Tygodniowe perpetuum mobile dobrnęło do kolejnego piątku.
(Znowu umknął mi ten tydzień rozpięty na rozlicznych sznurkach,
tak trudnych do utrzymania).
Niewiele z niego pamiętam
(nie piszę, ergo zapominam).
Stłukłam ukochany kubek, w koty,
dostałam go pięć lat temu od wyjątkowego człowieka.
Widocznie kubek uznał, że też musi odejść.
Dbałam o niego, chuchałam, nikomu innemu nie pozwalałam używać
i sama go zabiłam.
Zbierałam skorupy i płakałam,
choć śmierć kubka była li i jedynie wygodnym pretekstem,
do wylania z siebie łez rozpaczy,
których ciągle za dużo we mnie, za dużo.
Złości mnie to, bo jak wirus w komputerze,
tak ta życiowa rozpacz infekuje mnie od środka,
co ją zwalczę, to wraca uzbrojona w nowe zęby,
kąsa mnie w najbardziej wrażliwe miejsca, w mięciutki, odsłonięty brzuszek skorpiona,
osłabia i wystawia na żer beznadziejnych myśli.
Dobrze, że Karolcia z Dannym wróciła już do domu,
w sobotę z Londynu wraca Gusia,
przez kilka dni znowu będzie zwykły, domowy rozgardiasz,
potem Guśka leci do Barcelony,
a my jedziemy nad Bałtyk.
Połażę brzegiem morza, popatrzę na mewy, poleżę w piachu i będę szczęśliwa.
To mój program antywirusowy, skuteczny, ratujący mnie od zawsze,
Bałtyk ma moc, zawsze na mnie dobrze działał,
muszę zwyczajnie i beztrosko odpocząć,
bo ja wcale nie jestem siłaczką,
jestem beznadziejną babą,
której los coś tam kiedyś ułatwił, coś pomógł,
coś nieba przychylił,
ale teraz żąda za to zapłaty i to z lichwiarskimi odsetkami.
(A dziś byłam u fryzjera i mam we włosach blond refleksy,
to dopiero jest nowe doświadczenie, haha!).
…
I nie pocieszać mnie!
Ja tylko chcę być zrozumiana.
Wiem, wiem… to dopiero jest trudne:D
Li.

BLONDINA! Wow!
ale pomyśl, ile rzeczy jej teraz ujdzie płazem :) blondiny mają prawo do pewnych yyyy…. słabości :) :P
ojtam, zaledwie refleksy ;-)
Uwielbiam komentarze statlera. Podczytuję Pani blog i poleciłam znajomym.
A komentarze Li na komentarze Statlera nie gorsze. Dobrana para.
A ja Cię pocieszę. To blond coś na pewno wkrótce się zmyje albo odbarwi.
Nie jestes beznadziejna, o nie! :) Kazdy ma lepsze i gorsze dni… c’est la vie.
Panimaju i sciskaju ;)
PS. Chcialabym zobaczyc te refleksy :)
Do jesieni wytrzymają:)
Li, nie pocieszam, rozumiem, że… to minie!
No dobra, nie pocieszam i zostawiam w spokoju miękki brzuszek Skorpiona, bo i co bym z nim zrobiła nie będąc Skorpionem, chcę tylko uprzytomnić, że zawsze tłucze się i uszkadza ukochane rzeczy użytkowe, bo się ich używa, niechciane stoją spokojnie i bezpiecznie upchane w przeróżnych zakamarkach i będą potem o nas świadczyły: o, to nieboszczka lubiła, dziwne.*
Rozumiem, bardzo.
:*
Rozumiem, choć przecież wiem, że rozumienie innych w ogóle jest trudne. Ale idziemy, wychodzimy do siebie, rozbijając szklane ściany, przedzierając się. Zawsze to krok do przodu, krok w stronę.
Dużo nadziei w nas, ciągle.
„ta para skrzydeł
zwiniętych w nas”
Tja, a jak uda nam się rozwinąć te skrzydła, to kończymy jak Ikar:)
kochana! jaki Ikar? jest XXI wiek, kto by używał wosku? :) :)