Nie pisałam ponad dwa miesiące, myślałam że nikt mnie już nie czyta,
że nie czeka, nie tęskni, nie kocha…:)
Statystyki szaleją, a ja zachodzę w głowę, skąd wiecie, że znowu jestem?
Przeciągam się leniwie,
rozciągam cudownie zmaltretowane wczorajszą siłownią ciało,
całkiem spokojnie wypijam druga kawę,
dziś niewiele muszę,
ale chcę.
Jest jakby lepiej, widocznie żmija mija.
Li.

o rany, przez 2 miesiace zagladalam regularnie i… nic :-(
przez tydzien nie zagladam a tu … jestes! :-)
(czyzbys nie chciala MNIE tu :-/
Dobra wiadomość. Postrasz ja trochę, tę żmiję, niech szybciej lezie!
Cudnie Cię widzieć! :)
A skoro zaglądasz to mam nadzieję, że zechcesz odpowiedzieć, czy niedietujesz nadal? Czy jakieś czytelniczki stosują jeszcze niedietę?
Serdeczności!
Wchodzimy, bo nie ma czego czytać w blogosferze, no nie ma :)
Chcenie jest OK :)
:-)
no nikt Cię nie czytał, głuptasie, skoro nic nie pisałaś, logiczne :)
Fajnie, że jesteś :) nie daj się chandrze ;) pozdrawiam :)
ja też zaglądam codziennie, ściskam mocno
Po 10 miesiącach nieobecności wróciły dzis wakacje, na południe kraju wróciło słońce……i Li wróciła do blogowego świata żywych :-)
jak to, skąd wiemy? no, zaglądamy tu przecież , czekając cierpliwie!
No widzisz :))
Ja tu prawie codziennie zagladam na ten przyklad :) i zawsze ciesze sie na znak zycia od Ciebie.
A kawe wypilas na tarasie? ;)
Dobrego dnia i weekendu…
Ja zaglądam codziennie i jak długo Cię tu nie ma to odkurzam stare literki :)
Ha, i dlatego tak błyszczą;-)
Fajnie, że napisałaś.
Joanna
Ja tam prawie codziennie zaglądałam. :)
Miło! Tak trzymaj. :)