Nie da się zauważyć, że nie piszę.
Wsadziłam litery do więzienia, odseparowałam od świata, nie pozwalam na widzenia.
To wymierzona sobie samej kara za samogwałt na własnej wrażliwości, za zbyt lekkomyślne pozwolenie,
by rozmaite szumowiny w rodzaju kobiety-konia pasły się na moim życiu, na moich smutach i radochach.
Nie jest mi dobrze, bo moje pisanie dla mnie ma moc, daje ukojenie,
terapia literami przerywa noszenie w sobie ciężkich myśli i czarnowidów,
wywala je ze mnie bez prawa powrotu, pozwala uwierzyć, że sama mogę poradzić sobie z tym,
z czym tak łatwo można sobie nie radzić.
Jest moim kanałem bezpieczeństwa i nie chcę innego- nie muszę zapalać papierosa drżącymi rękami
i z poczuciem ulgi wdychać toksyczny dym,
nie muszę trzęsącymi się rękami otwierać alkoholowej butelki,
nie muszę zaciągać się jointem w poszukiwaniu spokoju i zapomnienia.
Jestem jednostką uzależnioną od pisania, od szumu przelewających się na białą kartkę ekranu myśli.
A jednocześnie wpadłam w pułapkę braku anonimowości,
moim wrogiem jest wyszukiwarka i tekst: „Pani Mecenas całą noc czytałem Pani bloga”.
Nie znalazłam jeszcze odpowiedzi na pytanie, czy będąc adwokatem mam prawo być kochającą życie wariatką i blogerką.
…
Jest mi z tym źle, czuję że moja wolność jest poważnie zagrożona.
…
Aaaa poza tym wszystko jak zwykle w najlepszym (nie)porządku.
Są przy mnie dwie moje dziewczyny, kocham je tak bardzo,
że gdy o nich myślę, to mam w oczach łzy-
haha, poziom mojego emocjonalnego niezrównoważenia jest wciąż niestabilny,
choć to jedno się nie zmienia.
Świąt nie pamiętam, spałam po 15-ście godzin, ale podobno moje dania wigilijne były wybitne.
(W pocie czoła je zamawiałam…:)
Karolcia będzie w domu jeszcze przez dziesięć dni i tym się cieszę,
przerywając tę radość uzasadnionymi kłótniami,
ale cóż-nikt nie jest doskonały…
Możecie być z niej dumni, świetnie zdaje egzaminy!
…
Pomyślę co zrobić dalej z blogiem, nie mam zamiaru do niczego się zmuszać,
ale też nie mam zamiaru dać się ukorzyć.
…
Idę na fajnego Sylwestra, do znajomych, będzie ognisko i beztroska.
Nie miałam szczególnej ochoty, bo cierpię na deficyt snu i uznałam,
że przełom roku zwyczajnie prześpię,
w najlepszym towarzystwie mruczących kotów i grzejącego psa,
ale ze względu na plany sylwestrowe moich córek,
zostałam grzecznie poproszona o opuszczenie domu.
No to opuszczę, najwyżej zasnę w cudzym łóżku.
…
Dobrego dla Was!
Li.

Li, Kochana. Doskonale Cię rozumiem. To stanie w rozkroku, bo i by się chciało pisać i być w jakimś stopniu odgrodzonym od niektórych.
Myślę, że trzeba zaakceptować, że tego się już cofnąć nie da – utraconej anonimowości. Weź stwórz sobie listę najgorszych zagrożeń, jakie mogą wypływać z tego, że wciąż piszesz i zastanów się, czy one są faktycznie zagrożeniami, czy tylko strachami. Jeśli tak – ułóż sobie listę działań na wypadek tych zagrożeń, jak im się przeciwstawić. I robić swoje. Bo może się okazać, że rzeczywistość okaże się lepsza, niż to, co sobie wyobrażamy, a wiedząc JAK poradzić sobie z hipotetycznym problemem, łatwiej jest temu stawiać czoła i robić swoje – czyli żyć po swojemu. Toż nie krzywdzisz nikogo, nie łamiesz prawa. Zapewniam Cię – że nikt NORMALNY nigdy nie wyciągnie żadnego argumentu z bloga do walki z Tobą czy czegoś innego. A na nienormalnych i tak nic nie poradzisz! Kurczę, wydaje mi się, że piszę jakieś truizmy, ale i ja zaglądam często na Twojego bloga i szukam nowych wpisów. Takich ludzi jak ja jest naprawdę mnóstwo – sama to wiesz, bo dajesz wpis i masz od razu fefnaście komciów.
Nie piszesz NIC strasznego, co mogłoby Ci realnie zagrozić. A jak ktoś ma ćwierć mózgu, to i w słowach „dzień dobry” dopatrzy się powodu do hejtowania/mącenia/intrygowania. Najważniejsze osoby, czyli córki kochają Cię i ufają. Ci najbliżsi przyjaciele, normalni dalsi wirtualni i życzliwi Ci znajomi (na przykład ja! :D ), tak samo. A reszta naprawdę jest nieistotna.
PS Ja bym dała hasło na bloga – nic tak nie drażni wroga, zwłaszcza nieco tępawego – jak brak bodźców, brak świeżych newsów, brak informacji. :D Na przykład na rok. Szybko minie. Po roku zobaczysz, co dalej. :)
Ale hasłując bloga ograniczam swoją wolność!
Poza tym byłoby to kolejne hasło do zapamiętania…:)
Na razie napisałam notkę, podejrzewam że będzie klasyka gatunki-pomiotam się trochę, pomilczę, a potem i tak wszystko wróci na stare, lekko wykolejone tory.
taaaa…. z hasłami to plaga…. raz dałam ogłoszenie z ofertą pracy na portal – wisiało i wisiało, bo zapomniałam hasła i nie mogłam go skasować ;)
Pamiętam notkę, że i kobieta koń, znaczy kobyła, wiedzę swą z mozołem pogłębia…….
W pewnym wieku, wymaga to szczególnej samodyscypliny, bo i pamięć nie ta i koncentracja wysiada.
Choć jeśli wystarcza jej /koncentracji/ na śledzenie Twojego bloga, to chyba nie jest tak źle:)
Och, jednak nie podjęła nauki, widocznie wystarczy jej podstawówka, ona i tak przede wszystkim liczy:P
moja droga, o 6 rano nie można widzieć świata optymistycznie!!!! wtedy należy spać!!!
bo nawet próbując być optymistą można sobie przypomnieć odwieczną różnicę pomiędzy widzeniem świata przez niego, a przez pesymistę :)
Za dawnych czasów mówiło się, że pesymista uczy się rosyjskiego, optymista angielskiego, a realista strzelać. Teraz wystarczy się wyspać.
statler, aby się wyspać muszę się od Ciebie odseparować, więc mam ciągły konflikt interesów:(
mi chodziło raczej o tę różnicę, że optymista uważa, że świat stoi przed nim otworem, zaś pesymista owszem też uważa, zę świat stoi otworem, ale jedocześnie doskonale wie co to za otwór…..
Dobrego dla Ciebie! (sylwestra i 2015)
Li, rozumiem i choć buntuję się przeciw temu to cóż mogę ci poradzić… Najlepiej było olać k-k. Ale czy to się da? Pryszcza na środku nosa trudno ignorować. :(
Li, zawsze zawracasz Wisłę. Jestem przekonana, że tym razem też tak będzie. Czego życzę Tobie i wszystkim Czytelnikom.
Herbatka z termosa w noc Sylwestrową bezcenna.
Monika, życzę udanej zabawy sylwestrowej oraz wszystkiego, co najlepsze w Nowym Roku :)
A w ogóle, to muszę iść do pracy, sąd nie śpi! Miłego dnia!
Li, kochana. Boję się, że wszystko zmierza do zamknięcia bloga… A tyle lat z przyjemnością czytałam. Może wprowadź jakieś hasło, kluczyki, żeby odciąć dostęp kobiecie-koniowi (tak, z małej litery). Pozdrawiam i życzę szczęścia w Nowym Roku!
kobieta koń zawsze jest z małej litery ;-)
Nie zamykam, mleko dawno się już wylało.
Zastanawiam się tylko jak pisać, by pisać!
Pięknie pożegnaj ten rok i cudnie rozpocznij Nowy! I pisz, pisz…bo pusto bez Ciebie!
ojtam zaraz pusto:*
Nie, ojtam, ojtam… Pusto i już…” im bardziej Puchatek zaglądał do kompa, tym bardziej tam Li nie było”
moja kochana :*
:* a masz całusa we wtorek-potworek!