Nie ma mnie.
Sama siebie zgubiłam i nie umiem odnaleźć.
Nie ma mnie i na razie nie ma widoków
na zmianę tej sytuacji.
Życie w wirtualu ma sens tylko wtedy, gdy real cieszy.
Nie wiem, kiedy tu wrócę, nie wiem czy wrócę,
może już wyrosłam z blogowania,
a może tylko jestem zniechęcona.
Albo nie mam światu już nic do powiedzenia.
Smutno mi i tyle.
Li.

:-) smuteczki przepedzi wiosna…pozdrawiam
Może przepis jakiś, jak to onegdaj bywało :) ? I co z TĄ książką , Li ?Coraz mniej do czytania w tej blogosferze :( i w ogóle :(
Poczekamy – ta chwila słabości minie gdy przyświeci słoneczko i najdzie ochota na trochę szaleństwa – też na to czekam można rzec wyczekuję tego jak kania dżdżu:D
Szkoda:( mam nadzieję, że wkrótce wrócisz do siebie, w końcu silna z Ciebie baba.
A kubki rzecz nabyta :)
Coś trzeba zrobić z tym realem.
Trzeba. Gdy tylko wrócę.
No właśnie, już dalej się nie dało? Tylko do Australii? :(
Mam taki zły nastrój, że tłukę kubki.
Smutno Ci , bo rzadko piszesz. Pisanie poprawia nastrój i otrzymywanie komentarzy na pewno też. Posłuchaj też piosenki „let the sunshine” i przypomnij sobie, że z czasem pojawi się więcej słońca.
Mnie jest smutno,że Tobie jest smutno. Będę zaglądać- jak co dzień i liczyć na to,że smutki miną wraz z nadejściem wiosny. Jesteś mądrą kobietą , nie daj się zawistnikom…
Li, no wybacz, zaglądam, czytam i nie mam zamiaru przestać.
3maj się.
Li, mieścisz się absolutnie w życiowo-blogowej normie… przyszło, pobędzie i przejdzie…ściskam….