Moja Starsza to ma fantazję! Po mamusi, oczywiście.
Różnimy się jednak na moją niekorzyść tym, że moje fantazje są spontaniczne, a jej dopracowane do najdrobniejszego szczegółu.
Wymyśliło sobie dziecko walentynkową niespodziankę dla Daniela.
Daniel- jej chłopak, mieszka w Southend-on-Sea,
latają tam samoloty z Edynburga,
a ponieważ nie widzieli się od 6-go stycznia
i tęsknota zżerała ich młode ciała,
Karolcia wymyśliła chytry plan:
powiedziała Danielowi, że w Walentynki leci do Polski,
a to na wszelki wypadek,
gdyby jemu przyszło do głowy odwiedzić ją w Edynburgu.
Powiedziała mu też, że ma dla niego walentynkową niespodziankę, przyniesie ją kurier, ale z tym zastrzeżeniem,
że będzie przed północą,
w Walentynki firmy kurierskie działają całą dobę:)
Powiedziała mu też, że bezmyślnie podała kurierowi swój numer telefonu, więc on zadzwoni do niej,
Karolcia zadzwoni do Daniela,
by wyszedł przed swój dom.
A wtedy dostanie swoją Walentynkę,
stojącą na pustej, ciemnej
i mam nadzieję, że bezpiecznej ulicy.
Genialne:)
Kupiła bilet na samolot, zarezerwowała hotel, wsiadła w Edynburgu do samolotu o 20.50 i…
oddajmy jej głos- mail z czwartej rano:
„Moje dzisiejsze przygody:
-najpierw samolot opóźnił się o 10 minut, a potem o jakieś 20
-jak już wystartował, to potem nie mógł wylądować, były cztery podejścia do lądowania i groźba, że lot będzie przekierowany do Liverpoolu
(wiatr tutaj dochodzi do 100 km/h)
-za trzecim podejściem dotknął kołami ziemi, a potem znowu się poderwał
-myślałam że umrę i żegnałam się z Tobą w myślach
-wylądowaliśmy za 4 razem (po 2h lotu zamiast 1h 20min)
-nie mogliśmy wyjść z samolotu, bo przez wiatr nie dało się podstawić schodów, mają one jakieś granice bezpieczeństwa i siły wiatru, w których mogą działać
-pilot wyszedł z kabiny i ogłosił te smutne wieści,
mówiąc że dobra wiadomość jest taka,
że ma fasolki wszystkich smaków
i zaczął wszystkich tymi fasolkami częstować
-w takiej sytuacji bezschodowej były też 4 inne samoloty
i w jednym z nich na szczęście (dla mnie) ktoś tak się rozchorował, że potrzebował pomocy medycznej
-ratownicy mogli się dostać do tego chorego tylko przez schody
i nagle okazało, że schody dają radę
-zaczęto rozładowywać wszystkie samoloty i na końcu nas,
bo byliśmy lotem krajowym
-okazało się że wiatr jest za silny,
żeby wyciągnąć bagaże z samolotu
I tutaj w sumie przygody się skończyły.
Bagaż odzyskam za mniej więcej dwie godziny,
przynajmniej tak wtedy mówili,
że przestanie wiać (dlatego nie śpię tylko czekam),
Danny był bardzo zaskoczony i szczęśliwy,
i wszystko oprócz tych samolotowych przygód jest spoko,
tylko że z tym wiatrem 100km/h,
to nie za bardzo można wychodzić na zewnątrz,
bo może zdmuchnąć!
Kocham Cię!”
No cóż, przy moich dzieciach nie sposób się nudzić.
Miłej soboty!
Zbieram się z łóżka do życia, kawa wypita,
bo jak mawiał Lec:
„Czas witać dzień powstaniem”.
Li.

Super. Starszej gratuluje pomyslowosci. Znam to z autopsji. Tyle tylko, ze ja podobnie zrobilam majac dopiero 34 lata. I nie byly to Walentynki, a pomysl spotkania urodzil sie w 15minut. Coz trzeba miec fantazje. Przynajmniej bedzie co wspominac. Mam duzo wiecej takich perelek na koncie. Pewnie tez sporo uda Jej sie wymyslic. Jedyny plus w mojej sytuacji, mama byla spokojna. Mniej wiesz dluzej zyjesz. Podobno. Wiec jej nie mowilam. Joanna-Jo
Lubie to :)
:)
czytałam jak dobry kryminał :)
Niezłe te natki.
Teraz siedzą w hotelu, głodni i spragnieni, bo z powodu wichury miasto zamarło:)
Ciekawe jak wróci do Edynburga, samolot ma wieczorem.
wiedziałam, że Twoje dzieci maja wspaniałe pomysły, mówią jaka matka taka natka, i w tym przypadku jest to zasada potwierdzająca złota regułę, pozdrawiam
j
Czuję się mocno zwiędniętą matką-natką, ale podobno jak taką natkę wsadzi się do miski z zimną wodą, to nabiera jędrności:)))
Całusy mocne, Jadwigo!!!
Hej, Li:)) zatęskniłam do czasów, gdy miałam takie pomysły , tyle entuzjazmu, tyle pewności……to se ne vrati…Uściski!
Ciekawe prawda? Mając teraz większe możliwości do popełniania szaleństw, boimy się ich bardziej:)