Nie umiem przejść do (nie)porządku dziennego
nad ostatnimi wpisami- i moimi i Waszymi.
Dostaję maile i nie wiem co odpisać,
bo nie jestem ekspertem od miłości,
trochę znam się tylko na niemiłości
…
Czasem czuję wielką tęsknotę.
Nie wiem według jakiej jej wielkość liczona jest skali,
nie wiem nawet gdzie jest kres jej tęskniących możliwości,
gdy tęsknię to wydaje mi się, że bardziej nie można.
Ale mogę normalnie żyć,
a w tęsknocie prawdziwej żyć podobno się nie da.
Może więc coś, co dla mnie jest wielką tęsknotą,
dla innych byłoby zaledwie tęsknotką.
Ta tęsknota jest smutna,
i nie wiadomo kiedy przychodzi, obejmuje mnie całą.
Wysysa ze mnie energię, pudruje mnie żalem,
gdzie firma nieznana i jakość pudru kiepska.
Tęsknię za czasem przeszłym, już tęsknię za tą chwilą,
która tylko wspomnieniem.
Ta moja tęsknota naprawdę jest beznadziejna- przecież wczoraj nigdy już do mnie nie wróci, nieodwracalna jest śmierć czasu przeszłego.
Odmierzam czas zawodowymi zapiskami w moim kalendarzu- tu rzadko zaglądam w dzień przeszły,
interesuje mnie tylko dzień dzisiejszy i przyszłość.
To co było zapisane do zrobienia wczoraj, już nie interesuje mojego dzisiaj.
Powinnam wziąć przykład z kalendarza
i przewracać tylko kartki do przodu.
Nie potrafię jednak odciąć się od tego wczoraj,
ciągle przecież powtarzam, że moja przeszłość zdeterminowała moją przyszłość.
A może dlatego tak tęsknię za przeszłością,
bo już się jej nie boję?
Bo oswoiłam jej strach, smutki, żal, trudy i problemy?
Bo wygrałam z nią, skoro wciąż idę w przyszłość?
Tęsknię, bo przeszłość jest czymś znanym, czymś bezpiecznym,
już niezaskakiwalnym?
Przyznaję się-tęsknię, bo umierając z ciekawości co do mojej przyszłości,
tak cholernie jej się boję,
bo czasem wolę sobie poumierać z nie-wiadomo-za-czym tęsknoty, niż z kolejnego zawodu w przyszłości!
A co na to Lec?
Gdybym był wiedział wtedy to, co wiem dziś,
nie wiedziałbym tego dzisiaj.
Li.

Kiedyś była we mnie ogromna nieciepliwość jutra. Poganiałam czas ciekawa, co czeka na mnie za rogiem. I zwykle czekało – coś dobrego :-) A potem, nie wiem czy nagle, czy to się działo powoli – przestałam się niecierpliwić i każdy dzień zaczął być podobny do siebie. I tak mija mi czas… Ostatnio zauważyłam, że nie mam w ogóle marzeń – boję się marzyć, bo boję się rozczarowań. Planuję, owszem, ale nie marzę. I to jest straszne.
Pewno nie pocieszyłam – bo czym? Ale nie jesteś sama :-)
Dobrego dnia! Kasia
PS. W Poznaniu słońce – wysyłam Ci jego radosne promyki.
PS. Jak zrobisz zlot – mogę przyjechać? :-) Co prawda bez rogali, bo to nie ten czas, ale mamy inne słodkości :-)
no smutno tak jakoś…..tęskno…..gdyby był lek na niemiłość. Muszę się zająć pracą to pomaga na chwilę, może coś wymyślę.
Jeszcze troche i przyjdzie wiosna. Zazieleni sie. To oczywiscie nie zasłoni problemow, Nie odejmie ich. Ale moze łatwiej bedzie sobie z nimi radzic:)
Tak. Pąki na drzewach nabrzmiewają nadzieją na zmianę:)
Trochę może nie na temat, ale ostatnio w dużym stresie żyję, same pozytywne rzeczy ale koszmarnie stresujące…wiecie, do tej pory nie wiedziałam, że stres stresowi jednak równy…u mnie słonca dużo, także w depresję mnie ten stress nie wpędzi, byle by tylko zawału nie dostać …Ściskam mocno.
Jak pozytywne, to niech żyje taki stres!
A słońca zazdroszczę, dość mam już tej lutowej szarości.
Można. Chyba można żyć w tęsknocie.
No to żyjemy:)
Wczoraj coś we mnie nadpękło.
i tak też musi być, nie można udawać, że nie jest się za pełnym wszystkiego:) Mogę Cię pocałować? :*
Jasne :**
Wczoraj poczułam, że nie zniosę dłużej mówienia do mnie podniesionym głosem i krytycznym tonem. Nawet jeśli jestem zasadniczo beznadziejna. To niby nic takiego. Nie wiem, czy dałam mu to wyraźnie do zrozumienia, ale przepłakałam wczoraj cały wieczór i kawał nocy. Dziś w domu głosy przytłumione. Może nawet dobra wola. Ale nie wiem jak to wszystko będzie… nie wiem. Wszystko jest tak poplątane, a ja nie chciałabym obwiniać, nie lubię tego.
Aniu, przynajmniej mogę zaoferować Ci swoje usługi
w razie czego;-)
Dobrze wiedzieć, że ma się adwokata na wyciągnięcie ręki:D
A umiałabyś obronić mnie przede mną samą? Przed tym, że wydaję się sobie żałosna?
Bo może jak ja tak o sobie myślę, to czasem łatwo mnie tak traktować….
Aniu, mogę Ci tylko napisać, że na pewno nie jesteś żałosna.
Coś czuję, że muszę zrobić sabacik, zlecicie się do mnie? :)
Jasne:)
sabacik:):) czas oliwić miotły!!!
Ania M. – też Ci powiem, dziewczyno, że nie jesteś żałosna, nie daj sobie tego wmówić nikomu!! Podczytuję trochę Twojego bloga i zdecydowanie nie są to myśli i słowa sformułowane przez osobę żałosną!! szykuj lepiej miotłę i myśl, że to tylko luty, niedługo się skończy…
aLusia, ja nie śpię, bo jestem stara i nikomu niepotrzebna, ale Ty?
Do łóżka marsz!
a ja jak ten buldog z dowcipu -sama nie wiem…..
Codziennie obiecuję sobie, ze pójdę wcześnie spać – zwłaszcza rano i codziennie robię to samo… Rozważam już wprowadzenie automatycznego wyłączania prądu o pierwszej, to może by mnie zdyscyplinowało… podkreślam – „może” :)
ale zaraz, zaraz!! jak niepotrzebna! własnie udowodniłaś swoją potrzebność poprzez wykazanie mi absurdu niespania o 1.52 :) a kobieta powinna przecież być w łóżku już o 22, żeby wyglądać przepięknie!! :)
Ha, i wyjaśniło się, czemu nie wyglądam przepięknie :P
naoliwcie te miotły jeszcze w lutym, co? :)