Widok z jednego okna:
Widok z drugiego okna:
Karolcia jak zwykle niezawodna- przesyła mi zdjęcia.
Jest w Turynie, u moich przyjaciół,
a przy okazji u swojego ojca chrzestnego,
jakkolwiek to brzmi :))
Wczorajsze zdjęcie kolacji wywołało u mnie wilczy głód,
bo jak tu się oprzeć?
A ja mam za oknem szare krakowskie niebo,
ale zaraz kupię na Kleparzu wielki pęk piwonii,
odbiorę zamówione różowe zwisające begonie,
dolce vita i dolce far niente można znaleźć i w sobie.
Cieszę się na sobotę,
liczba nicków przyjeżdżających wzrosła
do trzech znakomitych sztuk, o!
Ale popatrzyłoby się z okna na Alpy,
nie ma co się oszukiwać… :)
Li.




O Boż. a ja dziś chciałem robić spaghetti marinara… tylko za leniwy byłem, żeby latać szukac jakichś świeżych owoców morza ;-) I skończyłem na jambalayi ;-)
i znów się zestresowałam… kwestia oporządzenia mojego tarasu wciąż pozostaje otwarta….
aLusia, jeśli taras jest dla Ciebie źródłem stresu to się go pozbądź. Masz przecież pod ręką oporządzony i śliczny, na który możesz wpadać w razie potrzeby ;D
Twoj taras tak mnie zainspirował, że dzisiaj o 6 rano byłam na giełdzie kwiatowej i od kilku godzin mój balkon również tonie w kwiatach :)) Teraz jeszcze zapełnić go fajnymi ludźmi i dobrym winem.
A u nas „peonie”! To jeszcze jeden przykład do naszych rozmów o regionalizmach. Kocham Kraków! A na Kleparz chodzisz na nogach?
Żałuję, że nie mogę przyjechać w sobotę, bardzo. Ale co się odwlecze, to nie uciecze :)
a mi się wydawało, że peonie to całkiem inny gatunek…
No perły pośród gąszczu makaronu to raczej nie dostrzegam.