Jadę dziś do Olsztyna.
Ze względów zawodowych dopiero popołudniu.
Robi mi się słabo na samą myśl,
a co dopiero będzie w aucie w trakcie jazdy…
Nie chce mi się tak, że aż nie chce mi się o tym pisać.
Wracam jutro, w sobotę zahibernuję się w łóżku
i nie wyjdę z niego do niedzieli.
Taki mam plan i choć jest wątły,
to trzymam się go jak demokracji.
Milszego dla Was!
Li.

Rada sporo spóźniona, ale teraz do Olsztyna to polecam pociąg. Krócej niż autem i można poczytać w trakcie.
UUUUUU ja jestem w Olsztynie :) Nie taki straszny Olsztyn, jak jego ulice :)
W taką pogodę ruszyłabym pociągiem:) To opowiem z ostatniego piątku- moje Dziecię wyruszyło do Gdańska, bo klient był uprzejmy tam wejść w konflikt , z bólami wstało o piątej, żeby pociągiem w trzy godziny…bo na 12 trzeba było…a w sądzie alarm bombowy…zanim posprawdzali, to sprawa spadła z wokandy…i całe zrywanie się o świcie na nic:( Życzę więc, żeby Twoja wyprawa miała owocny finał:)
Dobra to spróbujmy inaczej, pomyśl, że sprawa którą musisz załatwić w Olsztynie spowoduje, że Twoje zasoby finansowe pójdą do góry i będziesz mogła sprawić sobie małą przyjemność, bo reszta pójdzie na zakup letniego domu w Hiszpanii :)
Na randkę? To akurat działa zniechęcająco:))
może pomyśl, że jedziesz na randkę do Olsztyna :)
Włącz w samochodzie słuchowisko „Ojciec chrzestny” z Gajosem w roli Dona Corleone, nawet nie dostrzeżesz kiedy droga upłynie.