Biegłam od wtorku i zatrzymałam się dopiero dziś w nocy,
gwałtownie wpadłszy na konieczność
przygotowania Gusi na wyjazd do Londynu.
Znowu zostanę sama- Guśka na dwa tygodnie jedzie na obóz,
a Karolcia z Danielem na kilka dni do Brna.
(Nie mogę otwarcie cieszyć się z perspektywy domowego spokoju,
bez narażenia się na poważny zarzut braku matczynej miłości).
Nade mną noc wysyła światełka z nieba na ziemię,
pachnie wcale nie Krakowem,
jest chłodniej, koty wyległy na taras,
pogrążone niby we śnie,
szparkami oczu uważnie śledzą nierozsądną ćmę,
obijającą się o płonące lampiony.
(Wróżę jej tragiczną śmierć).
Tkwię w tej najpiękniejszej porze dnia,
wcale nie chętna do snu,
druga godzina doby dawno uśpiła miejskie tramwaje,
teraz grasuje polewaczka
i umyta ulica przygotowuje się do ciszy nocnej.
(Bo i w centrum miasta przychodzi taka godzina,
że auta jadą spać).
Li.

Chłodny wiatr zabieram, natychmiast! :)
ach, ta muzyka krakowskiej ulicy :) chłodnym wiatrem pozdrawiam :)
Tak, czysta i piekna poezja :)… a teraz jeszcze sobie moge to wszystko dosc dokladnie wyobrazic :)).
Pozdrawiam cieplo z chlodniejszego miejsca ;)
PS. Chyba zaczne czuwac noca do drugiej by troche poprzezywac ;)
Ale fajna była nasza imprezka na tarasie, co? :))
najpiękniejszy opis nocy…to poezja:) pięknego poranka, południa, wieczoru!
Masza wcale nie zapomina, ona go po prostu wykorzystuje :)
Jesteś dobrą wróżką? Ćma zginęła tragicznie? :)
Polowało na nią czterech morderców:)
Jeden Bobcio nie był zainteresowany, wolał leżakować na kanapie.
Ostatecznie zginęła pożarta przez Maszę :)
Muszę przyznać, że ten aspekt kociego życia mocno mnie obrzydza, cóż jednak począć na prawa natury, zresztą i tak to człowiek jest największym szkodnikiem i mordercą.
Muszę też niestety przyznać, że polowanie na ćmy i innych nieszczęśników jest jedyną chwilą, gdy wszystkie koty działają zgodnie, jak wyszkolone komando. Masza chwilowo zapomina, że nienawidzi Szarego, Sasza brata się z Bolusiem, osaczają ofiarę z każdej flanki… A potem wszystko wraca do kociej niezgody:)