Jak było w Paryżu?
Paris, Paris, piękny, brudny, majestatyczny, klimatyczny,
rozczarowujący, wietrzny, drogi, zaskakująco tani.
Świadectwo ludzkiej pychy, rozmachu i umiłowania piękna.
Arabski.
Leciałyśmy z Krakowa z Romanem Polańskim,
owinięty w absolutnie francuski sposób wielkim szalem wyglądał świetnie.
Trudno uwierzyć, że ma 82 lata!
Jest ciągle seksowny, choć na boga, nie wiem jak on to robi.
Paris, Paris ma mniej uroku niż każde włoskie miasto.
(Ja to jednak kocham wąskości uliczek, odrapaności kamienic,
popękane mury, pnącza, zaułki, schodki nie wiadomo dokąd,
pojedyńcze stoliczki, uliczne życie i dolce far niente).
Inny jest, ale popłakałam się w Muzeum Orsay,
wjechałam na czubek wieży Eiffla, powłóczyłam po Montmartre,
poodychałam kurzem katedry Notre Dame,
a co najważniejsze- byłam z córkami.
Odbieranie Karolci z pociągu z Londynu na Gare du Nord też mnie doprowadziło do łez.
(Jezu, nie do opanowania mam te mokrości oczu, nie do opanowania!)
Dlatego na pytanie, jak było w Paryżu, odpowiadam: było super!!!
I już myślimy, gdzie teraz?
Li.
P.S.Zdjęcie bardzo paryskie, Karolcia pewnie mnie zabije
i będę musiała je usunąć, ale póki nie wie, to sza:)


Kocham Paryż i choć wiem, że nie powinnam, lecimy ze ślubnym do Paryża 17 kwietnia tylko na cztery dni, ale cóż lepiej cztery niż zero, mam kongres ale tylko jeden dzień więc dwa i pół dnia będę chłonęła Paryż, pięć lat temu byliśmy ostatni raz, a teraz znowu, cieszę się, bo już myślałam, że nie polecimy w ogóle, (moje serce ustawiali mi ostatnie dwa i pół miesiąca, nie daj Bożę konowałów do siebie dopuścić, to ci wszystko przemajdrują!) i tak się cieszę!
pozdrawiam wiosennie
j
Paryż w lutym… gorzej może być tylko w listopadzie.
A ja polecam Amsterdam. Kamieniczek, zaułków,schodków i baaaardzo wąskich uliczek całe mnóstwo. Tylko trzeba uważać w dzielnicy Czerwonych Latarni.
Trzeba uważać na pokusy, czy na co?
Czerwone latarnie zaburzają błędnik😉
Też już wróciłam; jak zawsze w Paryżu i pięknie i nie koniecznie… cudowny późnowieczorny Montmartre i moje ukochane muzeum Auguste Rodin’a w zderzeniu z tłumami Azjatów – turystów głośnych i wszędobylskich, zasikanych zaułków i pasaży nad Sekwaną. Ale nic to, zawsze chętnie tam wracam, bo tam są moje dzieci…
Li, no to może w końcu się skusisz na Porto? Zapewniam, że od urodzaju wąskich, stromych uliczek i odrapanych ścian tutaj nie uciekniesz – no chyba że na plażę.
I super :-) Ja też kocham Włochy :-))))))
Podobna do Ciebie jako ta druga kropla! Przeładna dziewczyna!
Ja w lutym leciałam do Neapolu z Jasiem i Nelly Rokita. Cały samolot się ucieszył na ich widok, liczyliśmy, że będzie się działo a tu nic; (
A po mnie to niby widac, ze mam 82 lata? Tez nie widac! Bo szalik nosze!
Co cię doprowadziło do łez w Orsay?
Toulouse-Lautrec, wielbię go!
Klasycznie Van Gogh.
No i neoimpresjonizm, och… powiesiłoby się na swojej ścianie i patrzyło, ech…:)
A poza tym zawsze płaczę, gdy piękno mnie przerasta:)
No tak… Jak mnie widziałaś to nie płakałaś:(. Doprawdy nie rozumiem…
Rano patrząc w lustro też nie płaczę :))
Ja płacze:)
Paryż się chowa przy takiej piękności :-)
Pozdrawiam
Miała na sobie czapkę z napisem”Bad hair day” :)
Phi… Myslalam, że fotkę w kabaretkach i z jakimś Armandem D. wrzucisz … Naprawdę czuję się rozczarowana;)
Piękne masz te kobietki. Gusi powiedz, ze ja juz instagrama oblukałam- następnym razem jedzie w hidżabie i nie ma, ze nie. Musimy ja ukrywać póki studiow nie skończy – albo czterdziestki najlepiej!
Żebyś wiedziała, blond wieża 1,80 i nie było spokojnego przejścia:)
To mowie- ciocia Kasiunia hidżab zorganizuje!