Zamknęłam na chwilę oczy.
Mój osobisty zewnętrzno-wewnętrzny chaos
będący naturalnym odpadem trudnego tygodnia
atakowany przez zmysły tysiącem bodźców,
nie pozwala na skupienie się i zdefiniowanie nastroju-
jest mi dobrze, jest mi źle, czy tylko nie jest mi dobrze?
Spięłam włosy, włączyłam muzykę i wyłączam się na świat.
Zaczynam sprzątać, wymiatać, odkurzać i ścierać.
Wymyję swój świat.
Gdy nie da się inaczej,
to trzeba sięgnąć do schowka
i wziąć do ręki miotłę.
Pozamiatać,
poodkurzać,
polecieć,
poczarować…
Li.

Nie lubię sprzątać, ale lubię porządek. Jakoś więc, muszę sama ze sobą, dochodzić do porozumienia w tej kwestii.
Cieszę się, że znowu piszesz :)
Coś w tym jest, sprzątanie mnie odpręża – pod warunkiem, że zgram w czasie własną wenę z bałaganem. A jakbym się jeszcze zmusiła do wyrzucenia kilku niepotrzebnych gratów i skłoniła do wyprowadzki pająki z sufitu…
Mnie też pomaga skupienie się na sprzątaniu. Kąty czyste i w głowie jakby jaśniej :)
a ja jednak najbardziej lubię się skupić na już posprzątanym. Najlepiej przez kogo innego :) :)
Ja natomiast lubię odśnieżać, bo czynność ta nie wymaga skupienia. Aktualnie, z uwagi na aurę pozostaję bezczynna ;D
tylko, na bogów, nie mów, ze Ci tego brakuje!!!!
Nie, no skądże! Czas wolny od ośnieżania poświęcam medytacji ;D
Z ta miotla to bylo dobre! Moze jakis sabat odprezy? Bo czasem slonce, czasem deszcz. Na wewnetrzne tajfuny, czy stada galopujacych koni najlepszy jest wysilek. Jak cialo sie meczy, glowa przestaje funkcjonowac. Przerabialam te lekcje wielokrotnie. Bogate zycie wewnetrzne. Nie wszyscy je maja. Olewaczom zycia jest znacznie prosciej. Najlepsze podejscie pokazano w Lejdis „Empatia zupa z Azji”. 3mam kciuki za porzadki. Joanna-Jo
trochę za zimno na loty na miotle. :) :)
Pierwsza? ;)
Milego sprzatania, to czasem dobrze duszy robi :)