Dlaczego nie pisałam?
Nie wiem. Naprawdę nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.
(Przelewają się we mnie wzburzone wody,
jestem tak pełna niezgody na dzisiejszy świat,
że schowałam się za mizerną obudowę monitora
i udawałam, że mnie nie ma).
Wczoraj jednak wstrząsnęła mną jedna rzecz
i stała się drogą do wyzwolenia:
rok temu, w wakacje siedziałyśmy na tarasie
i moje córki kupowały via net bilety na koncert Eda Sheerana.
Byłam taka zdziwiona, że kupują bilety na koncert za rok!
Ten rok wydawał mi się takim kawałem czasu,
tyle się mogło zdarzyć, a tu nagle koncert był wczoraj,
a tego roku życia prawie nie poczułam.
Może zaledwie jakieś tchnienie, gdy przebiegł w pośpiechu obok mnie.
Jestem zdruzgotana, bo niewiele pamiętam.
Jakieś drobne podróże- Malaga, Marrakesz, Manchester, Londyn,
jakieś spotkania, jakieś dziury w ludziostanie wokół mnie,
jakieś kina, koncerty, spotkania…
Matura Gusi, skandal maturalny, gdy okazało się, że
ma źle policzone punkty i to z dwóch przedmiotów,
walka o nowe świadectwo, rekrutacja, wściekłość na idiotyczny system,
dostała się na prawo do Wrocławia
i jestem z niej dumna.
Muszę pisać, muszę. Inaczej się uduszę.
Czytałam ostatnio notki z początków bloga,
niektórych spraw i sprawek już nie pamiętałam,
a przecież to moje życie!!!
Pamiętam cudze sprawy, nie pamiętam swoich.
Poświęcam czas na pracę, a zapominam o czasie dla siebie.
***
Piszę więc do samej siebie:
Droga Li, codzienna notka obowiązkowa,
dla ćwiczenia mózgu i pamięci.
Bo lepiej pisać drżącymi palcami, niż zapomnieć co było wczoraj.
***
Smutno mi, że tak długo mnie tu nie było. Mam poczucie straty.
Ale spróbuję odbudować moją Li, kocham ją przecież,
jest wciąż we mnie, może trochę mądrzejsza mądrością życiową,
może trochę bardziej ironiczna, może mniej marzycielska,
ale to wciąż ja- Li.
Wracam z tak bliska, a taka długa ta droga była, o rety!!!
Li

Zaglądałam, sprawdzałam, a jak wróciłaś- przegapiłam…och…Dobrze, że jesteś!
czarnawiewiorka też bardzo się cieszy z nowych wpisów.
Ja tez straciłam juz nadzieje na nowy wpis a tu niespodzianka , czytam Pania cichutko i uwielbiam
Fajnie ze znowu jestes!!! 😘😘😘
Dopiero dzisiaj zajrzałam. Cóż napisać? Cieszę się, że znowu piszesz! Bądź, nie znikaj. Tyle lat podczytywania, czuję, jakbym Cię znała od dawna.
Pozdrawiam, Ewa
Jak ja się cieszę. Nie komentowałam,czytałam,byłaś mi bliska…zaglądałam,czy wrócisz. Dziękuję i ściskam . Gosia z Gdyni:)
No i wróciłam!
Cieszę się bo uwielbiam!
Choć Ty:))
A to niespodzianka! Cieszę się.
Cicha (zazwyczaj) podczytywaczka. ;)
Ja też się cieszę, że Cię widzę:)
O! jak moglam nie zauwazyc?! Tak czesta z nadzieja zagladalam…
Wzrusza mnie, że ciągle jesteś:)
No wreszcie. Nie traciłam nadziei i cierpliwie czekałam.
Często tu zaglądam, już zwątpiłam, że uraczysz nas swymi pięknymi literkami.
P.S. Wkrótce zostanę Babcią :). Rany, jak ten czas leci… jestem mamą 27 latka, który powiększa nasz ród, ale również młodą mamusią 10 letniej Jessici :). Życie płata różne figle, czasem gorzkie, czasem słodkie :).
Twoja stała „czytaczka” Agata z Irlandii :).
Agata, nie myśl że nie pamiętam, że pierwszy komentarz na mojej „Licencji na bloga” z 2006 roku ( jeszcze na Interii!!!) był od Ciebie! Ściskam mocno całą rodzinę:))
Dobrze, ze Licencja na pisanie została odnowiona 😘
Ba! Nigdy nie wygasła, tylko brakowało sensu:)