Chwilowo przerwę nadawanie programu.
Mam dużo pracy, a jeszcze więcej przemyśleń na temat formuły bloga.
Wiem, wiem, temat wraca jak bumerang,
ale mam zbyt wiele do stracenia.
Przeraziło mnie wczorajsze stwierdzenie
mojej przeciwniczki procesowej,
że mam „fajnego bloga”.
(Tak, tak, wiem, że Pani to przeczyta:)
Niestety, przez zakład o skrzynkę wina straciłam resztki anonimowości.
A przecież zawodowo mam mieć kły, wyrywać serca,
deptać po emocjach, iść po zwycięstwo ze śpiewem na ustach
i nie brać jeńców.
Zauważam więc pewną sprzeczność,
w samoprzekazie na własny temat,
na blogu wszak bywam mięciutka,
a kto widział mięciutką papugę?
Muszę pomyśleć, a zrobię to jutro.
Ewentualnie pojutrze.
Na razie pracuję, sadzę kwiaty na tarasie, hoduję dynie
i cieszę się, że moja ukochana córka ma już wakacje,
bo przecież ustny angielski w przyszłym tygodniu
zda na luzie na maksymalną ilość punktów.
Nie może być inaczej!
Miłego dla Was
i nie cieszyć się, bo wcale nie znikam:)
Li.
PS. Bardzo lubię dostawać od Was maile,
ale naprawdę nie mam czasu odpisywać na bieżąco,
niemrawo mi to idzie, przyznaję.
Przepraszam, bardzo przepraszam!

Podobno prace ogrodowe uspokajają. Ale chyba nie mnie:)
Życzę dorodnych owoców, mam nadzieję obejrzeć efekty prac na własne oczy :)
to ja może zadzwonię? bo nigdzie się do Ciebie dopisać nie mogę ;>
Zapłacę każdą cenę, zobaczyć byłego z kłami w tętnicy – bezcenne…
To zlecenie dla wampira, a nie dla Papugi o gołębim sercu.
statler, jeszcze nie poznałeś siły moich kłów;-)
Kłów nie. I niech tak zostanie.
Na Ciebie to nawet piórka bym nie podniosła, a co dopiero wyszczerzyć kły, zrzędo:*
na byłego to pazury też się nadadzą – elegancko polakierowane Chanel Rouge Fatale…. żeby ładnie pasowało do tryskającej z tętnic krwi :)
Aśka, bierz ją w ciemno;P
Li, a droga jesteś? Bo potrzebuję adwokata z kłami :-)
Serio….
statler twierdzi, że jestem najdroższa:P
Twierdzę i swoich twierdzeń nie podważam.
Mam nadzieję, że nie przestaniesz pisać, czytam Cię niemal codziennie :)
No, wszystko prawda – przecież masz fajnego bloga ;). A jak ktoś nie czuje granicy pomiędzy sferą zawodową a ściśle prywatną, to z nim coś nie tak, nie z Tobą. Na blogu jesteś Li, ani nie przedstawiałaś się z imienia i nazwiska, ani nim swoich postów nie podpisujesz. Tu porad prawnych nie udzielasz, w todze nie występujesz i masz pełne prawo pisać, co tylko chcesz. Blog ma charakter l i t e r a c k i. Pozdrawiam Cię serdecznie i też się biorę za kwiatki, Pa
amen :-)
ale rozumiem… ciesz się wybujałą naglę wiosną i … odpoczywaj, żyj…na blogu życie sie nie kończy.. chociaż miło wpadać do Ciebie na kawę co rano, sama wiem ze czasem tylko czytam, zaglądam czy byłaś czymś sie podzieliłaś, czasem nie mam czasu nawet na to
A ja myślę, że praca pracą a blog blogiem. Jeśli przeciwnik na sali sądowej będzie się kierował tylko znajomością bloga to może Cię nie docenić i to będzie tylko z korzyścią dla Ciebie.
Wiesz jak lubię Cię czytać…..
E tam… nie przepraszaj za nic. Urlop wskazany, skoro tak czujesz.
Sadź dynie i kwiaty, ciesz cię słońcem i zdaną maturą córy!
Miłego dla CIEBIE!! ;)
A… i właśnie mnie oświeciło. Mam urodziny w Halloween jak na czarownicę przystało. Więc może jedna dynia dla mnie się ostanie i HDLem (coby reklamy nie robić) przyleci? …. ;) ;) ;)
Ja też mam w pewnym sensie publiczną pracę (choć nie w domu publicznym;)) i w nieraz Cię podziwiam za szczerość. Ludzie potrafią być podli, nie tylko na sali sądowej. W każdym razie – powodzenia:)
no moja właśnie w pon zdawała ustny z ang i ma tego maxa! jupi! matka pijana szczęściem i dumą! Twoja też da radę!
super, gratulacje :)
znaczy się okazja do alkoholizacji?;P
no ba!!! czytasz w myślach :)
Dobrze rozumiem Twoją decyzję, choć smutno mi. Nie ukrywam, że od lektury Twojego bloga zaczynam dzień w pracy :-) Jak nic nie piszesz, czytam czasem wcześniejsze notki, tak uwielbiam Twoje słowa i to, co między nimi… Nie znikaj więc tak do końca, pamiętaj o wiernych czytelnikach:-)
U mnie też kwiaty na tarasie i trawa wokół, która tej wiosny rośnie jak szalona, kosiłam ją w zeszłym tygodniu i dziś już też muszę.
Pozdrawiam! Miłego, dobrego dnia!
Za dwa tygodni nagadamy się do upadłego:)
to co ja myślę jest już za dwa tygodnie?
Jak Scarlett „pomyślę o tym jutro”- zabrzmiało:)
Na balkonie mam tylko pelargonie:)
I wiesz- działa działa!! Trwam w diecie:)
działa, działa:))
sadź, te kwiaty sadź i żeby było tak
będzie ładniej!
fajowskie
tylko pilnuj żeby monster dynie nie zwisały swobodnie, bo a nuż …” coś się stanie…” ;)
asinek, myślisz, ze taką blondynkę też można wyhodować? :)
swoją drogą kwiecie imponujące :) teoretycznie też chciałabym się dopracować takiego kwiecistego tarasu, ale to chyba dla pracowitych i systematycznych :)
aLusia, myślę, że blondynkę to szybciej zasadzić z łapanki niż hodować;)
a co do kwiecia są takie, które mają imponująca ilość kwiatów a z wymagań to woda +nawóz raz na tydzień np. petunie million bells czy zwisające odmiany begonii lub nieśmiertelna bakopa – to kwitnące, a zwisające pięknie ozdobne liście: to komarzyca biało- zielona, dichondra srebrzysta czy piękny wilec ziemniaczany w odmianach o liściach jasno zielonych, miedzianych lub purpurowych ;) pracy przy tym tyle co posadzić , a później to podlewać ( i czasem dać nawozu (petuniom dużo częściej, bo żarłoczne;)
asinek!! dzięki!! będę o nie pytać :):)
Mój syn jeszcze przed pisemnym niemieckim i przed ustnym angielskim. Wczoraj zdawał tę prezentację, o której Ci mówiłam- wielkie bitwy hehe;). Ciekawe, że on kompletnie nie jest w tę maturę zaangażowany- jakoś tak obok niego to przechodzi- zero emocji, no czegokolwiek… Idzie- odwala egzamin, wraca…
no i dobrze, denerwujesz się tym, że on się nie denerwuje? :)))