek jest czymś naturalnym i zabawnym.
Moja córka wracając w październiku z Dublina wystąpiła na lotnisku w takich różnych skarpetkach na, co wywołało salwę śmiechu, ale ona z wdziękiem ten śmiech odwzajemniła i było po prostu zabawnie.
Swoją drogą mamy pierdyliony skarpetek w domu i nijak nie można dobrać par, mimo że starałam się kupować po kilka par w tym samym kolorze.Szkoda czasu na takie pierdoły ;)
w sumie racja -:), tylko trudno przejść od tego dbania o malutkie dzieciatko, potem większe ….i wieksze…. i już sie nie wtrącać.
A dwie różne skarpetki wyglądaja smiesznie, zwłaszcza w z bardzo starannie zadbaną „górą”.
Moje młodsze jeszcze noszą do pary, choś przyklad siostry magnetyzuje.
bea- starsze robiły to z nonszalancji i bałaganiarstwa, najmłodszej natomiast to imponowało i robiła/robi tak, bo chce TAK jak oni- to taki symbol „dorosłości” ;)
Jak miło Cię czytać przy kawie w pracy udając, ze robię prasówkę ;)
A to chowanie kapsułek – to przecież wyraz miłości dziecięcia do matki – sama troska z jej strony :)
i dobrze!
myślałam, że Cię nie ma i siedzisz na Policji ;)))
to wyrzuć i mój wpis, bo to teraz już nie na temat :)
oj koko- mąż ci dokuczył ?
dopiero co się skarżyłaś u Marianny:
„ewawilińska Styczeń 19, 2013 o 8:14 pm Reply:
Uwielbiam być trollem – bo na co dzień jestem sfrustrowaną,zaniedbaną zahukaną przez męża gospodynią domową …A internet daje mi moc…Moc trollowania.Jakie to wspaniałe i cudowne uczucie.”
psychiatra się kłania
wywaliłam to g… do spamu, kasik.
Dwie skarpetki rozne i nie do pary – absolutnie na Topie , potwierdzam !
Nie ma to jak dobry zwyczaj – poranna kawa i wizyta u Li. Można się na podium załapać znów;)
Uzasadnień dobrego humoru widzę widzę jednak wiele.
a co powiesz na to, że odkryłam gdzie moja córka ukryła kapsułki z kawą kofeinową? :)
I mogę nie pić tego bezkofeinowego paskudztwa?
Och, myślę, że to kolejne uzasadnienie…ale, ale, to nie TAK miało być!!!Bądź silna, Li, nie daj się pokusie
Uwielbiam oddawać się pokusie:P
to tak jak ja:) mówią, że wszystko co w życiu przyjemne jest grzeszne lub tuczące, więc w sumie nie ma co się katować unikami:)
Niepotrzebnie chyba jednak zdradziłaś się z tym odkryciem – teraz przebiegła latorośl wymyśli jeszcze sprytniejszą skrytkę…
Doskonale Cię rozumiem…sama zarzekam się od miesięcy, że rano będę jadła śniadanie , a nie piła kawę i żarła ciastka..