Zamknęłam się w zamku mojego domu
i nie spuszczam zwodzonego mostu.
Chce mi się zwyczajnie być w domu
i cieszyć się spokojem.
Niedoskonale wyprasowałam zasłonę w łazience dzieci,
przebrałam stos papierów na stole,
zrobiłam obiad i zdjęcia łazienki córek na życzenie
(uprzedzając krytykę-telefonem:)
i nareszcie wyrzuciłam choinkę,
smętnie schnącą na tarasie.
Spadała efektownie przez cztery piętra, aż sięgnęła betonowego dna,
napsuła mi krwi,
to i skończyła marnie
(i niech to będzie ostrzeżeniem dla niektórych).
Przepuszczam beztrosko pomiędzy kolejnymi latte
godziny tego weekendu,
gdzieś tam głęboko słyszę głos o marnowaniu czasu,
o konieczności tego i tego, nawet i tego, nie mówiąc o tym,
o obowiązkach i pracy.
Ale czy sprawianie sobie drobnych przyjemności,
leniuchowanie, leżenie i czytanie,
gotowanie, sprzątanie i prasowanie
nie są dowodem na to, że mam cudowne życie?
Bez bólu, choroby i strachu.
Z całą resztą sobie poradzę. Nie może być inaczej.
Li.





A ja powiem tylko jedno: CUDNA ŁAZIENKA
tak, ten już prawie historyczna majówka pełna była drobnych przyjemności :) rozprawiłam się z całym zaległym prasowaniem – z przyjemnością :)
Kobiety! A wstawcie sobie zdjęcie zamiast awatara!!! Skoro mnie się to udało zrobić…. Syrenka kopenhaska :)
Chyba się postaram :)
oj, ale panistarsza wjechałaś na ambicję… :)
Zazdroszczę tym, którzy dochodzą do takich wniosków jak Ty już za młodu. Ach, to wieczne poczucie winy! Uch, to ciągłe poczucie obowiązku! Ja ciągle jeszcze nad nimi pracuję:(
Przedostatnie zdanie, jakie napisałaś w swoim poście, wydaje się być kluczowe. Pieprzyć pierdoły, trzeba po prostu żyć i się tym cieszyć.
Miłego wieczoru (i jutrzejszych imienin, chyba że jesteś sierpniowa?)
Czemu mnie pokarało takim awatarem? Życzenia przecież złożyłam! Przyłączam się do Hawajskiej: my chcemy starych awatarów!!!
no dobra, ale żeby potem nie było, że talia nie taka!
jestem majowa, majowa!!! :)
Ha! Nawet ja sybaryczę w ten dziwny tzw weekend ;) aż sie nie poznaje – chyba traumatyczne doświadczenie mi zmieniło optyke ;) i nie ma co żałować – jak mówił Oskar Wilde – co byś nie zrobił człowieku , to i tak będziesz żałować ;) więc cieszmy sie ;)
No i talia nie taka !!!!!! ;)
Li złota! Dziękuję Ci za szybką i sprawną rekonstrukcję twarzy! A talia mi obojętna, stawiam na szczupłe pęciny (ten awatar ma chyba nawet parę zapasowych!):))
Miłego świętowania (plus moc uścisków ode mnie!)
Cudownie tak „marnować życie” :)
Ja w ramach dogadzania sobie w drodze powrotnej z pracy kupiłam impulsywnie wspaniały świecznik na taras :) Teraz siedzę popijając niespiesznie czerwone wino, zastanawiam się czym je zastąpić jak już od jutra ;) zacznę dietę. I masz rację, dobrze tak jest…bez tego strachu…
O matko…. Gdzie się podział mój cebulowy awatar?!?! Nie podoba mi się ta nowa zgorzkniała mina! :-)
Cudownego życia! :-) właśnie na przekór dacie w kalendarzu …. rozpaliłam w kominku, a na tarasie postawiłam lampiony z zapalonymi swieczkami. Mam cały świat gdzieś . I jest mi dobrze :-)