Są dni, które mają w sobie szczególną wrażliwość i miękkość.
Łatwiej mnie wtedy zranić, wejść pod mój pancerzyk skorpiona,
skopać poczucie wartości i odebrać iluzję poczucia bezpieczeństwa.
Ogarnia mnie wtedy rozpacz i kompletne zniechęcenie.
I tylko resztką instynktu przetrwania hamuję chęć zamknięcia drzwi, wyłączenia telefonu i zakopania się sześć stóp pod ziemią we własnym łóżku.
Nie mam siły na życie.
A co na to Lec?
Świat jest chyba stożkowaty, największe jest dno.
Codziennie otwieram kalendarz,
by sprawdzić w którym jestem dniu tygodnia
i powtarzalność czynności budzi we mnie przerażenie.
Nowy tydzień niesie ze sobą stare problemy, natrętne rachunki,
brak oczekiwań, spektakularne rozczarowania
i coraz mniej sensu.
A co na to Lec?
Życie zmusza człowieka do wielu czynności dobrowolnych.
Bo nie tak miało wyglądać moje życie, nie tak.
Każdy jest kowalem własnego losu, święcie w to wierzę,
ale skąd wziąć motywację do dmuchania w miechy?
Skąd czerpać energię, by chciało mi się tak bardzo,
jak bardzo mi się nie chce?
Odpuszczam sobie zbyt wiele, zamieniam się w domowy bamboszek, znoszony i przydeptany, ot taki do wyrzucenia bez żalu.
Sama bym się wyrzuciła.
A co na to Lec?
„Głowa do góry!”-rzekł kat zarzucając stryczek.
(I do tego nie mam ani jednej kapsułki, nawet bezkofeinowej).
Li.

Piszesz tak jak wyglądasz. REWELACYJNIE. Szczerze. Ciepło. Mądrze. Lirycznie. Kobieco. Ludzko.
Dziękuję bardzo. Bardzo.
Teresa.
U mnie tez kapsulek brak i totalne przesilenie styczniowe spowodowane depresja poswiateczna! Caly tydzien siedzialam w domu z 3ka corek – kazda charakterna ze hej, kazdea z glutami do pasa, kaszlem i goraczka co spowodowalo ze byly jeszcze bardziej nie do zniesienia (hehe). Mialam ochote uciec! Dzis stwierdzily, ze siostry Kopciuszka sa okropne bo ciagle ja wolaja zeby im cos zrobila i przyniosla…spojrzalam sie tylko na nie wymownie i spytalam czy aby im one kogos nie przypominaja. Mam nadzieje, ze kapsulki szybko dostaniesz … nie ma to jak kubek aromatycznej kawy z pianka :-). Trzymaj sie cieplo.
Li, trzymaj gardę i nie pękaj, każdy ma gorzej albo lepiej, a codzienność dlatego nie jest komplementem, że składa się z powtarzalnych czynności. Wszyscy jesteśmy robolami przy taśmie.
Li, masz @ na privie
Pozdrawiam Panią Patrasovą ;)))
kapkę spóźnione, jak to ja, ale dzięki i również ciepłe pozdrowionka dla Pani Viki;))
Widziałam, że mnie odwiedziłaś i tak mi się głupio zrobiło, że przychodzę tu cichaczem, czytam i odchodzę bez komentarza…Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza…jestem Twoją wierną czytelniczką jeszcze za czasów wcześniejszego bloga. Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru. Klaudia
Li, gdyby mi się chciało tak, jak mi się nie chce, z pewnością przeniosłabym jakąś wielką górę.
A Rów Mariański przy moim dole, to zaledwie ‚roweczek’.
Także rozumiem Cię w całej rozciągłości.
Trzymaj się :)
Mam to. To się nazywa „styczeń w klimacie umiarkowanym”, moim zdaniem.
A cytat mam na to z Woody Allena:
„Life is full of misery, loneliness, and suffering – and it’s all over much too soon”
Każdy czerpie energię z czegoś innego. Ja czerpałam z działania, wydawało mi się, że mogę coś zmienić itp. Dziś egoistycznie zawijam się w koc i czekam na słońce. Kolejny pochmurny tydzień się szykuje :( a potem myślę, że inni gdzieś tam leżą owinięci sznurem kabli, w obcych sobie pomieszczeniach i robi mi się wstyd, że jęczę pod nosem. :/
zimno mi w nogi.
miałam coś zgryźliwego napisać żeby sobie podnieść nastrój ( przy okazji może i Twój) ale zapomniałam co to miało być.
Nic odkrywczego to nie będzie…może odpoczynek potrzebny? Ale nie kapciowo-domowo-nicmisięniechcący tylko w auto i gnać gdzieś w fajne miejsce!!! Gdybyś namierzyła Trójmiasto, zrobię Ci pyszną MOJĄ kawę- sama mielę, młyneczkiem starodawnym i szykuję…pychotka!!!!!!!
To jak?
g (kawka w gdyni- moja, gdziekolwiek w Trójmieście-you’re welcome)) :-)
żebyś się kiedyś nie zdziwiła:)
ja bym to paskudztwo wykasowała :)
Mnie tam śmieszą Paskudy, są niezłe!
Czemu mam kasować komentarz?
Li, ja napisałam tylko co ja bym zrobiła:)
Generalnie nie lubię, jak ktoś komuś dokucza bez powodu, a Twój dzisiejszy wpis nie wiem czemu wydaje się Paskudzie tak paskudny, że nie zasługuje na zaistnienie na Twoim blogu:/
no it e groźby, że skończyć możesz jeszcze gorzej ;))))
bo Paskudy jak to Paskudy, myślały że mnie paskudnie przestraszą.
Jakoś musiały się zahaczyć. Pretekst taki, ale na pewno Li się ożywiła, zamiast tarzać się w niedoli.
Kochana Beem, wiesz jaka jestem niezrównoważona;-)
Rano płacz, wieczorem śmiech- absolutny brak emocjonalnej stabilności :D
Ale prawdę mówiąc do śmiechu mi wcale nie jest, problem w tym, że płacz mi nic nie da.
Więc staram się walczyć o przetrwanie.
Cóż począć! Całusy.
zwróć uwagę, że wrzucają link do siebie, bo wiedzą o Twojej popularności:)
Prawdziwe Paskudy z nich ;P
Trudno od Paskud wymagać, by nie zachowywały się paskudnie :D
Reklama jest dźwignią handlu viki, niech sobie reklamują siebie ile chcą. Za ich cięte pióro jakoś to zniese ;-)
Jeśli już to cięte mają włosy. Jak na takie samograje, które obrabiają są cienkie. Poza tym nieładnie się tak pastwić. Co innego gdy się ma do czynienia z kimś inteligentnym, z dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie.
i tu się zgadzam ze statlerem w 100% :)
Widzę postęp w Waszych wzajemnych stosunkach:P
stosunki, a w dodatku wzajemne to daleko posunięta nadinterpretacja, droga Li :P
Viki się ze mną zgadza. Marianna przyznaje mi rację. Ekspresowa ewolucja czy chwilowy przebłysk?
I po to robic wpis na blogu? Kobieto ogarnij sie bo trafisz na http://paskudy.wordpress.com albo gorzej
będziesz mi mówić, co mam pisać na własnym blogu?
Li, oni startują w konkursie na Bloga Roku i ten wczorajszy, i dzisiejszy wpis to nic innego jak reklama ich bloga :)))
A jak widziałam dzisiaj ranking, to nie mają póki co nawet 6!!! głosów.
Sprytni??? Nie , żałośni :)
no pacz, a ja się tak prze-ra-zi-łam :D
Witam, chciałam ofiszial zdementować sytuację. Paskudy to blog powstały dla radochy mojej i Szyszki, dlatego naprawdę nie my za tą akcją stoimy. Miło mieć fanów, ale no cóż… Jeśli się to będzie powtarzało, niewiele możemy zrobić, mam nadzieję jednak, że autor zobaczy moją wypowiedź i da sobie spokój. Jesteśmy zajefajne i bez takiego marketingu ;) Pozdrawiam autorkę tegoż bloga.
Moja Droga, gdybyś tę kolację ze znajomymi przeciągnęła do rana to: po pierwsze – byłabyś tylko niewyspana i nie miałabyś siły na pesymizm, a po drugie – mogłabyś ją zwieńczyć poranną kawą ;D
aurora, dobrze mówisz, tylko następnym razem usiądziemy w miejscu gdzie jest ciepło i gdzie nie wyganiają po 22 :)
Paula, ej, nie rób negatywnego PR, same usiadłyśmy na patio,
to i tyłki zmarzły:P
aha, a niewyspana jestem i tak.
no ale nie napisałam, gdzie ;> poza tym, że na patio, to było przepysznieeeee :)
Ale ja napisałam:)
ups… jeden post mi umknął :D
ale w sumie ktoś mógł nie załapać, że byłyście razem…:) oczywiście aż do tej chwili :)
Paula, a kiedy … ? :)
Pozdrawiam :*
Kochana Li, masz doła, biedna. Ja mam koszmarnego od kilku dni. Może to jakaś krakowska epidemia? Życie nie pieści, ale córki to masz naprawdę świetne. To naprawdę pociecha, a może reszta nie jest aż tak beznadziejna, jak ci się wydaje? Tupnij nogą, strachy precz!
Mam doła jak Rów Mariański i mam niestety ku temu powody:(
A może po prostu kup sobie jakieś dobre witaminy?
Może to tylko niedobór witaminy B, żelaza i magnezu ? Plus zmęczenie zimą. Niech już wreszcie będzie wiosna!!
A kawusię też sobie kup :-))
Ściskam Cię, Kochana. A telefonu nie wyłączaj, tylko rozgrzej do czerwoności i postaw do pionu tych co trzeba :*
Li, dopadło Cię typowe przygnębienie zimowe, wiem z doświadczenia. Nic to, pamiętaj. A w temacie kawy, nie pocieszę, to jest problem :)
U mnie właśnie pokazało się słońce. Może pokaże się i w Krakowie? Ja też poklepuję po pleckach i przytulam…
A gdzie jest waldorf s? Przydałby Ci się dzisiaj… Wczoraj tak mnie rozbawiły jego komentarze pod którąś notką :)
No właśnie, też się zastanawiam, gdzie ten stary zrzęda się podziewa. Jak jest potrzebny to cudownie znika ;-)
To do sklepu, bez porannej kawy dzień od rana do kitu . Pozdrawiam i życzę jak najszybciej latte i od razu będzie Ci trochę lepiej :)
Li, nie możesz się doprowadzać do tego, że zostajesz bez kapsułek! Ja zrzucam dużą część winy za moje dzisiejsze samopoczucie na pogodę. Nie ma to jak nie spać przez pół nocy i obudzić się z bólem głowy.
Jeżeli chodzi o rozterki życiowe to nic nie mówię, ale poklepię po plecach chociaż.
:)