Wracam tu, wracam.
Jakoś muszę porządkować wewnętrzny chaos, a porządki literami wychodziły mi najlepiej.
Chcę pisać, by kilka lat później z prawdziwą przyjemnością wracać do spraw dawno zapomnianych i nagle na nowo odkrytych.
Wczoraj, gdy nolens volens musiałam odbyć nieprzyjemność wywiadówki w szkole Młodszej, trafiłam na wpis sprzed 5 lat:
17.05.2011 r.:
„Wywiadówki zawsze wpędzają mnie w zły humor.
Po pierwsze: to straszne, starzeję się.
Po drugie: na papierze dostaję potwierdzenie, że moje dzieci nie są genialne.
Po trzecie: mam pretensje do losu, dlaczego to po mnie musiały dostać gen zdolnego lenia, a nie dostały po tatusiu prof. dr hab. tego z zamiłowaniem do codziennej i systematycznej nauki?
Teksty mojej młodszej córki rozwalają mnie, nim zacznę się złościć:
–Mami, chcesz żebym w życiu była szczęśliwa czy nieszczęśliwa?
–no jasne, że chcę byś była szczęśliwa!
–o, to mogę nie chodzić do szkoły?
Przychodzę ze szkoły z groźną miną i z sms-ową zapowiedzią awantury.
Młodsza już w drzwiach przystępuje do ofensywy:
-O co Ci chodzi, no o co?
Przecież mówię Ci o każdej dobrej ocenie i prawie o każdej złej!
Rety, zaczynam się śmiać i to by było na tyle marzeń o autorytecie”.
W Krakowie zbiera się na burzę, moja głowa czuje to bardzo dokładnie.
Siedzę w moim gabinecie z widokiem na malowniczo oplątane bluszczem średniowieczne mury, ciepłe powietrze owiewa mnie zniechęcająco do pracy, całkiem spokojnie wypijam drugą kawę i cieszę się na wieczór.
Mam trening, a to ostatnio moja największa przyjemność,
moje przygotowanie do szybowania w przestworzach,
wszak będę lekka jak piórko.

;-)
Zaraz wracam – powinnaś tu wywiesić.
…bo znów jej nie ma…
latawica jedna!
wywiadówki są zmorą dla wszystkich-z nauczycielami na czele:) że o biednych dzieciach i rodzicach nie wspomnę…jak dobrze, że znów jesteś:)
Jak ja się cieszę, że zostało mi jeszcze tylko jakieś 5 lat i potem luzik bez wywiadówek. Niestety z drugiej strony martwi mnie, że to oznacza „dorosłość” mojego ostatniego dziecka.
Jeżu, jak ja nie cierpiałam wywiadówek! :(
Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że znów mogę Cię czytać :-) ściskam mocno, inspiracjo do wspaniałego życia :-)
Jak cholera wspaniałe to życie, Kaśka:D
Ale co zrobić, to moje życie, więc muszę je wspanialić ;-)
…. ja tez tu wpadam :) tęskniłam ;)
:) ja też.
Ha! Dzieci są bezbłędne ( młodzież mam na myśli;)) Na pytanie mojego dziecka czy może nie iść do szkoły zawsze, ale to zawsze odpowiadam, że oczywiście, zostań w domku córeczko, TYLKo nie zapomnij, odkurzyć, wyprasować, umyć okien itp itd. Na razie działa, odpukać:)
Dobre, skorzystam:)