I znowu zadziwienie: jak dawno mnie tu nie było!
Zarobiona jestem.
Na szczęście nie wszystko idzie utartym torem,
dni wcale nie są podobne do dni,
a ilość rozrywek, nieoczekiwanych zmian, niespodzianek
i wpadania w szewską pasję przekracza roczną normę.
Ale czy muszę o tym pisać?
…
Guśka obcięła swoje blond loki,
pokazała zupełnie nieoczekiwaną dla mnie kobiecość
i celebruje życie towarzyskie.
Mam więc wolną chatę.
Do tego złamała palec i nosi gips z miną bohatera.
Karolcia przylatuje jutro na całe siedemnaście dni,
a ja ciągle nie tknęłam jej pokoju,
tak beztrosko przerobionego na suszarnię, praniazalegowisko i graciarnię.
Zamówiłam malarza do malowania salonu, ale już trzy razy go przekładałam.
Rzekomo z powodu licznych chorób,
a to tylko prozaiczny problem z wyborem koloru.
(Gość chyba zrezygnuje, bo ilość epidemii dotykających moją rodzinę… ech…:)
I taras czas zacząć i zdecydować o tym i o tym…
Doprawdy powiadam Wam, coraz mniej mi się chce,
bo widać, że można obyć się bez tysięcy wcześniej niezbędnych rzeczy,
gardzić przedmiotami, bez których wcześniej żyć się nie dało,
nie zauważać konieczności, nie musieć, nie dążyć.
A jednak walczę sama ze sobą, bo wiem, że gdy odpuszczę,
to wypuszczę demony zniechęcenia, lenistwa i bylejakości.
I tylko powtarzam sobie
Festina lente Monia, festina lente,
gdy pośpiech odbiera mi oddech, konflikt z czasem generuje wyścig zbrojeń,
poranna panika rysuje zmarszczki na czole,
koty czekają na jedzenie, którego zapomniałam kupić,
a samochód czeka aż go znajdę
po kolejnym błąkaniu się po okolicznych ulicach.
Festina lenta, Monia, festina lente,
nie macie pojęcia, jak czekam na wiosnę i lato.
Oplotę taras pnączami, posadzę trawę pampasową,
i będę robić kolację przy świecach.
…
Byłam na świetnej sztuce, pośmiałam się.
Polecam! „Kolega Mela Gibsona„, Scena pod Ratuszem.
Miłego dla Was!
(Naprawdę żyję i mam się dobrze).
Li.

Jak dobrze, że nie tylko ja zapominam kupić kotom jedzenia ;))) A taras… Twój cudny… rób, sadź dbaj… Z pozdrowieniami cicha „podcztywaczka” S.
Kochana, rob ten taras plis bo tak bylo fajnie siedziec na nim w zeszlym roku :). Zartuje, nic nie rob, bo w Twoim towarzystwie wszedzie jest milo :)
Z miłym zawsze miło;-) Taraz w tym roku postanowiłam zrobić szalony, więc pewnie znowu posadzę dynię i tykwę!
I niezmiennie zapraszam:)
Lubię czytać Twoje słowa. Chcę, żebyś wiedziała.
czarnawiewiorka
A jak ja się cieszę, że czytasz mnie już tyle lat!!!
Ściskam:)
…a to numer… Wiesz co wczoraj zrobiłam? Przełożyłam znowu „malarza” z powodu hmm… Choroby :))). Po tym jak bohatersko i męczeńsko przetrwałam remont kuchni, ktora raczyła sie zawalić, musi minąć dłuższy czas zanim dojrzeje do kolejnego horroru. Ja nie umiem wogole ze sprzątaniem nadążyć a co dopiero takim po-remontowym. Poza tym zawsze sobie obiecuje, ze cos tam w domu zrobię… I zawsze znajdę jednak inne zajecie;)
statler obiecał, że mi pomaluje cały dom, ale nie jestem pewna, czy to dobry pomysł, będzie sobie ciągle robił przerwy regeneracyjne i takie tam, inne:))
Te „takie tam, inne” w moim wieku to jak biały kruk.
Zastanawiam się czy chlapnąć Ci w salonie Bitwę pod Grunwaldem czy Panoramę Racławicką.
Ech ta męka twórcza…
Nareszcie wróciłaś:) chociaz na chwilę, ale przeciez czekamy:)
Oj Basiu, kto by tam czekał:D