Dopadła mnie szara, skrzecząca rzeczywistość,
uciekam jej, ale ona na niedozwolonym dopingu
przegania mnie pod koniec każdego dnia
i wysysa jakąkolwiek chęć do życia.
Mam bardzo dużo pracy,
poświęcam się jej niechętnie,
bo przez nią nie ma mnie tutaj,
ale z drugiej strony
mam za co żyć.
Ech, te wieczne wybory…:)
A na maile postaram się odpisać w weekend,
(hm, z dużą dozą prawdopodobieństwa,
plany weekendowe mam ślubno-towarzyskie).
Miłego czwartku!
Li.

ja wczoraj obrzuciłam pogardliwym spojrzeniem moje m4, kosz z praniem i prasowaniem i poszłam z Helenką na plac zabaw – wróciłam zrobiłam dziecięciu kolację – wykapałam, poczytałam i … zasnęłam z nią ;-) dobrze nam się spało – witaj piątku weekendu początku!! plany – jak najwięcej czasu na powietrzu!! jakby dało sie trochę rozruszać stawy to byłoby super!
to jeszcze w tym szalonym świecie sa ludzie co to mają odwagę brać ślub ?
Jeśli tak bardzo się kochają….
http://www.youtube.com/watch?v=8Z6AzeTbHsQ
:)
Oceanofstupidity, moja córka też tak postanowiła w kwiecie 5 lat. Też jej się nie udało…
Czyli nie byłem jedyny. Ktoś jeszcze kombinował w ten sam sposób co ja. :-)))
ja w sumie nieustająco mam takie marzenie :)
mnie się marzy duża ilość pracy… póki co jedynym wysiłkiem jaki podejmuje jest walka z zarazem, który podstępnie wdarł się na salony.
Pociesza mnie myśl, że w moim wieku, jeśli o poranku nic nie boli to namacalny dowód na to, żeM trup. Wobec tego uśmiecham się do myśli, że cały człowiek mnie boli…
No, pomarudziłam, postękałam, pojęczałam… i od razu czuje się lepiej:)
A ja mam siestę popołudniową, którą spędzam na siedząco w ogrodzie :-) i nieustannie marzę o świętym spokoju. Na emeryturę miałem iść zaraz po przedszkolu. Nie wyszło… :-|
Też marnuję się za biurkiem, a dziś tu u nas w Poznaniu ponoć rekordowo wysoka temperatura. Ja na weekend mam przebogate plany ogrodowo-tarasowe. Zaczynam jutro od wertykulacji trawnika i rozrzucenia nawozu, a potem posprzątam taras i zalegnę w fotelu i będę czarować magnolię by już rozkwitła, pąki ma iście imponujące.
Czekam, czekam na ten weekend z utęsknieniem. Tylko najpierw muszę się do niego doczłapać….
piękne plany weekendowe :)
a co do skrzeczącej rzeczywistości pracowej – też mnie dopadła, jeszcze pewnie wieczorem będę klepać w laptop pracę a nie dla przyjemności – cóż pracownica na zwolnieniu,
a i w sobotę mam pracę – i pół dnia wypada, ale za to będzie z tego coś na przyjemności ;)
wszakże zawsze lepiej mieć tę pracę i płacę niż ich nie mieć wcale.
słoneczne pozdrowienia z wybrzeża
Taaa, nad morzem też przepiękna pogoda i wcale nie martwię się, że weekend ma być chłodniejszy pff
A ja rocznicowo-ślubowo jak co roku do greckiej restauracji z całą czeredką – taka nasza mała świecka tradycja:)
pozdrawiam również
i po cichu- mija tydzień niediety – luźniej:) dziękuję:)
super! u mnie tylko, albo aż 30 dkg przez 5 dni, ale zaciskam zęby i czekam na lawinę :))
a ja dostałam paczkę żywnościową od mamusi, więc ten tydzień na pewno nie będzie dietowy… jedynie ż.p. może wchodzić w grę :)
A ja się w końcu przez weekend najem, bo w gościach nic tylko dieta i dieta, ewentualnie bar mleczny ;D
rzeczywiście, auroro, byłam świadkiem jak piszczałaś z głodu jak pies w azylu, albo dziecko w Bangladeszu…. dużo minie, nim, biedactwo, nadrobisz te niedobory :)
Plany weekendowe masz prawie zupełnie jak moje. Z tą różnicą, że moje nie obejmują ani ślubów ani spotkań towarzyskich.
A kto pójdzie ze mną na ślub? I obiad?
I wesprze przy nadmiernym wzruszeniu?
Migamy się?
Na obiad i wesprzeć – zawsze. Na ślub pod warunkiem, że nie mój.
kto by Cię tam chciał, zrzędo… :D
Kobiety są nieprzewidywalne i obawiam się, że może znaleźć się taka co zechce.
Niech nawet nie próbuje chcieć!