Karolcia była w domu przez kilka dni, zajęta więc byłam lawirowaniem
pomiędzy pracą, a spędzaniem z nią czasu.
A z Karoliną trudno się nudzić, zawsze dostarczy matce wrażeń.
Nawet tuż przed wylotem, gdy na lotnisku okazało się,
że nie zabrała torebki, w której był m.in klucz do pokoju w akademiku.
Jak mi sie udało pokonać trasę lotnisko-dom-lotnisko w 50 minut,
nie pytajcie.
Najważniejsze że zdążyłam, choć na zupełny styk.
(Po raz pierwszy był pożytek ze zbyt jak dla mnie wczesnego
przybycia na lotnisko, haha…).
Wczoraj poleciała, pies jest przygnębiony, dom do ogarnięcia,
a ja poszłam wieczorem na spektakl muzyczno-taneczny
inspirowany twórczością Zdzisława Beksińskiego.
(Od października 2016 roku w Krakowie jest stała wystawa jego prac).
Muszę przyznać, że Beksiński mnie przeraża,
jego obrazy budzą we mnie niepokój, koszmary i powidoki.
Bo co trzeba było mieć w głowie, by tak malować?
Jakby stał przy nim dementor wysysający radość życia i duszę.
Śmierć, nicość, miałkość, bezradność, smutek, beznadzieja…
(Ale spektakl piękny, nie żałuję, choć żeby nie zwariować z przygnębienia
patrzyłam innym okiem i widziałam tam
i Golluma i kadry z filmu „Marsjanie atakują”).
…
Mam na co czekać- 6 lutego idę na koncert Ennio Morricone w Tauron Arena,
a 13 kwietnia w dniu 18 urodzin Gusi,
lecimy sobie naszą trójką na cztery dni do Amsterdamu.
Ha, i nie będzie tam żadnych hamulców, o nie!
Moje ostatnie dziecko będzie pełnoletnie, czyż to nie powód do świętowania?
Wolność od mamusiowania zbliża się wielkimi krokami!
Li.

Gdy przeczytałam „Beksińskich” zrozumiałam, jego twórczość…Polecam…film tez , choc słabszy…
a ja jadę w sierpniu na A. Bocellego! jupi! do Szczecina!!!
Aż do Szczecina? No to powiem Ci, że prawdziwa z Ciebie fanka, mnie by się nie chciało. Chyba, że akurat będziesz w tym czasie w Szczecinie?
Ale muszę przyznać, że dla mnie Bocelli jest trochę zbyt słodki i budyniowaty. Taki wyciskacz łez:)
no fajne masz zycie, Li, fajne
przyslij kartke ;-) z Amsterdamu (bedzie sie dzialo: TAKIE trzy kobiety w RLD!)
No patrz, a tak ostatnio rozmyślałam sobie o tym, jakie mam beznadziejne życie i jak bardzo pragnę je zmienić:D
no to może się spotkamy na koncercie :) spełniam marzenie mojego życia i też idę z mężem. kasia z dacapo:)
Chętnie! Choć ja nie idę z mężem ;-))
Ale będę z moimi przyjaciółmi z Włoch!
Co to się dzieje, że Włosi przylatują do Polski na koncert Włocha?:))
Masz rację, spektakl musiał być piękny, z tego co zobaczyłam. I chciałabym zobaczyć. I wiesz co – piękno zawsze jest zwycięstwem, nawet nad najtrudniejszą materią, nad najbardziej pokręconym życiem. To jest siła sztuki.
Był piękny i poruszający. A na koniec, w napisach końcowych pojawił się taki kwiatek: „Nowochuckie Centrum Kultury”.
Kolega mi wytłumaczył, że to nie od Huty, a od chuci:))
Oooo!
Czyżbyście miały zamiar wdepnać do sklepu pod niebieskim neonem w celu zakupu pysznych ciasteczek?
Miłych wrażen!
Żadnych hamulców, to żadnych hamulców:D