Zajęta sobą zaniedbuję bloga,
ale przecież to miejsce mogę ożywiać kiedy chcę
– wystarczy zapisać białą kartkę ekranu.
Dzieje się dużo za dużo, ale też dużo za mało.
Klasyczny brak równowagi skutkuje dennymi chwilami,
czego wybitnym okazem jest wczorajsza notka.
Nie jest ze mną tak źle,
czasem tylko oglądam niewłaściwe filmy.
I może to tęsknota za nie-wiadomo-czym
osłabia mój pancerzyk skorpiona,
a pod nim jestem przecież zupełnie mięciutka,
bezbronna i słaba jak szczypiorek na wiosnę.
Ostatnio więc skupiłam się na sobie, a mniej na innych,
co -mam nadzieję-przyniesie mi spodziewany skutek.
Bo akurat jeżeli chodzi o tę wiosnę,
to mam w stosunku do niej duże wymagania.
A zawodu nie zniese!
Li.

Więcej skupienia na sobie, mniej na innych- podążasz właściwą drogą. Wiem co mówię ;P
zabrzmiało jak wróżba z kart Tarota ;)
:) może jakaś Pytia przez Ciebie przemówiła :)?
ucieka mi czas i wciąż jestem zła, nie widzę już w sobie pozytywnych barw, może zbyt długa zima zmieniła mnie…
czasem nie wiem czego chcę…
Piosenka w sam raz na ten przednówkowy czas :)
Szczypiorek to moja ulubiona roślina.
:) och, przy Tobie mogę być nawet lebiodą :)
Bądź mi lepiej lubczykiem, bo lebioda jest trująca.
ale czasem pobędę muchomorem, bo co to za życie bez trucia:P
Lebioda nie jest trująca :)
Mam nadzieję, że nie jesteś zielarką nawet amatorsko.
Twoja nadzieja ma pokrycie w rzeczywistości – tylko czemu robiło się zupę z lebiody?
Nie znam nikogo żywego kto tę zupę jadł.
Ej, polski google podaje nawet kilka przepisow na zupe z lebiody.
Czyli jadalna.
a wiosna pcha się drzwiami i oknami :)
Czuję to i cieszę się, aż chce się żyć:)