Nie znoszę niedzielnego popołudnia za
bezwzględne obnażenie nagości niezrealizowanych weekendowych planów, zwłaszcza w sferze porządku, prania, rozbierania choinki,
prasowania, ściągania tarasowych poduszek
i innych jakichkolwiek przejawów aktywności domowej.
(Ale sen mnie nie zawiódł).
Muszę nakarmić nieletnią i zwierzyniec.
Potem wracam do łóżka i niech się wali.
A co na to Lec?
Ważne jest świadectwo hańby, które sobie człowiek sam wystawia.
:)
Li.


Li, ciesze sie ze wrocilas.
jest na to rada – zaplanować lenistwo i spanie :)
Wiedziałam, że opłaci się zajrzeć :D
no moja piękna… to ja w blogasia zerkam mimochodem a tu życie towarzyskie kwitnie w najlepsze!? i ja nic o tym nie wiem oczywiście?!
Ale śliczne oczyska :) :)
p.s. kot bossski :)
aLusia, nie bossski tylko piąty ;D
Kradnę kota.
Tak, tak, pisz Li. Kapitał zainteresowania porównywalny z ilością wejść na stronę Luwru to nie jest coś do pogardzenia. Tak trzymaj Li i nie znikaj. Niezależnie od tego nad czym pracujesz do szuflady, blog jako forma twórczości wychodzi ci pierwsza klasa.
Możemy podać sobie ręcę: ulubiona pora tygodnia to piątek po pracy, a znienawidzona od ponad 20 lat – niedzielne popołudnie. Człowiek tyle zawsze ma planów, a najczęściej nic z tego nie realizuje
ale po co siedenerwować choinką? deadline przecież jest dopiero 01.02!! znajdź inne rzeczy do obnażania i nei denerwuj się byle czym :)
deadline to jest na Wielkanoc:D
a i to niekoniecznie – wystarczy trochę inwencji przy dekoracji – mikołaje zastapić kurczaczkami i pisankami, dorzucić troche zielonych piórek… :)
No i sie rozpisalas :). Fajnie,
A co do weekendow, moze po prostu robimy za duzo planow…? ;)
Pozdrawiam cieplo
Super że Pani wróciła. Dziękuje.
No ! Wreszcie wracasz !
Potrzebuję Cię !