Karolcia leci jutro rano, ale rozpaczam umiarkowanie- za dwa miesiące będą wakacje.
Z pewnością też zdążymy się przez nie sto razy pokłócić do ostatniej kropli wspólnej krwi.
A potem pogodzić, bo w tej rodzinie kobiety bardzo się kochają,
ale mają temperament,
w ciężkich słowach
nie znający ni granic kordonów.
Cieszę się, że ona się cieszy-wraca do świata, który kocha.
Znowu będzie na via skype słodko tęskniąca, przytulnie przylepna,
będziemy sobie gadać o niczym,
a czas zrobi swoje.
Uwielbiam tę piosenkę, dziś niech będzie z dedykacją-
dla Ciebie Nemo, życie jest takie jedno,
nasze dzieci są wyjątkowe,
a wybaczenie i pokora dla losu
są oznaką radości z życia,
a nie nędznej wegetacji,
jak nie przymierzając w ciemnym kącie stajni,
z wiecznym grymasem i niechęcią do świata.
Otwórz okno Nemo i ciesz się,
ciesz się!
Li.
PS. I skoro już mnie tak namiętnie czytasz,
to może zaczniesz pisać komentarze?
Nareszcie pogadamy.

Namiętnie czytam, ale….
Poczulam się porzucona.
Czytałam zawsze, aż do momentu gdy nie postanowiłas rozstać się z blogiem i wiernymi czytaczami. Wiernie, jak pies, przez jakiś czas wchodziłam z nadzieją że jednakjesteś. Potem nie wchodziłam na bloga, skasowałam linka, i całkiem przypadkowo weszłam na twój blog ponownie, a tu niespodzinka, nowe wpisy.
(Jak mnie wkurza spacja, nie zawsze działa, młoda cos z nią zrobiła)
Obłędny ps:-D
:) łagodność przychodzi z wiosną…i czasem…:) a porównanie ze stajnią- cudne:)
ja wiem skąd….. jak się było w ciepłym kraju z ładnym,choć zajętym balkonem…
aha, coś w tym jest:)))
Piękno rodzi spokój, a może to wina wina? :)
taaaa, z pewnością.. wino często niesie spokój i dystans :)