Ludzie kochane, o nikim nie zapomnę,
nie piszcie do mnie drugi raz, bo się pogubię:)
W piątek wieczorem wysłałam ok 50 maili
(mój optymizm dostał po nosie)
i zostało mi zaledwie 200.
Ale nowe doszły w sobotę i niedzielę,
nie mówiąc o tym, co dziś zastałam w skrzynce.
Bardzo się z tego ciesze, ale dramatycznie nie mam czasu
bo było tak:
1. sobota: wstałam zbyt wcześnie, zrobiłam się na „jako tako”
i pojechałam na lotnisko po mojego gościa z Włoch.
Spędziłam przemiłe trzy godziny i odstawiłam gościa na samolot.
Ech, łza się w oku kręci…
Potem pochłonęły mnie zajęcia domowe i sen.
2. niedziela: rano goście na kawie,
a potem narastający koszmarny ból głowy,
znowu odezwał się mój Obcy- wiadomo-kumulacja stresu,
zmiana pogody i wolny dzień
– to trio jest niezawodne.
Straciłam cały dzień w koszmarnym półśnie,
nic nie zrobiłam,
tylko jęczałam.
(Jeżeli spadek wagi ma spowodować kres tego wykańczającego mnie nadciśnienia, to mam jeszcze większą motywację).
A za chwilę wyjeżdżam- jadę do Łodzi, będę tam do późnej nocy,
może ma ktoś ochotę na kawę? :)
Z kronikarskiego obowiązku donoszę, że dziś przekroczyłam,
sama nie wiedząc jak granicę 5-ciu kg.
Po 23-ch dniach.
Trudno mi w to uwierzyć,
skakałam jak dziecko z radości.
Nie robię nic specjalnego poza tym,
że ściśle stosuję się do wskazań lekarza.
To nie jest żadna dieta-cud!
Niektórzy z Was piszą mi o tym, że w krótkim czasie muszą zrzucić
15 kg, że ślub, chrzciny, komunia i kto tam wie co jeszcze.
To nie tak!
Tu trzeba zmienić cały system jedzenia,
pilnować przerw pomiędzy posiłkami,
ważyć węglowodany i białko
i nie spodziewać się spektakularnych efektów,
ale za to te wolniej przychodzące będą trwalsze!
Mój lekarz uważa, że u mnie idzie to za szybko
(haha, ja jestem przeciwnego zdania).
To ma być slow odchudzanie, ale
dżinsy wiszą mi na tyłku i o to chodzi!
Ściskam Was wszystkich mocno, czuję brzemię odpowiedzialności
(„Li! jesteś moją ostatnią nadzieją!”),
ale mam też niestety inne nie cierpiące zwłoki sprawy.
Te 50 maili zajęło mi dwie godziny, choć to było zwykłe kopiuj-wklej.
Tylko, że do tych co ich znam,
skusiło mnie, by napisać parę słów ponad wzór…
i już wpadłam w niedoczas.
Ad rem- wracam dziś w nocy, pewnie będę padnięta,
ale jutro też jest dzień,
wszyscy po kolei dostaną ode mnie maila, proszę o cierpliwość!
Nie umiem umieścić skanów na blogu,
a tak by było najprościej.
Miłego poniedziałku!
Li- której jest o 5 kilo mniej, co za strata :D

tęsknię za Li… :-) i niestety nie szczupleję od tej tesknoty :-(
Ona po prostu żyje sobie bez nas chwilowo ;) Nieprawdopodobne ale możliwe ;P
Klarysa, piąteczka! :)
Li, ja też czekam cierpliwie…:)
Li, czy Ty żyjesz?
myślę, ze padła z wrażeń :)
Li znikła… oto do czego może prowadzić odchudzanie ;-)
minął już szał..? jak schudnąć jedząc? :D
Rzuciła ich i poszła w świat, pozostał żal i w sercu ślad, la lalalala, jak to chudzina….
:))) no, to byłoby jakieś wytłumaczenie!
Pieknych i pogodnych Swiat kochana!!!
Oraz wiosny pomimo wciaz srogiej zimy…
Zdrowych, Pogodnych Świąt Wielkanocnych,
pełnych wiary, nadziei i miłości.
Radosnego, wiosennego nastroju,
serdecznych spotkań w gronie rodziny
i wśród przyjaciół
oraz wesołego „Alleluja”:)
Mam wizję Li, zakopanej po uszy w listach, jak w harrym potterze.:)
Wyobraźcie sobie, jak siedzi przy antycznym biurku, macza gęsie pióro w kałamarzu i kaligrafuje, np do jadowitej: 100 gram serka białego chudego, kromka pieczywa graham…
Ja też czekam na dietę – cierpliwie :) Chciałam napisać jeszcze w innej sprawie, ale lepiej dam Ci na razie spokój :)
Wracam, a tu jak w mojej lodówce – echo.
Kochanie, cieszę się z Twojej zguby a ale tak właściwie jesteś tyle warta ile ważysz, więc może to brak rozsądku? Ale tym niemniej powodzenia i do maila
pozdrawiam światecznie
j
Witam,a gdzie można przesłac maila żeby otrzymać przepisy z diety?
Pozdrawiam
Cieszę się Li , że tak Ci dobrze idzie. Trzymam kciuki za spadek wagi no i tego cholernego ciśnienia.
Li mniej Cię a jakby więcej – bo energia cię rozpiera ;-)
och, Li, jesteś dla ludzkości zbawieniem:-)
Zapewne lepiej byłoby, gdyby każda z oczekujących osób sama udała się do dietetyczki po poradę, wszak dieta to sprawa indywidualna. I prosta- wymaga TYLKO: zaczęcia od zaraz, konsekwentnego stosowania i dyscypliny. Dlatego nie da się jej stosować długo, nikt nie jest cyborgiem, warto, jak piszesz, zmienić sposób odżywiania. Oraz koniecznie dodać ruch, w pewnym wieku sama dieta niewiele daje. I jeszcze- nie można się odchudzać „całe życie”, stosując różne wynalazki (Dukan) i psując swój mądry metabolizm.
Stosując powyższe osoba bez zaburzeń odżywiania powinna schudnąć skutecznie. Ale odchudzanie jest w głowie.
Nie mądrzę się, w swoim czasie, kiedy postanowiłam schudnąć, miałam za sobą wszystkie samousprawiedliwienia wiekiem, sytuacją, lekami…
… ale jak postanowiłam, to wykupiłam plan diety i ćwiczeń, stosowałam i schudłam. O tyle dobry jest taki plan, że ktoś myśli za nas i pilnuje wielkości porcji oraz powtórzeń ćwiczeń.
Dziś, kiedy po alarmistycznie przytyłam (oczywiście przez odpuszczanie sobie zasad zdrowego odżywiania i małą ruchliwość), jestem na etapie szukania wymówek: przecież to tylko 3 kg, a nie 20, nadrobię latem, nie chce mi się codziennie gotować… na razie jestem… ale wiem, jaka jest droga i że jes, aj ken;-)))
właśnie – łatwo sobie odpuścić małe okrągłości, a tu niestety, tej tłuszczowej hydrze najlepiej odcinać łeb od razu, bo te małe, z którymi się człowiek godzi wcale nie stają w miejscu tylko podstępnie rosną i rosną… i nagle się okazuje, że wcale już mało tych nadprogramowych nie jest… ponoć Francuzki dlatego są szczupłe do starości, że właśnie na bieżąco kontrolują i likwidują wszelkie nadmiary
to ja poczekam Cierpliwie aż minie pierwszy szał i wtedy się odezwę o tą dietę:D
5 kg, gratki :) Ja się nie mogę doczekać utraty swoich…
nibe, Ty z siebie, że tak powiem, wypchniesz mnóstwo kilogramów, więc póki co nie narzekaj :) :)
Ja sobie cierpliwie poczekam … Wszak cierpliwość to cnota :-)
Pozdrawiam !
Li:) ja chce z Tobą kawę :) w mojej Łodzi pleaseee:)
Pisz maila z nr tel:)
napisalam maila z numerem tel:)))