Dziś było jezioro Garda i Bardolino,
a wieczorem świetna kolacja z widokiem na weroński amfiteatr.
Wyłączyłam się z codziennego świata,
pochowałam telefon w katakumbach walizki,
wyładowany bezsilnie czeka na koniec moich włoskich wakacji.
Jutro rannym pociągiem jedziemy na cały dzień do Wenecji,
to będzie wisienka na torcie.
We wtorek wsiadamy do auta, oczywiście zapowiadam buńczucznie,
że będę prowadzić całą drogę,
ale pewnie skończy się
tak jak w piątek-po przejechaniu 250-ciu kilometrów zaczęłam zasypiać,
Karolcia przejęła auto
i dowiozła mnie śpiącą wprost pod dom Albiego i Agi.
Macie pojęcie?
Czechy, Austria, Włochy, po drodze tankowała… zrobiła w niezłym tempie 900 km,
dała sobie radę, z Guśką z przodu
i matką śpiącą z tyłu jak królewna.




Piękną mamy wiosnę tego roku!
Li.

Ale super wakacje. Należą Wam się :)
Pięknie :)
pociągiem do Wenecji- to moje marzenie:) jechała tak moja Babcia, moja Mama powtórzyła te podróż po latach…i wrażenia tak samo pełne zachwytu…ale one miały wolny czas a my szybkie samochody… pięknego włóczenia się po Wenecji! ( a ten moment, gdy córka wiezie nas , a my na tylnej kanapie, to dowód na opłacalność wychowywania dzieci :)) już to przerobiłam z równym zachwytem, jak TY:)
denerwujesz mnie!! :) jeszce ze dwie notki i Cię znienawidzę! ;)
Cara Monika – un bel viaggio , bei momenti con ragazze. Migliori saluti.
Molte grazie:)